Jaki lajf, taki stajl #63 pizza, super blender, bieg na 10 km?

Pyszne jedzenie, kot, zdjęcia i opis nietypowego treningu – zapraszam do zapoznania się z najfajniejszymi rzeczami, które spotkały mnie w tym tygodniu.

Co je dietetyk na diecie?

20160416-_MG_8527
20160416-_MG_8525Domowe spaghetti. Sos z passaty pomidorowej, suszonych pomidorów i świeżej bazylii. Do tego oliwa z oliwek, ocet balsamiczny, oregano, pieprz, papryka ostra, czosnek, czerwona cebula, odrobina wędzonej papryki i czurbicy czerwonej. Mięso mielone z łopatki wieprzowej, odrobina tartego parmezanu, makaron Barilla i niebo w gębie gwarantowane.

Czytaj więcej: przepis na domowe spaghetti

20160415-_MG_8505

20160415-IMG_8500

Powyżej widzicie bardziej typowy – mniej kaloryczny – obiad. Kawałek łososia z piekarnika, sałatka (rukola, bazylia, kiełki rzodkiewki, pieprz, ostra papryka, oliwa, oliwki, drobno pokrojona szynka prosciutto, pomidorki koktajlowe, ocet balsamiczny) i alternatywa dla kaszy, która smakuje nawet tym, którzy kaszy nie lubią.

Jeśli jesteście zainteresowani, przygotuję wpis o tej mieszance (ja swoją przyrządzam w ilościach hurtowych, by ułatwić sobie codzienne gotowanie).

20160415-_MG_8521
Dawniej wieczór we dwoje umililibyśmy sobie słonymi przekąskami i słodyczami – aktualna wersja jest równie kolorowa, ale znacznie zdrowsza. Rzodkiew pokrojona w talarki, kalarepa, papryka żółta, orzechy nerkowca, czerwono winogrono, a do picia woda z limonką, miętą i miodem.

Rzodkiew to moje ulubione warzywo ostatnich tygodni, chciałam nawet przygotować gloryfikujący ją wpis, ale Łukasz odradza, tłumacząc, że jestem jedyną osobą zainteresowaną super właściwościami tego warzywa :).

20160416-_MG_8589

W przeddzień biegu postawiłam na posiłki wysokowęglowodanowe. Jednym z nich były węglowodany w najpiękniejszej postaci. Pizzę bez laktozy (na mojej bezlaktozowa mozarella) przygotowaliśmy na podstawie przepisu na pizzę Food Emperora. Zmodyfikowaliśmy przepis na tak, by nie trzeba było czekać na nią dwa dni. Była przepyszna, ale z takimi dodatkami (szynka prosciutto, rukola, bazylia, mozarella, ser Grana Padano, sos pomidorowy z suszonych pomidorów, pomidorów w puszce, oliwy z oliwek i mnóstwa przypraw) każda byłaby przepyszna.

Figa

figa kot rosyjski niebieski

Dawno nie występowała na łamach bloga i jej fani zaczęli się niepokoić. Nie martwcie się! Figa nadal jest rozpieszczana tak, jak powinna, nadal jest tak samo pluszowa i nadal ma boskie oczy.

figa kot rosyjski niebieski

20160417-_MG_8663

Poniżej najwyższa forma relaksu. Co tu dużo mówić – Twój kot wybierałby Tangle Teezer.

kot i tangle teezer
kot i tangle teezer
kot i tangle teezer
kot rosyjski niebieski figa 2 lata

(Przed)ślubny blender wysokoobrotowy

Żałuję, że nasze Babcie nie czytają bloga, bo może w końcu uwierzyłyby, jaką radość nam sprawiły. Babulinki zdecydowały się dać nam prezent ślubny 1,5 roku przed ślubem co by nam się lepiej w to małżeństwo wkraczało. Mama podszepnęła im słówko, że planujemy zakup blendera wysokoobrotowego, a po paru tygodniach dostaliśmy telefon, że to cudo do nas jedzie.

Jest u nas od trzech dni, a użyłam go już 10 razy. Mieli, blenduje wszystko w tempie ekspresowym! Orzechy (200 g) z bananami (3 sztuki) na masę do ciastek owsianych, zblendował w 45 sekund na idealnie gładką masę. Koktajle, które są w nim przyrządzane są super puszyste (nawet te, w których używam nieobranego kiwi). No po prostu mercedes wśród blenderów :).

