Właśnie tak (nie)wygląda nasza codzienność.

Leżymy na przeciwległych krańcach Kanapy. Figa pluszyfikuje Łukasza, mruk Kroki leżącej na moim brzuchu rozlewa się po całym ciele. Każde z nas trzyma na kolanach laptopa. I stukamy w klawiaturę jak szaleni. Każde zajęte swoimi myślami, które krążą wokół wspólnego tematu. Czyli nas. Bo skoro tak się kochamy, to trzeba o tę miłość dbać, zamiast powoli przyglądać się jak w brutalny sposób pokonuje ją codzienność.

Listy małżeńskie

Alealealeale, ale jakie listy? Zakupów? Zadań? Spraw do załatwienia? Telefonów do wykonania?

Ano nie. Listy, w których dajemy sobie przestrzeń na podziękowanie drugiej osobie, własny rachunek sumienia i przeprosiny (jeśli wcześniej postanowiliśmy głupkowato zakopać problemem dla świętego spokoju, zamiast go przepracować). Listy, w których prosimy. Mówimy o naszych potrzebach, podsuwamy konkretne sugestie, które druga osoba może wykorzystać, gdy zechce nam zrobić przyjemność.

 List ma poruszać co najmniej te zagadnienia:

  1. Za co sobie dziękujemy
  2. Za co przepraszamy
  3. O co prosimy

Nie ma nic za darmo. Miłości też nie.

Na miłość trzeba sobie zrobić przestrzeń i czas. Jeśli będzie po prostu tłem wspólnej codzienności, to nie ma siły, żebyście znowu zaczęłi ją widzieć i czuć z dawną mocą, jak wtedy, gdybyła dla Was naprawdę ważna.

U nas sprawa jest o tyle skomplikowana, że oboje pracujemy w domu (choć dom to słowo nieco na wyrost, bo mówimy o 35-metrowym mieszkanku, które oczywiście należy do naszych dwóch kotów, a my w nim tylko sprzątamy). Chodzimy razem na treningi. Mamy wspólnych znajomych. Myślę, że nie przesadzę pisząc, że spędzamy razem 95% czasu. (Łukasz sugeruje poprawić na 97%, co pewnie powinno dać mi do myślenia i nieco ograniczyć mój niesłabnący zapęd do szukania kolejnych wspólnych aktywności).

To jest bardzo zwykła codzienność.

Taka, w której zdarza nam się mieć taki burdel w mieszkaniu, że trzeba sobie torować drogę stopą, żeby dotrzeć z pumktu A do B. A musicie wiedzieć, że w naszym mieszkanku te punkty oddalone są o najwyżej 3 metry ;).

W której ja przy obiedzie w nowej, pięknej restauracji mówię: “Dziękuję kochanie za tę piękną randkę”, a mój uroczy mąż odpowiada tylko: “Ale ja tu na rybę przyszedłem”.

W której zdarza mi się drzeć japę tylko dlatego, że jest jedynym człowiekiem pod ręką (i chwilę po tym uswiadamiać sobie, że skoro nie potraktowałabym w podobny sposób żadnego innego człowieka, to jestem zdrowo popierdolona, robiąc to miłości mojego życia).

W której mam okazję nasycić się wysublimowanym komplementami w postaci: ooooooo kocieeeeeee, zarysował Ci się tutaj mięsień, a wcześniej była w tym miejscu tylko klucha.

W której czasami oglądam Łukasza w dresie i wymiętolonej bluzce kilka dni pod rząd. Ta sama codzienność, w której Łukasz widzi moje wory pod oczami, tłusste włosy i pryszcze, bo znowu nażarłam się sera.

Na pizzy.

Ale na naszą codzienność składają się też dni takie, jak dziś. Chwilę temu wymieniliśmy się naszymi listami. Pełnymi słodkich słów okraszonych goryczkową prawdą.

