Czemu w ogóle muszę organizować czas?

Żyjemy w śmiesznych czasach

kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, by zaimponować ludziom, których nie lubimy

Od siebie dodałabym jeszcze, że pracujemy ciągle więcej i więcej, by móc realizować marzenia, a czasu na ich realizację mamy coraz mniej i mniej.

brak czasu, to w naszym przypadku znak czasów

Każdy twierdzi, że go nie ma lub ma za mało. Kiedy opublikowałam na FB zadałam żartobliwe pytanie (w kontekście moich stypendiów na obu uczelniach)czy chcielibyście post o organizacji czasu, okazało się, że ten temat bardzo Was interesuje. Mimo, że za żadnego mistrza orgnizacji się nie uważam to postanowiłam sprzedać Wam parę patentów na to jak efektywnie organizować czas, ale przede wszystkim na szukanie czasu! Okazało się, że mam znacznie więcej do powiedzenia na ten temat, niż myślałam, więc podzieliłam wpis na dwie części. W pierwszej (dzisiejszej) opowiem Wam dlaczego w ogóle muszę organizować czas:

2014-12-05 02.58.32
  • studiuję dziennie – biotechnologię medyczną na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Jestem na trzecim roku i najprawdopodobniej jest to dla mnie ostatni rok studiów na tym kierunku. Ten semestr jest dla nas wyjątkowo łaskawy – wykłady, seminaria i ćwiczenia zajmują średnio 5 h dziennie i w większości znajdują się w jednej lokalizacji. A to ostatnie wyglądało znacznie gorzej jeszcze na pierwszym czy drugim roku. 5 h dziennie brzmi całkiem spoko, ale muszę coś dodać. To dość ciężki kierunek. Uczymy się rzeczy trudnych, bardzo często równie abstrakcyjnych co sceny w Interstellar. Pewnie gdybym była zdolniejsza, patrzyłabym na to inaczej, ale większość ludzi na roku ma podobne zdanie. Nie jest to jeden z tych kierunków, na którym wystarcza nauka od sesji do sesji – w trakcie trwania semestru mamy kolokwia, wejściówki i inne mniej lub bardziej angażujące formy sprawdzania wiedzy. Choć w tym roku jest znacznie lepiej, bo przedmiotów jest mniej, a większość z nich jest ściśle skorelowana z naszym kierunkiem i nawiązuje do wiedzy bazowej z poprzednich semestrów. No i umiejętność oceny nad czym warto siedzieć kilka nocy, a co lepiej olać, bo pewnie i tak nie przyniesie efektów również ułatwia życie :). Jest to kierunek zamawiany, a ja od początku studiów do teraz stale kwalifikuję się do stypendium naukowego (z tytułu kierunku zamawianego dostaje je 50% studentów).
  • studiuję zaocznie – 2 rok dietetyki w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. System jest raczej standardowy – co drugi weekend zajęcia odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Z 1/3 przedmiotów jestem zwolniona, bo zaliczyłam je już na UMEDzie (choć były przedmioty, które musiałam przechodzić drugi raz). Dietetykę – na tej uczelni – uważam za prosty kierunek. W porównaniu z biotechnologią to trochę jak gimnazjum i liceum. Gdybym wymagała od siebie tylko tyle, ile wymagają ode mnie na uczelni to ten blog byłby nudniejszy :). Prowadzący stawiają raczej na podstawową wiedzę i umiejętności, ale domyślam się, że własnie tak wygląda z góry narzucony harmonogram studiów – w końcu licencjat to pierwszy etap wtajemniczenia. Z zamiłowania i wrodzonej ciekawości uczę się na własną rękę – na początku studiów przygotowałam sobie spis lektur i wymagań wobec samej siebie, z którego na bieżąco się rozliczam. Studia dadzą mi papier, a o wiedzę zadbam na własną rękę. Tak czy siak – co drugi weekend wypełniają mi zajęcia no i dochodzą do tego powtórki przed egzaminami w sesji. Efekty mojego self learningu są takie, że zakwalifikowałam się do stypendium rektora, mimo przepisanych ocen z biotechnologii, które zaniżały mi średnią. Byłam 10 na 13 osób, które się zakwalifikowały i na około 200 studiujących dietetykę.
  • pracuję – prowadzę Fanpage pewnej hurtowni kosmetycznej. Oprócz dodawania postów do moich obowiązków należy animowanie społeczności i research co do prezentowanych treści. Przyjemna sprawa, bardzo lubię tę robotę. Ogromnym plusem jest to, że mogę zajmować się nią w tzw. międzyczasie – jestem rozliczana za wynik, nie za proces.
  • prezesuję – jestem prezesem Akademickiego Forum Biznesu, o którym pisałam więcej przy okazji wpisu „Co robić, żeby studia nie okazały się stratą czasu„. To stanowisko czasami wymusza codzienne, wielogodzinne zaangażowanie, a jednocześnie są tygodnie bardzo spokojne, w  których wszystko toczy się własnym życiem i nie wymaga ode mnie wielu aktywności.