Wybraliśmy go jako alternatywę dla thermomixa, gdy jeszcze sami planowaliśmy zakup. Doszliśmy do wniosku, że nie wykorzystalibyśmy w pełni potencjału thermomixa a BioChef jest ponad dwukrotnie tańszy, niż Thermomix i ma aż 10 lat gwarancji (Thermomix ma 2).

Spodziewajcie się więcej przepisów na koktajle!

Zwycięzca konkursu

konkurs

Zegarek InkWatch Tria Plus wygrywa Marta. Jestem pewna, że w pełni wykorzystasz jego potencjał i ten pomocnik na nadgarstku ułatwi Ci powrót do (rewelacyjnej) formy!

Dziękuję za kilkadziesiąt rewelacyjnych prac – jak zwykle miałam problem z wyborem, ale też dobrze się bawiłam oglądając Wasze konkursowe prace. Jesteście super!

Najlepsze burgery w Łodzi

20160417-_MG_8642

burgery łódź gastromachina

Wszystko, co pisałam na temat łódzkich burgerów jest już nieaktulne. Po trzech wizytach w Gastromachinie nie mam wątpliwości co do tego, że serwują najlepsze burgery w Łodzi.

Pierwszy bieg na 10 km

20160417-_MG_8594

Dziś rano mój pierwszy bieg na 10 km stanął pod znakiem zapytania. Natura mnie oszukała, hormony się poprzestawiały i stanęłam przed sporym dylematem – czy uczestniczyć w biegu mimo pierwszego dnia miesiączki. Dziś rano obudziłam się z bolącym brzuchem i fatalnym nastrojem. Moimi wątpliwościami podzieliłam się z Wami na Facebooku. Komentarze były wyraźnie zróżnicowane. Dramaturgii dodało pewnie wyznanie, że jestem bliska łez – zapomniałam doprecyzować, że to od wahań nastroju, a nie z bólu (ten nie był tak silny – po migrenach niewiele rzeczy robi na mnie wrażenie).

Komentarze zdecydowanie uświadomiły mi, że muszę napisać tekst, który odpowie na pytanie czy można ćwiczyć w trakcie okresu. Uświadomiły mi też, że stoi za mną grono super oddanych, dobrze życzących mi osób za co bardzo, bardzo dziękuję! Jeden z nich uświadomił mi, że jestem baran, matoł i osioł w jednej osobie.

Krysia napisała:

Spróbuj! Jak będzie źle to zejdziesz, to żaden wstyd.

Dlaczego traktuję to jak prawdę objawioną?

Nie umiałam tak pomyśleć o zejściu z trasy czy choćby przebiegnięciu jej nie na 100%, nie w założonym czasie. Widmo słabego wyniku prawie zatrzymało mnie w łóżku. Chciałam się po prostu poddać w obawie o słaby wynik.

Słaby wynik. S Ł A B Y W Y N I K. W mojej głowie, takie rzeczy? Przecież bronię się przed byciem fanatykiem, biegam dla przyjemności, nie kreuję się na eksperta z tej dziedziny, bieganie jest dla mnie, a nie ja dla niego i tak dalej i tak dalej. I nie chcę wystartować w obawie przed słabym wynikiem?

Wzięłam się w garść i postanowiłam wystartować w moim pierwszym biegu na 10 kilometrów. Doszłam do racjonalnego wniosku (na który nie było mnie stać przed lekturą komentarzy), że przecież JA NIC NIE MUSZĘ.

Nie muszę móc pochwalić się rewelacyjnym wynikiem, bo rewelacyjne jest to, że w ogóle mam ochotę w wolną niedzielę wstać rano po to, by się przebiec.

Nie muszę zrobić życiówki, bo nie dbam o te wyniki.

Nie muszę biec najszybciej w swoim życiu, bo nie muszę niczego sobie udowadniać. A tym bardziej nie muszę udowadniać czegokolwiek komukolwiek innemu.

