Obraz z mchu DIY, małżeńskie potyczki i przeprowadzka

obraz z mchu DYI

Czy doprawienie komuś rogów może być dowodem miłości? Kilka lat temu przekonałam się, że zdecydowanie tak. Założę się, że urzeknie Was nasza historia.

Od dobrego roku wzdychałam do pewnego jelenia. Jelenie patrzyły na mnie tęsknym wzrokiem ze ścian, poszewek na poduszki czy zastawy. Zapragnęłam własnego. Upolowałam go na stronie z rękodziełem. Okazał się być kartonem z zaznaczonymi miejscami do powyginania.

Z miną kota ze Shreka ruszyłam ku Łukaszowi. Ratunku, pomocy! Jeszcze-wtedy-nie-mąż postanowił mnie dobić, odmawiając współpracy. Miałam ochotę strzelić focha z melodyjką, ale babska duma nie pozwoliła mi na nic innego, niż udowodnienie temu delikwentowi, że przecież umiem sama.

Cholera, jednak nie umiem.

Upaprałam jelenia klejem po same (odwrotnie zamontowane) uszy. W tym miejscu podkreślę, że jeśli ktoś nabierze ochoty na własnego jelonka, niech zastanowi się czy ma w sobie podstawowe umiejętności rękodzielnicze wykraczające poza zwinięcie papierka w kulkę.

Ja nie mam, a jeleń nadawał się do wyrzucenia. Ale przecież ten rogacz miał być dowodem miłości! Mój bohater się nawrócił (czy raczej zlitował po zobaczeniu rozpaczającej narzeczonej nad zwłokami jelonka).

Kupił drugiego. Udało mu się go złożyć tylko dlatego, że Figa pomagała!

kot przeszkadzający w wykonaniu jelenia z origami

Ale halo, halo! Dziewczyny! To było 3 lata temu. To chyba normalne, że baba chce coś zmienić w wystroju, prawda?!

Według mojego (już) męża nieprawda, ale nie przeszkodziło mi to w zamówieniu 3 kilogramów chrobotka reniferowego. Lepszej łączki dla naszego renifera nie mogłam sobie wymarzyć, prawda?

Wróć, Ciesielska. Po kolei.

Zielone mieszkanie

mieszkanie dr lifestyle obraz z mchu

Jeszcze niedawno pozbawiałam życia każdą roślinę, która przekroczyła próg naszego mieszkania. Wytrzymywały z nami najdłużej kilka miesięcy. Winnym nie okazał się brak ręki do roślin, a ignorancja – nie poświęcałam czasu na poznanie potrzeb i upodobań gatunku. Wystarczyło się doszkolić i kwiaty zaczęły ze mną współpracować.

Choć osobiście równie mocno przemawia do mnie argument mojej Babci, że nadanie kwiatkom imion i ucinanie sobie z nimi pogawędek w trakcie podlewania może być skuteczniejsze od najskuteczniejszych ogrodniczych wskazówek. Możecie się śmiać, ale tylko ja wiem, jak imponująco wyglądał ogród mojej Babci! 🙂

Od około dwóch lat wspólnie hodujemy naszą domową dżunglę w nadziei, że za 2 lata przeniesiemy większe okazy na większą przestrzeń. Ale przecież cieszą już dziś!

Mieszkają z nami pachira wodna (Dominik), sterlicja (Kuba), filodendron (Mona), palma, skrzydłokwiat, palma kokosowa, zamiokulkas, juka (Julka), kaktus i bambusy. Lubię na nie patrzeć leżąc w hamaku – gdy wejdzie się do środka, jedyne co zostaje w polu widzenia to liście palmy i mapa. Na naszej mini-mikro-maciupciej powierzchni stworzyliśmy patent na natychmiastowy relaks i odcięcie się od pracy.

Nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że więcej roślin = więcej tlenu w domu. Mieszkamy w dużym mieście borykającym się z problemem smogu i zanieczyszczeń, zależy mi na robieniu małych rzeczy, które mogą przyczynić się do poprawy jakości powietrza, którym oddychamy. Rok temu odświeżaliśmy mieszkanie farbami Magnat (ceramiczną farbą do wnętrz z formułą anty-formaldehyd). Skoro istnieją już materiały budowlane, które jakością nie ustępują tradycyjnym, to chętnie z nich korzystam – tym bardziej, że Magnatem maluje się łatwo, a struktura farby jest ładna nawet po roku od malowania. Dostałam cynk od Magnatowej ekipy, że niedawno pojawiła się nowa linia Magnat Ceramic Care, która jest jednocześnie plamoodporna i bakteriostatyczna, a do tego oczyszcza powietrze z formaldehydu. W nowym domu zdecydujemy się na farbę o podobnych właściwościach. Kolejnym krokiem będzie zakup oczyszczacza powietrza, będę wdzięczna za Wasze rekomendacje!

Tymczasem, chcę się pochwalić nowym projektem z kategorii małych kroczków do czystszego powietrza w mieszkaniu.

