Budżet domowy w związku – razem czy osobno? Jak oszczędzamy na wspólną przyszłość?

Jestem jedną z tych kobiet, które idąc na randkę nie oczekują, że facet zapłaci za naleśniki, które zjem z trzęsącymi się uszami (dziewczyny, nie zamawiajcie sałatki na pierwszej randce – niech wie na co się pisze!). Tak było niemalże 6 lat temu i tak jest do dziś. Nadal zajadam się naleśnikami, nadal z taką samą satysfakcją, choć teraz już nie płacę. Nie płaci też on. Płacimy my.

Na początku wspólnego życia mieliśmy osobne konta + budżet i konto na wydatki wspólne, na które każde z nas przelewało określoną kwotę co miesiąc. Zmieniliśmy układ, gdy Ł. zrezygnował z pracy na etacie. Jesteśmy teamem, jedziemy na jednym wózku, planujemy wspólną przyszłość, mamy wiele wspólnych zobowiązań  i mamy wspólne pieniądze.

Ta strategia sprawdza się u nas bardzo dobrze, ale zdaję sobie sprawę, że dzieje się tak za sprawą kilku czynników:

  • zostaliśmy podobnie wychowani, rodzice nauczyli nas szacunku do pieniędzy i odpowiedzialności finansowej
  • mamy podobne podejście do finansów – żadne z nas nie jest rozrzutne, żadne z nas nie jest sknerą, posiadamy zbieżne cele długoterminowe
  • nie rozliczamy się przed sobą ze swoich wydatków, dzięki temu, że potrafimy trzymać się wspólnie ustalonych reguł – wiemy, jakim budżetem dysponujemy na poszczególne miesiące, a kiedy trzeba zacisnąć pasa, to z automatu robimy to oboje
  • nie negujemy wzajemnie swoich potrzeb czy zachcianek, jeśli pozwala na nie budżet i podejmujemy decyzje zakupowe zgodnie z odgórnymi ustaleniami
  • przez cały czas trwania związku żadne z nas nie nadszarpnęło zaufania drugiej strony – bez tego nie wyobrażam sobie nie tylko wspólnego konta, ale i wspólnego, spokojnego życia

Wspólny budżet sprawdza się u nas również dlatego, że ani ja, ani Ł. nie ekscytujemy się pieniędzmi bardziej, niż to konieczne. Nie jest to dla nas trudny temat do rozmów, pieniądze nie są naszym głównym życiowym celem, poświęcamy im tyle uwagi, ile trzeba – nie więcej. Podchodzimy do planowania budżetu bez większych emocji. Pieniądze traktujemy jako narzędzie do zaspokajania naszych potrzeb i spełniania marzeń. Te ostatnie są największym motywatorem do zarabiania pieniędzy, a świadomość tych pierwszych, pomaga trzymać budżet domowy w ryzach.

Nie wykluczamy zmiany aktualnego systemu – wspólny budżet to tylko narzędzie, które z czasem może przestać się sprawdzać, stać się ograniczeniem lub obnażyć wady, których teraz nie widzimy. Jestem bardzo ciekawa, jak radzicie sobie z domowym budżetem Wy – dajcie znać w komentarzach, może wszyscy nauczymy się czegoś od siebie. Interesują mnie również komentarze o tym, co się nie sprawdziło.

Na co wydajemy pieniądze, czyli kategorie w budżecie domowym

Mamy jasno określone potrzeby, wiemy ile pieniędzy potrzebujemy na miesiąc życia i wiemy za ile jesteśmy w stanie go przeżyć, jeśli trzeba będzie zacisnąć pasa. To dla nas istotne informacje, ponieważ mamy bardzo nieregularne dochody. Do wyroków tabelek sugerujących wystarczająco dużą liczbę zleceń też się nie przywiązuję, bo data płatności z umowy często nie ma nic wspólnego z datą wykonania przelewu.

