Jaki lajf, taki stajl #60 – Lizbona, plany na najbliższe tygodnie i książki

Wróciłam z Madery, a po trzech dniach wsiadłam w samolot, by ponownie przenieść się do Portugalii. Tym razem celem był babski weekend w Lizbonie. Było absolutnie przecudownie, a to miasto (i jego okolice) utwierdziło mnie w przekonaniu, że kraje południowej Europy to moja miłość. Czuję się tam doskonale! Mój meteopatyczny pierwiastek jest rozpieszczany do granic możliwości. Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele podróży w tamte kierunki.

I w każde inne. Podróże, poznawanie nowych miejsc – czy to z perspektywy luksusowego hotelu na Maderze czy skromnego mieszkania z Airbnb w Lizbonie – to najbardziej wyzwalająca rzecz, jaką znam. Pozwalają z dystansu spojrzeć na codzienne życie. Problemy, które w Polsce wydają się być czymś nie do przejścia, nagle tracą znamiona Najpoważniejszej Rzeczy Na Świecie, a rozwiązania okazują się bardzo proste. Można docenić to, co się ma, ale jednocześnie zapragnąć rzeczy, których nawet nie poznałoby się, nie wysuwając nosa poza granice swojej miejscowości. Nagle okazuje się, że do super życia nie potrzebujemy tych ton klamotów, które zostawiliśmy za sobą w naszych mieszkaniach. Do pełni szczęścia potrzebne są japonki i strój kąpielowy (ewentualnie buty trekkingowe i ciepła bluza). No i pełne konto ;).

Podróże to dla mnie największa motywacja do oszczędzania i zarabiania pieniędzy. Zdecydowanie napędzają rozwój. Kształcą. Są najfajniejszym, czego dotychczas miałam okazję spróbować. Robię wszystko, a zamierzam robić jeszcze więcej (!), by móc odwiedzić kolejne fascynujące miejsca. Postaram się zachęcić Was do częstszego podróżowania i udowodnić, że można to robić w bardzo tani sposób, jednocześnie nie biedując na miejscu :).

Już w najbliższym tygodniu zapraszam Was na ogromną relację z naszego pobytu na Maderze. Również w tym tygodniu na moim kanale na YT zaczną się pojawiać vlogi z wyjazdu. Subskrybujcie kanał, bo nie każdy film będzie linkowany na Facebooku! Jeśli macie do mnie jakieś pytania co do Madery czy Lizbony, zostawcie je w komentarzach. Odpowiedzi uwzględnię w relacjach z podróży.

Mimo, że podczas obu wyjazdów (szczególnie pierwszego) pracowałam, to dorobiłam się wielu zaległości. Nadrabiałam je w zasadzie do teraz. Czy kolejne tygodnie zapowiadają się już luźniej? Absolutnie nie! Czeka mnie najbardziej intensywny okres w pracy. Konferencja, nad której organizacją pracuję od czerwca, będzie miała miejsce na początku maja. Zostało około 6 tygodni i będą to najcięższe tygodnie ze wszystkich wcześniejszych w związku z tym wydarzeniem. Jednocześnie czas będą mi umilać liczne zajęcia na uczelni, treningi personalne, dodatkowe zlecenia, blogowanie i codzienne obowiązki domowe.

Zarządzam (samej sobie) powrót do bardzo dobrego nawyku wyłączania komputera o godzinie 22:00. Dzień zaczynam o 6:30 i z nielicznymi przerwami spędzam przed monitorem kilkanaście godzin dziennie. Narzucenie sobie rygoru wyłączania komputera o 22:00 to mój mechanizm obronny.

Najbliższe tygodnie będą intensywne, bo mam do zrealizowania kilka bardzo ważnych i ciekawych tematów na blogu. Najwyższa pora na kolejną dawkę wiedzy. Tym razem zajmę się regulacją poziomu glukozy we krwi i licznymi aspektami związanymi z tym tematem. Po lekturze serii wpisów każdy z Was będzie umiał skomponować posiłek dla osoby z insulinoopornością, ale nie tylko. Ta wiedza przyda się każdemu, kto chce mieć więcej energii w ciągu dnia. A kto by nie chciał? 🙂

Cieszę się, że tak wielu z Was spodobała się polecana przeze mnie ostatnio książka Calm. To bardzo skuteczny motywator, inspirujący do bycia dla siebie lepszym, tak po prostu. Jest to jednocześnie krótka książka, którą czyta się bardzo szybko i po której można poczuć niedosyt. Jako kontynuację tematu polecam Siłę nawyku. To już nie tylko inspiracja, a raczej potężna instrukcja zmiany nawyków. Proponowana przez autora metoda bardzo do mnie przemawia.

Źródło: www.homemadelemonade.pl

Powyższy schemat świetnie przedstawia założenia promowane przez autora. Książka jest bogata w przykłady i ułatwia określenie wskazówek stymulujących działania, które chcielibyśmy zmienić.

Przy okazji polecę Wam 4 książki, które są zdecydowanie warte zakupu:

  • Red Lipstick Monster – Tajniki makijażu
  • Księga zachwytów – „opowieść o polskiej historii, historii polskiego gustu, myślenia o przestrzeni, o tym co ładne, i tym, co użyteczne zapisanej w kamieniu, szkle, betonie i aluminium”
  • Najgorszy człowiek na świecie – niby książka o uzależenieniu od alkoholu, a jednak książka o uzależnieniach w ogóle; zdecydowanie zbyt wiele trudnch fragmentów można przełożyć na relacje z jedzeniem;
  • Historia wewnętrzna – jelita, najbardziej fascynujący organ naszego ciała – jedna z moich ulubionych pozycji popularnonaukowych, dotycząca tematyki żywienia; nie spotkałam się z negatywną opinią na jej temat! Zdecydowanie warta przeczytania, poszerza horyzonty (tak, tak, pamiętamobiecywałam publikację tekstu o książkach dotyczących żywienia, ale wymyśliłam sobie formę, która wymaga tak dużo czasu, że póki co muszę odroczyć realizację tematu)

Od kilku tygodni obserwuję rynek blenderów wysokoobrotowych i urządzeń wielofunkcyjnych. Jedyne, co osiągnęłam, to jeszcze większy mętlik w głowie. Muszę podjąć decyzję jak najszybciej, bo mój blender popełnił samobójstwo, gdy kazałam mu stawić czoło orzechom na masło. Jeśli możecie coś doradzić w tej kwestii, piszcie komentarze. Zależy mi na zakupie sprzętu na długie lata, który zblenduje wszystko, co do niego wrzucę ;). Dodatkowe funkcje mile widziane, ale nie są dla mnie konieczne.