Nie “jutro” nie “na urlopie” nie “na rocznicę”

Wszyscy chcielibyśmy mieć udane związki, ale nie wszystkim chce się na to zapracować. Dokładnie tak, jak z odchudzaniem. Możemy odbijać się od specjalisty do specjalisty, wydawać kupę kasy na badania, kupować kolejne diety, dołączyć do 50 grup o odchudzaniu, ale dopóki nie pójdzie za tą decyzją zaangażowanie, dopóty nie uzyskasz satysfakcji z efektów.

Chcesz mieć dobry związek o solidnych podstawach, które pomogą Wam przetrwać razem nawet najgorsze rozpierduchy?

To sobie na niego zapracuj,

Nie jutro, nie jak się uspokoi w pracy, nie jak dzieci pojadą do dziadków.

wschod slonca na dominikanie

Teoretycznie nigdy nie jest za późno. Ale lepiej nie ryzykować – wolę zacząć teraz. A jak mi się nie chce, to przypominam sobie, że co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. I o ile dobry rozwód jest znacznie lepszą niż złe małżeństwo, to i tak mam nadzieję, że będziemy dożywotnio uszczęśliwiającymi się wzajemnie szczęściarzami. Taka ze mnie romantyczka ;).

A wracając na ziemię: za główną przyczynę GUS podaje “niezgodność charakterów”.

Patrząc na statystyki bylibyśmy z Łukaszem idealnymi kandydatami do grona 30% polskich małżeństw. Rozwiedzionych.

Jesteśmy totalnie różni.

Łukasz to oaza spokoju. Ja? Krążąca nad nim rozpierducha.

Jestem powsinogą i najchętniej byłabym w podróży cały czas. Łukasz lubi posiedzieć w domu.

Ja gaduła. On słuchacz.

Łukasz jest dojrzałym, ugruntowanym człowiekiem, który zna siebie, swoje potrzeby, swoje możliwości, swoje poglądy. Ja ciągle próbuję siebie poznać i zrozumieć – w terapii, medytacji, lekturze książek, praktyce uważności.

Nasze głowy funkcjonują na dwa skrajnie różne sposób. Mój mózg to jeden wielki zbiornik na myśli o wszystkim (co najgorsze – w większości wypełniony tym, co prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy). Mózg Łukasza jest uporządkowany jak narzędzia w garażu jego taty – każdy obszar życia ma swoje miejsce, a w jednej chwili korzysta się tylko z tego jednego małego pudełeczka. Dlatego Łukasz potrafi być w pełni skupiony i oddany pracy, a ja nagle orientuję się, że prawie kupiłam last minute do Turcji. BO KOCHANIE ONO JEST ZA 700 ZŁ OLYNKLUZIW.

Jestem bojnądupą, a on najodważniejszym człowiekiem jakiego znam – bo żyje w 100% w zgodzie ze sobą, z pełną akceptacją swoich wad i zalet, kieruje się własnym systemem wartości w tym dziwnym świecie, a to wszystko jest dla mnie pięknym przejawem odwagi.

Imponuje mi swoją odwagą i pewnością, dzięki którym nie musi niczego nikomu udowadniać, ani też nie próbuje spełniać niczyich oczekiwań.

Odwaga do życia po swojemu to coś, czego najbardziej chciałabym się od niego nauczyć. I właśnie to jest piękne w różnicach – pozwalają nam się rozwijać. A że niektóre wkurzają? Normalna sprawa. Wady i zalety, negatywne i pozytywne strony prawie zawsze wynikają z tych samych cech. Pozwolę sobie na kilka hiperboli, żeby lepiej zobrazować co mam na myśli:

  • żona jest pewna siebie i zaradna? Zagnie każdą Panią w urzędzie, ale Ciebie w kłótni też.
  • masz za męża rasowego imprezowicza? Na weselu się wytańczysz, ale kilka razy w roku będziesz czekać do rana, bo o 3:00 przestał odbierać telefony.
  • [TU DOPISEK ŁUKASZA:] żona dobrze gotuje? Będziesz jadł smacznie, ale przytyjesz. Warto!
  • jest zaradny, przedsiębiorczy, oddany pracy? Zapewni rodzinie bezpieczeństwo finansowe, ale być może nie zawsze zapewni Wam swoją obecność
  • spontaniczny, otwarty, lubiący przygody? W piątek po pracy odbierze Cię swoim motocyklem i pojedziecie pod namiot, ale we wszystkie pozostałe dni tygodnia będzie spędzać więcej czasu w garażu z motorem, niż z Tobą w sypialni

I jako że ten wpis bardziej banalny być już nie może, dodam tylko:

NIE MA IDEAŁÓW.

