Jaki lajf, taki stajl – 3 ważne książki, kettlebells, zapachy, praca

dr lifestyle rosliny

Kiedy czułam się źle (po tym wpisie wiecie już, co to “źle” znaczy), łatwiej było schować się za merytorycznymi wpisami, niż opowiadać Wam, co u mnie słychać. A słychać coraz radośniejsze dźwięki! Bo i ptaki śpiewają i kot mruczy siedząc za laptopem, i moja ulubiona Mantra ze Spotify… Wsłuchuję się w dźwięki, podziwiam piękno, zachwycam się tymi wszystkimi małymi rzeczami, wobec których jeszcze niedawno pozostawałam paskudnie obojętna. Wreszcie nie tylko SŁYSZĘ, ale też SŁUCHAM.

Bardzo dobrze tłumaczy ten stan wideo Kasi Napiórkowskiej, które serdecznie Wam polecam, a sama przejdę do opowiedzenia o książkach, które pomogły mi wygramolić się z dołka.

3 ksiązki, które naprawdę mi pomogły

W ostatnich miesiącach przeczytałam dziesiątki książek z szeroko rozumianej tematyki rozwoju osobistego. Były klasyki jak Regina Brett, były akademickie pozycje psychiatrów i psychologów, były artykuły naukowe, były poradniki w stylu “Jak stać się szczęśliwym człowiekiem” i setki tysięcy innych słów, w których szukałam ukojenia. Wskazówki. Podpowiedzi. Czasami chociaż pytań, które mogłabym zadać sobie, by poznać własną odpowiedź.

Większość pozycji z tematyki Jak Naprawić Swoje Życie w Jeden Dzień była tak do bólu wtórna i przewidywalna, że mogły co najwyżej wpędzić w depresję, zamiast z niej wyciągnąć. Na szczęście nawet w najgęstszym mule można znaleźć absolutne perełki. Choć z książkami tak już jest, że czyjaś perła dla innego będzie po prostu brzydką błyskotką, to polecę Wam trzy książki, które przyczyniły się do poprawy mojego stanu psychicznego, komfortu życia i satysfakcji z codzienności.

Insightszczęściarz z każdego, dla kogo ta książka będzie pierwszym zetknięciem z rozwojem osobistym. Zero kołczingowego bełkotu, narzucania opinii, sugerowania złotych rozwiązań, które teoretycznie powinny zadziałać u każdego, a w praktyce nie działają u nikogo.

Autor przeprowadza czytelnika przez cały proces przemiany oparty o jego autorską metodę Inisght, która czerpie równie wiele z psychologii, co z kultury dalekiego wschodu.

Przypomina o tym, co ważne, jednocześnie pokazując, że każdy z nas ma absolutne prawo do ustalenia “czym to jego ważne jest”.

Wspaniała lektura pełna wartościowych ćwiczeń. Momentami mocno niewygodna, bo zmusza do stawienia czoła problemom, od których znacznie łatwiej byłoby uciec.

Zawiera ogrom wiedzy, ale też skłania do refleksji. Celnie stawiane pytania pomagają czytelnikowi dojść do własnych wniosków, które mogą okazać się cenniejsze, niż sama treść książki. Książka wymaga skupienia w czytaniu i zaangażowania w wypełnianiu ćwiczeń. Zdecydowanie nie jest to pozycja na jeden wieczór, a raczej na kilka miesięcy.

Tej książki się nie czyta – z tą książką się pracuje. Najwięcej do przepracowania będą miały osoby niepewne swojej wartości, wątpiące w siebie, zagubione pomiędzy tym “co się powinno”, “co warto”, a “co się chce”. Sprawdziłam na własnej skórze.

Subtelnie mówię fuck – książkę dostałam w prezencie od kobiety, której nigdy nie poznałam osobiście, a z którą mimo to znamy się dość dobrze. Ewa dwa lata temu była uczestniczką I edycji Korepetycji z odchudzania (5 lutego zaczynamy nabór do V edycji, ale to zleciało!). Poznałyśmy się bliżej gdy… postanowiła wysłać mi poprawki do moich jadłospisów :). A tu kropki brak, a tu czegoś na liście zakupów nie uwzględniłam, tu zdanie urwane, a tu można by dać więcej kuminu, to by było smaczniej.

A to franca!

