Jak lajf, taki stajl – Madera!

Piszę ten tekst pod palmą. Z widokiem na ocean. Mimo późnej pory  nadal czuję na policzkach promienie słońca. Aż ciężko mi uwierzyć, że jeszcze dwie godziny temu czułam strugi deszczu, gile z nosa i wiatr, który chciał mnie zdmuchnąć z samego Rabacal do Funchal.

Dziś widzieliśmy już śnieg leżący na Pico de Ariero, deszcz zacinający z ogromną siłą, mgłę, która okazałą się chmurami produkującymi deszcz, bo gdy zjechaliśmy około 500 metrów n.p.m niżej, pogoda była przednia i po śniadaniu poszliśmy wygrzać się na leżaku. Madera jest nieprzewidywalna nie tylko pod względem pogody. Krajobraz zmienia się co kilkanaście kilometrów, a miejsce, które wydaje się najpiękniejszym, co widziało się w życiu, traci urok, gdy pokonasz kolejny odcinek trasy i dotrzesz do następnego punktu. Ta wyspa jest przepiękna!

madeira

Nie wiem czy to zasługa dość deszczowego miesiąca jakim jest tu marzec, czy po prostu cecha tej wyspy, ale na szlakach spotyka się garstkę ludzi. W hotelu jest ich całe mnóstwo, więc albo się mijamy, albo po prostu to ich kolejny pobyt na Maderze i nie mają ochoty oglądać tego wszystkiego.

madeira (1)

Bo innego wytłumaczenia dla spędzania większości pobytu w hotelu, nie widzę! Za hotel jesteśmy jednak wdzięczni losowi, bo całodniowe wędrówki w zmiennych warunkach pogodowych są dość wyczerpujące. Miło jest wrócić do ciepłej, świeżej pościeli, posprzątanego pokoju i udać się na przepyszną kolację, którą ktoś dla Ciebie przygotował. No dobra, spa to też całkiem mocny argument. I ogród. I miejsce do czytania książek! Na temat Vidamar i pozostałych kwestii organizacyjnych (choć tutaj o większość zadbała Itaka) będę się jeszcze rozpisywać w relacji, którą dla Was przygotowujemy. Myślę, że pojawią się dwa teksty, bo Łukasz szaleje z aparatem i mamy bardzo dużo materiału.

Untitled design (3)

Mogłabym być rozczarowana ilością rzeczy, których nie udało nam się zobaczyć (ze względu na ograniczony czas pobytu, a przede wszystkim przez warunki pogodowe). Zamiast tego, cieszę się bardzo z tych miejsc, których widok będę miała w pamięci do końca życia. Udało nam się zrealizować prawie wszystko z tej listy ale niestety zdecydowaliśmy się na odpuszczenie Porto Moniz i naturalnych basenów, a canyoning zdecydował się odpuścić nas (zarezerwowana wycieczka została odwołana). Przeczytałam Calm, a teraz kończę Siłę nawyku. Połączenie idealne. Calm inspiruje, motywuje, podpowiada proste rozwiązania, a Siła nawyku zagłębia się w szczegóły procesy tworzenia nawyku i analizując go od strony neurobiologicznej podpowiada, jak porzucić złe nawyki, a przede wszystkim jak wytworzyć nowe.

Należy Wam się!

Ogromne, większe niż cokolwiek, do czego mogłabym je porównać podziękowania za Wasze wsparcie w moich staraniach o wejście do finałowej dziesiątki Bloga Roku. Udało się! Głosowanie zakończyliśmy na siódmej pozycji, a 12 h przed końcem byłam trzynasta. Pokazaliście swoje zaangażowanie! Najważniejsze jest dla mnie to, że po prostu chcieliście. Że uważacie, że jestem warta tego smsa, udostępnienia czy poproszenia o pomoc kogoś bliskiego. Wiem, że wiele z Was zaangażowało swoje rodziny i znajomych za co należą Wam się przeogromne (!) podziękowania. W mojej kategorii startowało 350 blogów. „Styl życia” charakteryzował się największą ilością głosów. Nie dość, że wspólnie dostaliśmy się do finału, to wyprzedziliśmy większe blogi. O znacznie większych fanpage’ach, profilach na insta czy bardziej imponujących statystykach.

Bałam się startu w konkursie. Naprawdę bałam się, że zostanę na szarym końcu i zwątpię w sens blogowania, bo jakby nie było, tylko zaangażowany Czytelnik zdecyduje się na oddanie głosu. Co dostałam w zamian za 2,5 roku pracy nad blogiem i odrobinę odwagi? Motywacyjnego kopniaka i więcej wiary w siebie. Dziękuję Wam raz jeszcze <3. 11 marca zostanie ogłoszona finałowa trójka. Teraz nie pozostaje nic więcej, niż trzymanie kciuków.

Musicie pamiętać, że blogowanie nie jest moim głównym zajęciem. Aktualnie najbardziej absorbującym są studia, praca przy konferencji, działalność w fundacji Bo Ja Kocham Psy i pozostałe zlecenia (choć drobne, to przy sporej ilości dają znaczną ilość godzin tygodniowo). Pomyślcie co działoby się na blogu, gdyby tworzenie go i poradnictwo żywieniowe było możliwe jako główne zajęcie!

A przecież jest. Potrzeba tylko trochę cierpliwości, czasu i pracy. Wierzę, że pierwsze efekty starań zobaczycie pod koniec 2017 roku. Tymczasem, wracam do Blandy’s, widoku na ocean i planowania przyszłości. Idą piękne czasy, mówię Wam!