Jaki lajf, taki stajl 1/2018 – jestę magistrę, siła przyciągania i wielkie szczęście

Oprócz bloga prowadzę też pamiętnik, zwany dawniej marzennikiem (choć dziś bliżej mu do bazgrolnika – a musicie wiedzieć, że to jedno z najbardziej cenzuralnych słów na temat tego zeszytu, które przychodzi mi do głowy). Gdy zorientowałam się, że dziś kończy się styczeń, postanowiłam zobaczyć co było u mnie słychać przed rokiem.

Płacz, lament i zgrzytanie zębów.
Tak w skrócie.

Czy moja sytuacja diametralnie zmieniła się od tamtego czasu? Nie.
Nadal piję dokładnie to samo smoothie, zrobione w tym samym Kohersenie.
Zmieniła się za to percepcja.

Inaczej rozwiązuję problemy, lepiej radzę sobie ze stresem i na co dzień pamiętam o tym, co ważne. Przetasowanie priorytetów było dość drastyczne, a jednym z jego objawów jest fakt, że w styczniu nie widywałyśmy się zbyt często. Chciałam zamknąć wszystkie sprawy rozgrzebane w 2017 roku i zaległości zdrowotne. Powiedzenie, że spadł mi kamień z serca nie oddaje w pełni radości z efektów styczniowych działań, więc pozwolę sobie na mniej poprawne politycznie porównanie: czuję się, jakby zniknęło wieloletnie zaparcie i wrzody na tyłku ;). W bardziej naturalistyczne opisy postanowiłam się nie wdawać, żeby co wrażliwsze z Was nie zaprzestały czytania, gdyż mam Wam coś ważnego do przekazania:

Sprzedaż mojego kursu online startuje w najbliższy poniedziałek (5 lutego). Kurs jest dopracowany jak nigdy, przefiltrowany przez opinie uczestniczek poprzednich edycji a ja mogę napisać z jeszcze większym przekonaniem, że to wartościowy produkt dla wszystkich z Was, które mają mętlik w głowie od nadmiaru informacji, nie potrafią łączyć wiedzy na temat zdrowego stylu życia w logiczną całość, a nawet jeśli potrafią to… I tak tego nie robią. Bo ciągle coś się dzieje i utrudnia sprawę! Zazwyczaj życie (no wiecie praca, dzieci, szkoła, studia, hobby, pasja czy miks powyższych okraszony indywidualnymi przeszkodami).

Jeśli czujesz, że kurs może Cię zainteresować, zapisz się na listę oczekujących, o tu (poniżej):

  • otrzymasz wszystkie informacje o szczegółach kursu, cenie, starcie sprzedaży i wydarzeniach związanych z promocją kursy (spotkania live, tematyczne wpisy na blogu)
  • w czwartek o północy wyślę do Ciebie pdf nieudostępniany nigdy wcześniej: Lista przyczyn niepowodzeń w odchudzaniu – same konkrety, które pomogą Ci ocenić, który obszar stanowi dla Ciebie największy problem i wymaga natychmiastowej interwencji. I nie, nie usłyszysz ode mnie złotej rady “ruszaj się więcej i jedz mniej” – sama reaguję na nią alergicznie
  • osoby zapisane na listę oczekujących I dnia przedsprzedaży (poniedziałek, 5 lutego) dostaną gratis o wartości 150 zł, który później będzie udostępniony w sprzedaży regularnej. Zapewniam – jest naprawdę fajny i ułatwi Wam zmianę nawyków żywieniowych całej rodziny lub Wam samym, jeśli jesteście niezdecydowane i same nie do końca wiecie, co najbardziej lubicie jeść
  • nie planuję liczby, przy której sprzedaż zostanie zawieszona, ale jeśli pojawi się taki plan, osoby z listy oczekujących dowiedzą się o tym jako pierwsze i dostaną szansę na zakup

Uczciwie uprzedzam, że najbliższe dwa tygodnie będą obfitować w informacje o kursie – jestem do niego przekonana jak nigdy wcześniej, co na pewno przełoży się na odważniejszą promocję. Mam już wystarczająco dużo dowodów na to, że kurs działa i jest dobrze przygotowany. Czas popracować nad nim z nową grupą.

