Jaki lajf, taki stajl #ostatni – co u mnie, nad czym pracuję, czego szukam, co ja na to?

drlifestyle

Nie wiem czy to czas tak szybko leci, czy naprawdę często piszę na blogu o zmianach? Dziś zrobię to ponownie. Wpisy z serii Jaki lajf, taki stajl czytają głównie stali Czytelnicy, którzy wydają mi się najbliżsi, dlatego bez kompleksów i skrępowania, opowiem o kolejnych zmianach, przyczynach mojej decyzji i mętliku, w którym próbuję się odnaleźć.

Ciekawe linki

W ramach brania rozpędu przed kolejnymi akapitami tego tekstu, zacznę od 3 ciekawych rzeczy, na które trafiłam ostatnio w Internecie:

  • Jakie słuchawki bezprzewodowe kupić? – solidna instrukcja, która pomoże wybrać najlepsze słuchawki do biegania (i innych sportów). Na końcu artykułu znajdziecie wideo z testem najpoularniejszych modeli słuchawek. Podpisuję się pod wnioskami i ostatecznie rekomendowanym modelem w 100%, bo sama używam tych słuchawek od kilku miesięcy i jestem bardzo zadowolona (zarówno z jakości dźwięku, czasu pracy na baterii jak i wygody użytkowania)
  • Bezmleczna, bezglutenowa tarta z truskawkami – tarta Agnieszki wyglądała tak apetycznie, że postanowiłam przygotować ją na wieczorne spotkanie ze znajomymi. Zrobiła furorę! Trochę zmodyfikowałam przepis – posmarowałam spód masłem orzechowym, do budyniu jaglanego dodałam dwie laski wanilii, a całą tartę obłożyłam owocami (słowo „udekorowałam” brzmiałoby może ładniej, ale znacznie gorzej oddaje ilość borówek,  malin i truskawek, które wylądowały na cieście). Przepyszna, bardzo Wam polecam! Nawet jeśli jesteście wszystkożerni i nie musicie szukać przepisów bezniczego
  • Podcast Michała Szafrańskiego „Więcej Niż Oszczędzanie Pieniędzy” – odkąd Pani Swojego Czasu zaczęła nagrywać podcasty, ja zaczęłam ich słuchać. Podcast Michała jest tak samo wartościowym źródłem wiedzy, jak jego książka i blog. Słucham nagrań w trakcie biegania, dzięki czemu treningi stały się jeszcze przyjemniejsze, zyskałam też nowy motywator. Jeśli wychodzi nowy odcinek podcastu Oli lub Michała, idę biegać ;). Jakie są Wasze ulubione podcasty (niekoniecznie polskie)? Znacie coś wartościowego o treningu, diecie i zdrowym stylu życia?

Widziałam też kilka filmów, ale jako Najbardziej Beznadziejna Zapamiętywaczka Tytułów i Aktorów, mogę polecić wyłącznie te, które naprawdę zapadły mi w pamięć. Do wartych sprawdzenia należą:

  • Paulette, o żałośnie brzmiącym polskim tytule „Babcia Gandzia”, który nie zachęca do zapoznania się ze świetną, francuską komedią
  • Odlot (ang. Up) – jedyna bajka, na której wylałam więcej łez, niż na I części Króla Lwa
  • Strażnicy Galaktyki – przyjemny, niezbyt ambitny film Marvela, idealny na miły wieczór

Jeśli oglądaliście ostatnio coś wartego polecenia, dajcie znać w komentarzach. Nie tylko nowe filmy – mam ogromne zaległości w kinematografii i filmową amnezję ;).

Co u mnie?

Ostatnie tygodnie są dla mnie bardzo intensywne. To nic szczególnie nowego. Nowe jest za to moje podejście do tych zobowiązań. Powoli godzę się z faktem, że lepiej i sprawniej funkcjonuję wtedy, kiedy mam dużo na głowie. Pod warunkiem, że mam na niej dokładnie to, co chcę mieć. Pewnie pamiętacie, że próbowałam ograniczać ilość czasu spędzanego na pracy i nauce, jakoś to wszystko uporządkować, zaplanować czas na relaks i generalnie wziąć się w garść i wreszcie się ogarnąć.

