Wakacje all inclusive w Egipcie – hit czy kit? :>

Egipt All inclusive

Usłyszałam kiedyś, że wakacje all inclusive w Egipcie to „taka rozrywka dla prostych ludzi”. Pomyślałam sobie: wszystko się zgadza! Właśnie dlatego lubimy tu wracać, jesteśmy prości do bólu – kiedy mamy ochotę poleniuchować, to słońce, ciepłe morze i wygoda wydają się idealnym tłem!

Kocham podróże i zwiedzanie nowego kraju na własną rękę, ale nie mamy złudzeń – nie wierzę że w kilka tygodni można poznać prawdziwą twarz dowolnego miejsca. 

Co to tak właściwie znaczy? Kto decyduje, co jest reprezentatywną próbką całego społeczeństwa i lokalnej kultury? Gdy spotykam się z wywyższaniem podróżników nad turystami, zastanawiam się czy naprawdę wierzą, że istnieje jakakolwiek forma zwiedzania, która pokazuje jedyną słuszną prawdę absolutną na temat kraju. 

Wyobraźmy sobie obcokrajowca, który przyjeżdża do Polski z zamiarem poznania naszego kraju i zwyczajów „zwykłych Polaków”. Trafia w góry, bo są takie piękne! Jeśli przyjedzie do Zakopanego i będzie chciał poznać lokalsów, to może trafić do bacówki, gdzie baca z gaździną będą opowiadać gwarą o tym jak się robi oscypki. Czy są bardziej lokalni niż młody pracownik zakopiańskiej korporacji, mieszkający w centrum, który zna gwarę jedynie w wykonaniu babci, a z serów najczęściej jada fit twarożek? Czy ulubiona restauracja lokalesów to budka z kebabem (bo tam zawsze jest największy ruch) czy karczma z polskim jadłem? Czy bardziej prawdziwy będzie pracownik fizyczny od biurowego? Mieszkaniec miasta od tego ze wsi? Biedny od bogatego? Prawicowiec od lewicowca?

Ja nie wiem. I ta niewiedza daje mi absolutny luz w oglądaniu świata. Nie nakładam na siebie ograniczeń, nie deklaruję „stylu podróżowania”, nie kreuję przed sobą stereotypów na temat odwiedzanych miejsc na podstawie tego, co opowiedziało mi kilka osób . Jestem ciekawa każdego spotkanego człowieka, ale traktuję ich jako odrębne historie – a nie „Egipcjan”, „Islandczyków” czy kogokolwiek innego.

Wyjazdy traktuję jako szansę na spędzenie czasu w wyjątkowy sposób. Czasami to będzie oznaczać zrobienie 2500 km dookoła Islandii ze spaniem codziennie w innym miejscu, w pokojach na wynajem u mieszkańców i najtańszym jedzeniem z dyskontu, a czasami byczenie się w pięciogwiazdkowym hotelu w Egipcie i korzystanie z uroków olekskjuzmi. Tak było przez ostatnich 8 dni. Bardzo potrzebowaliśmy odpocząć i po raz trzeci zdecydowaliśmy, że najlepszą opcją dla nas będą wakacje w Egipcie! 

Opowiem Wam, dlaczego lubimy tu wracać.

Przeczytaj również -> wpis o wakacjach w Egipcie Zimą. Tutaj opisałam wszystkie atrakcje i koszty wyjazdu bardziej szczegółowo.

Tanie wakacje w ciepłym miejscu

Czasy niewiarygodnie niskich cen za wakacje w Egipcie już minęły (za nasze pierwsze wakacje płaciliśmy 1200 zł!), ale to nadal jeden z najtańszych kierunków, który daje gwarancję pięknej pogody, gdy w Polsce hula jesień. 

Byliśmy w Marsa Alam na początku listopada. Temperatura w ciągu dnia około 30 stopni, bezchmurne niebo, ciepłe wieczory i przyjemna woda w morzu. Słońce wstaje około 6:00 i od samego rana grzeje tak błogo, że od razu zapominasz o tym jak skrobałeś szyby ze szronu przed wylotem z Polski.

Mimo całej sympatii do wypoczynku nad Bałtykiem – nawet w szczycie sezonu nie można liczyć na gwarancję bezchmurnego nieba i ciepłej wody w morzu. Na kawałek miejsca na plaży też nie zawsze ;). 

Cena tygodniowego urlopu w przyzwoitym hotelu w Egipcie to zazwyczaj 2000-3000 zł (zdarzają się tańsze oferty, ale raczej na hotele o kiepskich opiniach). Gdy rozłożymy to na czynniki pierwsze, robi nam się z tego bardzo atrakcyjna oferta, przy której nie trzeba ponosić żadnych kosztów dodatkowych (o ile dobrze wybierzecie hotel).

