Jaki lajf, taki stajl #lato – mój panieński, praca, wakacje

Gdzie ja miałam głowę, kiedy postanowiłam być mądrzejsza od wszystkich i planować równolegle z weselem koniec studiów, uruchomienie sklepu internetowego, obronę, wprowadzenie nowej usługi (diety modułowe), pisanie artykułów na zewnętrzne serwisy oraz przygotowanie zapasu tekstów na bloga, organizację podróży poślubnej i załatwienie kilku innych drobiazgów?

Nie wiem, ale na pewno nie na karku. Publicznie przyznaję: wszyscy mieliście rację!

Co z tą robotą?

Mówili: uspokój się. Tłumaczyli: wrzuć na luz. Prosili: odpuść sobie.

Ale nie. Zosia Samosia jak zwykle wiedziała lepiej. Na dodatek myślała, że jest cyborgiem o (jak na cyborga przystało) nadludzkich siłach i WSZYSTKO OGARNIE. Się zrobi. Się załatwi.

No. To się załatwiło. Czy tam załatwiła. Skoki kortyzolu i adrenaliny między jednym a drugim zawalonym zadaniem, odwołanym spotkaniem, okresami hurraoptymizmu przeplatanymi chwilami załamki.

Nie przewidziałam, że w lipcu będziemy musieli kilka razy pojechać w miejsce organizacji ślubu (i załatwić to, co miało być załatwione w ciągu jednego dnia), że zakup sukni ślubnej 200 km od miejsca zamieszkania to pięć kolejnych dodatkowo straconych dni, nie wiedziałam też, że w sierpniu wypadnie #spodniegate i wizyta w telewizji, że przerosną nas formalności w związku z uruchomieniem nowego biznesu, a na kilka dni przed weselem będę musiała pisać jeszcze jeden egzamin.

I to nie dlatego, że to nie było do przewidzenia. Ja po prostu za bardzo chciałam wierzyć, że bufory czasowe nie będą potrzebne, bo przecież tak fajnie byłoby wyjechać w podróż poślubną z czystą kartką. Albo wręcz przeciwnie! Całą zabazgraną, cudownie pokreśloną, pełną odhaczonych i zrealizowanych zadań.

Tak to bywa, gdy idealistka zalicza zderzenie z rzeczywistością. Całkiem niedawno nazwałabym je zderzeniem bolesnym, założyłabym wór pokutny i posypała głowę popiołem, a teraz stwierdzam po prostu: no i trudno.

Odroczyłam realizację części planów na końcówkę roku. Znalazłam kogoś, kto pomoże mi z częścią obowiązków. Zrezygnowałam z niektórych zleceń (a co najważniejsze: nie podejmowałam kolejnych). Zminimalizowałam plan publikacji na czas mojej nieobecności. Ugasiłam wszystkie pożary, a drobnymi niedociągnięciami postanowiłam się nie przejmować, bo ważniejsze jest dla mnie…

Tu i teraz

Mimo natłoku obowiązków, rzeczy, które poszły nie po mojej myśli i całego mnóstwa rzeczy, które nie poszły wcale – jest dobrze. Ba! Jest bardzo dobrze. Minione trzy miesiące były bardzo intensywne, wesołe i pełne fajnych aktywności.

I zanim ktoś powie, że “trzeba było odpuścić relaksy i dopiąć sprawy na ostatni guzik” uprzedzę, że głównie dzięki tym kilkunastu podpunktom udało mi się zrobić tak dużo i z taką satysfakcją. Przestałam oszukiwać samą siebie i nazywać bezskuteczne wpatrywanie się godzinami w monitor pracą. Wiem, kiedy uczciwie przyznać się przed samą sobą, że dzisiaj już nic nie zrobię, no za Chiny ludowe nie da rady.

Ta świadomość jest bardzo cenna, bo dzięki niej spędzam więcej czasu w parku, niż stresując się deadlinami na kanapie. Ani jedno, ani drugie nie sprawia, że lista zadań się skraca, ale dzięki temu pierwszemu regeneruję siły, dbam o higienę pracy i lepiej radzę sobie w kolejnej części dnia czy tygodnia.

