Czy warto było szaleć tak? – rachunek sumienia po obżarstwie

dietetyk na diecie

W mojej głowie rozbrzmiewają przerażające dźwięki, rodem ze Szczęk. Albo jeszcze gorzej! Z czołówki Archiwum X. Rozumiecie – sprawa jest naprawdę poważna. Czas zrobić ten odważny krok.

Krok na wagę.

Spojrzenie w dół.

NOŁ FAKING ŁEJ.

Schodzę z wagi.

Wchodzę jeszcze raz.

Spojrzenie w dół.

…I już nie Szczęki są grane w tle. Nawet nie Archiwum X. To Agnieszka Chylińska drze mi się prosto do ucha i pyta:

Czy warto było szaleć tak?

Rachunek sumienia

Dobrze zjeść dobre rzeczy w święta. Normalna sprawa! Ja to wszystko rozumiem. Ba! Nawet serdecznie polecam, jednak podkreślam, że aby utrzymać stałą wagę trzeba:

  • jeść się to na co szczególnie ma się ochotę i jednocześnie:
    • zachować przerwy między posiłkami
    • nie pić cukru/alkoholu
    • nie marnować kalorii na mało unikalne kromki chleba czy sklepowe słodycze, które mogę mieć na co dzień
    • zajadając się pyszniutką sałatką z majonezem niekoniecznie zagryzać ją pieczywem
    • zjeść ze smakiem ciasto a nie ciasta
    • zrobić rano solidny trening, żeby zrobić sobie więcej miejsca na nieszkodliwe kalorie; gdy zjemy tyle, ile spalimy, waga nie drgnie – chcesz jeść więcej bez konsekwencji? ruszaj się więcej 🙂

Tylke tylko, że zatrzymałam się na pierwszym punkcie.

Czym przegięłam?

Brakiem ruchu, przejadaniem się (bo nie da się inaczej nazwać degustacji wszystkich gatunków ciast i sałatek jednocześnie 😉 ), alkoholem.

Przez 4 dni doznawałam Zaćmienia Umysłu i postanowiłam udawać przed samą sobą, że jeśli ja przestałam liczyć kalorie, to kalorie przestały się liczyć.

A tu się okazało: TAKIEGO WAŁA!

Czy raczej wałka. Kolejnego. Coraz śmielej wyłaniającego się znad dżinsów.

Ile mnie to kosztowało?

  • 8 kwietnia = 74,8kg, start intensywnej* redukcji
  • 15 kwietnia = 72,6 kg, strata kilogramów w 1 tygodniu odchudzania jest zazwyczaj najbardziej intensywna – oprócz tkanki tłuszczowej pozbywamy się w tym czasie nadmiaru treści jelitowej czy znacznych ilości wody wiązanej przez glikogen
  • 22 kwietnia = 74,6 kg / + 4 cm w obwodzie pępka / spodenki się skurczyły**, oczywiście należy pamiętać, że część nadwyżki to:
    • zatrzymana woda (np. przez znacznie zwiększone spożycie soli i alkoholi względem dnia codziennego)
    • złogi w jelitach

… Ale nie zmienia to faktu, że z moich 15 tygodni* planowanej instensywnej redukcji, jestem do tyłu o dwa tygodnie. Cofnęłam się do punktu startu.

I co można zrobić z takim wnioskiem?

Zanim powiem, co się powinno, powiem, co twierdzi większość moich pacjentek, gdy rozmawiamy podczas pierwszych konsultacji:


TAKI WNIOSEK MOŻNA BY PRZECIEŻ ZAJEŚĆ!

– podpisano: prawie każda kobieta po pierwszym poważnym potknięciu w odchudzaniu

I w tym momencie (wreszcie!) umysł zaczyna stawać się jaśniejszy i dopuszczam do głosu mojego Wewnętrznego Dietetyka, który ma nieco lepszy pomysł: wyciągnijmy z tego wnioski i opracujmy środki zaradcze na przyszłość.

*Jestem w trakcie swojego wyzwania #DietetykNaDiecie – chcę sprawdzić, jak może zmienić się moje ciało, gdy zaangażuję się na poważnie w różne aspekty dbania o siebie (treningi + dieta + sen + regeneracja); wnioski z moich 100 dni (i kilku pacjentek, z którymi działamy) będą stanowić bazę do kolejnego produktu – Współtowarzysza Odchudzania 🙂

**Oprócz wagi (3 uśrednione pomiary) monitoruję również obwody, zdjęcia porównawcze i stopień wciśnięcia w spodenki wzorcowe, w których paradowałam na Dominikanie 1,5 roku temu; może kiedyś pokażę Wam te żenujące ujęcia, które zrobiłam w dzień startu 😀

