Jaki lajf, taki stajl – tak to ja nie schudnę… A jednak!

blender

Taka mądra, a jednak taka głupia. Idealistka i naiwniara – ja naprawdę wierzyłam, że w czasie trwania konferencji i niemalże całodobowej pracy uda mi się jeść to, co sobie zaplanowałam. A jednak energetyka (pierwszego od dłuuuuugich miesięcy), czekolady i paskudnych kanapek z okolicznego sklepiku nie planowałam. Wyszło jak wyszło, a ja po raz kolejny miałam okazję wyciągnąć lekcję:

Nie wprowadzaj nowej diety, nie zakładaj realizacji postanowień, jeśli czeka Cię intensywny okres, duże wyzwania lub cokolwiek innego, czemu musisz poświęcić 100% swojej uwagi.

Lepiej po prostu przeczekać. W przeciwnym razie nie tylko nie schudniesz, ale też doprowadzisz do niezadowolenia z samego siebie i narastającej frustracji. Żadne z tych dwóch uczuć nie sprzyja realizacji celów. Lepiej odłożyć nowe postanowienie o kilka dni (a w niektórych przypadkach tygodni) i postanowić sobie, że będzie się robiło wszystko, by zminimalizować negatywne skutki trudnego okresu. Zminimalizowałam je na tyle, że mimo fatalnej diety, ograniczenia treningów i kilkunastu lampek wina nie tylko nie przytyłam, ale nawet schudłam :).

Sposobem na zrównoważenie negatywnych skutków bylejakiego jedzenia i alkoholu było bieganie. Mimo zmęczenia, niewyspania i obolałych nóg miałam ogromną ochotę odreagować stres i zmęczenie psychiczne. Bieganie jest o tyle wygodną formą relaksu i jednocześnie treningu, że łatwo możemy dostosować jego intensywność do aktualnych możliwości. Biegałam w cudownie żółwim tempie, sporo maszerowałam i nie unikałam czerwonych świateł. Dzięki temu ostatniemu byłam świadkiem ciekawego dialogu (miałam w uszach słuchawki, więc rozmawiające myślały, że ich nie słyszę):

drlifestyle bieganie

Dziewczyna A: Może też byśmy w końcu pobiegały?
Dziewczyna B: No ale patrz – biega, biega i co z tego, jak i tak ma cellulit, bez sensu

#bezsęsu #niemaco #lepiejoebjrzyjmyserial

Co zrobiłam nazajutrz? Zamiast zmienić spodenki na długie legginsy, zmieniłam krótkie na… Krótsze.

drlifestyle bieganie

Jak widać moje uda mają się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że dziewczyny znajdą sobie lepsze wymówki dla niebiegania 😀

Idzie nowe

20160515-_MG_0152-HDR

Mogliście zauważyć subtelne zmiany, jakie zaszły na blogu tej nocy. To początek metamorfozy tego miejsca – szablon będzie sukcesywnie rozbudowywany i ulepszany. W myśl zasady zrobione jest lepsze od doskonałego postanowiliśmy opublikować nowy wygląd bloga już teraz.

Zanim pochwalę się naszymi pomysłami do wdrożenia w najbliższej przyszłości, chętnie poznam Wasze sugestie co do wyglądu strony. Jakie zakładki by się przydały, czego brakuje, co można usprawnić?

Jednego możecie być pewni już teraz – mimo bardzo silnego trendu profesjonalizacji blogosfery, nie zamierzam zamienić bloga w magazyn, zbiór treści o charakterze poradnikowym. Dr Lifestyle pozostanie moim miejscem, w którym będę pisała dokładnie o tym, o czym w danym momencie będę chciała. Zależy mi na uporządkowaniu dotychczasowych ponad 400 tekstów, ułatwieniu przeszukiwania archiwum, a także wyraźnym rozdziale treści związanych z tematyką żywienia i treningu oraz lifestylowych. Ostatnia ankieta pokazała mi, że część z Was zupełnie nie interesuje się moim życiem prywatnym, podczas gdy kolejna część wpisy o nim lubi najbardziej :). Ja lubię pisać zarówno o żywieniu, dietach, tworzyć przepisy, jadłospisy do pobrania, jak i dzielić się z Wami odwiedzanymi miejscami, refleksjami i rzeczami, które po prostu mnie zachwyciły, zainspirowały czy zwróciły moją uwagę. Cel to wyraźne oddzielanie tych dwóch grup, ale założenie oddzielnego bloga nie wchodzi w grę.