Ano nie, żadna tam franca. Ewa jest bardziej dokładna i spostrzegawcza niż ja, a od pierwszych poprawek z perspektywy uczestniczki mojego kursu do dziś zrealizowałyśmy razem dużo projektów. Zaproponowałam jej współpracę przy tworzeniu diet z marketów i to dzięki niej jest w nich tak mało niedociągnięć!

Dziękuję Ewa, że postanowiłaś konstruktywnie mnie skrytykować te dwa lata temu, a na ostatnie święta podarowałaś książkę tak trafioną, jakbyśmy znały się całe życie.

Autor pewnie nie spodziewał się, że jakiejś Monice z Polski sprzeda swoją książką solidnego liścia w twarz. O raju! To nie jest jakieś tam pozytywne pierdololo, w którym JakiśTamKoleś mówi Ci “nie martw się, życie jest piękne” albo inne truizmy, od których można dostać mentalnej czkawki z zażenowania. Różnica między “Subtelnie mówię FUCK” a innymi książkami o poprawie jakości życia polega na podstawowym przekazie.

Mark Manson wybija Ci z głowy pomysł, że istnieje coś takiego jak koncept “zawsze i wszędzie szczęśliwy będziesz”. Zamiast tego namawia do poznania własnych wartości i kierowania się nimi w życiu z akceptacją ceny, jaką trzeba za nie zapłacić.

Jest to jedyna pozycja w zestawieniu, którą poleciłabym również ze względu na styl i czystą przyjemność z czytania. Pozostałe cenię za przekazane informacje i wnioski, do których doszłam w trakcie lektury.

Trwała przemiana – ostateczny argument, za sprawą którego przestałam dyskutować z zasadnością medytacji.

Od listopada uczestniczyłam w kursie MBSR (redukcja stresu z wykorzystaniem mindfulness). Teoretycznie poszłam na niego z własnej woli, a w praktyce musiałam samą siebie wziąć za chabety i zawlec się tam siłą. Bo skoro próbuję wszystkiego, żeby sobie pomóc, to tego też chcę.

Czary – Mary – Hokus – Pokus – Joga – Zen – Medytacja – Taka – Sytuacja.

Przecież cały ten spokój, kontakt z ciałem, dystansowanie się do myśli są tak bardzo nie moje! A jednocześnie okazały się tak bardzo potrzebne.

Z każdą kolejną lekcją czułam się lepiej. Nie podobały mi się medytacje, nie lubiłam tego robić, ale robiłam – w nadziei, że może w tym szaleństwie jest metoda. W między czasie dostałam pod choinkę (kolejny trafiony prezent!) “Trwałą przemianę” napisaną przez dwóch doktorów Harvardu w tym Daniela Golemana, czyli autora jednej z najważniejszych książek w moim życiu – Inteligencji Emocjonalnej.

“Trwała przemiana” to sceptyczna rozprawa sprawdzająca wpływ regularnej medytacji na życie. No i mam. Mój mózg dostał dowody, których potrzebował ;). Masa konkretów, chłodna analiza faktów i wnioski… które tak bardzo zachęcają do regularnej praktyki.

Naszła mnie ogólna refleksja, że może nie ma co bronić się przed dorobkiem buddyzmu w kwestiach lekkości życia i zdrowia psychicznego, skoro historia psychologii zachodniej sięga ledwie końcówki XIX wieku, a buddyjskie wglądy mają (i działają) od tysięcy lat?

Co mi tam, potestuję i dam znać. A teraz zejdźmy na ziemię :).

Wreszcie coś, co naprawdę pachnie!

dyfuzor zapachowy do olejków

Jeśli Alina coś mi poleca – nie zadaję pytań. Biorę w ciemno! Tym sposobem stałam się szczęśliwą niuchaczką dyfuzora zapachowego, który pachnie bardziej, niż cokolwiek innego. Testowałam świece (z różnych półek cenowych), woski (w kominku ze świeczką i w elektrycznym), zapachy do kontaktu, patyczki, olejki w elektrycznym podgrzewaczu.

Zdarzało się, że zapach wypełniał cały pokój i był intensywny, ale to co dzieje się po wlaniu kilku kropel olejku eterycznego do dyfuzora, to jest jakiś komos, rollercoaster dla receptorów węchowych.