Obraz z mchu DIY

mech chroibotek w drewnianej ramie pomalowanej produktem Vidaron

Na obrazy z żywego mchu trafiłam szukając inspiracji do urządzenia nowego mieszkania. Zakochałam się! W myślach powiesiłam go już w łazience, gabinecie i w sypialni, na każdej ze ścian!

A później przypomniało mi się, że do 2020 mogę zmienić zdanie (ten fakt nie przeszkadza mi w ciągłym przeglądaniu wnętrz zupełnie tak samo, jak nie przeszkadza mi w nim tymczasowy brak pieniędzy na wykończenie naszego przyszłego mieszkania :D). No i okazało się, że obrazy z mchu są koszmarnie drogie (od tysiąca złotych za niewielki obraz).

Na szczęście mam w domu utalentowanego męża, który aż się rwie do realizacji moich kolejnych postrzelonych pomysłów! Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Tfu. Tak mąż zrobił. Rozliczyliśmy się po blogersku, barterowo – ja mu gotuję przez cały tydzień, on mi robi mech.

Wrócił ze sklepu z deskami, Vidaronem, płytą pilśniową i klejem czarodziejskim. A po napisaniu nazwy kleju zwątpiłam i postanowiłam oddać klawiaturę Łukaszowi. Opowie Wam jak zrobić obraz z mchu.

Obraz z mchu – lista zakupów

kolaż zdjęć przedstawiający proces powstawania obrazu z mchu i malowanie ramy produktem Vidaron

  • Stara rama albo deski do zrobienia nowej – w naszym przypadku były to 3 dwumetrowe deski, szerokie na 7 cm, grube na 2 cm, frezowane z każdej strony (zaokrąglone rogi)
  • Impregnat ochronno-dekoracyjny – powłokotwórczy Vidaron w wybranym kolorze (my Wybraliśmy Wenge Afrykańskie ze względu na kolor głośników stojących w bezpośredniej okolicy obrazu)
  • Piła do drewna – jeśli chcesz docinać deski sama
  • Kawałek papieru ściernego o gradacji 80
  • Wkręty, gwoździe (nie dłuższe niż grubość desek)
  • Zwykły pędzel – byle czysty
  • Litrowa butla „kleju czarodziejskiego typu CR”
  • Hodowlany mech chrobotek reniferowy (sprzedawcy piszą, że 7kg wystarcza na metr kwadratowy) – u nas wystarczyło 2,5 kg
  • Jeleń origami (opcjonalnie – obrazu z mchu wyglądają pięknie również bez dodatków)

Obraz z mchu DIY – krok po kroku

Zakupy

  1. Wybieramy się na strych w poszukiwaniu starej ramy lub do marketu budowlanego w poszukiwaniu desek. W tym samym sklepie dostaniesz też impregnat Vidaron, oraz pozostałe akcesoria. Klej znajdziesz w papierniczym lub na Allegro – tam też szukaj mchu
  2. W większości marketów budowlanych można poprosić o docięcie desek

Rama – jak zrobić ramę do obrazu

Jeśli masz starą ramę, przeskocz do punktu 3. Jeśli postanowiłaś zbudować własną – albo nietypową jak w naszym wypadku, trzeba ustalić rozmiar (to akurat warto wiedzieć jeszcze przed zrobieniem zakupów) i kąty docięcia desek. W przypadku prostokąta i kwadratu jak wiadomo, wszystkie kąty są proste więc docinamy deski pod kątem 45° (na obrazku poniżej).

jak dociąć deski by utworzyć ramę obrazu w kształcie prostokąta

Ale, ale nie tak prędko. Jeśli jesteście tak kreatywne, jak moja urocza żonka, pamiętajcie o konieczności utrudnienia sobie życia (pół biedy jak sobie). Moniczka zażyczyła sobie ramkę trójkątną. Uznałem, że bardziej cenię sobie święty spokój, niż kolejną straconą godzinę i jak wymyśliła, tak zrobiłem.

Jak pamiętamy z geometrii, wszystkie boki i kąty trójkąta równobocznego są równe – każdy z kątów wewnątrz ma 60°. Dzielimy to na pół i wiemy, że musimy dociąć deski pod kątem 30° (obrazek poniżej):

jak dociąć deski by utworzyć ramę obrazu w kształcie trójkąta

Jak odmierzyć 45° lub 30°? Najłatwiej specjalną piłą z kątomierzem. Ja nie miałem ani piły, ani nawet samego kątomierza. Jeśli projektowanie kątomierza w Photoshopie nie jest przejawem romantyzmu i dowodem miłości, to ja już nie wiem co miałoby nim być.

