Rozliczenia, plany i wirtualny przypominacz motywacyjny

Jest 1 stycznia 2015 roku. Wczoraj dałam się ponieść i spędziłam szaloną noc na planowaniu nowego szablonu i projektowaniu logo. Jestem szczęściarą, bo mam pełen komfort spędzenia Sylwestra sam na sam ze swoim facetem i bycia z tego faktu zadowoloną ;). Zdjęcia z tego wpisu zrobiliśmy własnie wczoraj. Skoro w głowie już nie szumi wypite wczoraj Martini, a palce niecierpliwie rwą się do wystukania na klawiaturze komendy kopiuj, wklej. Dokładnie rok temu wpatrywałam się w to samo białe pole (no dobra, nieco inne, w końcu WordPress miał sporo aktualizacji) i bawiłam się we wróżkę Samarę, próbując dojrzeć w szklanej kuli w jakim momencie życia znajdę się za rok. Za rok, czyli dzisiaj. Nad mieszanką z fusów, rozstawionym tarotem (a może to był pasjans?), przy świetle księżyca i z czarnym kotem (na pulpicie), wywróżyłam sobie tak:

Jestem jeszcze bardziej zadowolona ze swojego ciała. Do swobodnej rozmowy po angielsku nie potrzebuję kilku lampek wina. Przebiegnięcie 10 kilometrów to nie wyzwanie, a regularna przyjemność. Mam przepiękne zdjęcia z wakacji, bo przecież byłam na rajskiej plaży i kupiłam nowy obiektyw. Opublikowałam ponad 100 postów a blog cudownie się rozwinął – warto było spędzać nad nim 80% wolnego czasu, bo zgromadziłam wokół niego aktywną społeczność i udało mi się pomóc kolejnym osobom w walce z kilogramami. Jestem szczęśliwa. Tak po prostu.

2014-12-31_foto322_20-43

Wróżbito Macieju Twoja pozycja jest zagrożona! Poważnie myślę nad przebranżowieniem się. Z jeszcze większą przyjemnością uświadamiam sobie, że znakomitą większość postanowień na 2014 zrealizowałam, a miniony rok przyniósł znacznie więcej dobrych rzeczy, niż sobie zaplanowałam. Szczęśliwie nie należę do grona osób, których jedynym sensownym postanowieniem na 2015 jest realizacja planów z roku poprzedniego. Ostatnie 12 miesięcy pozwala mi odważnie patrzeć w przyszłość. Jeszcze bardziej niż w poprzednich latach jestem przekonana o tym, że wszystko jest w moich rękach. Od połowy roku będę miała więcej czasu na realizację postanowień i wykonywanie tych wszystkich małych kroczków, które mają mnie przybliżyć do realizacji większego celu. Mam nadzieję, że już w lipcu będę miała za sobą obronę na biotechnologii, a dzięki temu zyskam mnóstwo wolnego czasu. Wtedy z jeszcze większym zaangażowaniem będę mogła poświęcić się swoim planom na ten rok, które w dużym stopniu są też planami na resztę życia.