Dyfuzor zapachowy lubią też moje roślinki (których jest już chyba więcej, niż skromnych 35 metrów kwadratowych mieszkania ;)). Nawilżacz zazwyczaj stoi na biurku przy filodendronach, które kochają wilgotniejsze powietrze. Nie oczekujcie jakichś super efektów w roli nawilżacza powietrza w całym mieszkaniu, bo pojemność i moc tych sprzętów jest za mała.

Dodatkowe zalety to brak toksycznych substancji wydzielanych w trakcie spalania świec czy używania odświeżaczy powietrza. Jest woda, jest olejek eteryczny i to by było na tyle – w 100% kontrolujemy skład wdychanych substancji. A jeśli wybierzemy dobry olejek, czyli prawdziwy olejek eteryczny (a nie olejek zapachowy wlany do buteleczki kojarzącej się z czymś naturalnym), możemy liczyć na prozdrowotne skutki aromaterapii.

Tyle że na tej ostatniej, to ja się jeszcze kompletnie nie znam. Znacie warte polecenia źródła olejków eterycznych? A może macie swoje ulubione (choć nadal w cenie olejku, a nie płynnego złota, bo i z tym się już spotkałam w różnych sklepach)? Będę wdzięczna za wszelkie rady w komentarzach <3.

Niech żyją Kettle <3

kettlebells dr lifestyle

Czysta radość! Gdy w czerwcu 2017 rozpadła się moja grupa z kettlami, przeszłam pod skrzydła trenera na personalne z (jeszcze wtedy nie) mężem. Podczas personalnych dopieściłam technikę, poznałam swoje słabości, pracowaliśmy nad najważniejszymi dla mnie umiejętnościami i obszarami sylwetki. Ale to nie wystarczało, bym lubiła te treningi tak, jak lubię grupowe.

Niedawno dołączyliśmy do nowej grupy, w której atmosfera jest taka, że… jak nie chce mi się ćwiczyć, to i tak nieważne, bo mam ochotę się pośmiać, więc idę. Jest bosko! A czujne oko Roberta pilnuje, byśmy między heheszkami zrobili każde powtórzenie, nie obijali się z ciężarem i nie kaleczyli techniki. Idealne połączenie!

A co w pracy?

Wreszcie mam siłę pracować tak, jak lubię. Tworzyć, wymyślać, pomagać ludziom i… dobrze się tym wszystkim bawić, zamiast zamartwiać, że coś jest za mało jakieś. Styczeń był pierwszym miesiącem, w którym miałam tak dużo siły, energii i zapału do pracy kreatywnej. Było kilka momentów na przestrzeni ostatnich dwóch lat, kiedy myślałam, że już nigdy nie będę do niej zdolna.

Cholera, jak cudownie jest się mylić :).

Szczerze nie mogę doczekać się pracy z kursantkami V edycji Korepetycji z odchudzania. Sprzedaż kończy się 14 lutego, a pracę z kursantkami zaczynam 18 lutego. Przez 4 tygodnie będę do ich (waszej?:)) dyspozycji w grupie wsparcia, gdzie będziemy się konsultować, motywować i działać!

Zostaw komentarz

  1. Dagmara

    Ależ mi brakowało tego typu wpisów 🙂 odnośnie dyfuzora to jesteście z waszego zadowoleni? Jaki to model ?

    1. Monika Ciesielska

      Podaję tutuł aukcji na allegro: DYFUZOR ZAPACHOWY NAWILŻACZ POWIETRZA 300 ML BAO

      Nie mam porównania z innymi sprzętami tego typu, ale wydaje mi się, że dobrze spełnia swoje zadanie.

      PS. Polecam nalać ciepłej wody, wtedy chmurka jest większa 🙂

  2. Ewa

    Medytacja jest ostatnio bardzo modna. Chciałam tylko przypomnieć, że każda religia ma swoją (chociaż islam może nie). Ja akurat stosuję chrześcijańską.
    Bardzo mi przykro, że ze względu na różnice czasowe nie będę mogła uczestniczyć w dzisiejszym szkoleniu 🙁

    1. Monika Ciesielska

      Zgadzam się w pełni i osobiście postrzegam ten aspekt każdej (lub jak zauważyłas – prawie każdej) religii za najważniejszy i najbardziej warty pielęgnowania :).

      Warto też pamiętać, że joga sama w sobie czy nawet medytacja w oparciu o wskazówki buddyjskich mnichów 😉 nie musi mieć wymiaru religijnego. To my nadajemy go rzeczom, które robimy – trochę tak, jak można pójść do Częstochowy na spacer, a można na pielgrzymkę. Intencja ma tu chyba kluczowe znaczenie.

