Jaki lajf, taki stajl #98 – wstydliwe wyznania, moja suknia ślubna, Mr. Black

Jest fajnie. Spędziłam kilka dni w rodzinnym domu i wróciłam do Łodzi z baterią naładowaną do poziomu 100%. Minęło kilka godzin, a licznik ani drgnie – i niech tak zostanie. Niech nie straszna będzie mu noc polarna (wywołana zmianą czasu), niezdana poprawka (tak, tamta), powódź (ile jeszcze może padać?!) i jesienna depresja (przed którą uchronić może jedynie bariera w postaci grubego koca z kubkiem herbaty w podstawowym wyposażeniu).

Zostawiam turbo doładowanie, które zdominowało moją playlistę z zeszłego tygodnia i zapraszam do dalszej części wpisu.

Chodźmy na grzyby

drlifestyle-20161030-8679

Kiepska ze mnie grzybiareczka. Co prawda na grzyby chodziłam, nim nauczyłam się chodzić (rodzice do dziś wypominają mi, że wraz z całym ekwipunkiem pakowanym do żółtego malucha musiał być zabierany mój prywatny nocnik, bo księżniczka elegantka gardziła łonem natury #wstydliwewyznania).

brzozki-drlifestyle

Nie wygrałabym zawodów na ilość zebranych grzybów, ale z pewnością miałabym szanse zwyciężyć w plebiscycie na ilość ochów i achów. Bo listki takie ładne, bo mech miękki, bo pachnie lasem!

drlifestyle-20161030-8709

Mistrzuniu w pełni skoncentrowany. Gdybyście wiedzieli jaka była z tego zupa grzybowa… 🙂

drlifestyle-20161030-8659

drlifestyle-20161030-8698

drlifestyle-20161030-8696

drlifestyle-20161030-8657

drlifestyle-20161030-8684

jesien

Po kilku ostatnich podróżach doszłam do wniosku, że polskie lasy to coś, co powinno być naszym towarem eksportowym. Absolutnie nie w przemyśle meblarskim, a w turystyce. Takich ilości zielonych terenów znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie miast i wsi może nam zazdrościć wiele krajów.

drlifestyle-20161030-8680

drlifestyle-20161030-8676

Szkoda tylko, że mimo licznych kampanii i edukacji od najmłodszych lat w lasach nadal można spotkać worki ze śmieciami. Przecież to już nawet nie ma sensu z punktu ekonomicznego, bo odkąd obowiązuje ustawa śmieciowa spore ilości odpadków można bez dodatkowych kosztów wywozić na komunalne wysypiska.

Nie ma co strzępić paluchów, wśród Was na pewno nie ma osób, do których mogłabym kierować swoje apele :).

Dla każdego coś dobrego!

recman perfumy

Co jakiś czas do drzwi puka kurier, oznajmiając, że PACZKĘ MA. Cieszę się podwójnie. Z niespodzianki i z tego, że nie zostawił jej u sąsiadów lub w sklepie (najczęściej bez pytania mnie o zdanie na ten temat). Zazwyczaj znajduję tam materiały prasowe, drobny upominek, mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Zazwyczaj listy adresowane są do mnie, czasami do Figi, a ostatnio do Łukasza. Miło!

Dary losu przysłała firma Recman – polska marka założona w 1986 r. specjalizująca się w modzie męskiej. Może poszetka niekoniecznie pasuje do codziennego stroju Łukasza pt. „Jestem informatykiem, więc to normalne, że noszę trampki, dżinsy i szarą bluzę z kapturem”, ale już perfumy sprawdzą się super. Nie tylko do szarej bluzy, do marynarki też ;). Zapach jest dość słodki, ale jednocześnie bardzo męski – kojarzy nam się z klasycznym, szarym flakonem Hugo Boss i Armani Acqua di Gio. Naprawdę ładny zapach, bardzo wyjątkowy, a jak na wodę perfumowaną Black ma bardzo przyzwoitą cenę (119 zł/50 ml). Wśród prezentów dla Łukasza był też kod rabatowy dla Czytelników bloga – do 10.11 20% zniżki na hasło „drlifestyle”.

A wydawało się, że to ja jestem w gorącej wodzie kąpana

drlifestyle-barcelona-20160903-6119

Okej. Ja naprawdę myślałam, że mnie to ominie. Nigdy nie chciałam hucznego przyjęcia, o sukni ślubnej myślałam w kategoriach zwykłego ubrania na niezwykłą okazją, a to czy uda mi się dopasować kolor ślubnych butów do koloru wstążeczki na zaproszeniu nigdy nie krążyło w centrum moich zainteresowań. Ani nawet na obrzeżach. A później przyjęłam oświadczyny.