Fajne hotele 

Treningi na tarasie z moją siostrą <3

Kiedy podróżujemy z nastawieniem na odwiedzenia jak największej ilości miejsc w nowym kraju, nie zwracamy uwagi na atrakcyjność noclegu – kluczowa jest lokalizacja i na tym wymagania się kończą. 

Jednak szukając hotelu na bardzo stacjonarny pobyt w Egipcie, kieruję się tym, co dla mnie istotne:

  • atrakcyjna rafa koralowa w okolicy hotelu
  • przyzwoite jedzenie
  • czyste pokoje

W Egipcie można znaleźć naprawdę świetne hotele z mnóstwem atrakcji w cenie, za którą w Europie dostalibyśmy kiepsko położony, przeciętny pensjonat.

Szukałam hotelu, w którym jest siłownia, boisko, baseny (mile widziany aquapark) i super rafa – czyli wszystko, co sprzyja aktywności fizycznej. Lepiej wypoczywa, gdy sesje leżingu są przeplatane ruchem.

Na wyjazdach nie odmawiam sobie ani drinka, ani goferka (ani wielkiego gofera z nutellą jedzonego codziennie też nie), ani pyszności, na które mam ochotę. Jednak niekoniecznie mam ochotę płacić wysoką cenę za przywieziony do Polski nadbagaż, którego spalenie mogłoby zająć nawet miesiąc ;).

Pijąc drinka w basenowym barze wyrażałam co prawda nadzieję, że siedzenie w wodzie chłodniejszej niż temperatura ciała sprawia, że spalamy więcej kalorii, niż wypijamy, ale niestety te herezje przeszły mi przez gardło jedynie w charakterze żartu.

Chcesz jeść więcej, niż zwykle, a nie przytyć? Poruszaj się więcej, niż zwykle. Dokładnie odwrotnie, niż głosi uwielbiana przez tak wiele osób zasada „wszystko albo nic”. Nie namawiam nikogo do realizacji wymagającego planu treningowego na urlopie, ale przyjemna aktywność może okazać się po prostu… Fajna. Sprawdź! 🙂

Tym razem wybraliśmy hotel oddany do użytku w trzy miesiące przed naszym przylotem i to był strzał w dziesiątkę! Wszystko nowe, turystów bardzo mało. Hotel jest zlokalizowany niedaleko lotniska w Marsa Alam, nazywa się: Jaz Maraya i jest położony przy innych hotelach tej sieci. Dodatkowa zaleta to wspólne plaże, pomosty umożliwiające obejrzenie rafy z różnych stron i dwukilometrowa promenada ciągnąca się wzdłuż wybrzeża.

Beztroska

Ten argument dotyczy wszystkich wyjazdów all inclusive – wsadzam tyłek w samolot, z lotniska odbiera mnie autobus, w krótkim czasie dojeżdżam prosto pod hotel, w którym czeka świeża pościel, restauracje i różne atrakcje w zasięgu nóg. 

To po prostu wygodne. W krótkim czasie przełączam się w tryb wakacyjny. Nie wybrałabym wyjazdu all inclusive, gdyby moim celem było intensywne zwiedzanie, to byłaby strata kasy. Gdy spędzamy całe dnie w podróży, wybieramy najtańszy nocleg, gotujemy sami albo jemy cokolwiek gdziekolwiek po drodze.

Jednak jeśli moje plany ograniczają się do: chcę leżeć na słońcu, pływać w ciepłym morzu i niczym się nie przejmować, to bardzo odpowiada mi układ, w którym muszę pamiętać jedynie o godzinie odlotu samolotu. 

Spektakularna pustynia

Gdzieś w drodze do Kolorowego Kanionu.

Wielu nie zgodziłoby się z tym nagłówkiem – nie brakuje opinii, że pustynia to nuda, bo tylko „pioch, pioch i pioch”. Ja uwielbiam otwartą przestrzeń i krajobrazy zgoła odmienne od tych, które znam. 

Bardzo polecam wycieczkę na pustynię, szczególnie spędzenie na niej również wieczoru lub nocy. Tak rozgwieżdżonego nieba nie widziałam nigdzie indziej!

Absolutnie przepiękna rafa koralowa

Ja, Łukasz i przypadkowo spotkany diugoń <3

Przy pierwszym nurkowaniu 8 lat temu z wrażenia wyplułam automat oddechowy z buzi. Szczęka opadła mi aż zbyt dosłownie! To, co zobaczyłam po zejściu pod wodę było nie-sa-mo-wi-te. 

Całodniowy rejs z dwoma zejściami pod wodę (pod opieką instruktora, który dosłownie wyprowadza Cię na podwodny spacer – cały czas nad Tobą czuwa, ale jest niewidoczny, bo płynie nad Tobą) i możliwością snurkowania w innych miejsach, to koszt 80$. 