Doświadczenie zdobywane przez wszystkie lata studiów bardzo się opłaciło. Procentuje świadomością własnych potrzeb i umiejętnościami, dzięki którym nie jestem zmuszona do podejmowania jakiejkolwiek pracy, na zasadzie „żeby była”. Najskuteczniejszym ogarniaczem okazało się zajmowanie dokładnie tym, czym chcę się zajmować. Rozwiązaniem nie okazało się zmniejszenie ilości czasu przeznaczanego na pracę, a pozostawienie takich zajęć, które wykonuję z pasją, zaangażowaniem i autentyczną radochą z samego faktu, że mogę zajmować się właśnie czymś takim. Jestem wdzięczna za tę możliwość, bo zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja zawodowa jest nie tylko komfortowa, ale wręcz luksusowa – chwilę przed ukończeniem studiów wiem już czego chcę, a czego zdecydowanie nie chcę.

Kilka dni temu minął rok, odkąd zaczęłam stopniowo rezygnować z różnych zobowiązań. Do odstrzału poszły nierzadko dochodowe, może nawet przyszłościowe zajęcia, które jednak nie wpisywały się w moje idealistyczne podejście do życia i hasło „pracy z pasją”. Wycofałam się z projektów związanych z moimi drugimi studiami (biotechnologia medyczna), zrezygnowałam z rozwijania projektów w które przestałam wierzyć, wycofałam się z współtworzenia rzeczy, co do których nie byłam przekonana i z tych, do których przekonywały mnie głównie pieniądze. Wiem, że to mało romantyczne i motywujące, ale inspiracjami ani się nie najem, ani nie wytapetuję nimi mieszkania.

Wycofanie się z tamtych zobowiązań, było najlepszą decyzja w moim (bardzo krótkim) zawodowym życiu i cieszę się, że podjęłam ją tak wcześnie. Rezygnacja z rzeczy, które nie-do-końca-chciałam-robić  sprawiła, że dziś we wszystko co robię, mogę i chcę wkładać całe serducho i angażować się na 100%.

A co robię?

  • kończę studia – ostatnie zajęcia już za mną, zostały jeszcze 2 egzaminy (z czego jeden z bardzo obszernego materiału) i skończenie pracy magisterskiej, w której możecie mi pomóc, wypełniając ankietę dotyczącą suplementacji witaminy D3 i K2:
  • wspieram uczetniczki II edycji Korepetycji z odchudzania i prowadzę podopiecznych – do II edycji kursu dołączyło 160 osób, grupa wsparcia tętni życiem, a moja klawiatura płonie, gdy zaczynam odpowiadać na pytania i komentarze. To kolejna przyjemna część mojej pracy – uwielbiam ułatwiać życie i odchudzanie, walczyć z mitami i razem z uczestniczkami głowić się nad najlepszymi rozwiązaniami ich problemów. Mam nadzieję, że dziewczyny będą równie zadowolone! Oprócz kursu mam też małe grono stałych podopiecznych. Bardzo cenię sobie możliwość współpracy indywidualnej, to najlepszy sposób na zdobywanie doświadczenia (zainteresowanych współpracą zapraszam do kontaktu w drugiej połowie lipca – pojawi się kilka wolnych miejsc, możliwe, że do tego czasu przygotuję podstronę z oficjalną ofertą)
  • otwieramy sklep internetowy – prace nad Posiadówką (naszym sklepem z kanapami, narożnikami i materacami) dobiegają końca. Ostatnio wybieraliśmy najlepsze modele materacy i ten, który testujemy w sypialni sprawił, że przyspieszyłam prace nad przygotowywaniem opisów produktów. Widzę go w takich superlatywach, że chyba nie powinnam pisać o wszystkich, bo opis stanie się mało wiarygodny :D. Wszystko wskazuje na to, że niedługo będziemy mogli pochwalić się efektem prac i wtedy napiszę więcej o asrotymencie sklepu – dobrych, polskich meblach.
  • bloguję – w sierpniu blog będzie obchodził czwarte urodziny, a ja muszę przemyśleć kilka kwestii związanych z moim blogowaniem. Jednym ze skutków będzie zmiana częstotliwości publikacji wpisów z serii, którą właśnie czytacie. Od teraz Jaki lajf, tak stajl, będzie się pojawiać mniej więcej raz w miesiącu. Seria powstała, gdy publikowałam na blogu 4-5 artykułów tygodniowo. Aktualnie 3 wpisy tygodniowo to dawno niewidziany szczyt moich możliwości i nie chcę, by aż tak duży odsetek treści na blogu, stanowiły ulotne i dość prywatne treści. Z drugiej strony nie chcę z nich rezygnować, bo to moja przestrzeń, w której pozwalam sobie na pisanie dokładnie o tym, o czym aktualnie chcę napisać. Bez realizowania większego planu, edukowania i promowania zdrowego podejścia do zdrowego stylu życia. Wątpliwości co do bloga mam ostatnio bardzo wiele, ale obiecałam sobie odroczyć wszelkie decyzje do czasu „po magisterce”. Teraz chcę się skoncentrować na bieżących zadaniach.
  • piszę dla innych – prowadzę już tylko jeden fanpage (w szczytowym momencie miałam ich pod opieką pięć!) i piszę artykuły na dwa zewnętrzne serwisy (będę linkować artykuły, które mogą Was zainteresować)

