Jaki lajf, taki stajl #96 – kolorowa Łódź, pogaduchy, studia

Cisza na blogu wynika z dwóch powodów. Mój komputer nadal nie wrócił z serwisu, a na myśl o pisaniu kolejnego tekstu z telefonu (jak na przykład tego, który właśnie czytasz) odechciewa mi się choćby wyciągnąć rękę po telefon. Jak widać dokonałam tego heroicznego kroku ;), co jest nierozerwalnie związane z drugim powodem mojej obniżonej aktywności na blogu i w mediach społecznościowych. Wrześniowe wydarzenia, dziesiątki godzin przegadanych z moim personalnym coachem (i działem IT w jednej osobie),  przeczytane w ostatnich tygodniach książki mocno skłoniły mnie do refleksji. I to nie takich, które mogłyby zaowocować pseudoinspirujacym cytatem na Facebooku (zapisanym koniecznie niedbałym, kaligraficznym fontem na estetycznym tle lub zdjęciu bokeh). Takich do bólu przyziemnych. Tak przyziemnych, że uświadomienie sobie niektórych rzeczy może wcisnąć w podłogę na parę godzin. Wystarczająco blisko ziemi?

20160709-_MG_1031

Na szczęście teraz jestem człowiekiem burrito -szczelnie owinięta kocem – z kubkiem herbaty w zasięgu ręki, ulubioną playlistą i futrzaną farelką zwiniętą w kulkę na moich kolanach . Uzbrojona w te atrybuty z przyjemnością opowiem Ci o najfajniejszych momentach ostatnich dni.

drlifestyle-20161008-7599

drlifestyle-20161008-7611

Sprzątając w starym pokoju, natknęłam się na nabytek sprzed wielu lat – analogową lustrzankę. Postanowiłam przekonać się czy będzie słuchać mnie bardziej, niż nasz podstawowy aparat. Mimo usilnych starań Łukasza i regularnej lektury najlepszego bloga dla z materiałami dla początkujących fotografów nie udało mi się polubić z cyfrowym Canonem. Za dużo przycisków, funkcji i wszystkiego zdecydowanie za dużo. Szkoda tylko, że w całej Manufakturze nie ma możliwości wywołania zdjęć z kliszy – znasz może miejsce  w Łodzi, gdzie mogę to zrobić?

drlifestyle-20161009-7676

W miniony weekend było co fotografować w Łodzi. Light Move Festival stał się już październikową, łódzką tradycją. Byłam pod wrażeniem nie tylko pokazów, ale też ogromu ludzi spacerujących po mieście w godzinach pokazów (mile zaskakiwała również ilość obcokrajowców).

drlifestyle-20161008-7643

drlifestyle-20161008-7629

Domyślasz się chyba, która instalacja była moją ulubioną?

drlifestyle-20161008-7621

Jeśli planujesz zobaczyć przyszłoroczny festiwal, spróbuj wybrać się na pokazy zaraz po ich rozpoczęciu (około godziny 18:00) lub niedługo przed końcem (między 22:30 a północą). W sobotę zdecydowaliśmy się wyjść z domu dopiero przed 23 i to był strzał w dziesiątkę – dało się swobodnie przemieszczać po ulicach i w obrębie wystaw. Niestety, nie można tego powiedzieć o wyjściu w niedzielę około 19:00. Nie udało nam się zrobić ani jednego zdjęcia, a spacerowanie było utrudnione. Napisałabym, że nadrobimy za rok, ale na pierwszą połowę października mamy już inne plany. Zaczęliśmy od końca i zaklepaliśmy ostatni przystanek podróży poślubnej. Mimo, że znajduje się jakieś 16 000 kilometrów od wstępnie zakładanej destynacji, to skaczę ze szczęścia. I od razu lato w sercu, wszystkie smutki na bok!

drlifestyle-20161003-7580

Chciałabym widzieć Łódź codziennie w takich barwach. Niestety, już nawet żółtych liści coraz mniej na drzewach. A ja staram się przekonać samą siebie, że to nie jesień jest zła, a po prostu ja jestem źle ubrana. Wrzucam na grzbiet kolejne warstwy, szczelnie owijam się chustą i już nawet nie jest mi głupio, że noszę czapkę na początku października.

drlifestyle-20161001-7396

Spędziliśmy miłe chwile w Warszawie, objadając się pysznościami z Natalią i Jej Panem Mężem, a wieczór kontynuowaliśmy na parapetówce kolegi, aż do nocy. A może nawet do rana? Musieliśmy szybko wracać do Łodzi i łapać światło do zdjęć. Oboje pracujemy teraz nad rodzinnym projektem, o którym napiszę na blogu. Mam nadzieję, że będzie można chwalić się efektami już za kilka tygodni. Dziś powiem jedynie, że w końcu mam okazję choć trochę odwdzięczyć się rodzicom za każdą sytuację, w której dodawali skrzydeł i wierzyli w moje pomysły. Teraz moja kolej :).

drlifestyle

W zeszłym tygodniu wróciłam na uczelnię. Przede mną ostatni rok studiów. Choć uwielbiam swój kierunek i nie mam wątpliwości co do tego, że chcę być z nim związana w przyszłości, to cieszę się, że niedługo kończę ten etap edukacji.  Zajęcia rozrzucone po całym tygodniu, okienka, a do tego charakterystyczna dla łódzkiego UMEDu zmienna lokalizacja, i co najgorsze, nie do końca przemyślany pod kątem wykonywania zawodu program studiów sprawiają, że dzienne studia wydają mi się stratą czasu. Na szczęście nie mogę powiedzieć, by były bezużyteczne, bo o ile w kwestiach związanych ściśle z żywieniem, dużo więcej wiedzy i konkretów wynoszę z kursów, konferencji i literatury, tak nie mam wątpliwości, że właśnie studiom dziennym (na tym konkretnym uniwersytecie) zawdzięczam wiedzę o człowieku w ujęciu całościowym. W mojej opinii jedno nie może istnieć bez drugiego. A jeśli istnieje, to później mamy takie kwiatki jak dietetyków zalecających jadłospisy metodą kopiuj wklej, powtarzających obiegowe opinie, kopiujących cudze metody. Żałuję tylko, że takie osoby wpływają negatywnie na wizerunek całej branży.

20160812-IMG_3400

Żegnam się z Tobą optymistycznym, różowym królikiem i postaram się, by w tym tygodniu pojawiło się więcej wpisów. Ciao!