Jaki lajf, taki stajl #62 – motywacja, aplikacja to-do, urodowy hit

Wczorajszy lajf, był tak mało stajlowy, że z niedzielnego podsumowania tygodnia, mógłby się zrobić Poniedziałkowy Kącik Skarg i Zażaleń. W trosce o pokłady Waszej motywacji i chęci do życia, oszczędzę sobie (i Wam) pikantnych szczegółów z mojego życia zawodowego (pracy znacznie więcej, niż czasu, który na nią przewidywałam) czy szalonego weekendu (oj, szalałam, szalałam z miotłą w piwnicy, a noszenie kartonów po schodach, to wręcz solidny trening nóg!).

Na szczęście dziś zaczyna się kolejny dzień. Po raz kolejny o 6:00 próbuję przekonać samą siebie, że tym razem wyrobię się ze wszystkim (niedoczekanie!). Na kartce A4 (kalendarz już kilka tygodni temu stał się za mały) spisuję zadania do wykonania.

Dużo.

Trudno.

Facebook pokazuje mi, że 4 lata temu kazałam moim znajomym włączyć tę piosenkę, wsłuchać się i po prostu uwierzyć. Że tak naprawdę, nie mamy wiele czasu na bycie szczęśliwym. Życie jest za krótkie, a już zdecydowanie za szybkie.

Że planujemy przyszłość, a nagle, nie stąd, ni zowąd wszystko diabli biorą. Więc pozwól, że spytam –  skoro nie potrafisz być szczęśliwy dzisiaj, jak zamierzasz być szczęśliwy jutro? Weź do ręki dzień dzisiejszy, żongluj nim, obracaj, ale nie przepuszczaj między palcami. Bierz od niego wszystko, co dał – przytul do siebie uśmiech tego dnia, pocałuj cały jego cud, a kiedy będzie trzeba, nie odpychaj płaczu. Pomyśl, powiedz, a może wykrzycz głośno „Chwilo trwaj, bo jesteś piękna”- pozostanie tylko uwierzyć.

Więc postanowiłam włączyć tę piosenkę pierwszy raz od czterech lat i wraz z wokalistą śpiewać, że to piękny, piękny, piękny dzień.

I nawet szarobura aura, 24 maile czekające na odpowiedź czy lista zadań w formacie A4 nie mogą mi tego odebrać.

O właśnie!

aplikacja todo

Jakiś czas temu na moim pulpicie pojawiła się nieco ciekawsza, niż kartka A4, lista zadań. To aplikacji Todo autorstwa Kasi z bloga www.posukcesnaszpilach.pl. Intuicyjna (bez problemu domyśliłam się, jak zmienić kolor, dodać nowe zadanie czy stworzyć dodatkową listę zadań), prosta i funkcjonalna. Pasek postępu skutecznie motywuje, a opcja „nakładania” półprzezroczystej listy zadań na dowolne inne okna (np. mogę przypiąć listę nie tylko na pulpicie, ale też „naciągnąć” ją na pole robocze tego tekstu) jest trochę jak oddech zniecierpliwionego szefa, co czasem się przydaje ;). Jeśli jesteście zainteresowani aplikacją Todo, zajrzyjcie do recenzji Gosi Zimniak, a później rzecz jasna na stronę Todo.

Urodowe hity

rzesy 3d lashline

Spoglądam na Was zalotnie z fotek zrobionych zaraz po przebudzeniu (stąd opuchlizna i zmarszczki, bo na pewno nie ze starości – ostatnio nabyłam dobry krem pod oczy, więc to nie może być starość!), żeby pokazać Wam ulubieńca ostatnich tygodni. Przed wylotem na Maderę (zobacz fotorelacjęporadnik), stwierdziłam, że wygodnie byłoby mieć makijaż z głowy. Niestety – bez pomalowanych rzęs i choćby delikatnego podkreślenia powiek cieniami, wyglądam na przemęczoną i po prostu zaniedbaną. Bałam się pierwszej aplikacji sztucznych rzęs. Nie chciałam powierzać swoich oczu Pani z olx czy gumtree. W tym przypadku argument ceny był kwestią poboczną, bo po prostu zbyt bardzo cenię sobie fakt posiadania zdrowych oczu ;). Zapytaam na fanpage’u i w zasadzie nie pozostawiłyście mi wyboru, polecając Karolinę.

Sztuczne rzęsy miały mi towarzyszyć w podróży, ale po powrocie okazało się, że wcale nie chcę się z nimi rozstawać (tym bardziej, że dzielnie zniosły kontakt ze słoną wodą czy wizyty w saunie).

Sztuczne rzęsy – szybkie fakty

  • rzęsy nie przeszkadzają mi w niczym – oczy nie swędzą, nie łzawią
  • dużym komfortem jest budzić się z oczami, a nie niewyraźnymi punkcikami obok nosa
  • nie czuję posiadania czegoś ciężkiego na powiekach (po prostu nic nie czuję)
  • moje rzęsy są wykonane metodą 3D (nie wiem jaka długość i jaki skręt, Karolina dobiera je tak, by nie wyglądały zbyt teatralnie)
  • uzupełniam je co 3 tygodnie i przez cały ten okres wyglądają tak, jak na powyższych zdjęciach (zdjęcia zrobione cztery dni po aplikacji)
  • uzupełnianie trwa około 90 minut, kosztuje 130 zł (za rzęsy metodą 3D)
  • pierwsza aplikacja trwa około 120 minut, kosztuje 220 zł

Polecam bardzo! Karolina jest nie tylko świetną stylistką, ale też kompanem do rozmów o super poczuciu humoru, więc 1,5h z zamkniętymi oczami nie sprawia najmniejszych problemów. Spać też można, jeśli chcecie!