Warto/Żałuję

Było warto!
Żałuję…
zjeść te wszystkie pyszne ciasta
i dania, których na co dzień nie jem nawet w małych ilościach (bo np. jestem za leniwa na ich gotowanie/pieczenie), a moja mama, ciocia i babcia są w nich mistrzyniami
alkoholu  – np. piwa wypitego
„bo gorąco”, albo  winka popijanego od obiadu do kolacji „bo jak
stoi, to się chce” – korzyść z tego
żadna, kalorii więcej,
samokontroli mniej. A przecież
bez  byłoby równie fajnie
braku ruchu – krótki, powolny
spacer to trochę za mało, by 
zrównoważyć warte szaleństwa cuda z pierwszego wersu
pierwszej kolumny
rezygnacja z fitatu – do 
codziennego monitorowania
ilości spożytych kalorii, na co
dzień używam aplikacji, która
skłania mnie do uważnego
jedzenia (prowadzenie dziennika diety zmusza do zapamiętywania zjadanych posiłków, przez co sam proces jedzenia staje się
uważniejszy i łatwiej wyłapać
moment, w którym zaczynamy
przeginać

czasu trwania tej słodkiej rozpusty – 1 dzień łatwo nadrobić, ale cztery będą mnie kosztować co najmniej dodatkowy tydzień pracy na siłce i w kuchni

Środki Zaradcze na przyszłość:

  • nie rezygnuję z fitatu, ale zwiększam kaloryczność – wolę z góry założyć, że w podobnych okolicznościach nastawiam na „utrzymanie stałej wagi”, zamiast „redukcję”, bo zwyczajnie dobre jedzenie jest dla Ciebie w tym momencie ważniejsze – a zwiększenie puli kalorii uchroni mnie przed… Zjedzeniem jeszcze więcej, gdy tylko przestanę się kontrolować
  • chce mi się jeść więcej, niech zachce się ruszać więcej – w dni intensywnego jedzenia chcę robić adekwatnie intensywny trening; wniosek z minionych dni jest taki, że muszę wykonać go z samego rana (najlepiej przed pobudką domowników), bo chętnie daję się pochłonąć bieżącym rodzinnym planom i zajęciom, zamiast iść na trening
  • nie opłaca się pić alkoholu – w podobnych okolicznościach będę z niego rezygnować, żadnych korzyści z kilku lampek wina wypitych przez cały dzień, a 500 kcal znacznie łatwiej wypić, niż spalić na ergometrze 😉

Czy mogę odejść sobie już? Bez żalu nie…

Agniecha w swojej piosence pyta: Czy mogę odejść sobie już?

I sama sobie odpowiada: Bez żalu nie.

I rację ma, bo o ile można sobie odchudzanie ułatwić i uprzyjemnić (co robię z powodzeniem), tak trzeba też liczyć się z tym, że jeśli chce się efektów, to podstawowe założenia (deficyt kaloryczny!) muszą być zrealizowane – nie tylko wtedy, gdy nam z tym wygodnie i komfortowo.

Jeśli chcę dostać coś więcej, niż to, co mam teraz, to wypadałoby zacząć dawać z siebie więcej, niż dotychczas.

Życietoniejebajka 😉

Najlepsze, co mogę zrobić, to wrócić na dobrą drogę, realizować założenia (które sama ułożyłam dla siebie z troski! bez narzucania nierealnych wymagań) i wdrożyć kolejne wnioski w życie.

Kiedy powiem sobie dość?

Teraz. Przyznaję przed sobą i przed Wami – przegięłam. Ale najgorsze, co mogłabym teraz zrobić, to odraczać moment uświadomienia sobie błędów i nadal nie zauważać, że sabotuję własne cele.

Każdy moment jest dobry na powiedzenie sobie dość. Wbrew temu, co myślimy w trakcie Zaćmienia Umysłu, to w każdym momencie warto powiedzieć do siebie głośno i stanowczo:

Okej Monika. Już wystarczy. Narobiłaś bałaganu, ale zrobienie większego, nie sprawi, że stanie się czyściej.

– Mój Wewnętrzny Dietetyk

… Serio Ajnsztajnie?

Ano. Mimo, że w akcie obżarstwa wydaje nam się, że „jeszcze jeden baton nie zrobi różnicy”, muszę nam wszystkim przypomnieć, że: owszem, zrobi.

Nie wierzysz?

Snickers ma 250 kalorii.

Spalenie 1 Snickera kosztuje mnie pół godziny na ergometrze.

Więc jak mantrę powtarzać będę: MONIKA, NIE SZASTAJ KALORIAMI, KTÓRYCH NIE CHCE CI SIĘ SPALAĆ NA ERGOMETRZE.

A jak to wyglądało u Was? Podziel się wyciągniętymi wnioskami lub poradą, która sprawiła, że przeszłaś przez święta bez rozpinania guzika w spodniach 😉

WAŻNE: Żeby tworzenie listy Środków Zaradczych i robienie analizy błędów miało sens, należy wrócić do niej za każdym razem, gdy zbliża się powtórka z podobnych okoliczności, jak np. wyjazd do rodziny.