    2. Ania

      Dzięki za ten komentarz. Też zauważam dookoła przesadną modę na jogę i medytację. Z jednej strony słychać o tzw. nieszkodliwości, gdy tymczasem z drugiej strony padają słowa egzorcystów, którzy potem modlą się za osoby zniewolone, które często zaczynały od jogi czy medytacji, ot choćby Ks. Michał Olszewski. warto też poczytać o różnicach i zagrożeniach że strony np. Buddyzmu.
      Ze swojego doświadczenia mogę polecić modlitwę uwolnienia wg. N. Lozano, modlitwę wstawienniczą np. na spotkaniach Odnowy Charyzmatycznej czy “zwykłą” spowiedź. Tam dopiero dzieją się cuda i nie trzeba od razu należeć do żadnej wspólnoty.
      Tak po raz kolejny przypomina się stare przysłowie “cudze chwalicie, swego nie znacie”.
      A co do samych Twoich diet Monika – super, ekstra, ale to już pisałam i na fb i na Ig weekend udany, zwykły sklep też, czekamy na KoZ.

      1. Monika Ciesielska

        Moje doświadczenia ze spowiedzią sprawiły, że postrzegam ją jako bardzo daleką od sposobu na oczyszczenie. Nie podoba mi się koncept łącznika między mną a tym w co wierzę, w postaci innego człowieka.

        PS. A skąd wiedzieć, które jest “cudze”, a które “swe”?

        1. Ania

          No np. dla katolika na pewno “swe” jest to co pochodzi z Kościoła katolickiego a nie z buddyzmu. Bo między tymi religiami jest zbyt wiele sprzeczności by je łączyć. Fajnie powiedziałaś na ostatnim webinarze, że wszelkie nowości dietetyczne lubisz sprawdzić czy to nie kit. Ja tak podchodzę do spraw wiary. Może trafiłaś na niefajnego księdza, szkoda. Życzę Ci, żebyś i z tym doświadczeniem się uporała. Jeśli byś chciała pogadać na priv, to daj znać malutkiej imienniczce na IG. Pozdrawiam i do zobaczenia na KoZ.

  3. Ewa

    Strasznie, strasznie, strasznie się cieszę! Przede wszystkim z tego, że u Ciebie lepiej, ale też z tak trafionego prezentu. I ciepłych słów. I z tego, że moja upierdliwość przydała się do tego, żeby nawiązać bliższą znajomość i współpracę z takim człowiekiem, jak Ty 🙂

    Po cichu liczyłam, że “Subtelnie…” będzie dla Ciebie w jakikolwiek sposób pomocną lekturą, ale nie mogłam marzyć o tym, aby trafiła aż tak. Okazuje się, że moja intuicja jednak ma się całkiem dobre, uf 🙂 I wiedziałam, że językowo z Markiem “przypadniecie sobie do gustu”! 😀

    Dyfuzor podglądam u Aliny na insta i też mnie kusi! Tylko ceny “prawdziwych” olejków eterycznych trochę odstraszają, plus ja jestem przyzwyczajona do zapachów w stylu Yankee Candle, więc trochę boję się, czy zapachy olejków nie będą dla mnie za bardzo “wprost” 🙂 Ale wpisuję go na wishlistę jako potencjalny prezent na jakąś okazję 🙂

    A kettle… sama wiesz 😀 U mnie ten romans dopiero raczkuje, ale mam nadzieję, że przerodzi się w wielką namiętność :> Jutro kolejny trening w nowej grupie, can’t wait! 😀 Co prawda katar trochę krzyżuje plany, ale nie odpuszczę, do jutra muszę stanąć na nogi, nie ma bata 😉

    PS: Skoro styczeń zaczął się tak dobrze, to liczę, że tutaj jednak spełni się “zabobonne” jaki początek roku, taki cały rok. Z całego serca Ci tego życzę!

  4. Woda

    Naprawdę dobrze napisane. Wielu osobom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na opisywany temat, ale niestety tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Chyba powinienem podziękować za Twój trud. Koniecznie będę rekomendował to miejsce i często wpadał by zobaczyć nowe rzeczy.

  5. Patrycja

    Odnośnik do książki “Insight” chyba nie jest poprawny. Kto jest jej autorem?

