Budżet domowy w związku – razem czy osobno? Jak oszczędzamy na wspólną przyszłość?

Jestem jedną z tych kobiet, które idąc na randkę nie oczekują, że facet zapłaci za naleśniki, które zjem z trzęsącymi się uszami (dziewczyny, nie zamawiajcie sałatki na pierwszej randce – niech wie na co się pisze!). Tak było niemalże 6 lat temu i tak jest do dziś. Nadal zajadam się naleśnikami, nadal z taką samą satysfakcją, choć teraz już nie płacę. Nie płaci też on. Płacimy my.

Na początku wspólnego życia mieliśmy osobne konta + budżet i konto na wydatki wspólne, na które każde z nas przelewało określoną kwotę co miesiąc. Zmieniliśmy układ, gdy Ł. zrezygnował z pracy na etacie. Jesteśmy teamem, jedziemy na jednym wózku, planujemy wspólną przyszłość, mamy wiele wspólnych zobowiązań  i mamy wspólne pieniądze.

Ta strategia sprawdza się u nas bardzo dobrze, ale zdaję sobie sprawę, że dzieje się tak za sprawą kilku czynników:

  • zostaliśmy podobnie wychowani, rodzice nauczyli nas szacunku do pieniędzy i odpowiedzialności finansowej
  • mamy podobne podejście do finansów – żadne z nas nie jest rozrzutne, żadne z nas nie jest sknerą, posiadamy zbieżne cele długoterminowe
  • nie rozliczamy się przed sobą ze swoich wydatków, dzięki temu, że potrafimy trzymać się wspólnie ustalonych reguł – wiemy, jakim budżetem dysponujemy na poszczególne miesiące, a kiedy trzeba zacisnąć pasa, to z automatu robimy to oboje
  • nie negujemy wzajemnie swoich potrzeb czy zachcianek, jeśli pozwala na nie budżet i podejmujemy decyzje zakupowe zgodnie z odgórnymi ustaleniami
  • przez cały czas trwania związku żadne z nas nie nadszarpnęło zaufania drugiej strony – bez tego nie wyobrażam sobie nie tylko wspólnego konta, ale i wspólnego, spokojnego życia

Wspólny budżet sprawdza się u nas również dlatego, że ani ja, ani Ł. nie ekscytujemy się pieniędzmi bardziej, niż to konieczne. Nie jest to dla nas trudny temat do rozmów, pieniądze nie są naszym głównym życiowym celem, poświęcamy im tyle uwagi, ile trzeba – nie więcej. Podchodzimy do planowania budżetu bez większych emocji. Pieniądze traktujemy jako narzędzie do zaspokajania naszych potrzeb i spełniania marzeń. Te ostatnie są największym motywatorem do zarabiania pieniędzy, a świadomość tych pierwszych, pomaga trzymać budżet domowy w ryzach.

Nie wykluczamy zmiany aktualnego systemu – wspólny budżet to tylko narzędzie, które z czasem może przestać się sprawdzać, stać się ograniczeniem lub obnażyć wady, których teraz nie widzimy. Jestem bardzo ciekawa, jak radzicie sobie z domowym budżetem Wy – dajcie znać w komentarzach, może wszyscy nauczymy się czegoś od siebie. Interesują mnie również komentarze o tym, co się nie sprawdziło.

Na co wydajemy pieniądze, czyli kategorie w budżecie domowym

Mamy jasno określone potrzeby, wiemy ile pieniędzy potrzebujemy na miesiąc życia i wiemy za ile jesteśmy w stanie go przeżyć, jeśli trzeba będzie zacisnąć pasa. To dla nas istotne informacje, ponieważ mamy bardzo nieregularne dochody. Do wyroków tabelek sugerujących wystarczająco dużą liczbę zleceń też się nie przywiązuję, bo data płatności z umowy często nie ma nic wspólnego z datą wykonania przelewu.