Magister Dietetyk!

Sama nie wiem czy bardziej cieszę się z przebiegu obrony, opinii na temat pracy i propozycji dalszego rozwoju kariery naukowej, czy z tego, że… Mam to za sobą. Nie wiem. Ale wiem, że skoro kobiety decydują się na kolejne porody, to prawdodpobnie mamy dobrze rozwinięty mechanizm wyparcia i maskowania trudów z przeszłości ;). Mój plan na najbliższą przyszłość, to kontynuować obrany wcześniej kierunek rozwoju:

  • nadal szkolić się z zakresu psychodietetyki, ale zdecydowanie bez uwzględnienia w tych planach studiów podyplomowych – dopóki nie powstanie kierunek “psychodietetyka dla dietetyków”, nie chcę marnować czasu i pieniędzy na spędzenie semestru na “nauce” podstaw podstaw żywienia, które mogą być przydatne dla “psychologa psychodietetyka” (tym drugim zapewne nudziłoby się na drugim semestrze 🙂 )
  • zgłębić wiedzę na temat dietoterapii: insulinooporności, cukrzycy, niedoczynności tarczycy, zespołu policystycznych jajników – w tym kierunku chcę się specjalizować
  • poprawić angielski branżowy

+ 10 do IQ, czyli zostanę okularnicą

Odnoszę wrażenie, że to może mieć większą moc niż mgr przed nazwiskiem. Oto przed Państwem Pan Hilary, który przez kilkanaście godzin dziennie wpatrywania się w monitor musi nosić okulary. Ostatnio na Insta pomogaliście mi w wyborze oprawek idealnych, które przyjechały do mnie po wstępnym wyborze w sklepie internetowym. Siedząc w domu przeglądałam ofertę Kodano, szukałam oprawek idealnych a później zamówiłam dostarczenie domowej przymierzalni – bez żadnych kosztów i zobowiązań pod warunkiem wyboru maksymalnie 4 oprawek o łącznej wartości 1000 zł. Wdzięczyłam się przed obiektywem jak Figa, która chce dostać dodatkową porcję tuńczyka, a Wy pomogliście mi dokonać wyboru.  Przegłosowane, do pracy przy komputerze zostają te widoczne na zdjęciu. Pozostałe już odebrał kurier z Domowej Przymierzalni, która sprawia że zakup okularów przez Internet przypomina zakupy w sklepie stacjonarnym. Z tym, że w źle dobranych oprawkach wygląda się głupkowato przed własnym lustrem w samotności zamiast towarzystwa klientów galerii handlowej i optyka ;). Cały proces był zaskakująco łatwy i przyjemny – przed propozycją testów nie zdawałam sobie sprawy, że można kupić okulary przez Internet w tak sprzyjających warunkach. Na razie zaskakuje mnie każde przejście obok lustra, ale może się przyzwyczaję. Powinnam? Pasują do mnie okulary? 🙂

Czy siła przyciągania istnieje?

Nie wiem. Niektórzy nazwą to pozytywną afirmacją/karmą/samospełniającą się przepowiednią, inni Bogiem, kolejni filozofią, a następni nie nazwą, bo wyśmieją. Nie wiem czy istnieje ani czym jest, ale wiem, że działa. Odkąd jestem spokojniejsza, mniej się stresuje i przede wszystkim mniej martwię się na zapas na co dzień spotyka mnie więcej dobra. Od losu, od obcych ludzi, od bliskich. Zanim wpadnę w patetyczny ton, po prostu opowiem Wam o kilku przyjemnościach, którymi miałam okazję cieszyć się w styczniu, a których – ku własnemu zdziwieniu – nie planowałam.

Spontaniczny Kraków

Potrójnie spontaniczny. Bo nie wiedziałam o nim do ostatniej chwili. Bo gdy się dowiedziałam, pociągi miały zostać odwołane przez wichury i śnieżyce. A gdy okazało się, że jeżdżą, to my byliśmy właśnie w drodze na inny dworzec, bo Jak Zawsze Skupiony Pan Mąż wbił do Ubera dworzec oddalony o kilka kilometrów od docelowego. Ale dojechaliśmy! Mimo, że kolejny tydzień obfitował w wizyty i lekarzy oraz sprawy związane z obroną dyplomu wszystko się udało! Spędziliśmy świetny wieczór w Krakowie, a rano polecieliśmy prosto do Niemiec.

