Jaki lajf taki stajl #45

Część z Was traktuje mnie jak swoją dobrą znajomą. Wiecie, co lubię jeść, jak spędzam czas, co mnie denerwuje, czym się interesuje, jakie mam marzenia. Wiecie o mnie tak samo dużo, co nie wiecie (choć o tym zdarza się niektórym zapomnieć). Ja też Was tak traktuję. Mimo, że wiem o Was zdecydowanie mniej. Kiedy piszę tekst, wyobrażam sobie, że rozmawiam z bliskim znajomym. Takim, który zna się na moich żartach (nawet najmniej racjonalnych), który pocieszy kiedy trzeba, a skarci, gdy na to zasłużę. 8 listopada 2015 roku o godzinie 3:15, gdy oczy kleją mi się jak ryż basmati, chcę Wam, moim (nie)znajomym powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Obudziłam się ponad 20 h temu i od rana wszystko kręciło się wokół tego samego tematu. Najpierw długie godziny prelekcji o trendach w dietetyce (niektóre inspirujące tak bardzo, że jednocześnie robiłam zdjęcia slajdów, notowałam kluczowe informacje i zapisywałam pomysły na nowe posty). Co jeść, czego nie jeść, jak jeść, kiedy jeść. Wróciłam do domu i układałam jadłospis. Na komputerze, który co chwilę się wyłącza, bez profesjonalnego programu. Formatka w Excelu, tabele kalorii i kalkulator. I myszka, na tyle nieczuła, że gdy zaznaczam komórkę F5 ona usilnie upiera się przy G4. Ot, taka ze mnie profesjonalistka. Co dalej? Skończyłam jadłospis. Zaczęłam odpisywać na maile i komentarze. Na czym smażyć? Jak to jest z tymi owocami – można wieczorem czy nie można? Mam bulimię i nie wiem jak powiedzieć o tym rodzicom. Moje dziecko odmawia spożywania jakiegokolwiek pokarmu poza mandarynkami.

I odpisuję. Przeszukuję PubMed, co chwilę podchodzę do biblioteczki. Odnoszę wrażenie, że w moim mózgu zamiast neuronów są już tylko kalorie, przeciwciała, rozkłady makro i mikroelementów. Jestem zmęczona. Figa rozkosznie mruczy na moich kolanach.

I jestem szczęśliwa.

Nie mam żalu do siebie, do świata, do autorów tych maili. Jestem zmęczona, ale zadowolona. Spełniona. Wiem, że dni takie, jak ten, to inwestycja w moją wymarzoną przyszłość.

Szanowny Kolego, Kochana Koleżanko – piszę Wam o tym, żebyście wiedzieli, że warto walczyć o swoje marzenia. To jest banał nad banałami, bardziej oczywiste może być chyba tylko carpe diem. Ale co z tego, że wszyscy o tym wiemy, skoro nie wszyscy wierzymy w to na tyle, żeby t urzeczywistnić?

Nie żałuję wylanych łez przy kolejnych podejściach do egzaminów z przedmiotów, które w ogóle mnie nie interesowały. Nie żałuję wszystkich wyjazdów, których musiałam odmówić, bo akurat wtedy wypadał zjazd na uczelni. Nie żałuję imprez, na których mnie nie było, uroczystości,w których nie uczestniczyłam, piw, których nie wypiłam, ani seriali, jakich nie obejrzałam.

Nie żałuję, bo dzięki tym małym wyrzeczeniom, zagryzaniu zębów i spinaniu tyłka, kiedy trzeba, jestem tu gdzie jestem. I bardzo mi się tutaj podoba.

Scrolluję Facebooka, bo mimo zmęczenia nie chce mi się spać. Jemerced odpoczywa w Meksyku, WhatAnnaWears uprawia sport w Kambodży, JestemKasia robi idealne insta-fotki na Maledwiach, a Fashionelka kupiła dom. A ja nie czuję ukłucia zazdrości. Mimo komputera, który chciałabym wyrzucić przez okno, mimo perspektywy kolejnego półprzytomnego poranka, mimo, że zza okna widzę szarą kamienicę zamiast Oceanu Indyjskiego.

Wszystko w swoim czasie. A teraz dobrze jest, jak jest!

W końcu.

W Internecie

  • Moja dieta 1600/1800 kcal – druga odsłona jadłospisu #dietetyknadiecie
  • Jak sprawić, by Twój blog był ładny i czytelny? – komendium wiedzy o narzędziach i sposobach na tworzenie estetycznych treści. Zdecydowanie nie tylko dla blogerów!
  • Playlista, która budzi do mnie życia (i pomaga przetrwać dzień). Musielibyście widzieć mój taniec z odkurzaczem, gdy przypadkiem trafię na pięćdziesiątą piątą minutę!

U mnie

Sobotnia konferencja. W trakcie wynotowałam (uwaga, uwaga) blisko czterdzieści pomysłów na teksty.

2015-10-08 09.01.55

W ten sposób spędzam ostatnio bardzo dużo czasu. Przygotowania do BioForum idą pełną parą, a nowe wyzwania sprawiają, że pracy jest coraz więcej. Nie łudzę się – ten stan rzeczy potrwa do maja.

figa

Radość z uzyskania najdłużej wyczekiwanego papierka w życiu, była tym większa, że świętowaniu towarzyszyły pankejki z nutellą, bitą śmietaną i oreo. A pozycja Figi idealnie odzwierciedla mój stosunek do liczby kcal, których dostarczył ten mały deserek.

Nie pozostaje mi nic innego jak brać się do pracy i nauki. Te Maledwiy, Kambodże, Meksyki czy domy same na siebie nie zarobią ;)!