  • Przychody – kiedyś dywersyfikacja przychodów wydawała mi się mrzonką z (nieco naciąganej) książki “Bogaty ojciec, biedny ojciec”, a teraz jest dla mnie celem nadrzędnym wobec zarabiania pieniędzy. Nie ekscytuję się jednym bardzo dobrze płatnym zleceniem, zamiast tego dążę do budowania bezpieczeństwa finansowego na wielu filarach. Nawet, jeśli niektóre z nich są bardzo wątłe i mizerne.
  • Wydatki stałe – czynsz, opłaty, karnety na siłownie, koszty utrzymania bloga i wszystkie inne powtarzalne wydatki, które ponosimy każdego miesiąca
  • Wydatki przewidywalne nieregularne – jedzenie, chemia domowa, kosmetyki, wizyty u lekarzy, leki, prezenty (tak, po rozpoczęciu prowadzeniu budżetu zorientowałam się, że nie ma miesiąca, by taka pozycja nie trafiała do kategorii “inne”, więc stworzyłam dedykowaną), ubrania i buty (rzadko zdarzają się miesiące bez wydatku w tej kategorii), rozrywka, rozwój osobisty itp.
  • Wydatki nieprzewidywalne – Fundusz Awaryjny
    • każdego miesiąca przeznaczaliśmy określoną kwotę na zasilenie Funduszu Awaryjnego aż uzyskaliśmy 5000 zł
    • to oszczędności na wydatki nieprzewidziane z kategorii “psuje się pralka, auto i lodówka, co teraz”
    • nie wliczamy tych pieniędzy ani do poduszki finansowej, ani do oszczędności na mieszkanie czy emeryturę
  • Oszczędności
    • dedykowane cele – aktualnie podróż poślubna, wesele i nowy sprzęt foto/wideo, gadżety
    • poduszka finansowa – zanim podjęliśmy decyzję o rzuceniu etatu przez Ł. dążyliśmy do zgromadzenia oszczędności na pół roku życia, nie do końca się udało, bo są to oszczędności, które pozwoliłyby co najwyżej na “przeżycie” a nie na “życie”, ale wrócimy do tematu oszczędzania na ten cel, gdy uporamy się ze studnią bez dna w postaci około ślubnych wydatków
    • emerytura
      • oszczędzanie na emeryturę rozpoczęliśmy od dość typowego rozwiązania, dokonując między wyboru między tymi dwiema opcjami między innymi dlatego, że:
        • można było zacząć od bardzo małej kwoty
        • oszczędzaniem zmniejszyć należne podatki
        • w Internecie jest dostępnych wiele opracowań na temat strategii korzystania z IKE i IKZE, dzięki czemu nawet laik może zdobyć odpowiednią wiedzę
      • nie, nie uważam, że jestem zbyt młoda na myślenie o emeryturze, bo nie pomyśli o tym za mnie nikt – nie mam nad sobą szefa, nie mam etatu, a nawet gdybym miała, to i tak nie oddałabym swojego losu w ręce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który w moim wieku emerytalnym zamierza rozpocząć wypłacanie mi kieszonkowego, bo emeryturą bym tego nie nazywała (roztaczane przed moim pokoleniem perspektywy to emerytura na poziomie około 30% względem ostatniej wypłaty)
      • wyobrażając sobie siebie na emeryturze nie mam przed oczami schorowanej starowinki, nie utożsamiam określenia “emerytura” z konkretnym etapem życia, a raczej ze stanem konta, który pozwoli na realizację dalszych życiowych planów przy zmniejszeniu obowiązków zawodowych
      • celowo nie piszę o rezygnacji z pracy – nie rozgraniczam okresu “pracy” i “emerytury”, bo jeśli zdrowie mi pozwoli i nadal będę miała ciekawe możliwości rozwoju oraz pracy zgodnej z moimi przekonaniami, to chętnie będę wykorzystywać swoje doświadczenie i pracować dopóki będzie to możliwe
    • inwestycje – tego dopiero się uczymy, ale oboje uważamy, że brak wiedzy nie zwalnia nas z obowiązku jej zdobywania; jesli umiemy oszczędzać, chcemy też umieć robić coś sensownego z zaoszczędzonymi pieniędzmi
      • narzędziem, które poznałam przy okazji współpracy z NNTFI jest kalkulator IKE/IKZE oraz konfigurator funduszy inwestycyjnych – nie chodzi o to, by kurczowo trzymać się tych wyników i podpowiedzi, ale przesuwanie suwaczkami może sporo uświadomić na temat tego ile czasu faktycznie potrzebujemy do osiągnięcia pożądanego kapitału

Wnioski po półrocznym prowadzeniu budżetu domowego

  • nie ma sensu upierać się przy kategoriach wydatków stworzonych na początku prowadzenia budżetu – lepiej od początku nastawić się, że wstępna tabelka to tylko szkic i w pierwszych tygodniach wywrócicie ją do góry nogami
  • nawet nieregularne przychody muszą pokrywać regularne wydatki
  • prowadzenie budżetu nie ma sensu, dopóki jedynie wpisuję do niego, zamiast wyciągać wnioski i planować kolejne miesiące
  • większe zarobki zbyt łatwo mogą zacząć oznaczać większe wydatki, dlatego tak ważne jest prowadzenie budżetu i jasne określenie maksymalnych, miesięcznych wydatków
  • mamy nawyki, nie mamy wiedzy – źródła wiedzy są naprawdę łatwo dostępne
  • zdrowy styl życia, to tani styl życia – na potwierdzenie załączam link do Raportu czytelniczek bloga, w którym przedstawiłam miesięczne wydatki na jedzenie, ponoszone przez osoby odżywiające się zdrowo