Od ślubu na dzikiej plaży, przez skromne przyjęcie dla najbliższej rodziny, wesele w plenerze i wiele innych wersji celebrowania dnia ślubu rodem z Pinteresta, doszliśmy do wniosku, że w naszym przypadku najlepiej sprawdzi się klasyczne wesele. No i super, jest decyzja, są środki, to teraz wystarczy chwycić za telefon i załatwić usługodawców.

No nie. Okazało się, że dwa lata przed imprezą to niewystarczający czas, by móc skorzystać z usług wybranych zespołów, fotografa, kamerzysty czy sali. Ale okej, tutaj wszystko załatwione, więc zostały nam pierdoły. Kosmetyczka, fryzjer, może barman? Ale przecież jeszcze prawie rok do przyjęcia. Jestem w gorącej wodzie kąpana! No dobra, zadzwonię dla spokoju ducha.

Sprawdzona wizażystka, z której usług korzystałam w przeszłości? Niestety w naszą sobotę ma już full. Okej, zdarza się, trudno, przecież to nie jedyna kosmetyczka w okolicy. Dzwonię do drugiej z listy. Niestety w naszą sobotę ma już full. Trzecia idzie na wesele do siostry. Okej, zdarza się. Ale że zdarzy się jeszcze trzy razy, to tego bym się nie spodziewała. Że sytuacja z fryzjerem będzie podobna – tym bardziej. Trudno, najwyżej wpiszę się w trend naturalny ;).

Na szczęście po początkowym weselnym szale szybko zeszłam na ziemię i nie przejmuję się już tymi wszystkimi organizacyjnymi pierdołami. Nadal zależy mi, by uczcić ten super dzień w fajny sposób, ale wiem też, że nie przeszkodzi mi w tym kokardka na zaproszeniu w innym kolorze, niż buty ślubne będące przedłużeniem koloru przewodniego zgodnego z aktualnymi trendami. W nosie z tym, mamy za fajną rodzinę i znajomych, bym musiała się tym martwić.

Ciekawy produkt, który testuję

Źródło: Materiały prasowe BRASTER

Braster – bo o nim mowa – to urządzenie do samobadania piersi, które będę testować w najbliższych tygodniach. Zapoznajcie się z nim, bo czuję w kościach, że będzie o nim głośno. I to nie tylko w Polsce! Zachęcam do zapoznania się z tekstem z zapowiedzią urządzenia i peanami nad polskimi naukowcami, którzy to cudo stworzyli.

Moja suknia ślubna

Korzystając z Waszych rad z komentarzy pod wpisami sprzed kilku miesięcy, nie upieram się przy szyciu sukienki. Stwierdziłam, że nie będę mądrzejsza, niż kilkadziesiąt osób, które mają ten wybór już za sobą i po prostu Was posłucham – poprzymierzam różne modele, może akurat znajdę gotowca. Zmobilizowana sytuacją, postanowiłam umówić się do kilku salonów. Interesowały mnie soboty. Jakie propozycje usłyszałam? 3 grudnia, 17 grudnia i… 7 stycznia. To by było na tyle w temacie polskiej biedy ;). Jak widać kryzys gospodarczy nie dotyczy branży ślubnej.

W niedzielę udało mi się odwiedzić jeden salon w małej miejscowości. No i…

suknie-pazdziernik

Szału nie było. Ot – całe moje wrażenia z przymiarek. A to koronka nie taka, a to podszewka w złym odcieniu, a to materiał za cienki i całość jakaś taka niedbała. Całkiem ładne, długie, białe sukienki, w których chyba będzie się fatalnie tańczyć. Nie było łez wzruszenia, nie było wielkich emocji, nie było pisków i krzyków z ekscytacji. Czy to znaczy, że po prostu nie trafiłam na tą jedyną, czy jestem zimna jak głaz, czy po prostu możliwy jest zakup sukni bez fajarwerków z tyłu głowy? 🙂

Dajcie znać, jak to wyglądało u Was! Jestem ciekawa ile trzeba przymierzyć sukienek, by znaleźć taką, która spodoba się w 100%.  Albo ile trzeba przymierzyć, by dojść do wniosku, że suknia dla mnie chyba jeszcze nie została uszyta :D. Jeśli możecie polecić jakiś salon w Łodzi, we Wrocławiu lub w Warszawie (czy okolicach tych miast), w którym mogę znaleźć sukienki w stylu tych z kolażu, będę bardzo wdzięczna za komentarz.