Jak zrobić trójkątną ramę obrazu

kolaż zdjęć przedstawiających impregnat Vidaron i docinanie desek do utworzenia ramy

  1. Docinamy deski na odpowiednią długość, pod odpowiednimi kątami. Jeśli to Was przerasta, możecie dociąć deski na miejscu w sklepie.
  2. Składamy deski formując naszą ramę. Mocujemy je razem za pomocą wkrętów lub kleju do drewna (do tego potrzeba więcej czasu i zaciski do unieruchomienia na czas schnięcia)
  3. Bierzemy kawałek papieru ściernego i delikatnie matowimy drewno, szlifujemy też inne niedoskonałości. W przypadku starej ramy napracujemy się tu trochę bardziej
  4. Pora na malowanie. My wybraliśmy impregnat Vidaron, który chroni drewno, nie przykrywając przy tym jego naturalnych słojów. Aplikacja jest banalna, produkt łatwo się rozprowadza. Nakładamy pędzlem pierwszą warstwę, a po wyschnięciu drugą dla pogłębienia koloru. Niech dowodem na niski poziom trudności malowania Vidaronem będzie fakt, że temu zadaniu sprostała nawet Monika.
  5. Pora przymocować „plecy” do naszej ramy. My użyliśmy płyty pilśniowej (taka sama jak w większości szaf w naszych domach). Docinamy za pomocą piły, choć mi łatwiej poszło ostrym nożykiem do tapet. Odwracamy ramę i przybijamy do niej płytę za pomocą gwoździ.

Może komuś z Was przyda się próbnik kolorów Vidaronu, który miałem okazję wykonać, gdyż Żonka nie umiała sobie wyobrazić, który kolor spodoba jej się najbardziej.

vidaron paleta kolorów
Vidaron Paleta kolorów, od lewej: orzech włoski, palisander królewski, wenge afrykańskie, klon kanadyjski

Nie muszę chyba mówić, że zostaliśmy przy tym kolorze, który wybrałem jako pierwszy? Każdy kolor prezentował się dobrze – najważniejsze, że nie zakrywa struktury drewna. Dzięki temu niezależnie od wybranego koloru Vidaronu, masz pewność, że zachowasz efekt naturalnego wyglądu drewna.

drewno pomalowane impregnatem Vidaron
Nasz wybór: Vidaron wenge afrykańskie

Jak zrobić obraz z mchu

Przyklejanie mchu i kot pomocnik

Mech nie powinien być wystawiony na działanie ostrego światła. Nie wymaga podlewania – w pomieszczeniach o dużej wilgotności nie trzeba go nawet zraszać, ale w naszym salonie będziemy używać spryskiwacza.

My zaczęliśmy od przymocowania Jelenia (Renifera?) na środku naszej konstrukcji. Sprawdził się tutaj klej typu super glue/kropelka itp.

  1. Wyciskamy do miseczki lub głębokiego talerza trochę kleju, nie wiadomo dlaczego nazywanego czarodziejskim
  2. Opcjonalnie za pomocą pędzelka rozprowadzamy klej na niezbyt dużej powierzchni wewnątrz naszego obrazu (np. 10x10cm) – chodzi o to by nie wysechł, zanim przymocujemy nasz mech
  3. Łapiemy kępkę mchu, przycinamy korzonki na odpowiednią długość (od nas zależy czy chcemy by wystawał ponad ramę), a następnie maczamy w kleju
  4. Dociskamy kępkę mchu do powierzchni obrazu i przytrzymujemy kilka sekund.
  5. Postępujemy tak aż do momentu wypełnienia całej ramy. Pilnujemy przy tym, by nie ubrudzić utaplanymi w kleju korzonkami już przyklejonego mchu:)
  6. Pozostaje jeszcze zawieszenie obrazu na ścianie – i gotowe!

gotowy obraz z mchu widziany z boku

widok na cały pokój i obraz z mchu widoczny w tle

Tak własnoręcznie wykonana rama naprawdę robi wrażenie. Za sprawą Vidaronu struktura drewna jest widoczna, jest ono należycie zaimpregnowane i zabezpieczone, a kolor który wybraliśmy pasuje do reszty mebli. Mech jest idealnym tłem dla naszego jelonka, a mój ulubiony sport – hamaking – stał się jeszcze przyjemniejszy, gdy wprowadziliśmy do mieszkania leśny akcent.

Będzie przeprowadzka!

Jeleń lub Renifer origami otoczony żywym mchem

Będę szczera: aktualne mieszkanie nie jest idealnym miejscem do zaspokajania naszych potrzeb. Spędzamy ze sobą 24 h na dobę na małej powierzchni. To tutaj oboje pracujemy, odpoczywamy, spotykamy się z przyjaciółmi, kłócimy się, godzimy się, planujemy podbicie wszechświata i wspieramy się, gdy planów nie uda się zrealizować.

Ale przez myśl mi nie przeszło, że marudzenie i narzekanie mogłoby jakkolwiek poprawić naszą sytuację. Przecież mieszkanie nie rozciągnie się tylko dlatego, że nagadam się jak mi ciasno. Teraz właśnie taki jest nasz dom. Nie można tego zmienić w kilka dni, więc dbamy o to, by było nam w nim możliwie najlepiej. Szczęścia nie liczymy w metrach kwadratowych, dobrze może być już tu i teraz.

Nie możemy się doczekać przeprowadzki, ale staramy się umilić sobie czas oczekiwania. Nasz jelonek wśród mchu zdecydowanie stał się czasoumilaczem. Uzbrojona w hamak, jelonka, koty i wiadro herbaty, czuję się oficjalnie gotowa na jesień!

Jak myślicie, zostajemy w Łodzi czy zmieniamy miejsce zamieszkania? 🙂

Wykonanie DIY wsparła marka Vidaron.