Sposoby na oszczędzanie

Niestety, badanie przeprowadzone na 1048 osobach przez firmę Maison&Partners wykazało, że tylko 15% spośród Millenialsów regularnie odkłada lub inwestuje pewną sumę pieniędzy. Wiem, że rozmową o pieniądzach aż się proszę o rozpoczęcie dyskusji o tym, że oszczędzać można wtedy, kiedy zarabia się wystarczająco dużo zarabia. A guzik prawda. Budowanie dobrych nawyków “finansowej higieny” warto rozpocząć na każdym etapie życia, niezależnie od wysokości aktualnych zarobków. W przeciwnym razie, gdy dochody się zwiększą, zwiększą się również wydatki i bilans na koniec miesiąca cały czas będzie wyglądał podobnie (podobnie do okrągłego zera).

  • Najlepszym sposobem na oszczędzanie pieniędzy jest świadomość tego, na co nas stać (i na co zdecydowanie nas nie stać) – nie żyjemy ponad stan, nie kupujemy rzeczy wykraczających poza nasze możliwości finansowe
  • Świadomość własnych potrzeb – decyzji zakupowych nie determinuje reklama (no dobra, na rekomendacje ulubionych blogerek czasem się kuszę, ale tylko wtedy, gdy faktycznie odczuwałam brak danego przedmiotu lub wiem, że zakup da mi dużo radości i nie przeciąży budżetu), a ja nie kupuję sobie poprawiacza nastroju czy przynależności do określonej grupy społecznej. W osiągnięciu tego stanu pomogło mi wykorzystanie minimalizmu jako narzędzia do pozbycia się w życiu nadmiaru. Nie kupuję filozofii minimalizmu w 100%, nie żyję według najważniejszych zasad tego podejścia, ale świadomie korzystam z niego na co dzień.
  • Prowadzenie budżetu – uświadomienie sobie, ile pieniędzy dosłownie przelatuje przez palce, to bardzo bolesne doświadczenie. Po dokonaniu pierwszych podsumowań można użalać się nad sobą i załamywać nad tym, ile pieniędzy można było zaoszczędzić i… Zupełnie nic z tą wiedzą nie zrobić w kolejnych miesiącach. Samo spisywanie wydatków nie rozwiąże problemów – elementem prowadzenia budżetu jest również ich analizowanie oraz planowanie.
  • Koncentracja na wyższym celu, zamiast zaspokojania chwilowej zachcianki – jeśli bardzo zależy Ci na tym, żeby wreszcie schudnąć a dotychczasowe działanie na pół gwizdka nie przyniosło efektów, to nie zaczynasz dnia od rezygnacji z treningu i umówienia się na wieczorną pizzę i piwo, prawda? Pewnie nie do końca – niektórzy z nas mają silniejszą samokontrolę, inni mają zdecydowanie słabą silną wolę, ale… to żaden argument. Samokontrola to umiejętność, którą można wypracować i odnosić do wszystkich sfer życia – jeśli wiem, że miesięcznie muszę oszczędzać X złotych, by za trzy lata starać się o kredyt hipoteczny na dobrych warunkach, to już dziś nie mogę kupić bardzo drogiej torebki kosztem comiesięcznej “składki” na wyższy cel.

Wspólna przyszłość – jeśli ma być bezpieczna, musimy zadbać o nią sami

Nie jestem rekinem biznesu, przedsiębiorczości dopiero się uczę.  Jeszcze nie wiem co robić, żeby oszczędzane pieniądze nie tylko nie traciły na wartości, ale też zyskiwały ją z czasem. Nie znam się na inwestowaniu, ale uczę się tego. Jestem spokojna, bo mam dopiero 25 lat i jeszcze trochę czasu na zdobycie potrzebnej wiedzy. Na pewno będzie to bardziej efektywne, niż wypieranie perspektywy emerytury i wieczne oddalanie od siebie tej wizji.

Za to potrafię oszczędzać – tę umiejętność wyniosłam z domu i jestem za nią bardzo wdzięczna swoim rodzicom. Jednak do niedawna umiałam oszczędzać tylko z wizją konkretnego, materialnego celu – a jednym z nich nie była emerytura tylko dlatego, że jej perspektywa wydawała mi się zbyt odległa. Jednak kilka miesięcy temu zrozumiałam, że im wcześniej zacznę, tym łatwiej będzie mi wypracować odpowiedni kapitał, na godne życie na emeryturze.

