Jaki lajf, taki stajl – szkolenia na #CodziennieFitCamp i ploteczki o samych przyjemnościach


Raz do roku coś mi strzela do głowy. Postanawiam być Rozważną, Dorosłą i Profesjonalną Panią Dietetyk. Rozważnej, Dorosłej, i Profesjonalnej Pani Dietetyk nie przystoi paplanie o ciuchach, kosmetykach i innych bajerach czy o tym, na której plaży jakie wino piła. Trzeba tworzyć posty meryotryczne! Eksperckie! Żadne tam pierdololo!

I kiedy tak próbuję spełnić swoje własne wymagania, okazuje się, że blogowanie mi brzydnie i nie pociąga jak kiedyś. Oesu?! I co teraz?! Po raz kolejny muszę zmienić zdanie?!

No trudno ;). Oto jestem! Po czterech miesiącach wpadam do Was na plotki (a plotkuje się obustronnie, więc pamiętaj, żeby napisać w komentarzu, jak Tobie minęły ostatnie tygodnie lata i jakich ulubieńców przyniosły).

Sposoby na szybkie oderwanie się od zmartwień

Łupiemy w Wormsy! To ta gra z robakami, które mają różne misje do wykonania:). Kiedy trzymam w rękach pada czuję się tak samo zagubiona jak w momencie parkowania pod Manufakturą. Idąc tym tokiem myślenia, skoro 8 lat po uzyskaniu prawa jazdy postanowiłam wjechać na Ten Straszny Przerażający Ślimakowy Wjazd na Parking w galerii, to może wreszcie nauczę się skakać robalem nad przepaścią, zamiast w przepaść.

Większość dzieciństwa spędziłam na drzewie albo z nosem w książce i nie miałam czasu na gry. Teraz nadrabiam i nie przeszkadza mi w tym bycie najgorszą niezależnie od tego z kim gram :D. Bawię się świetnie i o to chodzi!

W tym samym czasie jeżdżę na longboardzie. Zeszłoroczne lato spędziłam na slacku (ta lina, po której uczyłam się chodzić), a w tym roku stawiam na poznawanie mojego miasta na kółkach. Chwilę miałam moralniaka, że zamiast rozwijać umiejętności na taśmie znowu próbuję czegoś nowego, ale uznałam, że w aktywności pozatreningowej najbardziej chodzi o to, by sprawiała mi przyjemność.

Stale potrzebuję nowych bodźców i doznań, rutyna mnie męczy, co pewnie nigdy nie uczyni mnie zawodowym sportowcem. Przynajmniej jestem szczęśliwa, co chwilę próbując nowej zajawki. Chociaż samo pisanie o slacku sprawiło, że miałabym ochotę po nim pospacerować. Do zrobienia! Na szczęście nie musimy wybierać jednej formy ruchu na całe życie.

Deska bardzo mi przypasowała. Szkoda tylko, że to tak kontuzyjny sport! Wywinęłam kilka orłów, a po fakcie poszłam po rozum do głowy. Czy raczej do Dacathlona po ochraniacze i kask.

Jakiś czas temu wykupiliśmy abonament na Netflix, dzięki czemu obejrzałam tak świetne seriale, jak:

  • Disjointed – dla gry aktorów, niebanalnego humoru, fantastycznych animacji obrazujących to, co dzieje się w głowie Cartera – weterana wojennego z zespołem stresu pourazowego, ale także ze względów światopoglądowych dot. regulacji prawnych używek.
  • Narcos – dla fantastycznej muzyki, świetnego ujęcia historii Escobara i naprawdę wciągającego scenariusza. Odpalając kolejne odcinki czułam się, jakbym miała zobaczyć nowy film z ulubionej serii. Uczta dla oka!
  • Przyjaciele – czyli moja główna motywacja do wsiadania na orbitrek 🙂 gdy totalnie nie mam siły na trening, idę na siłownię, żeby obejrzeć 2 odcinki tego serialu. Robiąc to na orbitreku, łączę przyjemne z pożytecznym. Nie uważam, żeby to był najbardziej wartościowy i efektywny trening na świecie, ale jeśli jest jedynym jaki danego dnia jestem w stanie zrobić, to jednocześnie jest możliwie najlepszym. Siedzenie nigdy nie będzie lepszym wyborem, niż dawka ruchu w ciągu zasiedzianego dnia

Krótkie wycieczki po okolicach Łodzi okazują się świetnym sposobem na oderwanie od codzienności. Kupiliśmy namiot i śpiwory przed wyjazdem do Portugalii – wtedy obawiałam się, że to zbędny (bo jednorazowy) wydatek. Dziś bardzo się z tych zakupów cieszę, bo to dzięki nim komfortowo oglądaliśmy noc spadających gwiazd i poznawaliśmy okoliczne pola i łąki :). Relaks na łonie natury to dla mnie przepis na oderwanie od codziennych trudności.