  6. maciejczykem

    Oberwuję Cię i czytam od ponad roku, robiłam podchody do zmiany życia już dłuższy czas, chyba w końcu uwierzyłam, że to wszystko siedzi w głowie. Do “zobaczenia” na korepetycjach 🙂

  7. Aga

    Dziewczyny, uważajcie z tymi dyfuzorami i wciskaniem Klaudyny Hebdy w komentarze, bo o ile symultanicznego* promowania jakiegoś kremu można nie zauważyć, to z takim urządzeniem (i olejkową “babuszką”) nie jest trudno to wychwycić. Lepiej wprost, lepiej bez owijania w bawełnę, lepiej bez “specjalnych poleceń specjalnej koleżanki”. Reklama to reklama – nie warto brać ludzi za debili;- )
    *Nagle w ciągu kilku dni ta sama “cichaczowa” reklama pojawiła się w kilku miejscach, które śledzę…
    BTW. Zajrzałam, kim jest Klaudyna. Na jej stronę, blog. Trudno mi uwierzyć, że Alina – ze swoją manią estetyki, wyławianiem każdego detalu – przypadkiem zdecydowała się zaufać takiej “marce”. Bo wszystkie zakątki wirtualnej przestrzeni Klaudyny to jeden wielki chaos pełen niedomówień.

    1. Agnieszka

      Pisząc “dziewczyny” miałam na myśli Ciebie, dr Lifestyle, Alinę i kilka innych blogerek/youtuberek. Kryptoreklama jest be, nieładnie, fuj, a tą wyłapuje się w mig.

      1. Monika Ciesielska

        Ciekawa jestem kto niby miałby chcieć mi płacić za tę “reklamę”, skoro nie polecam żadnego konkretnego dyfuzora? 🙂 Ja nawet nie używam olejków Klaudyny (są nie na moją kieszeń), tymczasowo kupiłam jakieś noname na allegro (podobnie jak sam dyfuzor) i liczyłam, że ktoś interesujący się aromaterapią doradzi.

        Alina to moja (pozainternetowa) przyjaciółka, kupujemy podobne kosmetyki, które sprawdziły się u jednej czy kurde nawet mamy takie same koty – myślisz, że to długodystansowa reklama rosyjskich niebieskich?

        Zrobiło mi się Ciebie bardzo żal po przeczytaniu tego komentarza. Musi Ci się ciężko żyć, wszędzie węsząc spisek.

        Tym razem pudło, Sherlocku.

        1. Agnieszka

          Dzięki za soczysty pojazd, musi Ci się ciężko żyć, skoro chce Ci się odpisywać taką litanią na komentarz, który uważasz za wypociny. Buziaczki, Monisiu;- *

  8. Miki

    Czy mogłabyś polecić jeszcze książki z zakresu psychodietetyki? Strasznie ciężko mi kontrolować jedzenie w trudnych emocjonalnie dla mnie dniach 🙁 będę bardzo wdzięczna

  9. Baśka

    W życiu nie pomyślałabym, ze jest to dyfuzor zapachowy. Wygląda jak bardzo fajny nowoczesny wazonik. Zastanowię się nad kupnem bo wiekszość świeczek zapachowych czy dyfuzorów jakie kupowałam pachnie jedynie przez kilka pierwszych minut, potem zapachu się nie czuje. Wyjątkiem sa tutaj świece Yankee Candle, chociaż cena tych świec do kupna nie zachęca 🙂

    Przekonałam się równiez podobnie jak Ty do kettlebells. Chodze na siłownie i od wielu lat bałam się trochę martwego ciągu, ostatnio jednak spróbowałam ćwiczenia i nie jest takie trudne jak się wydaje.

  10. Patrycja

    Odnośnik do książki “Insight” chyba nie jest poprawny. Kto jest jej autorem?