A większość z nas zachowuje się, jakby miała nadzieję, że jednak są. To duże ryzyko, bo ideały są z reguły niedoścignione i może być trudno cieszyć się wspólną drogą, gdy cel będzie tak cholernie niedostępny, odległy i różny od tego, co macie tu i teraz.

Miłość to decyzja podejmowana każdego dnia

Nie znam recepty na udany związek, ale filary mojego to:

  • bezwarunkowa miłość – kocham go tak samo w koszuli, jak i w tym wstrętnym, szarym dresie, który z automatu przekierowuje moje namiętne myśli w wyobrażenia na temat domniemanych pieluchomajtek w rozciągniętym, mężowym kroczu. Tak, jak on kochał mnie wtedy, gdy byłam w depresji i wówczas jego miłość musiała wystarczyć za nas dwoje
  • rozwiązywanie poważnych problemów na bieżąco, nawet jeśli siedzimy na łóżku od 4h i ryczymy z bezsilności, bo wydaje nam się, że nigdy tego nie wyjaśnimy. A wystarczy tylko posiedzieć odpowiednio długo 😉
  • nie odpuszczamy – na bank to znacie. No nie ma opcji że nie! Otóż: “O CO CI CHODZI?” o nic. “A CO SIĘ STAŁO” nic. Za tym niczym zawsze stoi jakieś coś, które warto sprawdzić. Choćby po to, żeby w ramach przeprosin mąż mógł otworzyć wino do jajecznicy, którą zrobił na śniadanie, a żona paradować po domu w szpilkach i ulubionej bieliźnie (w jego ulubionej, a nie w tych uciskowych galotach podsuniętych pod sam cyc)
  • szacunek dla drugiej osoby – szanujemy swoje potrzeby, szanujemy swoje emocje, szanujemy swoje wybory, szanujemy prywatną przestrzeń, szanujemy się nawzajem nawet gdy się nie zgadzamy
  • umilacze codzienności – czasami gotuję trzydaniową kolację, przez 2 godziny czytam o pairningu win do kunsztownych dań i choć później okazuje się, że dania były kunsztowne jedynie na blogu kulinarnym, to na moim talerzu zdecydowanie nie, a czasami to on robi swoje popisowe danie – w dużym eleganckim talerzu z szerokim rantem zalewa wrzątkiem dwie zupki chińskie; chodzimy na spacery, wieczorami słuchamy muzyki, zapalamy w domu świece, czytamy razem książki, wciągamy filmy i seriale, oglądamy wspólne zdjęcia, podróżujemy albo planujemy podróże (no dobra, to jest tylko mój umilacz, Łukasz szczerze tego nie znosi, a ja sama nie wiem dlaczego nadal się nie poddałam, skoro po 8 latach małż nadal nie słucha nawet połowy mojego pitolenia)
  • pomagamy sobie – czasami bardzo wprost, gdy po raz 124 w tym tygodniu jojczę do Łukasza “MIIIISIUUUUUUUUUUUKUUUUUUUURWA ZNOWU NIE DZIAŁA!”, a on podchodzi do komputera, patrzy na niego wzrokiem mówiącym “jestem informatykiem, masz działać” i nagle nawet nie mogę pokazać mu co nie działa, bo przecież już działa. Bywa, że aby pomóc, trzeba urabiać drugą stronę długimi miesiącami, jak np. wtedy, gdy cierpiałam na bezsenność, ataki paniki, dramatyczne migreny, nadciśnienie, silne stany lękowe uniemożliwiające funkcjonowanie w “normalnym świecie”… A urabiać musiał bardzo długo, gdyż chciałam odwlec jak najdalej perspektywę wizyty u psychiatry. Bałam się, że okażę się wariatką. Poważnie. Wydawało mi się, że muszę to jakoś ogarnąć sama, bo nie dam się położyć na kilka tygodni do szpitala psychiatrycznego, w którym zatracę resztki normalności. Myślałam, że tak kończy się wizyta u psychiatry i Zdiagnozowanie Czegoś Na Pewno Bardzo Przesranego. Mąż nie poddał się w walce o mnie, wziął za rękę i zaprowadził do lekarza, od którego dostałam jedne z najbardziej wyzwalających zdań na świecie: PAAAANI, TAKICH JAK PANI, TO JA MAM TU 10 DZIENNIE.
  • mamy równie dużo codziennych obowiązków – oboje sprzątamy w domu, oboje robimy pranie, oboje zmywamy, oboje nie prasujemy, oboje podlewamy kwiatki, oboje nie polerujemy armatury i nie myjemy podłóg częściej niż raz w miesiącu, oboje wymieniamy kuwety (ale jak Figa naszczała do Mojej Sabriny Pilewicz, to sprzątał Łukasz, bo ja nie mogłam – jak sprzątać z serem złamanym przez ukochaną kotkę?! Oboje gotujemy, oboje zarabiamy. To dla nas normalna sprawa, bo pochodzimy z domów, w którym mężczyzna się mopa nie boi, a kobieta pomalować ścianę potrafi (co prawda moja mama malując Szkolę Podstawową, w której była dyrektorką, spadła z drabiny i złamała sobie obie nogi. Ale ścianę pomalowała.
  • bliskość – dużo dotyku rozdawanego w przelocie, tulenie się przy porannej kawie, pocałunki, chodzenie za rękę (z dumą godną Naczelnej Pary Szkoły, która jako pierwsza odważyła się chodzić po głównym korytarzu za rękę) i wszystkie inne przejawy całodniowej gry wstępnej, dzięki której głowa nie boli, a konar płonie