  • współorganizuję BioForum 2015 – to taka międzynarodowa konferencja biotechnologiczne, największa i prawdopodobnie najważniejsza w tej części Europy. Przedsięwzięcie jest przeogromne, a ja (jako prezes AFB) dostałam wspaniałą propozycję od naszego mentora prof. Pietruchy być częścią wydarzenia. Stworzyłam zespół, wraz z którym bierzemy udział w każdym z etapów przygotowań do konferencji. To nie tylko pozycja, która będzie dobrze wyglądać w CV, to przede wszystkim okazja na zdobycie doświadczenia przy wielkim, międzynarodowym wydarzeniu i uczenie się od specjalistów w swoim fachu. Ile czasu trzeba temu poświęcić? Sporo :). Trudno mi przeliczyć na godziny, ale nie przesadzę jeśli powiem, że trzy dobre popołudnia w tygodniu. Jest to kolejne nieregularne zobowiązanie, bo stopień zaangażowania będzie się zmieniał wraz z wchodzeniem na kolejne etapy przygotowań. Moim głównym zadaniem jest PR  z czego cieszę się niezmiernie!
2014-11-24_foto009_19-51
  • uczę się angielskiego – zgodnie z moim postanowieniem z początku roku, ale też w związku z punktem powyższym. Motywacją jest udział w cotygodniowych spotkaniach podsumowujących zadania i planujących działania na kolejny tydzień (jeden z pracowników jest Portugalczykiem, ale nie tylko. Konferencja będzie międzynarodowa i jeśli zamierzam uprawiać skuteczny networking to nie mogę tego robić z gulą w gardle, uniemożliwiającą sklecenie sensownego zdania. Uczę się online, uśredniając 2 razy w tygodniu. Oprócz tego codziennie czytam anglojęzyczne artykuły, tłumaczę je, uczę się przydatnych wyrażeń. Muszę wrócić też do Duolingo!
  • jestem członkiem stowarzyszenia IAESTE (opisywałam przy okazji wspominanego już postu o okresie studiów i jego nie-wykorzystywanym potencjale). Nie jest to najbardziej angażujące zajęcie –  wymaga raczej okresowego poświęcania czasu. Jestem zwyczajnym członkiem tego stowarzyszenia, więc ogarnianie na szczęście nie leży w mojej gestii – zajmuję się raczej wykonywaniem podzadań :).
  • prowadzę bloga – o tym, ile czasu na niego poświęcam pisałam między słowami we wpisie: „Kulisy współpracy na blogach„. Podpowiem tylko, że ten punkt stawiam niemalże na równi ze studiami dziennymi i czasem spędzanym na przygotowywaniu się do zajęć.
insta
  • trenuję – 3-5 razy w tygodniu robię trening (z naciskiem na 3). Od momentu wyjścia  z domu do powrotu (z treningiem i kąpielą) zajmuje mi to 2 h z małym haczykiem. Ale wychodzi na zero, bo trening daje mi tyle energii, że mogę pracować na pełnych obrotach dodatkowe 2 godziny w  stosunku do dnia bezt reningowego. Mam wielką nadzieję, że w przyszłym toku będę mogła trenować 5 razy w tygodniu bez zawalania innych spraw. W zeszłym tygodniu poszłam na siłownię o 2:00, bo po prostu zależy mi na ciągłości w treningu. Zdjęcia z treningów pojawiają się teraz znacznie częściej na moim Instagramie, niż fejsiku.
2014-12-03 15.37.56
  • prowadzę dom – na mnie spoczywa gotowanie, zaopatrywanie lodówki. Czasem ta ostatnia wygląda naprawdę żałośnie, ale wówczas Łukasz stwierdza, że to idealny dzień na konsumpcję zupki chińskiej ? na porządne zakupy spożywcze nie pójdzie. Ale ja nie wynoszę śmieci i nie sprzątam kuwety, więć nie mogę za bardzo się czepiać ;). Sprzątamy w większości przypadków razem, choć są z tym u nas pewne problemy? Wszystko opisałam we wpisie o Chujowej Pani Domu (nadal możecie wygrać odkurzacz za prawie 5 stówek, a konkurencja jest minimalna ? piszcie konkursowy komentarz i próbujcie). Po prostu kiedy spojrzycie powyżej, możecie łatwo stwierdzić, że często są rzeczy bardziej priorytetowe niż pastowanie podłogi.

To by było na tyle. te zadania wypełniają mój czas w standardzie, a najczęściej są wzbogacane o jakieś super bonusy, które mogłabym wrzucić do worka „bieganie po mieście”. Jest tego trochę, a czasami nawet w cholerę za dużo. Każde z podejmowanych działań jest dla mnie przyszłościowe, uzasadnione i bardzo wartościowe – choć ten opis najmniej dotyczy moich studiów dziennych. Mimo, że nie planuję kontynuować nauki na tym kierunku to bardzo dużo im zawdzięczam, ale o tym opowiem już po obronie :). Jestem ciekawa jak to jest u Was, drodzy czytelnicy – jesteście wielozadaniowcami, koncentrujecie się na jednym, głównym celu? Wasze odpowiedzi mogą być pomocne w dopieszczaniu drugiej części wpisu – jeśli macie jakieś dominujące problemy związane z organizacją czasu to dajcie znać, spróbujemy zaradzić!