Nie wierzę, że zadba o nie ZUS. Nie mam wątpliwości co do tego, że komfort życia na emeryturze zależy tylko ode mnie samej. Wiem też, że nigdy nie będzie idealnego momentu na rozpoczęcie oszczędzania. To trochę tak, jak z odchudzaniem – łatwiej byłoby pozostać przy dotychczasowych nawykach, ale jeśli weźmiemy pod uwagę realizację długofalowego celu, najlepszy moment jest TERAZ.

 

Patronat nad wpisem objęła marka NN Investment Partners

Zostaw komentarz

  1. Rungohsrun

    U nas od sześciu lat sprawdza się metoda kombinowana: każdy ma swoje konto i do tego jedno wspólne, na które przelewamy na początku miesiąca określoną kwotę. Ta opcja ma sens, bo mamy mocno rozbieżną kwotę dochodu 😉 Każde z nas zostawia sobie mniejszą lub większą pulę “dla siebie”, ale to konto wspólne służy do bieżących wydatków i też nie ma rozliczania się kto ile na co wydał, ale jest tabelka, do której wszystko wpisujemy z podziałem na kategorie. I mamy taką zasadę, że na początku miesiąca przelewamy z tej wspólnej puli 12% na konto oszczędnościowe. Na końcu miesiąca zazwyczaj nie było już co przelewać 😛 M. ma działalność, więc ze swojej puli odkłada na emeryturę, ja póki co mam umowę o pracę. Dodatkowo dochodzi jeszcze jedno subkonto oszczędnościowe “na dom”, na którym gromadzimy kasę na przyszłe spłacanie kredytu hipotecznego, żeby mieć zwyczajnie zapas i oddech 🙂 Też jest to jakaś określona kwota w miesiącu, ale wiadomo, w zależności od sytuacji się zwiększa lub zmniejsza.

    1. Monika Gabas

      To też jest dobre rozwiązanie – u nas długo się sprawdzało, ale odkąd mamy większość wspólnych projektów, to i zarobek stał się wspólny (trudno nawet ocenić kto w co jaki miał dokładnie wkład). Nie wykluczamy stworzenia w przyszłości kont “na waciki”, ze względów organizacyjnych, bo Łukasz ma problem z notowaniem wydatków i robi się manko 😀 a tak to zamiast wielu małych kategorii opisujących wydatki każdego z nas byłyby dwie i ogarnianie budżetu ułatwione.

      My niedawno podjęliśmy decyzję o odkładaniu na większe mieszkanie/dom – jeszcze nie zdecydowaliśmy, ale że i jedna i druga inwestycja są ogromne, to odkładamy nie wiedząc do końca na co :D.

      1. purin

        Osobne konta to jak wlasna przestrzen w zwiazku. Nie wyobrazam sobie, by tego mialo zabraknac 😀 Po prostu mamy wspolne konto, gdzie przelewamy pieniadze “na zycie” oraz swoje wlasne na wlasne wydatki, niech bedzie “waciki”. :d Oczywiscie rozumiem wasza sytuacje – prowadzicie wspolnie biznes i to troche inaczej wyglada. Ale i tak uwazam, ze warto miec swoje wlasne konto na drobne wydatki tak jak warto czasem gdzies wyjsc bez partnera i to nie ma nic wspolnego z zaufaniem.

        Co do oszczedzania – zawsze mam odlozone pieniadze, by just in case moc utrzymac sie rok bez pracy. Staram sie tez odkladac na emeryture. Ale te wszystkie dziwne rzeczy, ktore oferuja banki mnie nie przekonuja (oszukujo) i tez niespecjalnie interesuje sie finansami w sensie inwestowania i pomnazania, bo ostatecznie uwazam, ze nie jestem od wszystkiego. Jak bede miala wieksze pieniadze i bede chciala je zainwestowac, to skorzystam z rady zaufanego specjalisty. Mimo wszystko jestem za pelna specjalizacja nawet jesli obejmuje ona dywersyfikacje przychodow, nie lubie sie rozdrabniac na wiele dziedzin.

        1. Monika Gabas

          Nie wykluczamy stworzenia osobnych “własnych” kont z bardzo prostej przyczyny – Łukasza pierdoły i moje pierdoły robią bałagan w moich tabelkach 😀 mam z 10 różnych pozycji, żeby skategoryzować w miarę sensownie wydatki, a mogłabym to zredukować do wacików Moniki i… Wacików Łukasza ;).