Miłość się robi. Więc działaj!

Opisałam nasze sposoby dbania o związek, które mogą totalnie nie sprawdzić się u żadnego z Was. Bo to jest właśnie w związkach fajne, że ich filary i reguły można ustalić między sobą.

Ja już opowiedziałam naszą historię, a teraz Wasza kolej. Piękne Panie, Przystojni Panowie – napiszcie proszę w komentarzu co najmniej jedną metodę dbania o związek, którą lubicie lub którą chcielibyście przetestować.

Jak mówi nasza kochana Babcia Czesia:

KOCHAJCIE SIĘ, KOCHAJCIE, NAPRAWDĘ SIĘ KOCHAJCIE, TO BĘDZIE DOBRZE.

JAK JEST MIŁOŚĆ, TO JEST WSZYSTKO,

JAK NIE MA MIŁOŚCI TO NIC NIE MA.

PODPISANONO – Babcia Czesia, która kochała jednego mężczyznę przez blisko 60 lat swojego życia i kocha go nadal, choć już od roku nie istnieją w tych samych wymiarach.

Zostaw komentarz

24 komentarze w “Właśnie tak (nie)wygląda nasza codzienność.

  1. Stella

    Ja uwielbiam gotować z moim chłopakiem. Ja kroję on myje. Ja myję on kroi. Ja smażę on doprawia. Itd. Taki TeamWork, który pokazuje, że żeby wyszło dobre danie (a także związek)… to skoro razem je gotujemy, to i razem musimy się postarać i włożyć w to gotowanie całe nasze serducha 🙂 a nie jednostronnie. Jak miałam problemy egzystencjalne, ukochany dawał z siebie wszystko, by nadrobić za nas oboje. Jak on miał stresy w pracy, to ja stawałam na rzęsach, żeby okazać mu jak najwięcej wsparcia i miłości. I o to chodzi. Nikt nie jest idealny. Ukochany czasami doprowadza mnie do białej gorączki, a już na pewno byłam bliska rzucenia w niego czymkolwiek co miałam pod ręką. Ale ja tak samo go doprowadzam do szału, a nadal ze mną jest. Jesteśmy od siebie tak różni, że aż dziwne, że nam wychodzi! 😉

