Naprawdę Nowy Rok, przeprosiny i moje niepostanowienia

 

Tu była pierwsza część tekstu, którą skasowałam po kilkunastu minutach. Nikomu do szczęścia nie są potrzebne moje zwierzenia ;), ale puenta pozostaje bez zmian.

W związku z tym na początku zeszłego roku postanowiłam ograniczyć niektóre aktywności. Obowiązki odpadały, kończyłam kolejne projekty. Szkoda tylko, że w ich miejscu niemal od razu pojawiały się nowe. Czułam, że przelatuję sobie przez palce. Ale przecież muszę być dzielna! Muszę wytrzymać! Muszę zdać ten egzamin! Muszę zmotywować się do treningu! Muszę napisać tekst! Muszę pracować! Muszę więcej zarabiać! Muszę zrobić zdjęcia na insta! Nie mogę, nie mogę, nie mogę. Ale robię. Próbuję. Działam, świat się kręci, wszystko jest okej.

Później doszedł do tego żal do siebie o to całe rozmemłanie i brak wdzięczności za to, co mam. Tak, to jest ten moment, w którym możesz prychnąć z zażenowaniem lub parsknąć śmiechem, bo próbuję napisać, że złe samopoczucie stawało się jeszcze gorsze przez wyrzuty sumienia za złe samopoczucie.

Potraktujcie to również jako wyjaśnienie mojego mniejszego zaangażowania w tworzenie bloga, stagnacji w mediach społecznościowych i wielu niezrealizowanych obietnic. Strasznie mi głupio, że zawaliłam tak wiele tematów związanych z rozwojem bloga. Należą się Wam przeprosiny, a ja nie chcę wchodzić w Nowy Rok z długami, więc napiszę po prostu: przepraszam.

Nie chcę wdawać się w szczegóły i przyczyny takiego stanu rzeczy. Może nawet nie warto, skoro z pełnym przekonaniem mogę napisać: jest lepiej. Dużo lepiej.

drlifestyle dietetyk

Wiem, co zżera mnie od środka, a co jest najlepszym paliwem. Dotarło do mnie wiele truizmów. Ale nie tak, że przytaknęłam, pokiwałam głową i powiedziałam, że to ma sens. Tak, że ten truizm jeden z drugim, trzecim i kolejnym dawały mi sobą w twarz. Jeden z nich będzie mieć szczególny wpływ na wygląd moich noworocznych postanowień.

Zaakceptowałam fakt, że na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Że mimo najszczerszych chęci i pełnego zaangażowania, czasami się po prostu nie da. A już na pewno nie jestem w stanie przewidzieć jak będzie wyglądać kolejny rok, który będzie prawdziwie nowym rokiem.

Łukasz kilka dni temu skończył pracę na etacie. Teraz oboje będziemy pracować w domu. Ja za pół roku kończę studia. Chwilę później się pobierzemy. Może się przeprowadzimy?

Zmiany wydają mi się tak duże i znaczące, że chyba nie mam czelności wyrokować co będzie dla mnie ważne za pół roku. Chciałabym podejmować lepsze decyzje. Zakończyć rozgrzebane sprawy. Kierować się intuicją i własnymi wartościami. Nie podejmować prób zadowolenia wszystkich i zawsze. Zaakceptować fakt, że nie jestem czekoladą, żeby mnie wszyscy lubili. Ale mam tylko jeden cel, co do którego nie mam wątpliwości. Obiecuję nie stawać sobie więcej na przeszkodzie do jego realizacji.

Zamierzam być nieprzyzwoicie szczęśliwa.