Jaki lajf, taki stajl #75 – talia Kim Kardashian, jak obniżyć ładunek glikemiczny posiłku, koci model

drlifestyle zdrowy deser

Przyszło lato. Rozsiadło się wygodnie na kanapie, praży słońcem prosto w ekran komputera i rozgościło się w talerzach. O taaak, tu lubię je najbardziej!

20160706-IMG_1006

20160706-_MG_1012

Lubię je najbardziej w drugich śniadaniach. Blenduję, przecieram, szatkuję, mieszam, a nie rzadko połykam w całości. Zjadam ogromne ilości owoców! Żeby panować nad glikemią po spożyciu posiłku bogatego w owoce, łączę je z produktami bogatymi w tłuszcz i białko. Świetnie nadaje się do tego celu domowe mleko kokosowe, śmietana z migdałów (moje najnowsze odkrycie), pesti dyni i/lub słonecznika czy dowolne orzechy.

Tłumacząc na chłopski rozum: indeks glikemiczny (czyli coś, co określa zmianę poziomu glukozy we krwi po zjedzeniu danego produktu w określonej ilości) wynika z tego, jak szybko dany produkt zostanie wchłonięty w jelicie i uwolniony do krwi w postaci glukozy. Tempo przemian wynika z różnych parametrów, ale (upraszczając, w końcu ma być na chłopski rozum!) możecie zapamiętać, że aby obniżyć ładunek glikemiczny posiłku (ładunek to nie indeks – to taki parametr, który uwzględnia indeksy glikemiczne produktów w większym daniu), należy do produktów o wysokim/średnim IG dodawać produkty o niskim IG.

Nie mając pod ręką tabeli, możecie łatwo ocenić to na oko. Proces trawienia, a następnie uwalniania glukozy do krwi będzie trwał dłużej jeśli w posiłku znajdą się produkty bogate w:

  • błonnik (owoce, warzywa ze skórką, pełne ziarna, pestki)
  • tłuszcz (nie tylko pochodzenia zwierzęcego! świetnie sprawdzi się awokado, oleje roślinne, pestki, ziarna)
  • białko

Nie należy jednak popadać w skrajności, bo większość owoców charakteryzuje się niskim lub średnim indeksem glikemicznym, a oprócz tego szeregiem innych zalet! Nie dajcie sobie wmówić, że owoce są najgorszym złem tego świata i przeszkodą w walce o smukłą sylwetkę. Powyższe sposoby na obniżanie ładunku glikemicznego posiłku można stosować przy wszystkich innych daniach – nie tylko tych z udziałem owoców!

20160709-_MG_1038

Moje brzuchowe dolegliwości nie pozwalały cieszyć się w pełni dostępnością owoców. Większość weekendu spędziłam z kotem pod kocem.

20160709-_MG_1031

drlifestyle kot figa

Figa przy każdej chorobie bierze sobie za punkt honoru przyklejenie się do chorowitka, trzymanie go tak blisko siebie, jak tylko się da. Jeśli wierzyć mądrości ludowej, koty wyciągają choroby – dla mnie bomba. Zresztą, nawet gdyby nic nie wyciągały, to możliwość przytulenia się do mruczącej, pluszowej poduchy z funkcją grzania, każdemu poprawi samopoczucie.
Untitled design (1)

Bez problemu udaje mi się realizować postanowienie związane z regularną aktywnością fizyczną. Biegałam trzy razy, zrealizowałam dwa treningi siłowe. Przy okazji chcę się z Wami podzielić na to, jak zrobić talię a’la Kim Kardashian w 40 minut.

  1. Zrób zdjęcie
  2. Biegaj przez 40 minut
  3. Zrób zdjęcie z bluzą, która zawinie się na wysokości talii
  4. Gotowe! Możesz cieszyć się swoją nową talią a’la Kim Kardashian

Niestety talia pozostaje aktualna jedynie na fotografii. Na szczęście (coraz bardziej) płaski brzuch widać nie tylko na zdjęciach, ale też na co dzień! Moje ciało odzwierciedla przełom w podejściu do treningów – w końcu efekty ćwiczeń i zdrowej diety zaczynają być widoczne!

Na blogu

Tekst o zapobieganiu chorobie Parkinsona, Alzheimera i innym chorobom neurodegeneracyjnym został przyjęty znacznie lepiej, niż się spodziewałam. Mam nadzieję, że to będzie jeden z tych wpisów, o których będziecie długo pamiętać i na co dzień korzystać z zawartych w nim informacji.

Warto obejrzeć, przeczytać

  • film, który aż strach rekomendować – Idiokracja z oceną 5,8 w dziesięciopunktowej skali Filmwebu. To satyra rzeczywistości obnażająca nasze najsłabsze punkty – życie w trybie fast, upodobanie głupiej rozrywki, kreowanie byle kogo na eksperta czy autorytet i wiele innych żenujących aspektów codzienności. Może to kwestia mojego żałosnego poczucia humoru, ale śmiałam się z tej karykatury aż do bólu brzucha!
  • dwudziestominutowy film dokumentalny „Ja” – najlepszy sposób na to, by poczuć się wdzięcznym za wszystko, co się ma, to obejrzenie tego filmu i wysłuchanie historii kilku osób, które stanęły oko w oko ze śmiertelną chorobą. Nie lubię tanich wyciskaczy łez, przepełnionych ckliwą muzyczką i ujęciami pełnymi dramaturgii. Ten film nie jest jednym z nich, a łzy wyciska skuteczniej, niż najromantyczniejsze romansidło
  • A na początku był chaos, czyli początki stworzenia w najnowszym wideo Grupy Filmowej Darwin

W tym tygodniu

Muszę nadrobić trzydniowe zaległości wywołane problemami jelitowo – żołądkowymi (oszczędzę Wam szczegółów). W związku z tym:

  • jeszcze dziś pojawi się na blogu wpis o treningu na czczo
  • we wtorek – przepis na pyszną lemoniadę arbuzową
  • w środę – trening interwałowy a spalanie tłuszczu (jeśli będzie zainteresowanie tematem)
  • w piątek – jak nie przytyć na studiach ( i gdziekolwiek indziej)

Będzie mnie też sporo na InstagramieFacebooku, bo w środę wyjeżdżam do Wrocławia. Czekają mnie spotkania ze znajomymi, noc u przyjaciółki, noc u kuzynkoprzyjaciółek. W piątek przyjeżdża Łukasz, byśmy wspólnie świętowali jego dwudzieste siódme urodziny (cieszę się bardziej, niż na własne!). Weekend spędzę w Instytucie Psychodietetyki na pierwszym szkoleniu, dopuszczającym do trzystopniowego kursu psychodietetyki. Pokładam w nim ogromne nadzieje – najwyższy czas ugruntować wiedzę z tego zakresu i zacząć poruszać tę (bardzo trudną) tematykę na blogu.

Trzymajcie się ciepło!