Co ja na to?

Zdecydowaną większość życia nie wierzyłam w siłę przyciągania, potęgę podświadomości i wszystkie te szamańskie teorie, a teraz tak wiele rzeczy wręcz krzyczy do mnie wielkimi literami, że coś w tym jednak jest. Nawiązuję i pielęgnuję wartościowe relacje, czerpię satysfkację z pracy, mam w sobie więcej spokoju i optymizmu. Jest tak dobrze, jak dawno nie było! I pierwszy raz od dawna, nie mam ochoty dodać w myślach ciągu dalszego w postaci „ale ciekawe kiedy coś się schrzani”. Teraz jest dobrze. Każdego dnia robię wszystko, żeby było dobrze również w bliższej i dalszej przyszłości. Cieszę się tym, co mam, doceniam to, co mam i jestem za to wdzięczna każdego dnia. Jeszcze kilka miesięcy temu miałam z tym ogromny problem. Pracuję ze sobą nad sobą i czuję, że jestem na dobrej drodze.

Kiedy jest czas pracy, skupiam się na pracy. Kiedy jest czas odpoczynku, odpoczywam.
Biorę na siebie tyle, ile mogę, ale ani trochę więcej.
Kiedy organizm wysyła mi sygnały, że potrzebuje zwolnić, zwalniam.
Do znudzenia pytam się siebie „Co ja na to”.

Co ja na to? – regularne zadawanie sobie tego pytania, to najważniejsza umiejętność, którą wypracowałam w tym roku. To banał, który usłyszałam od bynajmniej niebanalnej kobiety. Proste pytanie pomaga mi na bieżąco rewidować swoje pomysły, oczekiwania, stopień zadowolenia z podejmowanych decyzji i zmusza do zastanowienia się nad tym, czego ja tak w ogóle chcę.

Powoli godzę się z tym, że nie zawsze mogę i nie zawsze muszę to wiedzieć.

 Status: poszukująca

Zawsze miałam silną potrzebę nazywania rzeczy po imieniu, dookreślania pewnych spraw, precyzyjnego planowania i bycia stałą w poglądach. Wydawało mi się, że każde działanie musi być poprzedzone do bólu przemyślaną decyzją, a zmiana zdania, to coś jak porażka i przyznanie się do błędu. Niewiedza, to z kolei kara nad karami, no bo jak to możliwe, żeby po prostu nie wiedzieć? Jeśli czegoś nie umiem, to się uczę. Jeśli czegoś nie znam, to czytam na ten temat, żeby poznać. Jeśli czegoś nie rozumiem, uczę się od tych, którzy nie mają z tym problemu. Kiedy pomyślę, że działałam tak całe życie, nie dziwię się sobie, że tak trudno było przyjąć mi do wiadomości, że nie jestem w stanie DZIŚ dowiedzieć się wszystkiego na temat JUTRA. Często chciałabym nadal naiwnie wierzyć, że jest inaczej. Że mogę dostać od kogoś (od czegoś?) obietnicę, gwarancję i listę zadań do wykonania, które poskutkują określonym rezultatem.

Lęk o przyszłość próbuję przekuć w ciekawość, a większość myśli i emocji skoncentrować na tym, co tu i teraz. Chyba nie mogłabym wymyślić bardziej banalnego zakończenia tego wpisu, ale tak właśnie jest. Układam sobie siebie na nowo, uczę się siebie i swoich potrzeb, próbuję określić (a czasem zlikwidować) oczekiwania. Ale akceptuję fakt, że nie muszę wiedzieć tego wszystkiego dziś.

Mogę za to robić wszystko, by właśnie to DZIŚ było możliwie najlepsze, a podejmowane TERAZ działania, procentowały równie dobrą przyszłością.