2015-01-01_foto351_00-01
  • więcej spać – ostatnio godziny snu podporządkowywałam reszcie zajęć, co najczęściej kończyło się permanentnym niewyspaniem, worami pod oczami i drzemaniem na raty między jednym zobowiązaniem, a drugim. Po kilku miesiącach funkcjonowania w tym trybie organizm zaczął domagać się zmian (w święta objawiało się to tym, że gdyby nikt mnie nie budził, najprawdopodbniej spałabym cały czas), a skoro postanowiłam być dla siebie lepsza w tym roku, to odpowiadam na jego potrzeby. Planuję kończyć dzień o 23:30, a rozpoczynać o 7:00, dzięki czemu zyskam pełne 7 h snu. To powinno wystarczyć. A jeśli zdarzy się, że snu będzie brakować, zarządzę 20-minutowe drzemki, a co!
2014-12-31_foto330_21-05
2014-12-31_foto334_21-36
2014-12-31_foto331_21-30
2014-12-31_foto336_21-58
  • mniej kupować – bardzo się cieszę, że ta decyzja nie jest skutkiem przeczytanych o minimalizmie książek czy przejawem mody na… nieuleganie modzie 😉 czy raczej trendom. Ilość posiadanych rzeczy przytłaczała mnie i zdecydowanie zredukowałam ją podczas przeprowadzki do nowego mieszkania. Moja szafa nadal mogłaby wyglądać lepiej, więc idąc za Kasią z Simplicite postanawiam po zakupie jednej nowej rzeczy, pozbywać się dwóch starych z szafy. To nie tylko zapobiegnie wzrostowi liczby ubrań, ale też pomoże w bardziej świadomym kupowaniu – chcąc nabyć nową sukienkę, będę musiała wskazać dwie rzeczy, które pójdą do odstrzału.
2014-12-31_foto339_21-59
  • dbać o relacje – to chyba największa porażka 2014 roku. Sukcesywnie pielęgnuję już od początku 2012, kiedy to poszłam na studia. Rzadko bywam w domu rodzinnym, nie często wolny czas spędzam ze znajomymi – najczęściej wolę od tego kubek ciepłej herbaty i książkę. A później spotykam się z kumplem czy koleżanką po długiej przerwie i jestem zakłopotana, gdy słyszę pytanie „co u Ciebie”. Bo co odpowiedź skoro nie widzieliście się pół roku? Zamiast opowiadania o sukcesach, porażkach, udanych zakupach, nieudanych popisach kulinarnych odpowiadam „nie ma na co narzekać, a co u Ciebie”? Chciałabym temu zaradzić, bo wiem, że dużo mnie przez to omija. Prawdopodobnie większość z tych rzeczy zostaje bezpowrotnie zaprzepaszczona. Mam ogromną nadzieję, że ukończenie jednego kierunku studiów rozluźni nieco mój kalendarz. Relacje koleżeńskie to niejedyne, o które planuję zadbać. W ostatnich miesiącach czułam, że coś mi umyka. Coś, nad czym nie musiałam się zastanawiać przez ostatnie kilka lat, a jednocześnie coś, czego zaczęło mi straszliwie brakować. Mimo, że mieszkam z Łukaszem miałam wrażenie, że spotykamy się rzadziej niż gdy dzieliło nas 300 kilometrów ;). Niedzielne wieczory rezerwujemy więc dla siebie – od godziny 18:00 zajmujemy się już tylko sobą.
  • być swoją najlepszą wizytówką – od października będę szukać stażu/pracy w roli asystentki dietetyka. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że do końca roku będę zajmować się żywieniem „na poważnie”, zgodnie z powszechnie przyjętymi normami ;). Nie zrobiłabym manicure u Pani z obgryzionymi paznokciami czy nie zmieniłabym koloru włosów u Pani z pasemkami koloru blond na czarnej czuprynie. Do grubego dietetyka też bym nie poszła. Gruba nie jestem już dawno, ale do wymarzonej sylwetki nadal trochę brakuje. Od 6 stycznia zaczynam realizować plan treningowy bazujący na treningu siłowym. Dodatkowo dorzucam do tego rozpoczęcie przygody z pole dance, mam nadzieję, że uda mi się wystartować jeszcze przed końcem stycznia – póki co czekam na Multisport :). Mam też kilka ciekawych pomysłów na zmiany w jadłospisie, ale o tym będę pisać w oddzielnym poście. Ułożenie diety rotacyjnej zajęło mi kilka dni, zasłużyła na więcej niż krótki akapit.
  • uczyć się języka obcego – kontynuuję naukę online 2 x tygodniowo i wracam do regularnego używania Duo Lingo (bardzo polecam Wam tę aplikację!). Do końca tego roku zostanę przy angielskim :).
    skoncentrować się – wszystkie dotychczasowe obowiązki zamierzam wykonywać z większą koncentracją, by zyskać więcej czsu na sen z punktu pierwszego :). Ten punkt wydaje mi się póki co najtrudniejszy do zrealizowania, będę musiała sporo poczytać na temat sposobów zwiększenia efektywności pracy i nauki.
    mniej wymagać – od innych i od siebie. W 2014 roku wpadłam w sidła własnego perfekcjonizmu. Zamiast cudownie motywujący, okazał się paskudnie destrukcyjny. Ciągle chciałam więcej, byłam niezadowolona z rezultatów, a zamiast beztrosko cieszyć się sukcesem, zastanawiałam się co można było zrobić jeszcze lepiej. A jeśli dodać do tego manię porównywania się z innymi powstaje mieszanka wybuchowa z zadatkami na paranoję ;). Na szczęście w porę to sobie uświadomiłam, a Łukasz obiecał stać na straży przedsięwzięcia i nie pozwolić, by doszło do autodestrukcji.
2014-12-27_foto204_16-02
  • blogować – w 2014 zajmowałam się wieloma rzeczami. Zresztą, doskonale znacie moje obowiązki, opisałam je już kiedyś dość szczegółowo. Wśród moich obowiązków były również pozycje brzmiące bardzo poważnie i dumnie, były takie, które ma każdy dorosły człowiek i był też blog. Obowiązek, który dawał najwięcej satysfakcji ze wszystkich pozycji. Taki, który napędzał, dodawał sił i inspirował do codziennego bycia lepszą wersją siebie. To właśnie w bloga zamierzam inwestować jeszcze więcej energii. Ten – w oczach większości osób – banał stał się elementem mojego stylu życia, a ja zamierzam umacniać jego pozycję w 2015 roku. Mam nadzieję, że wraz z jego rozwojem będzie tu przebywać czytelników wyłącznie na takim poziomie, który reprezentujecie sobą Wy – moi aktualni czytacze :). Zamierzam większą uwagę poświęcić kanałowi na YouTube i mojemu Instagramowi.