  2. Aga

    Przecudowny wpis! Aż brakuje słów, żeby napisać coś więcej, Monia!
    My z racji pracy w różnych miejscach i godzinach, zawsze jemy wspólne śniadania choćby nie wiem co! Oczywiście przygotowujemy je na zmianę, albo tak, by ułatwić drugiej osobie poranek. Przy naszym trybie życia ta mała rzecz potrafi być wyzwaniem. Dbamy też o naszą codzienność, wyrażając zawsze swoją wdzięczność słowem dziękuje za najmniejsze rutynowe czynności takie jak wyniesie śmieci czy sprzątanie, te małe rzeczy, których zazwyczaj nie widać, które wchodzą w nawyk i po prostu muszą być zrobione. Oczywiście rozmowa na każdy temat, bez barier, co nas boli, co nam przeszkadza (oczywiście z góry zakładając, że druga osoba nas nie chciała zranić). Wspólne bieganie, aktywności, podróże. System randek co tygodniowych. I niespodzianki, elementy zaskoczenia, małe, duże, karteczki, detale, tak po prostu by drugiej osobie zrobiło się miło 🙂
    Bardzo podoba mi się pomysł listów… może wypróbujemy 🙂
    Dzięki Monia za ten wpis 🙂

  3. Kamelia

    O rany… Najlepszy wpis jakikolwiek czytałam o związku !! Czuć, że prosto z serducha… Dzięki ! ❤️

  4. Ola

    OjesuMonikatozdjęcie *wachluje sie* Jak tu coś konstruktywnego napisac? No dobra spróbuję – u nas sprawdzaja się dwie rzeczy: motto ‘nas dwoje przeciwko swiatu’ i mantra ‘żadne z nas nie jest telepata’. Na wstępie swojego związku założyłam, że M nigdy nie sprawiłby mi przykrości celowo, wiec jak czasem cos zrobi/powie, co zepsuje mi humor, to zamiast strzelać focha szybko to wyjaśniam – czyli mówię o swoich uczuciach. Mamy zupełnie inne charaktery, inna wrażliwość, inne doświadczenia życiowe, więc to bardzo nie fair oczekiwać od partnera, że będzie czytał mi w myślach i widział życie w 100% tak jak ja. Po 4 latach dalej się siebie uczymy 🙂 i myślę, że idzie nam całkiem nieźle.

  5. Stella

    Ja uwielbiam gotować z moim chłopakiem. Ja kroję on myje. Ja myję on kroi. Ja smażę on doprawia. Itd. Taki TeamWork, który pokazuje, że żeby wyszło dobre danie (a także związek)… to skoro razem je gotujemy, to i razem musimy się postarać i włożyć w to gotowanie całe nasze serducha 🙂 a nie jednostronnie. Jak miałam problemy egzystencjalne, ukochany dawał z siebie wszystko, by nadrobić za nas oboje. Jak on miał stresy w pracy, to ja stawałam na rzęsach, żeby okazać mu jak najwięcej wsparcia i miłości. I o to chodzi. Nikt nie jest idealny. Ukochany czasami doprowadza mnie do białej gorączki, a już na pewno byłam bliska rzucenia w niego czymkolwiek co miałam pod ręką. Ale ja tak samo go doprowadzam do szału, a nadal ze mną jest. Jesteśmy od siebie tak różni, że aż dziwne, że nam wychodzi! 😉

  6. Aga

    Przecudowny wpis! Aż brakuje słów, żeby napisać coś więcej, Monia!
    My z racji pracy w różnych miejscach i godzinach, zawsze jemy wspólne śniadania choćby nie wiem co! Oczywiście przygotowujemy je na zmianę, albo tak, by ułatwić drugiej osobie poranek. Przy naszym trybie życia ta mała rzecz potrafi być wyzwaniem. Dbamy też o naszą codzienność, wyrażając zawsze swoją wdzięczność słowem dziękuje za najmniejsze rutynowe czynności takie jak wyniesie śmieci czy sprzątanie, te małe rzeczy, których zazwyczaj nie widać, które wchodzą w nawyk i po prostu muszą być zrobione. Oczywiście rozmowa na każdy temat, bez barier, co nas boli, co nam przeszkadza (oczywiście z góry zakładając, że druga osoba nas nie chciała zranić). Wspólne bieganie, aktywności, podróże. System randek co tygodniowych. I niespodzianki, elementy zaskoczenia, małe, duże, karteczki, detale, tak po prostu by drugiej osobie zrobiło się miło 🙂
    Bardzo podoba mi się pomysł listów… może wypróbujemy 🙂
    Dzięki Monia za ten wpis 🙂