Przy okazji przypomnę, że w moich rekomendacjach nie należy doszukiwać się ukrytej reklamy. Pamiętajcie, że zawsze otwarcie piszę o współpracach czy prezentach od firm. Polecam Karolinę (tak, jak i moją trenerkę Martę czy różne produkty, których używam na co dzień), bo poleciłabym ją koleżankom, a właśnie tak traktuję Czytelników – jak dobrych znajomych. U mnie kryptoreklamy po prostu nie ma, nie musicie się martwić.

Pielęgnacja nóg

Najlepszym kosmetykiem dla ud jest sport i zbilansowana dieta. Nie ma co się oszukiwać – żaden krem, żaden zabieg, masaż nie dadzą takich efektów, jak regularnie uprawiany sport i zdrowe odżywianie (w tym oczywiście picie wody). Ale można je wspomagać! Ja zdecydowałam się na szczotkowanie suchą (ostrą) szczotką i balsam nawilżający.

szczotkowanie na sucho fridge

Szczotka marki Fridge – jest bardzo ostra, ale nie powoduje „rysek” na skórze (miałam z tym problem w przypadku taniej szczotki z Allegro); szczotkowanie na sucho poprawia ukrwienie, a co za tym idzie zwiększa wchłanianie różnych preparatów stosowanych na skórę; szczotkuję nią uda od kolan ku górze po prysznicu (oczywiście po wytarciu się do sucha), a następnie wklepuję balsam; skóra jest wyraźnie bardziej napięta i odżywiona

codziennie!

Antycellulitowy sorbet nawilżający Tołpa – lubię ten balsam, bo bardzo szybko się wchłania, ma przyjemny świeży zapach i jak na Tołpę przystało, naturalny skład

Treningi

W zeszłym tygodniu było wzorowo!

Poniedziałek – nogi + pośladki

trening posladkow kobiet

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trening personalny z Martą. Na zdjęciu przysiad ze sztangą (30 kg, 4 serie po 12 powtórzeń).

Środa – trening góry

trening góry

Podciąganie nachwytem to dla mnie najtrudniejsze ćwiczenie. Zdecydowanie łatwiej przychodzi mi wyciskanie 20kg sztangi, niż dźwignięcie swojego ciała w okolice tego cholernego drążka ;).

Czwartek – bieganie (8 km, 40 min)

bieganie drlifestyle

Gdybyście mogli wejść tamtego dnia do mojej głowy, przerazilibyście się jaka za mnie leniwa parówka.

Na początku chciałam zrezygnować, bo nie miałam koszulki. Później, bo jestem zmęczona. Bo zasługuję na chwilę wytchnienia! Bo po prostu chce mi się spać.

W końcu wyszłam. Pierwsze kilkaset metrów biegłam z ciężką kulą u nogi
Myślicie, że to jeden z tych postów, w których piszę, że wystarczy się przełamać, a później jakoś to będzie?

Niestety nie. Biegłam przed siebie, ale cały czas chciałam zawrócić. Nogi ważyły po 100 kg, a płuca pożyczyłam od palacza weterana. Sił nie było.

Ale biegłam. Najpierw, żeby zdążyć na zielone światło. Później do pełnego kilometra. Do końca piosenki. Do ulubionej piosenki. Do misia uszatka na Piotrkowskiej. A później okazało się, że minęło 25 minut, a ja mam świetny czas.

Biorę się w garść i strzelam sobie moralniaki (bądź Lajfstajlem, nie rób z siebie idiotki!). I biegnę. Szybciej. I jakoś nagle się chce. I jeszcze ciutkę szybciej. Dobiegam do muralu Rubinsteina, robię fotkę, patrzę na zegarek i widzę, że jest szansa na złamanie 5min/km.

No to ruuuuura!

Płuca wyplułam, nóg mało co nie połamałam, połknęłam jedną muchę.

I mam swoje 8 km w mniej niż 40 minut.

Czy mi się chciało? Wcale.
Czy było warto? Jasne.

Sobota – trening całego ciała

drlifestyle treningi

Zauważyłam, że już kilka treningów personalnych sprawiło, że znacznie lepiej odnajduję się na siłowni. Mam więcej pomysłów na ćwiczenia i zastosowanie sprzętu. Wcześniej brak podstawowej wiedzy hamował mnie przed podejmowaniem prób – wolałam wykonywać dobrze znane ćwiczenia, by nie narazić się na jakąś wtopę. Głupie, głupie, głupie! Ale tak było. Teraz czuję się znacznie bardziej komfortowo.

Co jeszcze?

Z radością ogłaszam, że treningi na stałe wpisały się do mojego tygodniowego harmonogramu. W zeszłym tygodniu nie udało mi się wystartować z odżywianiem zgodnie z planem żywieniowym, głównie przez popsutą wagę – na szczęście nie przez brak motywacji! 1 kwietnia 2016 przyjmuję jako oficjalny start mojej metamorfozy, bo to wtedy zaczęłam trenować regularnie z konkretnym planem i deadlinem. Daję sobie 6 miesięcy, zobaczymy, co uda się w tym czasie osiągnąć. Będziecie informowani na bieżąco!

Mam nadzieję, że moje raportowanie treningów, zdjęcia, wszystkie posty zmotywują Was do tego, by tej wiosny również podjąć wyzwanie i zrealizować swoje cele. Chodzi mi po głowie reaktywacja wyzwania 3o dni fit. Wchodzicie w to? 🙂

Dodatkowa informacja! W niedzielę startuję w łódzkim biegu DOZ na 10 km, spotkam kogoś z Was na trasie?