  • Przychody – kiedyś dywersyfikacja przychodów wydawała mi się mrzonką z (nieco naciąganej) książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, a teraz jest dla mnie celem nadrzędnym wobec zarabiania pieniędzy. Nie ekscytuję się jednym bardzo dobrze płatnym zleceniem, zamiast tego dążę do budowania bezpieczeństwa finansowego na wielu filarach. Nawet, jeśli niektóre z nich są bardzo wątłe i mizerne.
  • Wydatki stałe – czynsz, opłaty, karnety na siłownie, koszty utrzymania bloga i wszystkie inne powtarzalne wydatki, które ponosimy każdego miesiąca
  • Wydatki przewidywalne nieregularne – jedzenie, chemia domowa, kosmetyki, wizyty u lekarzy, leki, prezenty (tak, po rozpoczęciu prowadzeniu budżetu zorientowałam się, że nie ma miesiąca, by taka pozycja nie trafiała do kategorii „inne”, więc stworzyłam dedykowaną), ubrania i buty (rzadko zdarzają się miesiące bez wydatku w tej kategorii), rozrywka, rozwój osobisty itp.
  • Wydatki nieprzewidywalne – Fundusz Awaryjny
    • każdego miesiąca przeznaczaliśmy określoną kwotę na zasilenie Funduszu Awaryjnego aż uzyskaliśmy 5000 zł
    • to oszczędności na wydatki nieprzewidziane z kategorii „psuje się pralka, auto i lodówka, co teraz”
    • nie wliczamy tych pieniędzy ani do poduszki finansowej, ani do oszczędności na mieszkanie czy emeryturę
  • Oszczędności
    • dedykowane cele – aktualnie podróż poślubna, wesele i nowy sprzęt foto/wideo, gadżety
    • poduszka finansowa – zanim podjęliśmy decyzję o rzuceniu etatu przez Ł. dążyliśmy do zgromadzenia oszczędności na pół roku życia, nie do końca się udało, bo są to oszczędności, które pozwoliłyby co najwyżej na „przeżycie” a nie na „życie”, ale wrócimy do tematu oszczędzania na ten cel, gdy uporamy się ze studnią bez dna w postaci około ślubnych wydatków
    • emerytura
      • oszczędzanie na emeryturę rozpoczęliśmy od dość typowego rozwiązania, dokonując między wyboru między tymi dwiema opcjami między innymi dlatego, że:
        • można było zacząć od bardzo małej kwoty
        • oszczędzaniem zmniejszyć należne podatki
        • w Internecie jest dostępnych wiele opracowań na temat strategii korzystania z IKE i IKZE, dzięki czemu nawet laik może zdobyć odpowiednią wiedzę
      • nie, nie uważam, że jestem zbyt młoda na myślenie o emeryturze, bo nie pomyśli o tym za mnie nikt – nie mam nad sobą szefa, nie mam etatu, a nawet gdybym miała, to i tak nie oddałabym swojego losu w ręce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który w moim wieku emerytalnym zamierza rozpocząć wypłacanie mi kieszonkowego, bo emeryturą bym tego nie nazywała (roztaczane przed moim pokoleniem perspektywy to emerytura na poziomie około 30% względem ostatniej wypłaty)
      • wyobrażając sobie siebie na emeryturze nie mam przed oczami schorowanej starowinki, nie utożsamiam określenia „emerytura” z konkretnym etapem życia, a raczej ze stanem konta, który pozwoli na realizację dalszych życiowych planów przy zmniejszeniu obowiązków zawodowych
      • celowo nie piszę o rezygnacji z pracy – nie rozgraniczam okresu „pracy” i „emerytury”, bo jeśli zdrowie mi pozwoli i nadal będę miała ciekawe możliwości rozwoju oraz pracy zgodnej z moimi przekonaniami, to chętnie będę wykorzystywać swoje doświadczenie i pracować dopóki będzie to możliwe
    • inwestycje – tego dopiero się uczymy, ale oboje uważamy, że brak wiedzy nie zwalnia nas z obowiązku jej zdobywania; jesli umiemy oszczędzać, chcemy też umieć robić coś sensownego z zaoszczędzonymi pieniędzmi
      • narzędziem, które poznałam przy okazji współpracy z NNTFI jest kalkulator IKE/IKZE oraz konfigurator funduszy inwestycyjnych – nie chodzi o to, by kurczowo trzymać się tych wyników i podpowiedzi, ale przesuwanie suwaczkami może sporo uświadomić na temat tego ile czasu faktycznie potrzebujemy do osiągnięcia pożądanego kapitału

Wnioski po półrocznym prowadzeniu budżetu domowego

  • nie ma sensu upierać się przy kategoriach wydatków stworzonych na początku prowadzenia budżetu – lepiej od początku nastawić się, że wstępna tabelka to tylko szkic i w pierwszych tygodniach wywrócicie ją do góry nogami
  • nawet nieregularne przychody muszą pokrywać regularne wydatki
  • prowadzenie budżetu nie ma sensu, dopóki jedynie wpisuję do niego, zamiast wyciągać wnioski i planować kolejne miesiące
  • większe zarobki zbyt łatwo mogą zacząć oznaczać większe wydatki, dlatego tak ważne jest prowadzenie budżetu i jasne określenie maksymalnych, miesięcznych wydatków
  • mamy nawyki, nie mamy wiedzy – źródła wiedzy są naprawdę łatwo dostępne
  • zdrowy styl życia, to tani styl życia – na potwierdzenie załączam link do Raportu czytelniczek bloga, w którym przedstawiłam miesięczne wydatki na jedzenie, ponoszone przez osoby odżywiające się zdrowo

Sposoby na oszczędzanie

Niestety, badanie przeprowadzone na 1048 osobach przez firmę Maison&Partners wykazało, że tylko 15% spośród Millenialsów regularnie odkłada lub inwestuje pewną sumę pieniędzy. Wiem, że rozmową o pieniądzach aż się proszę o rozpoczęcie dyskusji o tym, że oszczędzać można wtedy, kiedy zarabia się wystarczająco dużo zarabia. A guzik prawda. Budowanie dobrych nawyków „finansowej higieny” warto rozpocząć na każdym etapie życia, niezależnie od wysokości aktualnych zarobków. W przeciwnym razie, gdy dochody się zwiększą, zwiększą się również wydatki i bilans na koniec miesiąca cały czas będzie wyglądał podobnie (podobnie do okrągłego zera).

