Napełniamy portfele – jak wygląda mój budżet

Skoro projektanci co sezon ogłaszają jakiś kolor nową czernią, pozwolę sobie nazwać kwiecień nowym styczniem – no bo jeśli zamierzam namówić Was do zmiany nawyków taki zabieg wydaje się niezbędny, żeby podkreślić powagę sytuacji.

Hajs się musi zgadzać

Mam siedem kont bankowych. Taki ze mnie burżuj, odkąd stały się darmowe ;). Można powiedzieć, że już nawet moja babcia funkcjonowała w tym samym systemie z tą różnicą, że przechowywała pieniądze nie na kontach, a w odpowiednio opisanych kopertach.

Po co zwykłej studentce takie cuda? Już wiecie, że nie dopuszczam do sytuacji, w której brakuje mi pieniędzy. Nie, nie na torebkę Michaela Korsa, nie na drogie perfumy, a po prostu na przeżycie. Nie lubię pożyczać pieniędzy, a niemalże najważniejszą potrzebę określoną przez Maslowa – poczucie bezpieczeństwa definiuje między innymi jako stan konta pozwalający na pokrycie podstawowych potrzeb. Wiecie, takie przyziemne rzeczy jak utrzymanie mieszkania, jedzenie czy bilet komunikacji miejskiej (uroczo zwany w Łodzi Migawką). Może część z Was nazwie utożsamianie poczucia bezpieczeństwa z m.in. posiadaniem pieniędzy czymś strasznym, odzierającym życie z romantyczności. Ja nazywam to zdroworozsądkowym podejściem do życia, ale zdaję sobie sprawę, że do kwestii finansów każdy może mieć swoje podejście – jestem bardzo ciekawa jak to wygląda u Was.

Mój domowy budżet

  • Wspólne konto na potrzeby bieżące – tutaj na początku miesiąca przelewy z Łukaszem określone kwoty, które łącznie mają wystarczyć na utrzymanie mieszkania (najem, czynsz do spółdzielni, prąd, gaz, Internet), jedzenie i chemię gospodarczą. Jeśli po całym miesiącu zostaną na nim pieniądze to lądują na…
polacy oszczędzanie
http://blog.meritumbank.pl/
  • Wspólnym koncie oszczędnościowym – aktualnie zbieramy na wakacje, choć do niedawna głównym celem był sprzęt fotograficzny. Poza tym to takie pieniądze „na czarną godzinę” – to konto jest nietykalne jeśli chodzi o przeznaczanie oszczędności na zaspokojenie bieżących potrzeb. Jeśli brakłoby pieniędzy na koncie pierwszym, musielibyśmy zrobić kolejne przelewy z kont prywatnych. Oprócz „resztek” z poszczególnych miesięcy, dorzucamy tu pieniądze z innych, najczęściej niespodziewanych źródeł – sprzedaż rzeczy, których już nie używamy, drobne zlecenia, które wykonywaliśmy wspólnie czy procent od pewnych zarobków. Na to konto co miesiąc przelewamy pieniądze, które zgromadzą się na?
  • „Skarbonce” przypisanej do wspólnego konta. Zaokrąglenie do 5 zł z każdej transakcji kartą trafia na to konto, a następnie, pod koniec miesiąca przelewamy je na konto oszczędnościowe.
  • Konto bieżące prywatne – Tutaj zostają pieniądze na „moje wydatki” – kosmetyki, ubrania, czasami jedzenie na mieście, kino. Nigdy nie ma ich tak dużo, jak mogłoby 😉
  • Konto skarbonka do „konta bieżącego prywatnego” i skarbonka tradycyjna – jeśli chodzi o skarbonkę wirtualną działa tak samo jak ta przy koncie wspólnym z tym, że pieniądze z niej gromadzę i gromadzę i gromadzę, aż w końcu uzbiera się ich na tyle dużo, żebym mogła kupić sobie coś, na co byłoby mi zwyczajnie szkoda „bieżących” pieniędzy. To mogłoby być absurdalnie drogie okulary przeciwsłoneczne, kosmetyk, buty czy torebka. Za to skarbonka tradycyjna to moja metoda nie tylko na oszczędzanie, ale i na odchudzanie 😉 Jeśli powstrzymam się od zamówienia pizzy, kupna czekolady czy chipsów to równowartość tego unikniętego wydatku ląduje w skarbonce. Jest szczelna jak konserwa! Nie ma szans wyciągnąć z niej pieniędzy, a ja zamierzam ją rozbroić w momencie, kiedy nie zmieści już ani grosika
  • Konto oszczędnościowe – i znowu: tutaj lądują pieniądze, które zostaną na „prywatnym bieżącym” pod koniec miesiąca – choć to nie zdarza się zbyt często. Za to wszelkie bonusy, niespodziewane pieniądze od razu lokuję w tym miejscu – urodzinowe prezenty, drobne zlecenia, sprzedaż ubrań itp. Nie oszczędzam na żaden konkretny cel, a dla zwiększenia poczucia bezpieczeństwa i własnego komfortu. Gdybym znalazła absolutnie idealną skórzaną ramoneskę pewnie byłabym skłonna zapłacić za nią tymi pieniędzmi.
  • Konto  oszczędnościowe „podróże” – co miesiąc odkładam tutaj 130 zł – zdaję sobie sprawę, że na wspólnym koncie oszczędnościowym możemy nie zgromadzić całkowitej kwoty potrzebnej do sfinansowania wakacji, więc asekuruję się w ten sposób.
  • Konto oszczędnościowe – finansowanie studiów. Tutaj ląduje lwia część mojego stypendium z biotechnologii. Rocznie na dietetykę potrzebuję niemalże 6000 złotych, a uwzględniam też fakt, że stypendium nie jest nagrodą gwarantowaną w konkursie zwanym „Przetrwaj na UMEDzie”. Całe szczęście, że nie mam cienia wątpliwości, że to zaprocentuje w przyszłości.