  2. Rakshata

    Jeśli budżet to tylko wspólny, nie wyobrażam sobie już razem jako para wyjście gdziekolwiek i rozmawianie kto za co płaci. Finalnie i tak największe zakupy w życiu będziemy robić razem 🙂 Natomiast planowanie idzie niesamowicie opornie i zdecydowanie im więcej zarabiamy tym więcej wydajemy. Finansowy ninja jest, trzeba go doczytać i wprowadzić w życie 🙂

    1. Monika Gabas

      Ja zorientowałam się w 2015 roku, że coś jest nie tak – przy składaniu PITów. Nie mogłam uwierzyć, że dochody zwiększyły się dwukrotnie względem poprzedniego roku, a ja na koncie oszczędnościowym nie odnotowałam kokosów ani nie poczyniłam wielkich zakupów jakichś trwałych rzeczy. Teraz już mam to pod kontrolą z miesiąca na miesiąc i książka Michała miała w tym ogromny udział.

  3. zzz

    Moniko, a jak to u Was wygląda? Macie wspólne konto w banku i oboje macie do niego dostęp?
    Jeżeli tak to w jakim banku, oraz czy macie stworzone subkonta odpowiadające właśnie opłatom stałym, funduszowi awaryjnemu, oszczędnościom itd.?
    Z góry dziękuje za odpowiedź!

    1. Monika Gabas

      Aktualnie mamy trzy: dwa indywidualne w Millenium, moje jest “główne” a Łukasza na “bieżące wydatki” – rachunki i wydatki regularne. W innym banku (ING)- mamy oszczędnościowe, ale nie ze względu na jakaś super ofertę, tylko dlatego, że nie chcę mieć oszczędności w tym samym banku (żeby utrudnić sobie szybkie “pożyczki” z konta oszczędnościowego) i lubię możliwość tworzenia wielu subkont na koncie oszczędnościowym ING. Można tam tworzyć dedykowane cele, coś jak odkładanie do kopert na konkretny cel – motywująco to na mnie działa :). Po ślubie pewnie założymy wspólne konto, które zastąpi nam aktualne indywidualne. Pewności nie mam, bo jesteśmy otwarci na zmiany banków – jeśli Millenium wprowadzi jakieś dziwne opłaty, albo inny bank będzie miał super promocję, to się przeniesiemy :).

      1. MM

        U mnie jest to samo! Mamy wspólne oszczędnościowe, M – na bieżące wydatki (jedzenie, itp.) i moje – główne (większe rachunki).
        Trochę się przymilamy do przejścia całkowicie na wspólne konto, ale ja jestem sentymentalna. Trochę szkoda mi opuścić bank, który mam już tyle lat…ale lepsze oferty ma bank M. xD
        Pozdrawiam,
        MM

        1. MM

          A co do wydatków nieplanowanych (np. jedzenie na mieście, ciuchy, itp.) z reguły płaci ten, kto ma łatwiejszy dostęp do portfela. (Podobno to irytujące jak szukam w swojej wielkiej torebce portfela xD)
          MM

  4. gość

    Dla mnie to absurd być w małżeństwie i mieć oddzielne konta… żyjemy razem i dorabiamy się razem (obecnie jesteśmy na etapie budowy domu i oszczędnościach mogę pomarzyć :D), tak, jak napisałaś, każdy ma jakieś zachcianki (np. zegarek, rower, nowe buty czy torebka) i od czasu do czasu trzeba się nagradzać 😛 w sumie to z inną tematyką przyszłam.:) chciałam spytać, czy może mogłabyś popełnić wpis nt. żywienia kobiet w ciąży, jakieś przykładowe przepisy itd. widzę, że takiego nie ma a bardzo chciałabym przeczytać coś w tej tematyce 😉 z góry dziękuję 🙂

    1. Monika Gabas

      Tak naprawdę budowa domu to wielka oszczędność sama w sobie – w końcu zostaje po wszystkim nie tylko dom, ale też wartość, jaką ma 🙂

      Tematyki żywienia dzieci czy kobiet w ciąży jeszcze nie planuję, pewnie zmienię zdanie, gdy temat stanie mi się bliższy 🙂 tymczasem mogę Ci polecić dwa miejsca w sieci: Hafija oraz blog Małgorzaty Jackowskiej

  5. Agnieszka

    Wydaje mi się, że opisane badanie jest zbyt pobieżne, a grupa mało reprezentatywna. Zresztą poszukam całości raportu w sieci i sprawdzę.

