Jaki lajf, taki stajl #39

Siedzę przy stole, piję kawę. Od ekranu komputera złośliwie odbijają się promienie słońca – te same, które przyjemnie grzeją lewy policzek. Wracam myślami do 13. września ubiegłego roku. Wtedy mogłabym najwyżej siedzieć po turecku na dopiero co wyrównanej posadzce. Piłabym herbatę, bo przecież wtedy nie lubiłam kawy. Nadal nie lubię, ale piję – o, taka jestem dorosła.

Taka dorosła, że najchętniej zawinęłabym się w koc (z uwzględnieniem stóp w charakterze prewencji antypotworowej), a w ręku dumnie dzierżyła kubek kakao, oglądając Króla Lwa.

Plany na dziś są zgoła inne! Nie zamierzam ckliwie wspominać momentu przeprowadzki do własnego M. Czekają na mnie jeszcze 2 jadłospisy do ułożenia, próba zrozumienia roli PKM2 w kancerogenezie, pismo do KRS, wniosek do WRK, doprecyzowanie planu podbicia świata. No i powinnam zrobić pranie. Same ważne rzeczy Proszę Państwa. Zacznę więc od napisania tego posta, a dokładniej od polecenia filmu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Kadr z filmu "Motyl i skafander".
Kadr z filmu „Motyl i skafander”.

Motyl i Skafander – doskonały film, opowiadający historię redaktora francuskiego Elle, który staje się totalnie sparaliżowany, a jedyny sposób komunikacji ze światem to mruganie okiem. Mrugnięciami powieki opisuje historię swojego ekscytującego życia, a także to, czym stało się jego życiu po wypadku. To nie jest po prostu kolejny wyciskacz łez. To świadectwo uczuć sparaliżowanego człowieka, który zachował całkowitą trzeźwość umysłu – równie fascynujące, co przerażające. Dla wielu z nas ten film będzie wizualizacją jednego z największych lęków.

Dla równowagi mogę Wam polecić coś znacznie lżejszego i przyjemniejszego. O, taką bruschettę na przykład. Albo spaghetti aglio e olio. Wszystko za sprawą włoskiego tygodnia. Bruschetta na przystawkę – wystarczy pokroić bagietkę, natrzeć kawałki mieszanką oliwy z oliwek, czosnku i ostrej papryczki, piec przez 5 minut w 180 stopniach. Następnie nałożyć na upieczone kromki pomidora pokrojonego w drobną kostkę z dodatkiem bazylii, oregano, oliwy z oliwek i octu balsamicznego. Skoro apetyt podkręcony, to serwujemy danie główne. Najlepszy makaron – świeże Tagliatelle. Jeśli nie chce Wam się robić, możecie kupić makaron Rana w Biedronce. Gotujemy przez 2 minuty, podajemy z oliwą z oliwek z dodatkiem czosnku (pokrojonego w cienkie paski), papryczki chilli i bazylii. A jeśli chcecie bardziej wyrazistego smaku dodajcie pesto: prażone pestki słonecznika/dyni należy zblendować z bazylią (lub pietruszką w wersji ekonomicznej) i oliwą. A jeśli nie chce Wam się robić pesto, to możecie sobie kupić, ale koniecznie to świeże. Mogę jedynie dodać, że Łukasz był zachwycony!

W zeszłym tygodniu pojawiły się na blogu dwa posty – co jest szaloną ilością w porównaniu z częstotliwością publikacji w lipcu i sierpniu. Prawdy i mity na temat BMI okazały się hitem, ale widzę, że Ulubieńcy wakacji również przypadli Wam do gustu. Planuję utrzymać tendencję wzrostową i nie zwalniać blogowego tempa.

Dostaję sporo maili, że to, czego najbardziej wyczekujecie na moich snapach (nick: drlifestyle) to Figa… :). Zamiast się obrażać, rozpieszczę Was zdjęciami Jej Pluszowej Mości:

20150905-IMG_4109
20150905-IMG_4112
20150911-IMG_4145
20150911-IMG_4146
20150908-IMG_4129
20150911-IMG_4151



20150911-IMG_4154
20150911-IMG_4156
20150911-IMG_4158

Powyższa seria to wyraz miłości międzygatunkowej.

źródło: timeout.com
źródło: timeout.com

Kolorowe zdjęcie powyżej pojawia się nie bez powodu. Już za dwa tygodnie lecimy do Barcelony! Zdaję się na Was – co warto zobaczyć, a co raczej sobie odpuścić? Gdzie zjeść, gdzie plażować, gdzie zrobić najfajniejsze zdjęcia? Jeśli macie linki do przewodników/relacji z Barcelony – również wrzucajcie je w komentarzach. A może ktoś z Was mieszka w Barcelonie i wie, które miejsca spoza turystycznej mapy miasta są warte uwagi?