  11. Ewa

    Medytacja jest ostatnio bardzo modna. Chciałam tylko przypomnieć, że każda religia ma swoją (chociaż islam może nie). Ja akurat stosuję chrześcijańską.
    Bardzo mi przykro, że ze względu na różnice czasowe nie będę mogła uczestniczyć w dzisiejszym szkoleniu 🙁

    1. Ania

      Dzięki za ten komentarz. Też zauważam dookoła przesadną modę na jogę i medytację. Z jednej strony słychać o tzw. nieszkodliwości, gdy tymczasem z drugiej strony padają słowa egzorcystów, którzy potem modlą się za osoby zniewolone, które często zaczynały od jogi czy medytacji, ot choćby Ks. Michał Olszewski. warto też poczytać o różnicach i zagrożeniach że strony np. Buddyzmu.
      Ze swojego doświadczenia mogę polecić modlitwę uwolnienia wg. N. Lozano, modlitwę wstawienniczą np. na spotkaniach Odnowy Charyzmatycznej czy “zwykłą” spowiedź. Tam dopiero dzieją się cuda i nie trzeba od razu należeć do żadnej wspólnoty.
      Tak po raz kolejny przypomina się stare przysłowie “cudze chwalicie, swego nie znacie”.
      A co do samych Twoich diet Monika – super, ekstra, ale to już pisałam i na fb i na Ig weekend udany, zwykły sklep też, czekamy na KoZ.

      1. Monika Ciesielska

        Moje doświadczenia ze spowiedzią sprawiły, że postrzegam ją jako bardzo daleką od sposobu na oczyszczenie. Nie podoba mi się koncept łącznika między mną a tym w co wierzę, w postaci innego człowieka.

        PS. A skąd wiedzieć, które jest “cudze”, a które “swe”?

        1. Ania

          No np. dla katolika na pewno “swe” jest to co pochodzi z Kościoła katolickiego a nie z buddyzmu. Bo między tymi religiami jest zbyt wiele sprzeczności by je łączyć. Fajnie powiedziałaś na ostatnim webinarze, że wszelkie nowości dietetyczne lubisz sprawdzić czy to nie kit. Ja tak podchodzę do spraw wiary. Może trafiłaś na niefajnego księdza, szkoda. Życzę Ci, żebyś i z tym doświadczeniem się uporała. Jeśli byś chciała pogadać na priv, to daj znać malutkiej imienniczce na IG. Pozdrawiam i do zobaczenia na KoZ.

    2. Monika Ciesielska

      Zgadzam się w pełni i osobiście postrzegam ten aspekt każdej (lub jak zauważyłas – prawie każdej) religii za najważniejszy i najbardziej warty pielęgnowania :).

      Warto też pamiętać, że joga sama w sobie czy nawet medytacja w oparciu o wskazówki buddyjskich mnichów 😉 nie musi mieć wymiaru religijnego. To my nadajemy go rzeczom, które robimy – trochę tak, jak można pójść do Częstochowy na spacer, a można na pielgrzymkę. Intencja ma tu chyba kluczowe znaczenie.

  12. Woda

    Naprawdę dobrze napisane. Wielu osobom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na opisywany temat, ale niestety tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Chyba powinienem podziękować za Twój trud. Koniecznie będę rekomendował to miejsce i często wpadał by zobaczyć nowe rzeczy.

  13. Baśka

    W życiu nie pomyślałabym, ze jest to dyfuzor zapachowy. Wygląda jak bardzo fajny nowoczesny wazonik. Zastanowię się nad kupnem bo wiekszość świeczek zapachowych czy dyfuzorów jakie kupowałam pachnie jedynie przez kilka pierwszych minut, potem zapachu się nie czuje. Wyjątkiem sa tutaj świece Yankee Candle, chociaż cena tych świec do kupna nie zachęca 🙂

    Przekonałam się równiez podobnie jak Ty do kettlebells. Chodze na siłownie i od wielu lat bałam się trochę martwego ciągu, ostatnio jednak spróbowałam ćwiczenia i nie jest takie trudne jak się wydaje.

  14. Ewa

    Strasznie, strasznie, strasznie się cieszę! Przede wszystkim z tego, że u Ciebie lepiej, ale też z tak trafionego prezentu. I ciepłych słów. I z tego, że moja upierdliwość przydała się do tego, żeby nawiązać bliższą znajomość i współpracę z takim człowiekiem, jak Ty 🙂

    Po cichu liczyłam, że “Subtelnie…” będzie dla Ciebie w jakikolwiek sposób pomocną lekturą, ale nie mogłam marzyć o tym, aby trafiła aż tak. Okazuje się, że moja intuicja jednak ma się całkiem dobre, uf 🙂 I wiedziałam, że językowo z Markiem “przypadniecie sobie do gustu”! 😀