… Jeszcze bardziej spontaniczny pobyt w Norymberdze

W Norymberdze spędziliśmy ledwie kilka godzin, ale krótki czas wystarczył, by stwierdzić, że to ciekawe i warte odwiedzenia miasto. Szczególnie dla osób zainteresowanych historią II wojny światowej i… fanek wyprzedaży. Nie wiem czy w Niemczech to standard, ale ceny i dostępność ubrań/kosmetyków/wycieczek/elektroniki/wstaw dowolne po prostu zwalały z nóg. Nie mogę przeboleć niższych cen w bogatszym kraju niż Polska. No cóż, jak widać “robienie zakupów zagranico” może być nie tyle fanaberią, co rozsądną decyzją (szczególnie, że za weekendowe loty do Norymbergi zapłaciliśmy 120 zł za dwie osoby w dwie strony).

Bezpośrednim celem naszej podrózy była niespodzianka organizowanego dla najlepszego przyjaciela Łukasza. Trzydziestka Krzyśka była miksem domówki, imprezy dorosłych ludzi i świąt – bo od pyszności stoły się uginały. Cudownie spędziliśmy czas, wymiziałam przeuroczą Kirę (i po raz kolejny wzdychałam nad niemożnością podjęcia się stałej opieki nad psem), nadrobiliśmy ostatnie miesiące niewidzenia i zaplanowaliśmy kolejne spotkania. Dobrze jest mieć dobrych ludzi w najbliższym otoczeniu!

Najbardziej zaskakujący prezent ślubny – kolacja w Atelier Amaro

Gdy dwie noce po ślubie rozpoczęliśmy oglądanie prezentów, nie śmiałam nawet marzyć o czymś podobnym. Nie było ani jednego momentu, w którym coś takiego przeszłoby mi przez myśl. A jednak [w tle słychać powolne pociąganie nosem kierujące się niezbezpiecznie w stronę chlipania]. Dostaliśmy prezent ślubny od Was – moich kursantek i członków grupy Pozytywne odchudzanie. Zwaliło nas to z nóg! Kilkadziesiąt nie-obcych osób zdecydowało się zrobić nam ślubny upominek, który obejmował (zdecydowanie najwspanialszą część) fotoksiążkę z indywidualnymi życzeniami, żaglówkę na mazurskich jeziorach i romantyczną kolację w Atelier Amaro w Warszawie.

To mogła być po prostu kartka z życzeniami, a i tak wyłabym jak bóbr nad pięknem świata i (szczerze) największym wyróżnieniem, jakie kiedykolwiek dostałam w całej historii blogowania. A tu oprócz mocy ciepłych myśli, motywacji do dalszego działania i wiary w to, że moja działalność w Internecie naprawdę ma sens, dostaliśmy tak trafione prezenty! Kolacja w Atelier Amaro (restauracji z gwiazdką Michelin, która wśród restauratorów jest czymś na miarę Nobla dla naukowca czy Oscara dla aktora) po prostu nas zachwyciła!

Obawiałam się chłodnego charakteru miejsca i sztywnej atmosfery, ale już od progu zorientowałam się, że moje zmartwienia były zupełnie niepotrzebne. Na miejscu nie spotkałam ani gości w sukniach wieczorowych i smokingach, a kelnerzy nie byli zaskoczeni moimi pytaniami o to co jest częścią dekoracji, a co mogę zjeść. Atmosfera w Atelier Amaro jest po prostu idealna. A samo słowo “ideał” mogłoby się przewinąć w tej nie-recenzji jeszcze wiele razy.