Wiecie już jak wygląda mój skomplikowany domowy budżet. Jest jeszcze coś, co powinniście wiedzieć – jak dojść do sytuacji, w której wiadomo jakie kwoty, na które konto możemy przelać z naszych łącznych przychodów.

Jak zaplanować domowy budżet?

Nie próbuję zgrywać eksperta – tę rolę zostawmy Michałowi. Jeśli chcecie dostać gotowy excelowy arkusz kalkulacyjny, który pomoże Wam zaplanować domowy budżet to wskakujcie na jego bloga. Ja zrobię to jedynie na podstawie własnych doświadczeń zgromadzonych podczas mieszkania w Łodzi – u mnie się sprawdza.

Nieważne ile masz wpływów miesięcznie – jeśli nie masz nawyku oszczędzania, wyrób go sobie przelewając na początku miesiąca 10% wpływów na konto oszczędnościowe. 10% może okazać się pokaźną sumą, ale też zupełnie niewielką kwotą – nawet jeśli to nie myśl sobie, że nie warto. Po pierwsze oszczędzając choćby 50 złotych miesięcznie, po roku można pozwolić sobie na cudowną torebkę, mega buty czy kindle paperwhite. Wiecie, takie rzeczy, na które zazwyczaj ciężko wydać pieniądze „ot tak”. Po drugie – nawet jeśli teraz Twoje dochody nie są wysokie to jeśli za kilka lat skończysz studia/zmienisz pracę/Twoja sytuacja finansowa polepszy się to te 10% automatycznie stanie się dużo poważniejszą sumą. Nawyk jest dobry i nie warto się nad tym rozwodzić.

Zostaje jeszcze 90% do rozdysponowania. W idealnym świecie 50% powinno pójść na wydatki konieczne, a reszta na realizację zachcianek 😉 Ja jeszcze nie znalazłam się na tym etapie finansowego rozwoju, ale wszystko w swoim czasie. Żeby wiedzieć na jaki rozkład procentowy można sobie pozwolić, należy po prostu skontrolować swoje wydatki. I to powinien być pierwszy krok do planowania budżetu.

Jeśli chcecie coś zmienić w swoich finansach to zacznijcie spisywać wszystkie wydatki – na początek wystarczy prosta tabelka złożona z trzech kolumn: data, kwota, „co”. Jeśli „czymś” są np. zakupy spożywcze z podstawowymi artykułami można zapisywać je jako jedną pozycję. Jeśli są to słodycze lub inne nie-niezbędne pyszności koniecznie wyszczególnijcie to jako oddzielną pozycję. Kiedy zobaczycie ile kosztuje Was jedzenie fast foodów albo czekolady, to w ciągu miesiąca łatwiej będzie jej sobie odmówić następnym razem.

Uważacie moje podejście za zbyt poważne, a samo zjawisko planowania budżetu za niepotrzebne czy może sądzicie, że to, co robię jest OK? Jestem mega ciekawa jak to wygląda na Waszych kontach – zastanawiam się czy jestem w mniejszości, czy może świadome podchodzenie do wydatków  i oszczędzania to w dzisiejszych czasach standard.