  • Najlepszym sposobem na oszczędzanie pieniędzy jest świadomość tego, na co nas stać (i na co zdecydowanie nas nie stać) – nie żyjemy ponad stan, nie kupujemy rzeczy wykraczających poza nasze możliwości finansowe
  • Świadomość własnych potrzeb – decyzji zakupowych nie determinuje reklama (no dobra, na rekomendacje ulubionych blogerek czasem się kuszę, ale tylko wtedy, gdy faktycznie odczuwałam brak danego przedmiotu lub wiem, że zakup da mi dużo radości i nie przeciąży budżetu), a ja nie kupuję sobie poprawiacza nastroju czy przynależności do określonej grupy społecznej. W osiągnięciu tego stanu pomogło mi wykorzystanie minimalizmu jako narzędzia do pozbycia się w życiu nadmiaru. Nie kupuję filozofii minimalizmu w 100%, nie żyję według najważniejszych zasad tego podejścia, ale świadomie korzystam z niego na co dzień.
  • Prowadzenie budżetu – uświadomienie sobie, ile pieniędzy dosłownie przelatuje przez palce, to bardzo bolesne doświadczenie. Po dokonaniu pierwszych podsumowań można użalać się nad sobą i załamywać nad tym, ile pieniędzy można było zaoszczędzić i… Zupełnie nic z tą wiedzą nie zrobić w kolejnych miesiącach. Samo spisywanie wydatków nie rozwiąże problemów – elementem prowadzenia budżetu jest również ich analizowanie oraz planowanie.
  • Koncentracja na wyższym celu, zamiast zaspokojania chwilowej zachcianki – jeśli bardzo zależy Ci na tym, żeby wreszcie schudnąć a dotychczasowe działanie na pół gwizdka nie przyniosło efektów, to nie zaczynasz dnia od rezygnacji z treningu i umówienia się na wieczorną pizzę i piwo, prawda? Pewnie nie do końca – niektórzy z nas mają silniejszą samokontrolę, inni mają zdecydowanie słabą silną wolę, ale… to żaden argument. Samokontrola to umiejętność, którą można wypracować i odnosić do wszystkich sfer życia – jeśli wiem, że miesięcznie muszę oszczędzać X złotych, by za trzy lata starać się o kredyt hipoteczny na dobrych warunkach, to już dziś nie mogę kupić bardzo drogiej torebki kosztem comiesięcznej „składki” na wyższy cel.

Wspólna przyszłość – jeśli ma być bezpieczna, musimy zadbać o nią sami

Nie jestem rekinem biznesu, przedsiębiorczości dopiero się uczę.  Jeszcze nie wiem co robić, żeby oszczędzane pieniądze nie tylko nie traciły na wartości, ale też zyskiwały ją z czasem. Nie znam się na inwestowaniu, ale uczę się tego. Jestem spokojna, bo mam dopiero 25 lat i jeszcze trochę czasu na zdobycie potrzebnej wiedzy. Na pewno będzie to bardziej efektywne, niż wypieranie perspektywy emerytury i wieczne oddalanie od siebie tej wizji.

Za to potrafię oszczędzać – tę umiejętność wyniosłam z domu i jestem za nią bardzo wdzięczna swoim rodzicom. Jednak do niedawna umiałam oszczędzać tylko z wizją konkretnego, materialnego celu – a jednym z nich nie była emerytura tylko dlatego, że jej perspektywa wydawała mi się zbyt odległa. Jednak kilka miesięcy temu zrozumiałam, że im wcześniej zacznę, tym łatwiej będzie mi wypracować odpowiedni kapitał, na godne życie na emeryturze.

Nie wierzę, że zadba o nie ZUS. Nie mam wątpliwości co do tego, że komfort życia na emeryturze zależy tylko ode mnie samej. Wiem też, że nigdy nie będzie idealnego momentu na rozpoczęcie oszczędzania. To trochę tak, jak z odchudzaniem – łatwiej byłoby pozostać przy dotychczasowych nawykach, ale jeśli weźmiemy pod uwagę realizację długofalowego celu, najlepszy moment jest TERAZ.

 

Patronat nad wpisem objęła marka NN Investment Partners