Z tą myślą, bez tabletek przeciwbólowych i z pozytywnym nastawieniem ustawiłam się na linii startu. Cel? Zrobić trening, ukończyć dystans i zobaczyć jak to jest uczestniczyć w tak dużym biegu grupowym. Czas? Stwierdziłam, że nawet jeśli zajmie mi to regulaminowe maksymalne 90 minut, to trudno – najwyżej będę motywować ostatnich :).

pierwszy bieg na 10 kilometrów

Potraktowałam dzisiejszy start jako lekcję na przyszłość. Co mogę powiedzieć o dzisiejszym biegu?

  • organizacja pierwsza klasa – żadnych przepychanek, łatwy dostęp do punktów informacyjnych, zero dodatkowego stresu
  • zaskoczyła mnie pogoda – zamiast planowanych 10 stopni i deszczu, mieliśmy 14 stopni (odczuwalne 20) i pełne słońce (około 2 km trasy było zacienione, reszta w pełnym słońcu); na szczęście kolega mnie uprzedził i zdążyłam zamienić bluzkę z długim rękawem na coś lżejszego

20160417-_MG_8601

 

  • nie udało mi się znaleźć wspomnianego wyżej kolegi – miałam z nim biec, więc brak Marcina pod ręką trochę mnie zestresował
  • wysiadła muzyka – przygotowałam sobie playlistę, która miała prowadzić mnie przez całe 10 km, wyznaczając tempo rytmem piosenek (planowałam mieć w uchu jedną słuchawkę, by słyszeć też wszystko, co dzieje się dookoła); niestety na drugim kilometrze telefon zaczął wariować – odblokował się w tylnej kieszonce spodni; udało mi się go wyciągnąć, ustawić nową playlistę i schować ponownie, ale niestety po kilku minutach sytuacja się powtórzyła; nie chciałam się dodatkowo męczyć i stresować, więc po prostu odpuściłam. Na szczęście przy trasie byli…

20160417-_MG_8616

  • kibice – to naprawdę fajna dodatkowa motywacja, kiedy zewsząd słychać motywujące krzyki. Bardzo podobała mi się ta atmosfera! Najbardziej podobało mi się oczywiście kilkunastu czytelników, którzy wypatrzyli mnie w tłumie i zagrzewali do walki (dziękuję Wam za wszystkie doktorki, lajfstajle i wyznania miłości do mnie mojego bloga, to było cudowne :D!)
  • brak wody – popełniłam ogromny błąd, startując pierwszy raz bez wody. Na całe 10 kilometrów była tylko jedna stacja z wodą (przed szóstym kilometrem). Dotychczas zawsze biegałam z wodą, więc jej brak powodował u mnie naprawdę duży dyskomfort. Prażące słońce nie ułatwiało sytuacji.
  • złośliwe jelita – to zdjęcie mówi wszystko 😀 Teraz mnie to bawi, ale między 7 a 9 kilometrem nie było mi wcale do śmiechu
  • tempo biegu – nie przejmowałam się tempem biegu, zgodnie z postanowieniem poruszałam się z taką intensywnością, która nie powodowała u mnie dyskomfortu. Pod koniec trasy okazało się, że mam spory zapas sił. Troszkę żałuję, że nie przyspieszyłam wcześniej, ale w trakcie biegu moje samopoczucie było ważniejsze, niż sprawdzenie czy dam radę. Do tego będzie jeszcze wiele okazji.

20160417-_MG_8620

Wnioski:

  • jeśli chciałabym startować w przyszłości z celem osiągnięcia konkretnego wyniku, muszę zacząć biegać bardziej świadomie. Konkretne dystanse, tempo biegu, sprawdzenie w jakim momencie mogę rozpędzić się na finiszu (i do jakiej prędkości), przetestowanie różnych tras z różnym dostępem do wody… Sporo tego. Jeszcze nie zdecydowałam czy będę chciała spróbować – na ten moment uważam, że zabiłoby to moją radość z biegania, ale czas pokaże
  • atmosfera takich biegów jest super i zmotywowała mnie do trwania w zdrowym stylu życia

20160417-_MG_8626

20160417-_MG_8635

Bieg ukończyłam z wynikiem 56 minut 14 sekund. Burger ze zdjęć to najlepsza nagroda!