    Pytałaś o zdanie, co sprawdza się u czytelniczek i czytelników. Otóż moim zdaniem żyjemy w kraju, w którym niezależność finansowa kobiet ma ogromne znaczenie. Jest tyle związków, w których partnerka jest uzależniona finansowo od partnera, i tyle skrajnych często sytuacji, że aż ciarki po plecach przebiegają. Dodatkowo może się także zdarzyć nieszczęście, jedna ze stron związku będzie musiała utrzymać się sama lub wręcz dwójkę z jednej pensji. Dlatego cieszę się bardzo, że jest dużo kobiet – w tym blogerek – które zawsze sobie poradzą, żywią przekonanie, że znajdą pracę, przekwalifikują się, nie będą bezradne.

    Konieczny w tym wszystkim jednak jest trening. Dlatego uważam, że osobne konta pozwalają partnerom uczyć się zarządzania swoimi pieniędzmi, a na koszty wspólne przeznaczana jest (spora) część ich zarobków, które wydawane są razem. Wspólnie niech też analizują wydatki.

    Posłużę się przykładem. Wiem na pewno, że w małżeństwie mojej babci to ona trzymała kasę i dlatego świetnie sobie poradziła po odejściu dziadka. W drugą stronę nie zadziałałoby to tak dobrze – dziadek całe życie aż do emerytury pracował, oddając pensję na wspólne konto. Na emeryturze z babcią wyznaczali sobie “kieszonkowe”, nadmiarowe- i szybko swoje przepuszczał, podczas gdy babcia potrafiła spożytkować te sto czy kilkaset złotych lepiej, bo ciągle to trenowała przy domowym budżecie.

    Dlatego nie wyobrażam sobie nie mieć swego własnego konta i dostępu do swych własnych pieniędzy. Jest inaczej, niż u Ciebie, też mam zaufanie do narzeczonego, myślę jednak, że nie chcę się rozleniwić. Chcę równości. 🙂

    1. Monika Gabas

      Ciekawy punkt widzenia – nie myślałam o tym w ten sposób. Może dlatego, że jestem stroną bardziej “ogarniającą” niż “ogarnianą”. Dałaś mi do myślenia 🙂

  6. DeSylwia

    Bardzo ciekawy post, swoją drogą coś podobnego
    widziałam ostatnio chyba u lifemanagerki. To przypadek czy post sponsorowany? Podziwiam Cię za takie ogarnięcie w kwestii finansów. U nas wszystko idzie na organizację wesela, ale w sierpniu to się zmieni. Mamy w planach założenie wspólnego
    konta oszczędnościowego. Na razie z tym zwlekamy, bo wesele pochłania WSZYSTKIE nasze pieniądze i po prostu nie ma co na to konto oszczędnościowe przelać:D Z perspektywy czasu widzę ile rzezczy pominęłam przy planowaniu wydatków, nikt
    mnie nie uświadomił ze po drodze okaze się ze na tyle drobiazgów trzeba jeszcze wydać pieniądze. Raczej mało kto mówi o tym glosno. No ale coż, człowiek uczy się na błędach. Niestety własnych 😛 Ps łądnie Ci w tych długich włosach:)

    1. Monika Gabas

      Bystre oko – to ta sama kampania :). Informacja o współpracy jest u mnie zawsze uwzględniana na końcu wpisu lub w treści, ale mogę jedynie zapewnić, że to nie wpływa na wiarygodność tekstu w żaden sposób – kiedy dostaje propozycje promowania czegoś co mnie nie przekonuje, po prostu odmawiam. Cenię sobie czystość sumienia a blokować zamierzam jeszcze długo, nie chciałabym nigdy nadszarpnac waszego zaufania :).

      My mamy wesele we wrześniu i powiem tak: to jest dramat i studnia bez dna :D. Wiem że “można taniej, można na luzie” ale w naszym przypadku jest tak jak u Ciebie:D

  7. Paulina Lis

    Ja podzielam Twój punkt widzenia! Razem pracujemy na wspólną przyszłość, więc i pieniądze które zarabiamy są wspólne. Fajnie, że wyszło to jakoś naturalnie i nawet nie musieliśmy tego tematu wałkować i myśleć “jak to powinno być”. Mamy co prawda oddzielne konta, ale zrobiliśmy się nawzajem ich współwłaścicielami. Oszczędności na mieszkanie idą na to lepiej oprocentowane konto oszczędnościowe (w tym przypadku u A.) a na moje oszczędnościowe sprawy groszowe (w stosunku do oszczędności na mieszkanie) w razie wydatków awaryjnych.
    U nas całe szczęście ślub nie pochłania wszystkich pieniędzy przeznaczonych na życie i oszczędności, jedynie ich nieznaczną część (o dziwo plan oszczędzania jest dalej realizowany w 100%!). Ale to w dużej mierze ze względu na to, że nie robimy typowego wesela tylko obiad dla rodziny a dzień później coś na zasadzie garden party ze znajomymi. Dużo pracy własnej i zaangażowanie przyjaciół pozwoliło nam nie zadłużyć się na rzecz tego ważnego dnia 😀
    Jako skarbnicę wiedzy i poszukiwania nowych możliwości do oszczędzania traktuję blog Michała Szafrańskiego. Facet robi kawał dobrej roboty i przekazuje wiedzę w bardzo przystępny sposób 🙂
    Jedynie na bakier jest z regularnym spisywaniem wydatków – na tym polu brakuje nam regularności. Wystarczy gdzieś wyjechać na weekend i po powrocie już tracimy rachubę w wydatkach. Ale walczę w tym 😉