  7. Kamelia

    O rany… Najlepszy wpis jakikolwiek czytałam o związku !! Czuć, że prosto z serducha… Dzięki ! ❤️

  8. Dagmara

    Mega fajny wpis! Dobrze tak czasem, spojrzeć z innej perspektywy by znów bardziej docenić to co było oczywiste. Dla nas kluczowe okazało się motto “nie zakładaj złej woli”. W każdej jednej sytuacji kiedy dzieje się coś nie tak przywołujemy to sobie i wyjaśniamy sytuacje. Nagle okazuje się, że sytuacja wyglada zupełnie inaczej. To nas wiele razy uratowało, a naprawdę mieliśmy ciężki start. Co dla mnie jest jeszcze ważne- drobne gesty czułości czy poranna wiadomość na poprawe humoru 🙂

  9. Paulette

    u nas sprawdza się rozmawianie. o wszystkim. o błahostkach, jak Ci minął dzień, co robimy na obiad, jak i o poważnych rzeczach co chcemy w przyszłości, a co zrobili nam ludzie w przeszłości. o opiniach, emocjach, nurtujących sprawach, smutkach. o wszystkim. polecam ❤ pozdrawiam Was mocno, jesteście cudowni!

  10. Dagmara

    Mega fajny wpis! Dobrze tak czasem, spojrzeć z innej perspektywy by znów bardziej docenić to co było oczywiste. Dla nas kluczowe okazało się motto „nie zakładaj złej woli”. W każdej jednej sytuacji kiedy dzieje się coś nie tak przywołujemy to sobie i wyjaśniamy sytuacje. Nagle okazuje się, że sytuacja wyglada zupełnie inaczej. To nas wiele razy uratowało, a naprawdę mieliśmy ciężki start. Co dla mnie jest jeszcze ważne- drobne gesty czułości czy poranna wiadomość na poprawe humoru 🙂

  11. Paulette

    u nas sprawdza się rozmawianie. o wszystkim. o błahostkach, jak Ci minął dzień, co robimy na obiad, jak i o poważnych rzeczach co chcemy w przyszłości, a co zrobili nam ludzie w przeszłości. o opiniach, emocjach, nurtujących sprawach, smutkach. o wszystkim. polecam ❤ pozdrawiam Was mocno, jesteście cudowni!

  12. Agnieszka

    My (10 rok razem leci) nigdy nie zasypiamy pokłóceni, z góry zakładamy, że każde z nas nie ma złych zamiarów, więc jak coś zaboli, to wyjaśniamy nieporozumienie i mamy zasadę: “nie mam szklanej kuli, nie domyślę się”

  13. Agnieszka

    My (10 rok razem leci) nigdy nie zasypiamy pokłóceni, z góry zakładamy, że każde z nas nie ma złych zamiarów, więc jak coś zaboli, to wyjaśniamy nieporozumienie i mamy zasadę: “nie mam szklanej kuli, nie domyślę się”

  14. catnowa

    Uwielbiam Cię czytać! jakbym czytała o sobie momentami, ale tak punkt w punkt!! 😀 z mojej strony dodam trzy rzeczy: 1) nie chodzić spać pokłóconym i nie zasypiać plecami, choć nam niestety się zdarzało… niech choć stopa stopę znajdzie… to już wiadomo, że będzie dobrze… 2) gdy będzie Was już troje a młode będzie rosło – wspólny front to podstawa, gracie do jednej bramki i tu nie ma wymówek, no i 3) wspólna beka! jesteśmy razem już 18 lat (omg….), po ślubie 8, zaś rodzicami od 6… a nadal płaczę ze śmiechu przez Niego, i to jest dopiero ZAJEBISTE!!! :):) pozdro dla Was!