Wiecie już czego chcę, ale nie wiecie jeszcze jak zamierzam się do tego motywować. Mam nieco ułatwione zadanie, bo nie lubię robić z siebie idiotki i z reguły dotrzymuję danego sobie słowa, ale przyda mi się taki pozytywny przypominacz. W zasadzie nie powinnam przypisywać sobie tego rewolucyjnego pomysłu, bo wpadł na niego Łukasz, którejś nocy. Stwierdził, że powinniśmy stworzyć wirtualną wersję tablicy motywacyjnej, a przecież do tego świetnie nadaje się Pinterest. Żadne z nas nie miało wcześniej konta w tym serwisie, ale jego założenie jest banalnie proste – my zdecydowaliśmy się na powiązanie go z fejsikiem. Stworzyliśmy wspólną tablicę, na której zwizualizowaliśmy wszystkie swoje cele. Trening siłowy 3 razy w tygodniu? Pośladki Jen Selter obrazują go wyśmienicie! Pozbywanie się dwóch starych rzeczy w miejsce jeden nowej? Minimalistyczna garderoba rodem z tumblr będzie dobrze o tym przypominać.

pinterest wirtualna tablica motywacyjna

Wybieramy zdjęcia z Internetu, z serwisu, bądź z naszych dyskowych czeluści i opisujemy je krótko, precyzyjnie naszym celem. Następnie pinterestową tablicę ustawiamy jako stronę startową i otrzymujemy codzienny (a nawet częstszy!) przypominacz o naszych postanowieniach. Jeśli cel jest procesem/jest powtarzalny – wisi na tablicy do 31 stycznia 2015 roku, jeśli jest „jednorazowy” (np. zakup obiektywu) – przerzucamy go na nową tablicę „zrealizowanych”. Jeśli tak jak my, chcecie współdzielić z kimś swoją tablicę, możecie zaprosić go do współtworzenia – wtedy ta druga osoba może z dowolnego miejsca na świecie dodawać swoje czy Wasze wspólne cele. Jeśli postanowienia są dla Was zbyt intymne na dzielenie się nimi ze światem, nie ma problemu – możecie tak ustawić prywatność, byście tylko Wy mieli dostęp do swojego motywatora. Polecam z całego serca – zabawa przy tworzeniu jest przednia, a taka strona startowa nastraja znacznie lepiej niż pudelek czy onet ;).

Owocnego tworzenia, a w najbliższych miesiącach owocnych realizacji. Żyjcie w tym 2015 tak, byście za rok nie musieli deklarować realizacji zeszłorocznych postanowień!

I może po prostu, tak po ludzku – dużo szczęścia.

2015-01-01_foto410_00-19

PS. Blogerki! Jeśli macie ochotę spotkać się ze mną, Life Managerką, Kasią Simplicite i być może jeszcze kilkoma innymi dziewczynami  w najbliższy poniedziałek w Warszawie to dajcie znać do piątku w komentarzu lub na maila. Kiedy już będziemy wiedziały ile osób się pojawi, ustalimy godzinę i miejsce :).