  8. Emilia Maciejewska

    Bardzo fajne podejście i choć spore postępy w oszczędzaniu zrobiłam od czasu startu pracy to jeszcze widzę pole do poprawy 😉 Z chłopakiem trzymamy się jednak nadal osobnych kont i staramy się wspólne wydatki finansować proporcjonalnie do dochodów. To się sprawdza, bo pozwala nam zachować pewną dozę prywatności i uniknąć kłótni. Jedynie lokaty zakładamy wspólnie, bo razem łatwiej o większy kapitał do odłożenia 😉 Ja obecnie rozważam IKZE i muszę w końcu przeczytać warunki, bo np. nie wiem czy te odliczenia od podatku dostępne są dla osób na działalności czy dla wszystkich? I nieco przeraża mnie perspektywa wypełniania pitu w inny niż dotychczas sposób…Mam obawy czy zdążę wpłacić pełen kapitał w tym roku i jak to będzie wyglądało a płynący czas nie pomaga…

    1. Quas

      Jeśli prowadzisz swoją działalność to również przysługuje Ci odliczenie od podatku 🙂 Ważne by kwotę limitu wpłacić do końca roku kalendarzowego

  9. aga

    Podoba mi się Twoje podejście związane z tematem, ale napiszę to samo co na innym blogu związanym z tą akcją 🙂
    Dobrze, że zwracasz uwagę na oszczędzanie, myślenie o przyszłości, to
    ważny temat. Oprócz tego zanim od razu wszyscy chętnie założą różne IKE
    itp. to warto przeczytać książkę “Chciwość. Jak nas oszukują wielkie
    firmy.” Niestety partner tego wpisu nie kojarzy mi się dobrze, bo miałam
    u nich OFE, a teraz po przejściu funduszy do ZUS-u doradca agresywnie
    próbował mnie namówić na inwestowanie w ich inne pakiety: zdrowotne,
    emerytalne itp. I nie rozumiał, że nie mam ochoty się z nim umówić na
    spotkanie informacyjne, że sama się zajmę swoimi finansami, życzył mi ze
    złością w głosie “szczęścia” w zapoznawaniu się z ogromem materiału na
    ich stronie, który on wyłoży w godzinę… (cytuję dosłownie). Był
    obrażony, bo znikała mu z oczu prowizja (a rozmawiałam z nim 30 minut).
    Po zapoznaniu się z ww. książką rozumiem już dlaczego był niezadowolony
    😉 Widać takie mają teraz założenie programowe, teraz promują się wśród
    blogerów 🙂 Więc radzę – zachowajcie rozsądek – banki, fundusze,
    ubezpieczenia chcą na nas przede wszystkim zarobić, pomyślcie o scenach z
    “Wilka z Wall Street” 😀 Mnie przekonuje bardziej inwestowanie w inne
    sposoby oszczędzania. Pozdrawiam :))

    1. Quas

      Ale Tobie chyba chodzi o Nationale Nederlanden… bo ta firma NN Investment Partners nie miała nigdy OFE.. i emerytur oraz ubezpieczeń.. i to są w sumie dwie różne firmy