  15. catnowa

    Uwielbiam Cię czytać! jakbym czytała o sobie momentami, ale tak punkt w punkt!! 😀 z mojej strony dodam trzy rzeczy: 1) nie chodzić spać pokłóconym i nie zasypiać plecami, choć nam niestety się zdarzało… niech choć stopa stopę znajdzie… to już wiadomo, że będzie dobrze… 2) gdy będzie Was już troje a młode będzie rosło – wspólny front to podstawa, gracie do jednej bramki i tu nie ma wymówek, no i 3) wspólna beka! jesteśmy razem już 18 lat (omg….), po ślubie 8, zaś rodzicami od 6… a nadal płaczę ze śmiechu przez Niego, i to jest dopiero ZAJEBISTE!!! :):) pozdro dla Was!

  16. Asia

    Niestety ale z wiekiem wiele par wpada w rutynę. Przestajemy sobie mówić mile rzeczy, nie dbamy o związek. Potem stopniowo dwie osoby objetnieją i im dalej las, tym trudniej jest uczucie uratować. My również staramy się na co dzien robić sobie miłe gesty. Dzięki temu w naszym związku jest ciekawie.

    Rownież mamy niewielkie mieszkanie, po remoncie jest jednak o wiele wygodniejsze niż wcześniej. Polecam zabudowy, dzieki temu można w nich zmieścić więcej rzeczy.

  17. Asia

    Niestety ale z wiekiem wiele par wpada w rutynę. Przestajemy sobie mówić mile rzeczy, nie dbamy o związek. Potem stopniowo dwie osoby objetnieją i im dalej las, tym trudniej jest uczucie uratować. My również staramy się na co dzien robić sobie miłe gesty. Dzięki temu w naszym związku jest ciekawie.

    Rownież mamy niewielkie mieszkanie, po remoncie jest jednak o wiele wygodniejsze niż wcześniej. Polecam zabudowy, dzieki temu można w nich zmieścić więcej rzeczy.

  18. violino

    Pikne! Aż mi dech zaparło (dobra, lekko ze śmiechu też).
    “W której zdarza mi się drzeć japę tylko dlatego, że jest jedynym człowiekiem pod ręką (i chwilę po tym uswiadamiać sobie, że skoro nie potraktowałabym w podobny sposób żadnego innego człowieka, to jestem zdrowo popierdolona, robiąc to miłości mojego życia).”
    Ileż to razy 🙁 I bardzo chciałabym te sytuację cofnąć.

    A, i zrobiłaś mi, kobieto, kuku: “jak sprzątać z serem złamanym przez ukochaną kotkę?! “. Chyba z 15 razy przeczytałam to zdanie, zanim zrozumiałam, że to LITERÓWKA! Mózg mi się zlasował, przysięgam. Normalnie widzę teraz te szare komórki biegające chaotycznie przez 5 minut, w panice “aleosochozi??”, a potem stojące z takim wytrzeszczem oczu i wywieszonym jęzorem, kiedy w końcu pykło.

    A co robię dla związku? Mówię. Nie oczekuję od chłopa, że się domyśli, tylko wprost komunikuję, czego oczekuję. Jeśli tego nie robię, to znaczy, że uznałam, sama przed sobą, że nie warto. Że może muszę najpierw się z czymś przegryźć sama i zaakceptować, albo zmienić coś z mojej strony, zanim będę próbowała jego zmieniać i ustawiać do pionu. Zwłaszcza że samej mi do tego pionu daleko i o tym też staram się pamiętać.
    Chcę przytulenia, po prostu idę się przytulić, zamiast walić focha, że on mnie sam z siebie nie przytula (chociaż szlag czasem trafia, jak jeszcze muszę mu przypomnieć, co się robi wtedy z rękami…). Nie czepiam się o pierdoły. Jakoś tak naturalnie to wychodzi, ale o tyle łatwiej, że i on tego nie robi, a ja po prostu działam jak lustro.
    Generalnie staram się akceptować go takim, jakim jest, nie zmieniać na siłę, nie twierdzić, że moje myślenie “jest mojsze od twojszego”. Wyjątkiem są rzeczy, które non stop wracają i powodują spięcia, których nie umiem przeskoczyć. Jest ich na tyle niewiele, że nie czuję się winna, kiedy cisnę na ich realizację czy zmianę.
    Balans. I kompromis. To dla mnie podstawy. Ale też wiem, że trafiłam na świetnego faceta, z którym większość rzeczy jest prosta. Po prostu 🙂