Pozytywny egoizm, czyli zrób dla siebie coś dobrego

Oprócz zdrowej diety i regularnych treningów, które weszły mi w grafik i nawyk już dawno, postanowiłam zadbać o siebie na co dzień. Najbardziej opłaciło się wydłużenie czasu snu i zmiana proporcji praca/relaks – co do tego nie miałam wątpliwości. Zupełnie inaczej było z tymi wszystkimi typowo babskimi czynnościami: układanie włosów, makijaż, kiecki, pielęgnacja. Zaczęłam częściej nosić sukienki, mniej czasu spędzać w legginsach, malować się bez okazji (i ćwiczyć sztukę makijażu), układać włosy, regularnie robić maseczki i te wszystkie dziwne rzeczy polecane na blogach urodowych. Postanowiłam rozszerzyć moje absolutne minimum (tutaj opisywałam moją podstawową pielęgnację) o kilka dodatkowych punktów.

Na kolaż nie załapał się również bardzo udany balsam z Ziai. Olejek kawowy kupiłam w sklepie zielarskim, ostrą szczotkę polecam niezmiennie od 2015 roku, a pozostałe produkty to również sprawdzona, zaufana i jedna z moich ulubionych marek Tołpa. Na Alerabat.com często można znaleźć kod rabatowy do Tołpy (pod warunkiem zakupów w ich oficjalnym sklepie), aktualnie jest dostępny w TOP100 (na tej stronie są prawdziwe kody rabatowe, a nie tylko zbiór informacji o aktualnie trwających promocjach).

Nie oszukujmy się – nic nie pobije działania zdrowej diety i regularnych treningów. Nie wiem na ile to placebo, a na ile realne działanie pielęgnacji, ale widzę znaczną poprawę napięcia, ujędrnienia i wygładzenia skóry – szczególnie z tyłu ud.

  • ciepło-zimny prysznic – ostatnie uderzenie niestety zawsze zimną wodą
  • szczotkowanie na sucho ostrą szczotką (1) co najmniej raz dziennie po około 5 minut na każdą nogę (dodatkowo 1-2 razy w tygodniu całe ciało)
  • naturalny olejek z ziaren kawy (2) – dwa pompnięcia na jedno udko, masuję w kierunku serca, po zakończeniu masażu jeszcze chwilę szczotkuję i wklepuję
  • balsam antycellulitowy (3) – podchodzę z dystansem do obietnicy wyszczuplenia, ale lubię markę Tołpa i skład tego produktu (świetnie nawilża i poprawia napięcie skóry)
  • regularny peeling (4) – choć ostra szczotka ma również właściwości peelingujące, raz na jakiś czas wykonuję szybki peeling, szczególnie jeśli za chwilę pora na…
  • wyłudzony masaż (5)  – oliwką o prostym składzie

Jeśli stosowałyście kiedyś bardziej zaawansowane zabiegi antycellulitowe (domowe lub salonowe) lub znacie jakieś super kosmetyki warte polecenia, piszcie w komentarzach.

Człowiek ledwo ćwierćwiecze kończy, tony żelastwa przerzuca na treningach, a hormony robią swoje. Zanim ktoś wyjedzie “z brakiem akceptacji ciała” – spokojna głowa. Będę wyprowadzać swój cellulit na spacery w krótkich spodenkach, nawet jeśli uda zaczną zmierzać w kierunku pikowanej kanapy.

Samoakceptacja nie ma nic wspólnego z brakiem działania na rzecz zmiany, pamiętajmy o tym :).

Znalazł się również czas na mini wakacje na Mazurach

Mieliśmy jedynie odebrać moją siostrę z obozu, ale było tak pięknie, że nie dało się inaczej – no musieliśmy zostać! Szybko weszłam na booking, znalazłam wolny hotel w okolicy i… Było cudownie! Był to mój pierwszy raz na Mazurach, ale zdecydowanie nie ostatni! W miejscowości Pisz spędziliśmy 36 godzin, a ja już zdążyłam narobić sobie ochoty na więcej.

I mini urlop w Górach Sowich

drlifestyle motywacja

Zatrzymaliśmy się na dwie noce w Hotelu Dębowym, gdzie byczyliśmy się przy Biostawie (naturalny basen widoczny na zdjęciu), odpoczywaliśmy w spa, piliśmy dużo wina, smakowaliśmy pyszności tamtejszego szefa kuchni i… Pracowaliśmy. W tych super warunkach powstały teksty, które mogliście przegapić:

Na Slackline…

To jest tak niesamowity sport, że OOOOOMATKO! Nie miałam pojęcia, że chodzenie po taśmie jest aż tak trudne. Że trudne – nie miałam wątpliwości. Ale że aż tak? Mam farta, bo uczę się tego od najlepszych (widoczny na fotkach Maciek, który jest też moim trenerem na siłowni), ale nawet gdyby postępy przychodziły wolniej i tak chciałabym to trenować.