  10. Kędzia

    Świetny wpis! Gdy zobaczyłam tytuł pomyślałam “A co mnie obchodzi cudzy budżet?”, a po przeczytaniu stwierdzam, że jednak mnie obchodzi. Właściwie można uznać, że przez Ciebie zainteresowałam się całym tematem, gdy polecałaś książkę “Finansowy ninja”. Książki do dziś nie przeczytałam (świadomie oszczędzam na jej zakupie 😉 ), ale na bloga Michała zajrzałam i tak się zaczęło… Pobrałam przygotowany przez niego arkusz w Excelu i zaczęłam spisywać. Jestem naprawdę na samym początku drogi, uczę się skrupulatnego zbierania paragonów: za zakupy w markecie nigdy nie zapomnę, ale za bułki w piekarni już bardzo często, a to tu giną moje pieniądze. O drobnych wydatkach się zapomina, a ziarnko do ziarnka itd. Na wnioski trochę zbyt wcześnie bo ledwie 2 miesiące spisane dokładnie, a jeden “tak na próbę”, ale od razu zaczęłam podejmować bardziej świadome wybory. Dużo rozważniej podchodzę do zachcianek “no bo jak to? Będę musiała wpisać w tabelkę. A jak to zaważy o tym, że nie oszczędzę 10% z moich przychodów z danego miesiąca?”. I tak jak Ty uważam, że zdobywanie wiedzy w tym zakresie nie boli, a wręcz jest wskazane. Ale zrozumiałam to dopiero niedawno i nadal zachodzę w głowę, jak mogłam do tej pory mieć tak lekceważący stosunek do swoich pieniędzy. A przeżyłam tak 5 lat studiów… Podsumowując: cieszę się, że poruszasz również takie tematy i podnosisz społeczną świadomość w tej kwestii.
    PS. Komentarz i tak długi, ale jakbym chciała odnieść się do wszystkiego, co spodobało mi się w Twoim poście, to zajęłoby 3 razy tyle, co sam post 🙂

  11. Ewa

    Już się wypowiadałam co do swojego podejścia na fb, a tutaj piszę w potrzebie – nie działają mi kalkulatory, ciągle mi każe wpisać wartość w polu “Ile chcesz wpłacać”, mimo wpisanej wartości 🙁
    Ogólnie u nas jest dość dobrze, nie żyjemy ponad stan, co miesiąc oszczędzamy zadowalającą i czasami zaskakującą nas kwotę mimo pewnej swobody w wydatkach (jak i w diecie – luz kontrolowany :D) 🙂 Mam nadzieję, że taki stan jak najdłużej się utrzyma.
    IKE i IKZE to dla mnie póki co czarna magia, ale może z czasem uda mi się zdobyć rzetelniejszą wiedzę na ich temat – chciałabym bardzo łopatologicznego podejścia do tematu, polecasz coś konkretnego? 🙂 U Michała Szafrańskiego chyba kiedyś czytałam, ale ciągle nie do końca to zrozumiałam – albo zapomniałam, muszę sobie odświeżyć 😉

  12. Kosmetolog Marta

    Przeczytałam “Finansowy Ninja” Szafrańskiego ale do połowy, bo przez inwestycje nie jestem na razie w stanie przebrnąć.

    IKE i IKZE są interesującą alternatywą dla kont oszczędnościowych i mam zamiar tak jak Ty odkładać tam część przeznaczoną na emeryturę.

    Cieszę się, że w Pl coraz większy nacisk kładzie się na świadome podejście do przychodów i wydatków. Sama byłam wychowana w rodzinie, gdzie nie przywiązywało się dużej uwagi do inwestycji, raczej bardziej zaciskało się pasa i nie było mowy o wydawaniu pieniędzy od tak.

    Powiem szczerze, że odkąd zaczęłam zarabiać swoje pieniądze i mądrze nimi rozporządzać (choć to nie jest jeszcze 100 % możliwości, tak jakbym chciała) to nagle z pozoru małej wypłaty da się rozdysponować pieniądze, żeby coś odłożyć.

    Póki co czekają mnie co najmniej 3 chude lata, bo mamy dom do wykończenia ale mam nadzieję, że sposobami które poleca Michał oraz Ty uda się przetrwać to bez jedzenia suchego chleba przez pół miesiąca.

    Dodając do oszczędzania minimalizm zarówno kosmetyczny jak i ubraniowo-rzeczowy oszczędzanie jest wręcz przyjemne 🙂

    Jednak od września czeka mnie przegrupowanie całego budżetu ze względu na ślub i połączenie jednego z kont na wspólne.

    PS. Monia gdzie Twoje luźne wpisy z życia ? Ja już za nimi tęsknię 😉

  13. Ula Mamonik.pl

    A my już ponad 10 lat w związku – i z dziećmi. Podziwiam poukładanie finansów u Was już teraz 🙂 U nas – otrzeźwienie przyszło gdy pojawiło się drugie dziecko. I też inspiracją i początkiem zmian na lepsze był blog Michała Szafrańskiego. Ja niestety nie miałam poukładanych finansowo rodziców. I do wszystkiego co Ty już wiesz dochodziłam znacznie później. Mam jednak nadzieję – i przykładam się do tego – by moje dzieci znacznie więcej wiedziały o finansach i były lepiej przygotowane do życia po szkole