  19. violino

    Pikne! Aż mi dech zaparło (dobra, lekko ze śmiechu też).
    “W której zdarza mi się drzeć japę tylko dlatego, że jest jedynym człowiekiem pod ręką (i chwilę po tym uswiadamiać sobie, że skoro nie potraktowałabym w podobny sposób żadnego innego człowieka, to jestem zdrowo popierdolona, robiąc to miłości mojego życia).”
    Ileż to razy 🙁 I bardzo chciałabym te sytuację cofnąć.

    A, i zrobiłaś mi, kobieto, kuku: “jak sprzątać z serem złamanym przez ukochaną kotkę?! “. Chyba z 15 razy przeczytałam to zdanie, zanim zrozumiałam, że to LITERÓWKA! Mózg mi się zlasował, przysięgam. Normalnie widzę teraz te szare komórki biegające chaotycznie przez 5 minut, w panice “aleosochozi??”, a potem stojące z takim wytrzeszczem oczu i wywieszonym jęzorem, kiedy w końcu pykło.

    A co robię dla związku? Mówię. Nie oczekuję od chłopa, że się domyśli, tylko wprost komunikuję, czego oczekuję. Jeśli tego nie robię, to znaczy, że uznałam, sama przed sobą, że nie warto. Że może muszę najpierw się z czymś przegryźć sama i zaakceptować, albo zmienić coś z mojej strony, zanim będę próbowała jego zmieniać i ustawiać do pionu. Zwłaszcza że samej mi do tego pionu daleko i o tym też staram się pamiętać.
    Chcę przytulenia, po prostu idę się przytulić, zamiast walić focha, że on mnie sam z siebie nie przytula (chociaż szlag czasem trafia, jak jeszcze muszę mu przypomnieć, co się robi wtedy z rękami…). Nie czepiam się o pierdoły. Jakoś tak naturalnie to wychodzi, ale o tyle łatwiej, że i on tego nie robi, a ja po prostu działam jak lustro.
    Generalnie staram się akceptować go takim, jakim jest, nie zmieniać na siłę, nie twierdzić, że moje myślenie “jest mojsze od twojszego”. Wyjątkiem są rzeczy, które non stop wracają i powodują spięcia, których nie umiem przeskoczyć. Jest ich na tyle niewiele, że nie czuję się winna, kiedy cisnę na ich realizację czy zmianę.
    Balans. I kompromis. To dla mnie podstawy. Ale też wiem, że trafiłam na świetnego faceta, z którym większość rzeczy jest prosta. Po prostu 🙂

  20. Ola

    OjesuMonikatozdjęcie *wachluje sie* Jak tu coś konstruktywnego napisac? No dobra spróbuję – u nas sprawdzaja się dwie rzeczy: motto ‘nas dwoje przeciwko swiatu’ i mantra ‘żadne z nas nie jest telepata’. Na wstępie swojego związku założyłam, że M nigdy nie sprawiłby mi przykrości celowo, wiec jak czasem cos zrobi/powie, co zepsuje mi humor, to zamiast strzelać focha szybko to wyjaśniam – czyli mówię o swoich uczuciach. Mamy zupełnie inne charaktery, inna wrażliwość, inne doświadczenia życiowe, więc to bardzo nie fair oczekiwać od partnera, że będzie czytał mi w myślach i widział życie w 100% tak jak ja. Po 4 latach dalej się siebie uczymy 🙂 i myślę, że idzie nam całkiem nieźle.