W pracy

  • szkolenia – w tym tygodniu miałam WIELKĄ (ogromną, jak czekolada, na którą masz ochotę przed okresem) przyjemność szkolić uczestniczki obozu sportowego zorganizowanego przez Martę Hennig i jej ekipę. Cieszę się, że mogłam być częścią tak świetnie przeprowadzonego obozu! Obserwowałam kiedyś relacje z obozów Lewandowskiej i Chodakowskiej i nigdy mnie to nie pociągało, ale podczas obozu Marty zobaczyłam, że można zrobić to z klasą i z sensem. Treningi były rozplanowane tak, żeby zmęczyć – ale nie przemęczyć, restauracja serwowała super jedzenie, a oprócz aktywności fizycznej dziewczyny miały okazję wziąć udział w warsztatach z dietetykiem (to ja, to ja!), fizjoterapeutą czy trenerem. Fajna zabawa, jeśli będziecie szukać czegoś takiego w przyszłym roku, zajrzyjcie na stronę Marty.
  • poradnia – dużo pracuję z indywidualnymi podopiecznymi (często łącząc współpracę stacjonarną z online). To najbardziej inspirująca, ale jednocześnie najbardziej wymagająca część mojej pracy. Nie wiem czy to standard w gabinecie dietetyka, ale trafiają do mnie przede wszystkim osoby ze zwichrowaną gospodarką hormonalną, często niezdiagnozowane. To dla mnie duże wyzwania, ale jestem za nie wdzięczna, bo nic bardziej nie stymluje do rozwoju. Czasami odchudzanie trwa dłużej, niż obie strony by tego chciały, ale gdy wreszcie odnajdujemy przyczynę problemu, satysfakcja wynagradza wszystkie trudności. Wolne terminy do końca roku można zobaczyć na podstronie poradni.
  • jadłospisy szyte na miarę – to taki kompromis między “czytaniem bloga” a “odchudzaniem pod okiem Dr Lifestyle”; jak układam jadłospisy? Tak, jak chcecie :). W ankiecie jest miejsce na lubiane i nielubiane produkty, ale też na Wasze preferencje co do charakteru posiłków – można mi wysłać przepis na ulubione danie (lub link do niego), a ja staram się tak pomanipulować składnikami, żeby zmieścić go w założonej kaloryczności i ustalonym rozkładzie makroskładników. To opcja dla osób, które lubią pracować same lub mają dużą wiedzę na temat zdrowego odżywiania, ale nie do końca wiedzą, jaka kaloryczność diety będzie dla nich najlepsza. Z jadłospisu indywidualnego korzystają również osoby, które przeprowadziły już dużo pracy w oparciu o porady z bloga, ale chciałyby, by dieta była bardziej dopasowana do ich stylu życia
  • kurs online – już 4 września startuje sprzedaż IV edycji Korepetycji z odchudzania. To ostatnia okazja w tym roku, aby dołączyć do naszej ekipy, która będzie intensywnie pracować nad zmianą nawyków i realizacją celów w grupie wsparcia. Działamy wspólnie aż do 14 grudnia! Oprócz mojego wsparcia, kursantki dostaną możliwość konsultacji z trenerem. Jeśli po ostatnich edycjach dziewczyny były tak zadowolone to o efekty nowych kursantek czuję się podejrzanie spokojna. 3 miesiące to czas, w którym można dużo zmienić. I zmienimy – wspólnymi siłami, damy radę.

O! Zapomniałabym. Jutro o 20:00 przeprowadzę darmowe szkolenie online “DLACZEGO DIETY NIE DZIAŁAJĄ (i co z tym fantem zrobić)?”. Webinar jest bezpłatny, ale można go obejrzeć wyłącznie na żywo – nie będzie zapisany. Link do webinaru zostanie wysłany na maila, więc jeśli chcesz wziąć udział w warsztacie, zapisz się TUTAJ lub poniżej

ZAPISZ SIĘ NA DARMOWE SZKOLENIE

DLACZEGO DIETY NIE DZIAŁAJĄ (I CO MOŻNA Z TYM FANTEM ZROBIĆ?)

3 WRZEŚNIA, 20:00

BONUSY!

Kosmetyki, które się sprawdziły

Po serii niefortunnych zdarzeń, która prześladuje mnie od czerwca, postanowiłam przypięczetować to pasmo sukcesów zgubieniem walizki. Ulubionej walizki z ulubioną kosmetyczką i ulubionymi ciuchami spakowanymi na kilkudniowy wyjazd. Po co jak zwykle złapać Ubera, skoro można wsiąść bezwiednie do przypadkowej taksówki, zapłacić gotówką i dopiero na klatce schodowej zorientować się, że coś lekko bez tej walizki.