    Dyfuzor podglądam u Aliny na insta i też mnie kusi! Tylko ceny “prawdziwych” olejków eterycznych trochę odstraszają, plus ja jestem przyzwyczajona do zapachów w stylu Yankee Candle, więc trochę boję się, czy zapachy olejków nie będą dla mnie za bardzo “wprost” 🙂 Ale wpisuję go na wishlistę jako potencjalny prezent na jakąś okazję 🙂

    A kettle… sama wiesz 😀 U mnie ten romans dopiero raczkuje, ale mam nadzieję, że przerodzi się w wielką namiętność :> Jutro kolejny trening w nowej grupie, can’t wait! 😀 Co prawda katar trochę krzyżuje plany, ale nie odpuszczę, do jutra muszę stanąć na nogi, nie ma bata 😉

    PS: Skoro styczeń zaczął się tak dobrze, to liczę, że tutaj jednak spełni się “zabobonne” jaki początek roku, taki cały rok. Z całego serca Ci tego życzę!

  15. Dagmara

    Ależ mi brakowało tego typu wpisów 🙂 odnośnie dyfuzora to jesteście z waszego zadowoleni? Jaki to model ?

    1. Monika Ciesielska

      Podaję tutuł aukcji na allegro: DYFUZOR ZAPACHOWY NAWILŻACZ POWIETRZA 300 ML BAO

      Nie mam porównania z innymi sprzętami tego typu, ale wydaje mi się, że dobrze spełnia swoje zadanie.

      PS. Polecam nalać ciepłej wody, wtedy chmurka jest większa 🙂

  16. maciejczykem

    Oberwuję Cię i czytam od ponad roku, robiłam podchody do zmiany życia już dłuższy czas, chyba w końcu uwierzyłam, że to wszystko siedzi w głowie. Do “zobaczenia” na korepetycjach 🙂

  17. Aga

    Dziewczyny, uważajcie z tymi dyfuzorami i wciskaniem Klaudyny Hebdy w komentarze, bo o ile symultanicznego* promowania jakiegoś kremu można nie zauważyć, to z takim urządzeniem (i olejkową “babuszką”) nie jest trudno to wychwycić. Lepiej wprost, lepiej bez owijania w bawełnę, lepiej bez “specjalnych poleceń specjalnej koleżanki”. Reklama to reklama – nie warto brać ludzi za debili;- )
    *Nagle w ciągu kilku dni ta sama “cichaczowa” reklama pojawiła się w kilku miejscach, które śledzę…
    BTW. Zajrzałam, kim jest Klaudyna. Na jej stronę, blog. Trudno mi uwierzyć, że Alina – ze swoją manią estetyki, wyławianiem każdego detalu – przypadkiem zdecydowała się zaufać takiej “marce”. Bo wszystkie zakątki wirtualnej przestrzeni Klaudyny to jeden wielki chaos pełen niedomówień.

    1. Agnieszka

      Pisząc “dziewczyny” miałam na myśli Ciebie, dr Lifestyle, Alinę i kilka innych blogerek/youtuberek. Kryptoreklama jest be, nieładnie, fuj, a tą wyłapuje się w mig.

      1. Monika Ciesielska

        Ciekawa jestem kto niby miałby chcieć mi płacić za tę “reklamę”, skoro nie polecam żadnego konkretnego dyfuzora? 🙂 Ja nawet nie używam olejków Klaudyny (są nie na moją kieszeń), tymczasowo kupiłam jakieś noname na allegro (podobnie jak sam dyfuzor) i liczyłam, że ktoś interesujący się aromaterapią doradzi.

        Alina to moja (pozainternetowa) przyjaciółka, kupujemy podobne kosmetyki, które sprawdziły się u jednej czy kurde nawet mamy takie same koty – myślisz, że to długodystansowa reklama rosyjskich niebieskich?

        Zrobiło mi się Ciebie bardzo żal po przeczytaniu tego komentarza. Musi Ci się ciężko żyć, wszędzie węsząc spisek.

        Tym razem pudło, Sherlocku.

        1. Agnieszka

          Dzięki za soczysty pojazd, musi Ci się ciężko żyć, skoro chce Ci się odpisywać taką litanią na komentarz, który uważasz za wypociny. Buziaczki, Monisiu;- *

  18. Miki

    Czy mogłabyś polecić jeszcze książki z zakresu psychodietetyki? Strasznie ciężko mi kontrolować jedzenie w trudnych emocjonalnie dla mnie dniach 🙁 będę bardzo wdzięczna