Wiele razy robiłam podejście do medytacji, korzystałam z różnych metod i ułatwiaczy, ale żadnemu nie udało się na dłuższą chwilę sprawić, że mój mózg odpuszczał.

A slack potrafi. Chodzenie wymaga ode mnie pełnego skupienia i koncentracji, a jednocześnie jest tak przyjemne i wyzwalające, że pozwala na absolutne wyciszenie i osiągnięcie stanu, którego nie zaznałam nigdy wcześniej. W mojej głowie jest na co dzień dość głośno, więc cenię sobie takie chwile, w których po prostu… Jestem. I to moje jedyne zajęcie.

Czerpię z tego ogromną przyjemność i mam nadzieję, że w tym roku pogoda będzie sprzyjać kolejnym spacerom :).

Ludzi

Zdjęcie: Design Your Life

“Nie mam czasu” zamieniłam na “czemu nie”. Dzięki temu udawało mi się znacznie częściej spotykać z ludźmi, przy których czuję się po prostu dobrze. To zdecydowanie najważniejszy punkt ostatnich trzech miesięcy, bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się przewartościować niektóre rzeczy. Korzystanie z życia NA CO DZIEŃ okazuje się być całkiem przyjemne :).

Weekend panieński w Madrycie

panienski

Mój panieński miał miejsce dużo wcześniej, ale nie było okazji do opowiedzenia o szczegółach.

No i chyba nie myśleliście, że zamierzam to teraz zrobić? 🙂 Powiem tak: Wyjazd był wspaniały! Aż trudno uwierzyć, że udało nam się zgrać, wybrać wspólny termin. Nie spodziewałam się, że dziewczyny aż tak się polubią, a najpiękniejszym prezentem była dla mnie ich obecność i kolejne wspólne wspomnienie do kolekcji. Miałyśmy już za sobą babskie wypady do Mediolanu i Lizbony, ale w tak licznym (i zróżnicowanym) gronie spotkałyśmy się po raz pierwszy. Był czas na zwiedzanie, imprezowanie i nieprzyzwoicie duże ilości wina.

Co się działo w Madrycie, zostało w Madrycie! Na parkiecie tamtejszych klubów i ulic rodem z pocztówek. Cudowne miasto, polecam serdecznie wszystkim estetom. Organizowałyśmy wyjazd na własną rękę,  ale ciekawe oferty wycieczek do Hiszpanii ma Rainbow.

A tak poza tym to… Będzie ślub i wesele!

Cieszę się nieziemsko z nadchodzącego ślubu. Wybraliśmy sobie bardzo wyjątkowy sposób na świętowanie szóstej rocznicy i tej radości nie odbierze mi brak czasu na fryzurę próbną, doboru wstążeczki przy winietce pod kolor felg w samochodzie i zrobienia setek innych arcyważnych rzeczy, których pominięcie zdaje się być w niektórych kręgach największą zniewagą.

Nie tylko nie musi być idealnie. Ja nawet nie chcę, żeby tak było! Ma być fajnie, swojsko i wesoło. Nie silimy się na oryginalność, postawiliśmy na sprawdzone rozwiązania i mam nadzieję, że wszystko to zaprocentuje świetną zabawą. Jeśli macie dla mnie jakieś porady last minute – o czym koniecznie pamiętać, co warto wziąć pod uwagę, co komu powiedzieć, na co zwrócić uwagę podwykonawcom – zostawcie je w komentarzach. Zainteresowanych informuję, że tematykę ślubną w miarę na bieżąco poruszam na insta (@drlifestyle.pl).

Mówię Wam, jestem taka szczęśliwa <3. 