Czuliśmy się, jakbyśmy odgrywali główne role w spektaklu, w którym przy okazji karmią nas pysznościami. Jedzenie było wyśmienite, a niemal każde danie (każdy składnik dania) było najlepszą wersją czegoś, co wcześniej jadłam. Choć wielu smaków nie miałam okazji poznać w przeszłości – o połączeniach smakowych nie wspominając. Nasze obawy o to, że po kolacji będziemy musieli iść

a) z głodu na burgera – żeby wreszcie się najeść
b) się upić – żeby uciszyć wstyd wywołany brakiem umiejętności doboru właściwego z 15 sztućców i znajomości rozróżnienia kaczki od gęsi

… Były zupełnie niepotrzebne. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za ten prezent, to było wspaniałe przeżycie! Cudnie było świętować obronę w takiej atmosferze. Co również było “zbiegiem okoliczności”, bo termin kolacji rezerwowaliśmy dużo wcześniej, niż znałam termin obrony.

Niewidzialna Wystawa

Nie chcę psuć Wam zabawy, pisząc o co chodzi w Niewidzialnej Wystawie. Jeśli mieszkacie w Warszawie lub odwiedzicie ją niebawem, koniecznie dodajcie do planu dnia odwiedzenie Niewidzialnej Wystawy. To interesujące i wzruszające doświadczenie, a obserwowanie reakcji własnego umysłu w trakcie wystawy to coś trudnego do uzyskania w “normalnych” warunkach. Gdy wyjdziecie z wystawy, zapewne zgodzicie się ze słowami mojego męża: “To wystawa otwierająca oczy”.

W lutym będziemy widywać się częściej!

Zostaw komentarz

  1. Ardilla

    Gratulacje pani magister!
    Super, że początek roku obfitował u Ciebie w tyle pozytywnych wydarzeń 🙂 I podwójnie super, że potrafisz się nimi tak fajnie cieszyć 🙂

  2. Magda

    Jeszcze raz gratuluję obrony 🙂
    A prezenty były szczere i też płakałam jak oglądałam filmik z twoją reakcją 🙂 to tylko udowadnia jak wspaniałe miejsce stworzyłas, ale też jak dobrze zorganizowaną grupą potrafimy być. A niby kobiety nie umieją ze sobą współpracować 😉

  3. Rossie

    Super, że kolacja była udana! No i gratulacje obrony. Ja po skończeniu studiów zaklinałam się że nigdy więcej na żadne już nie pójdę. No i właśnie kończe podyplomówkę 😀
    Mam jeszcze pytanie – czy jako absolwentka Korepetycji mam jakies szanse na otrzymanie tej listy przyczyn niepowodzeń w odchudzaniu?

  4. Kosmetolog Marta

    Gratuluję obrony ! Mnie to nadal czeka i spędza sen z powiek 🙁
    Monia wpadamy w sobotę do Łodzi rano, powiedz co oprócz Manufaktury warto zobaczyć przez kilka godzin przejazdu ?

  5. Julka W

    Gratulacje Pani Magister 🙂 cieszę się z perspektywy częstszych spotkań w lutym 😀

  6. Namysłowska 3

    Przede wszystkim – gratuluję obrony i życzę sukcesów na dalszej drodze rozwoju zawodowego. A jeśli już przy tym jesteśmy – świetnie, że planujesz się specjalizować w dietoterapii, jeśli do listy wymienionych przypadłości dopiszesz jeszcze „colitis ulcerosa” będziesz dla mnie wyrocznią .

  7. Asia

    Gratulacje, Pani Magister ! 🙂 Wszystkiego dobrego, Moniko, Twój blog jest dla mnie bardzo ważny i dziękuję Ci za niego ! 🙂

  8. Kamila

    Po twoim tekście chciałabym odwiedzić Norymberg. Uwielbiam takie zabytkowe miejsca gdzie można pochodzić i pozwiedzać. Cudowna musiała to być niespodzianka dostać taki piękny prezent na wesele. Jako, że chyba jeszcze nie składałam życzeń to Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia :).

  9. Agata Muszyńska

    Bardzo się ucieszyłam, kiedy przeczytałam, w jakim kierunku chcesz się specjalizować. Czekam z niecierpliwością na pierwsze teksty na ten temat, jestem naprawdę ciekawa Twojego spojrzenia na te zagadnienia.