Jaki lajf, taki stajl #43 + o studiowaniu, sprzątaniu i szczęściu

Chciałam podróżować? No to mam. W ciągu ostatniego roku: Londyn, Sharm, Ateny, Mediolan, Barcelona. Nieźle. Chciałam mieć więcej kasy? Bywa, że tyram jak dziki osioł, ale mogę sobie pozwolić na znacznie więcej niż rok temu o tej porze. Chciałam, żeby Łukasz mi się oświadczył? No dobra, o tym akurat nie marzyłam. A okazało się, że był to najfajniejszy moment w moim życiu.

Żyć nie umierać – jest pięknie, cudnie, uroczo. Nic tylko uwieczniać tę sielankę na Instagramie i czekać na ochy i achy w komentarzach. A jednak kiedy myślę o ostatnich 365 dniach, to na mojej twarzy maluje się grymas, zamiast szerokiego uśmiechu.

W pogoni za byciem profesjonalną blogerką, pilną studentką na obu kierunkach, przykładnym pracownikiem, kochaną partnerką, perfekcyjną Panią Domu, córką, która pamięta drogę do rodzinnego domu i oczywiście stale dążąc do bycia najlepszą wersją siebie, nie umiałam cieszyć się tymi wszystkimi cudownymi rzeczami, których doświadczałam.

Być może zaskoczę Was teraz, ale głównym źródłem frustracji, złości i smutku, był jeden ze studiowanych przeze mnie kierunków. Nie, nie była to dietetyka. Jeśli ktoś z Was myśli sobie teraz phi, narzeka na studia, a jakby miała dziecko i nie miałaby co do garnka włożyć, to zobaczyłaby co to są prawdziwe problemy to proszę o więcej empatii lub kliknięcie czerwonego krzyżyka.

Tylko ja i Łukasz wiemy, jak bardzo ostatni rok studiów dawał mi w kość. Ile łez wylałam po drodze, ile zdrowia straciłam, ile razy czułam się jak najgorszy człowiek na świecie i ile siwych włosów pojawiło się pod blond farbą na mojej głowie. I wiecie co? Piszę te słowa i śmieję się w głos. W czwartek obroniłam pracę licencjacką! Już po wszystkim. Cholera, skończone!

10455351_621968747905928_3471414894508044406_n

Wiecie, że lubię sobie pogadać, ale opisać ciężaru, który spadł mi z serducha – nie potrafię. Musicie wierzyć mi na słowo. Choć jestem przekonana, że zauważycie zmiany, czytając kolejne teksty.

Z największą przyjemnością daję Wam znać, że Wasza Lajfstajlowa studiuje już wyłącznie dietetykę (studia II stopnia w trybie dziennym na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi). Pierwsze tygodnie na uczelni bardzo mi się podobają. Choć nadal zamierzam stawiać na samokształcenie, to już teraz widzę, że te studia będą stymulować mój rozwój. Na zajęcia uczęszczam z przyjemnością, a najlepszym tego dowodem niech będzie obecność na nieobowiązkowych wykładach ;).

W trakcie studiowania biotechnologii medycznej dostawałam od Was wiele pytań na temat tego kierunku, samego studiowania i łączenia studiowania dwóch kierunków. Zawsze odmawiałam, ponieważ nie chciałam podejmować tego tematu przed ukończeniem studiów.

Sukcesy edukacyjne postanowiłam uczcić z należytym szacunkiem. Wysprzątałam mieszkanie tak, że Pani Perfekcyjna mogłaby przyjeżdżać i szukać roztoczy! Jak na profesjonalną blogerkę, mam nawet fotkę na potwierdzenie:

20151018-_MG_5855

18 października i 0 stopni okazały się nie być najlepszymi okolicznościami do mycia okien. No, ale teraz widzę jaka jest pogoda bez wychodzenia na dwór. Takie luksusy! Ach, doceńcie proszę fakt, że nawet myjąc okna, jestem stylowa jak zawsze!

organizacja kosmetyków

Wielkie sprzątanie narzuciło konieczność reorganizacji przestrzeni. Największą metamorfozę przeszła moja toaletka. Głównym sprawcą są akrylowe wkłady do szuflady. Miałam epizod z opisywaniem kosmetyków na blogu, ale zamiast osobnych wpisów na temat poszczególnych kosmetyków, wolałabym przygotować tekst o moich kosmetycznych ulubieńcach. Chcecie?

organizacja kosmetyków

Jeśli chcecie zrobić dzisiaj coś dobrego, to zagłosujcie na moją byłą (ukochaną!) podstawówkę w konkursie, w którym można wygrać 30 000 zł. Te pieniądze bardzo im się przydadzą, bo łazienki są jedyną częścią szkoły, która od wielu lat nie doczekała się remontu. Można głosować codziennie, a za każde kliknięcie dziękuję w imieniu własnym, Szanownej Pani Dyrektor, czyli Mamki i dzieciaków. Tutaj szczegółowa instrukcja.

Gdy już oddacie swój cenny głos, zajrzyjcie do postów z zeszłego tygodnia:

20151018-_MG_5846

Zaczyna robić się niebezpiecznie błogo. Czeka na mnie kufel soku pomarańczowego, zapach ulubionej świecy roztacza się po całym mieszkaniu, wszechobecny błysk zachęca do rozgoszczenia się we własnym mieszkaniu, a nowy ulubiony notatnik z Barcelony aż się prosi o trochę tuszu i gryzmołów.

Nie pozostaje mi nic innego, jak Wam również życzyć miłego wieczoru. Do zobaczenia jutro!