Zostaw komentarz

  1. Julia

    Cudowny wpis, uwielbiam serię Jaki lajf, taki stajl i szkoda ze tak rzadko go publikujesz 😉
    Chylę czoła za wzięcie na siebie tylu spraw na głowie ale podobno im człowiek ma więcej do zrobienia tym lepiej sobie z tym radzi także trzymam kciuki 🙂
    A co do wesela to nie stresuj się i ciesz się chwilą, bo to Twoje a raczej Wasze wesele i to Wy macie się świetnie bawić 🙂
    Pozdrowienia 😉

  2. Ania Kalemba

    No i to szczęście po prostu bije od Ciebie na milion kilometrów! Cudownie czytać jaka jesteś szczęśliwa! 🙂 Wszystkiego dobrego! :*

  3. Paula

    Odnosnie pielegnacji polecam bloga kosmetyczna hedonistka. Czasami drogie produkty ale czesto rzeczy z szafki albo Rossmanna.

  4. mkowarska

    Ha, że więcej mejkapu to zauważyłam nawet 😉 Fajnie, warto czasami trochę bardziej skupić się na sobie 🙂 A co do przygotowań do ślubu, to ja na tydzień przed (w sumie na miesiąc przed też :P) najbardziej nie mogłam się doczekać tego, że już będzie PO i będzie spokój 😛 Powodzenia na ostatniej prostej 🙂

  5. emoilka

    Ja mam tylko jedną ślubną radę – nie przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu i cieszyć się każdą chwilą, bo niestety jest niepowtarzalna 😉 Bardzo żałuję, że to już za nami i zazdroszczę, że to wciąż przed Tobą!
    Powodzenia!

  6. Judyta

    Ja jestem rok po ślubie i chciałabym jeszcze raz to wszystko przeżyć! Nasze dwa miesiące przed ślubem były tak intensywne, że dzień przed nie mieliśmy już nic do roboty, bo wszystko było zrobione. A po ślubie i weselu miałam takie poczucie pustki, bo nie było nic do załatwienia…
    Z moich rad to polecam zrobić plan dnia na dzień ślubu dla Ciebie i Łukasza. Zaczynając od pobudki, śniadania i makijażu. To bardzo ułatwia, bo wiesz co masz zrobić, nie ma nerwowego biegania i masz wszystko rozpisane. I zaopatrz się w igłę i nitkę, poproś świadkową albo siostrę żeby miała, bo nigdy nie wiesz kiedy będzie potrzebna. Mnie poszły szwy w kole przed samym wyjściem i było szyte na szybko. 🙂
    I najważniejsze, ciesz się tym dniem, bo zdecydowanie za szybko minie. 🙂

  7. Kropka

    Idea pozytywnego egoizmu jest mi coraz bliższa – staram się jak najczęściej podchodzić do siebie łagodniej i decydować się na świadomy relaks, bez wyrzutów sumienia że powinnam teraz robić coś innego – a to uczucie towarzyszy mi stale od lat, bo nawet jak oglądam seriale to robię coś innego, np maluje paznokcie, prasuje albo sprzątam 😀 A relaks dla samej siebie jest niezwykły! Czasem nawet idę na długie spacery, gdzie jedynym celem jest chodzenie samo w sobie i słuchanie muzyki, albo dźwięków miasta 🙂
    A Mazury kocham całą sobą, są niezwykłe, magiczne i naprawdę pięknę 🙂
    Trzymam kciuki żeby ślub i wesele były pełne radości i zadowolenia! :)) Jestem zaręczona od 2 lat, ale jeszcze ślubu nie planujemy – chociaż pewnie niedługo się to zmieni, trochę się boję tych wszystkich przygotowań… 😀

  8. Slomiana Zapalka

    Trzymam kciuki za ślub i życzę wszystkiego co najlepsze!
    A tą determinację i aż taką ilość zadań przed ślubem podziwiam w 100% i to odpuszczenie i samoakceptację!

  9. Magda

    Jedyna porada to żebyś nie zapomniała że chodzi w tym dniu tylko o was. A reszta już będzie jak ma być. Nie da się wszystkiego ogarnąć i myślę, że już jesteś tego świadoma 😉 skup się więc na sobie, żebyś była wypoczeta i dobrze się czuła i wygląda tak jak chcesz, żeby Lukaszowi zaparlo dech w piersiach a reszta się ułoży 🙂

  10. Gosia

    Niech Twoja druhna ma ze sobą: nitkę z igłą oraz nożyczki, plastry z opatrunkiem i nawilżone chusteczki, zapasowe pończochy i co tam jeszcze wymyślicie, że może się przydać na “wszelki wypadek”. Mi igła z nitką się przydała.
    Dużo szczęścia, pięknego ślubu i udanego wesela;)