Jaki lajf, taki stajl #2/2018 – zawodowy sukces, skreślone plany, wiosenna chciejlista

Gdy lekarz zapytał „czy wypisać L4” zdałam sobie sprawę, że nic już nigdy nie będzie takie samo. Wymuszanie kataru w obawie przed przerażającym sprawdzianem, 37.1 urastające do rangi godnej OIOMu w celu przerwy w pracy… Należą do przeszłości wspominanej z błyskiem w oku. Zeszły rok to jakaś kumulacja dorosłości! Nie dość, że po studiach, nie dość,  że żona, to jeszcze działalność gospodarcza, która jest totalnie trudniejsza, niż dotychczasowe formy zatrudnienia. Dbanie o własną wypłatę też nie należy do najprostszych, ale nie mogę powiedzieć, by nie było warte inwestowanego w to czasu, pracy, (często również) pieniędzy i zaangażowania. Nie jestem pewna czy jestem na to wszystko gotowa, ale mam jeszcze więcej wątpliwości odnośnie tego czy kiedykolwiek mogłabym to o sobie powiedzieć. Czy jestem wystarczająco dobra? Wystarczająco wykwalifikowana? Wystarczająco komunikatywna? I tak dalej, i tak dalej.

I gdyby poszło dalej, może nie powstałoby coś, co realnie przekłada się na komfort życia kobiet, które chcą WRESZCIE schudnąć.

Korepetycje z odchudzania

Moje oczko w głowie. Od poniedziałku trwa III edycja Korepetycji z odchudzania – kursu online, który krok po kroku przeprowadza przez proces świadomego odchudzania. Jestem dumna z wartości merytorycznej kursu, ale prawdziwa satyskacja pojawia się dopiero wtedy, gdy mam okazję czytać o pierwszych wrażeniach kursantek. Kolejna grupa kobiet potwierdza, że KzO to narzędzie, które pomaga naprawić relacje z jedzeniem, zmienić postrzeganie siebie i przygotować się do odchudzania na zupełnie nowy sposób, niż dotychczas. To mój największy zawodowy sukces i korzystając z okazji, chcę zachęcić Was do realizowania własnych pomysłów. Gdyby KzO nadal istniały tylko w mojej głowie, nie pomogłyby ponad 500 kobiet zmienić podejścia do odchudzania!

Nic tak nie motywuje mnie do pracy, jak pozytywny feedback od podopiecznych.  No, może raporty o efektach po kilku miesiącach od rozpoczęcia kursu, ale na te muszę jeszcze chwilę poczekać.

Czego NIE ZROBIĘ w 2018 roku

Po lekturze pierwszego akapitu wiecie już, że jestem zafascynowana możliwościami, jakie daje szerzenie wiedzy poprzez kursy online. Jeśli dodamy do tego pomysł na bardzo potrzebny drugi kurs, plan promocji, formę przekazu wiedzy i realnego sposobu poprawy jakości życia kursantek, mamy przepis na produkt doskonały.

Jednocześnie mamy też listę argumentów przeciw realizacji tego pomysłu. I za nimi poszłam. Mam zbyt dużo kursów do ukończenia (9 w ciągu najbliższych 3 miesięcy), książek do przeczytania i hipotez do zweryfikowania, by wypuszczać nowy produkt. Chcę zrobić to najlepiej, jak umiem, a czuję, że… Jeszcze nie umiem wystarczająco dobrze :). Między innymi z tego powodu możecie spodziewać się IV edycji Korepetycji z odchudzania w drugiej połowie 2018 roku – z przyjemnością powtórzę coś, co po prostu DZIAŁA.

Co zamiast kursu? Pojawią się długo wyczekiwane treści na temat:

  • dietoterapii insulinooporności
  • dietoterapii PCOS
  • dietoterapii niedoczynności tarczycy
  • diagnostyki nietolerancji pokarmowych – gdy „coś” Cię męczy, ale nie masz pojęcia jak dotrzeć do źródła problemu

… Wszystkie w formie ebooków. W sklepie zagoszczą też diety modułowe, pozwalające na dowolne zamienianie wszystkich obiadów, śniadań i kolacji w obrębie tygodnia a nawet łączenie II śniadania z podwieczorkiem dla osób, które wolą spożywać 4 posiłki dziennie. Pojawi się też klarowny przewodnik wyjaśniający, jaka kaloryczność diety będzie najbardziej odpowiednia przy określonej aktywności, liczbie kilogramów do zrzucenia czy problemów zdrowotnych.

Na blogu regularnie będą pojawiać się przepisy oraz artykuły dotyczące aktywności fizycznej, opracowane we współpracy z Martą Okuniewską. Standardowo bloga urozmaici dawka lajfstajlu, konkretów na temat zdrowego stylu życia, a jeśli wena da, to i jedna petarda miesięcznie będzie Was czekać na blogu. Czym jest ta ostatnia? Ano wpisem, który przedstawia obie strony żywieniowego medalu, poddaje w wątpliwość obiegowe opinie i korzystając z najnowszych naukowych doniesień rozwiewa wszelkie wątpliwości. To dobry moment na składanie zamówień tematycznych – co do czego w związku ze zdrowym odżywianiem macie największe wątpliwości?