Wszystko przepadło. Kolorówką poratowała mnie szalona kobieta Agata, która zareagowała na moje świadectwo bycia nieogarem opublikowane na instastories. Inna dziewczyna, nieznajoma, wysłała mi kosmetyki, zupełnie bezniteresownie. Zatkało mnie! Nadal w to nie wierzę :). Fajne rzeczy dzieją się w tym złym Internecie. Byłam po stokroć wdzięczna, bo w tym okresie miałam tak dużo wydatków (okradziono moją kartę kredytową, straciliśmy aparat w Portugalii, popsuł się mój laptop – narzędzie pracy… i tak dalej), że zamierzałam przejść do obozu “natural beauty”, gardzących kosmetykami :D.

Okazało się, że po babsku same nowe kosmetyki sprawiły, że zachciało mi się robić makijaż bardziej, niż kiedykolwiek! Wcześniej miałam droższe kosmetyki, ale wcale nie lepsze niż:

  • Paletka Make-up Revolution (czekolada) – kosztuje 30 zł, czyli mniej niż jeden (!) cień z MACa, którego wcześniej używałam. Kolory bardzo fajnie się blendują, są świetnie dobrane, a paletka jest samowystarczalna. Ich trwałość jest gorsza, niż MACowa, ale nadal na tyle dobra, by cieszyć się ładnym makijażem przez 8 h
  • PUPA VAMP! eyeliner w pisaku – nigdy nie miałam tak posłusznego eyelinera, który maluje dokładnie takie kreski, jakich oczekuję (zamiast zmuszania mnie do ciągłego poprawiania każdej z nich, czynienia ich coraz grubszymi, co koniec koniec dawało efekt pandy)
  • paletka do konturowania Isadora – bardzo podpasowały  mi odcienie bronzerów i rozświetlacz, który nie błyszczy się jak kula dyskotekowa; na krótkie wyjazdy zabieram tę paletkę również w roli cieni do oczu. Uwaga: raczej się nie sprawdzi u osób bladych, bo bronzer do konturowania jest dość ciemny

Jedyne, co dokupiłam z moich starych kosmetyków, to:

  • podkład Bourjois Healthy Mix – używam go od wielu, wielu lat i jedyny, który sprawdzał się lepiej, to Diorskin Forever, ale ponieważ kosztuje 5x więcej, kupiłam go tylko raz – na własne wesele 😀 Może kiedyś będę wybierać droższe kosmetyki, na razie mam inne priorytety (planujemy przeprowadzkę!)
  • pędzle Hakuro:

O! Może Wy mi podpowiecie: szukam taniego tuszu do rzęs, które są krótkie jak urlopy w Polsce (duże szczotki mogą mi co najwyżej umazać powiekę 😉 )

PS. Wraz ze zmianą wyglądu bloga, zmieniliśmy system komentarzy. Z założenia powinien działać prościej, niż poprzedni. Osobiście nienawidzę technologicznych nowości

Zostaw komentarz

4 komentarze w “Jaki lajf, taki stajl – szkolenia na #CodziennieFitCamp i ploteczki o samych przyjemnościach

  1. Julia

    Tęskniłam za ta seria wpisów 🙂 proszę nie rób nam tego więcej i pisz częściej 😀

    Mam nadzieje, ze nie uciekacie z Łodzi ?? 😉

  2. Ulka

    Od zawsze stawiam na zbilansowaną dietę, pozbawioną tłuszczy trans i cukru. Ponadto stosuję iqacai i staram się codziennie ćwiczyć. Dzięki temu moja figura jest szczupła, a ja nie muszę martwić się odkładaniem zbędnego tłuszczyku.

  3. Ania

    <3 Ale zapracowana z Ciebie babeczka! Super. Tak trzymać. Czuć to bez wątpienia, że się spełniasz w swojej pracy 🙂 Ja właśnie mam jakiś kryzys w swojej karierze projektantki i robię wszystko, żeby złapać jakąś motywację do efektywnej pracy. Dlatego dzięki za ten tekst

  4. Nefre

    Takich klientów z rozregulowaną gospodarką hormonalną jest najwięcej. Najczęściej jak widzimy osobę, która jest gruba to wydaje nam się, że po prostu się zapuściła, je za dużo i za mało się rusza. Niestety po 5 próbach odchudzania, laski mają tak rozjechane hormony, że organizm broni się przed każdą kolejną próbą.. A efekty tak jak mówisz- przychodzą wolniej niż byśmy chciały, bo każdy chce obudzić się szczupłym już po samym zrealizowaniu listy zakupów.
    Ja winię za to szkołę- brak nauki jak jeść, polską tradycję kulinarną, i lekarzy, którzy na trądzik przepisują tabletki antykoncepcyjne a na zaparcia nospę..