Najfajniejsze jest to, że aby zachwycić się rafą koralową i jej mieszkańcami nie trzeba nigdzie jechać, ani wydawać dodatkowych pieniędzy. Wystarczy wybrać hotel, wokół którego roztacza się rafa (i która jest doceniana w opiniach o hotelu – rafa rafie nierówna). Bardzo polecamy hotele położone wzdłuż zatoki Coraya (nasz nazywał się Jaz Maraya). Znajomi chwalili sobie również okolicę zatoki Brayka.

Wychodzisz na pomost, zakładasz maskę i płetwy, wskakujesz do wody, która jest tak słona, że niemal bez wysiłku utrzymujesz sie na powierzchni, spoglądasz w dół i zabawa się zaczyna.

Możliwość obserwowania płaszczek, żółwi i niezliczonych gatunków ryb w ich naturalnym środowisku, to piękne doświadczenie. Im starsza jestem, tym trudniej o zaskakujące doświadczenia.

Pływanie przy rafie koralowej zdecydowanie dostarcza ich całe mnóstwo! Piękno toni jest obezwładniające, robi na mnie niesamowite wrażenie. Chyba najlepiej oddaje je słowo „mistyczne”. Nie widząc nic przed sobą, pod sobą, ani obok siebie, bezwiednie unosząc się na powierzchni wody czułam się tak bardzo niczym i wszystkim jednocześnie. To dokładnie to uczucie, dla którego medytuję. Coś pięknego! 

Jeśli po tym opisie nie mieliście mnie jeszcze za wariatkę, to ostrzegam: teraz będzie z grubej rury! Pływając bez żadnego wysiłku po ogromnej przestrzeni wśród ryb, które były dosłownie wszędzie dookoła mnie, czułam się jakby spełniło się moje dziecięce marzenie o posiadaniu supermocy. Miałam wrażenie, że mogę latać! Ba! Nie tylko, że mogę latać, ale że latam! I to po baśniowej krainie pełnej magicznych stworzeń. Czysty zachwyt nad światem. 

Pływanie przy rafie koralowej, to super atrakcyjna forma spędzania czasu na wakacjach! Idealnie równoważy pokusy szwedzkiego bufetu ;).

Żeby uniknąć rozczarowań snurkowaniem czy nurkowaniem trzeba pamiętać, że wchodzimy do Morza Czerwonego, a nie do dużego basenu, w którym zawsze panują super warunki i mamy gwarancję spotkania określonych gatunków fauny. 

Przydatne gadżety:

  • płetwy – tylko nie takie bardzo krótkie, te służą chyba jedynie do ozdoby
  • maska z fajką – do snurkowania z możliwością zejścia pod wodę, gdy zobaczysz coś ciekawego
  • maska na całą twarz – gwarantuje lepszą widoczność, możesz z kimś swobodniej rozmawiać i oddychać również przez nos, nie musisz zaciskać zębów na rurce – jest wygodniejsza, ale uniemożliwia zejście pod wodę, bo nie masz możliwości regulacji ciśnienia przez brak dostępu do nosa – próba zejścia w dół zapewne skończy się solidnym bólem w uszach

Chcę nurkować, mimo że nurkowanie nie chce mnie 😉

Zachwycam się pływaniem w Morzu Czerwonym do tego stopnia, że postanowiłam sprzeciwić się swoim lękom, które bardzo natrętnie próbowały mi wmówić: to nie jest dla Ciebie. 

Podczas drugiego zejścia pod wodę przy nurkowaniu z butlą miałam lekki atak paniki. Jak to z paniką bywa, przedmiot strachu był zupełnie nieracjonalny – bałam się, że zaraz nie będę w stanie oddychać. Mimo świadomości, że to niemożliwe (nawet, gdyby z moją butlą było coś nie tak, miałabym do dyspozycji zapasowy automat instruktora albo nawet możliwość szybkiego wynurzenia się z wody, bo bez uprawnień nie nurkuje się na tyle głęboko, by trzeba było się stopniowo wynurzać), nie potrafiłam nad tym zapanować. Pole widzenia zaczęło wirować, serducho biło zdecydowanie za szybko i – o ironio – z automatem oddechowym w gębie czułam, jak brakuje mi tchu.

Zasygnalizowałam instruktorowi konieczność szybkiego wynurzenia. 

I chwilę po tym, wróciłam pod wodę :). 

Życie z nerwicą lękową nauczyło mnie szybko przechodzić do porządku dziennego nad strachem. Nadal często się BARDZO boję, nadal zdarzają mi się ataki paniki, ale nie dokarmiam ich większą uwagą, niż to konieczne. 

Ja jeszcze temu strachowi pokażę, że się go wcale nie boję! Znalazłam centrum nurkowe w Łodzi, w którym spróbuję zrobić I stopień kursu nurkowego, umożliwiający schodzenie na kilkanaście metrów pod powierzchnię wody.

Nie będzie mi tu żadna nerwica życia układać. 

Następnym razem w Egipcie schodzę z Łukaszem na 10 metrów! 

Cieszę się, że zapracowałam sobie na życie, w którym spełnianie marzeń jest możliwe.