Czekając na wiosnę

Nie lubię zimy, więc od miesięcy staram otaczać się sprawdzonymi uprzyjemniaczami, wspomagającymi oczekiwanie na wiosnę:

  • hamak rozwieszony przez środek salonu
  • minidżungla w zakątku dużego pokoju
  • oglądanie zdjęć z podróży
  • picie ciepłej herbaty z miodem i imbirem
  • czytanie książek, które w najmniejszym stopniu nie są związane z samorozojem, żywieniem, psychologią i czymkolwiek związanym z moją działalnością zawodową (czyli świadome rozdzielenie czasu wolnego i czasu pracy)
  • niezmiennie i niezależnie od pory roku: mizianie kota
  • spotkania z przyjaciółmi i karmienie ich pysznościami – wierzcie mi lub nie, ale perspektywa jedzeniowych uczt organizowanych dla najbliższych, to jedna z moich największych motywacji do zmiany mieszkania 🙂

Wiosenna chciejlista

1- wiszące ogrody Babilonu na 35 metrach kwadratowych mogłyby wisieć właśnie tak! Zamierzam przetestować patent z Florystycznych inspiracji i zrobić wszystko, by podsufitowe arcydzieło uchronić przed śmiercią przez zasuszenie

2 – białe superstar Adidasa, bo mam do nich sentyment, gdy w 6 klasie szkoły podstawowej na moich stopach pojawiły się pierwsze F I R M Ó W K I w modelu superstar właśnie. Zapamiętałam je jako buty niezniszczalne i łatwe w utrzymaniu czystości (a w okresie łażenia po drzewach i zabawy w ryzykantów to było nie lada wyzwanie). Dumne nosicielki superstarów, dajcie znać czy nic się nie zmieniło  w kwestii ich wytrzymałości

3 – serum do twarzy z witaminą C – polecałam je na blogu rok temu, a następnie dałam się zdradzić babskiej pazerności i przekroczyłam pierwszy stopień do piekła – ideał zdawał się być niewystarczająco idealny i postanowiłam przetestować sławne serum Resibo – dwukrotnie droższe, dużo mniej skuteczne na mojej twarzy. Miałam też przelotny romans z Mincerem – było pozytywnie, ale nie tak spektakularnie jak w przypadku mojego ulubieńca

4 – plecak kanken, czyli mój osobisty dowód na to, że blogerki sprzedają. Widziałam go u Ryfki, Asi Glogazy i Krzysztofa Gonciarza, co wystarczyło, bym powiedziała: CHCĘ. Jak się okazało, to marka z historią, a klasyczny design łączy w sobie maksimum funkcjonalności i pojemności. Sprawdzę i dam Wam znać czy warto, choć obawiam się, że tak i też będziecie musiały się zakochać

5 – notatniko-pamiętniko-rozwojownik – we wrześniu 2015, w Barcelonie kupiłam swój pierwszy marzennik – wiele razem przeszliśmy. Od kaligrafowanych planów ceremonii zaślubin, przez wizje sukienki, wizje siebie w momencie skończenia 25-tych urodzin, po skreślenie tych wszystkich równo poukładanych literek, wylanie wielu żali i stopniowe dokopywanie się do samego środeczka siebie. Tak wiele czasu minęło i tak dużo stron zajęło, że muszę myśleć o przesiadce na nowy bazgrolnik. Dużo dobrego czytałam o Leuchtturm – któraś z Was ma i może zweryfikować pozytywne opinie?

6 – mata do jogi – boska mata do jogi, którą dostałam na urodziny wyląduje w szkole (żebym mogła ćwiczyć na własnej), a domowa potrzebuje zastępstwa i bardzo (ale to bardzo bardzo) potrzebuję sobie zracjonalizować zakup maty w palmy, która byłaby idealnym dopełnieniem mieszkaniowej dżungli (to jest ten moment, w którym możecie mi przytaknąć i zachęcić do zakupu, który NA PEWNO przełoży się na większą regularność praktyk 😉 )

Co dalej?

Mam nadzieję jak najdłużej trwać w poczuciu, że jest dobrze. Może nadal daleko od doskonale, ale na tyle dobrze, by po prostu cieszyć się każdym dniem i nie dołować byle przeszkodami. Jestem coraz bliższa wypracowania Wewnętrznego Barometru Wartości, a już dziś wiem na pewno, że w marcu przybliżą mnie do niego:

  • medytacje – niestety nie udaje mi się medytować w myśl powszechnej definicji tego stanu, dlatego na razie wspomagam się muzyką o częstotliwości 432 Hz, kolorowankami, głaskaniem kota, bujaniem w hamaku, oglądaniem roślin i innymi czynnościami, które pozwalają… odpocząć. Od początku do końca zanurzyć się w TU I TERAZ bez rozpamiętywania przeszłości i obaw o przyszłość. Bardzo komfortowy stan, chciałabym umieć doświadczać go częściej!
  • urlop – w marcu planuję aż 10 dni urlopu – najpierw wyjedziemy ze znajomymi na wieś, następnie do podkarpackiej Radawy, by zakończyć wypoczynek z blogową ekipą Mastermind w Piorunowie pod Łodzią. Nie mogę się doczekać!
  • regularne praktyki jogi
  • powrót pełną parą do diety bezmlecznej – wizyta we Włoszech, o której chyba Wam nie wspominałam doprowadziła do ponownego mlecznego kaca 😉 po którym ciężko się pozbierać
  • 2 siłowe treningi w ciągu tygodnia
  • regularne spożywanie 4 posiłków – to układ, który odpowiada mi zdecydowanie najbardziej

Może dla odmiany teraz Ty opowiesz mi co u Ciebie i co będzie dla Ciebie ważne w przygotowaniach do wiosny?