Szacuję, że blog uzyska ostateczny kształt w lipcu. Nie mogę się już doczekać tego miesiąca! Dojrzałam do rezygnacji z kolejnych poważnych zobowiązań, dzięki czemu bardzo optymistycznie patrzę w przyszłość.  Zapowiada się totalnie cudownie. Będę miała okazję przekonać się, jak to jest żyć moim wymarzonym życiem :).

spaghetti domowe

Ciężka praca i kalendarz wypchany po brzegi są fajne – uczą organizacji czasu, powodują ruch na koncie, dają satysfkację. Ale zabierają też zdrowie i czas. A to właśnie one okazują się być dla mnie cenniejsze, niż zalety z prowadzenia bardzo intensywnego życia. Czemu Wam o tym wszystkim piszę? Bo jestem z siebie naprawdę bardzo dumna. Cieszę się, że mimo 23 lat na karku umiem zrezygnować z bezpiecznej, stabilnej przyszłości na rzecz starań o bardziej satysfkacjonujące, choć mniej stabilne życie.

Nie wiem czy pamiętacie, ale parę razy, na przestrzeni ostatnich kilku (kilkunastu?) miesięcy wspominałam o postanowieniu porzucenia części zobowiązań. Część można było odrzucić od razu, część zredukować, a z kilku z nich należało się po prostu wywiązać. Wymarzony etap jest już blisko!

Cieszę się, że mam za sobą okresy, w których codziennie przez 16 h dziennie byłam na pełnych obrotach. Kiedy musiałam ogarniać wiele rzeczy na raz, kiedy wiele z tych rzeczy zawalałam i gdy musiałam odpowiadać za błędy. Dzięki temu wiem, że będę umiała produktywnie wykorzystać wolny czas. 

Co to oznacza dla Was? Więcej tekstów na blogu autorstwa coraz bardziej wykwalifikowanej mnie :). Co to oznacza dla mnie? Więcej czasu na samorozwój, treningi, tworzenie nowych przepisów, odpoczynek, pielęgnowanie relacji z rodziną i znajomymi. Więcej czasu i możliwości na kolejne podróże. Inwestowanie w rozwój tego miejsca. Czas na otwarcie poradni online i udostępnienie pierwszych produktów, w których będę prowadzić Cię za rękę przez cały proces odchudzania :).

Mam ciarki na plecach, gdy o tym piszę! W końcu blog i jego Czytelnicy dostaną tyle uwagi, na ile zasługują. Trochę to wszystko trwało – łączenie ze sobą pracy, dziennych studiów, dodatkowych zleceń i normalnych codziennych, dorosłych obowiązków opóźniało wdrożenie pewnych (szczególnie blogowych) planów w życie. Ale Wy nadal tu jesteście, więc na szczęście będzie dla kogo starać się jeszcze bardziej!

Póki co czeka mnie 6 tygodni zaliczeń i egzaminów. Żałuję, że studiowanie dietetyki nie jest równoznaczne z egzaminami dotyczącymi żywienia ;). To chyba bolączka każdego kierunku studiów.

Jedzenie!

domowe spaghetti

Jedzenie tygodnia to zdecydowanie domowe spaghetti, które może ewoluować w coś jeszcze pyszniejszego :). Składniki dla dwóch osób, na dwa dania:

domowe spaghetti

Mięso z łopatki wieprzowej 400 g, 2 kartony krojonych pomidorów, łyżka koncentratu pomidorowego, ocet balsamiczny, oliwa z oliwek, świeża bazylia i mnóóóóstwo przypraw (u mnie oregano, papryka słodka, papryka ostra, czosnek, papryka chilli, pieprz, zioła św. Jakuba, mielone suszone pomidory, kolendra).

Połowę sosu podawać z makaronem, połowę odstawić. Nazajutrz wkroić do sosu 1 paprykę i 1 cukinię, dolać wody, gotować około 20 minut. Podawać z kaszą lub makaronem.

IMG_6625

Na naszych talerzach często lądują różnego rodzaju placuszki. Sprawdź: Przepis na placuszki bananowe.  

Dobrym rozwiązaniem dla osób, którym nigdy nie wychodzą kształtne placuszki jest patelnia z wgłębieniami. Dzięki temu, że ciasto styka się z patelnią mniejszą powierzchnią, łatwiej uniknąć przypaleń bez użycia tłuszczu.

W minionym tygodniu na blogu nie pojawił się żaden nowy wpis, nie czytałam, ani nie oglądałam niczego wartościowego, więc polecę trzy starsze teksty, które mogły umknąć świeżym Czytelnikom:

W przyszłym tygodniu zapraszam Was na wiosenną metamorfozę mieszkania, przepis na chleb czystoziarnisty oraz wpis odpowiadający na pytanie dlaczego ciągle nie możesz schudnąć.

Pędzę się uczyć!

A może najpierw pobiegać? 😉