Dietetyku, nie rób tego swoim pacjentom!

Niech mnie gęś pieczona w sosie własnym bawarskim kopnie, jeśli ktoś ma ochotę tak jeść, tak gotować i tak bardzo koncentrować swoje zainteresowania na jedzeniu. Ja nigdy nie chciałam. Pamiętam, gdy sama byłam zmuszona (przez los, hormony i brak samodyscypliny) korzystać z pomocy dietetyka, lata temu. Pamiętam też, jak szlag mnie trafiał przy kolejnych gramach kurczaka odmierzanego co do centymetra sześciennego i precyzyjnie wyliczanych mililitrach mleka (o którym jeszcze nie wiedziałam, że nie powinno być go w mojej diecie). Czułam się jak kolejna komórka w tabelce, którym jedynym zadaniem jest dostosowanie się do czyichś przewidywań.

Może wydaje Ci się, że tym tekstem zamierzam zrobić coś Bardzo Brzydkiego i Nieprzyzwoitego do Własnego Gniazda. I może nawet tak jest. A może nie. Nie rusza mnie to. Tak, jak można trafić na murarza Pana Gienka, który większą precyzją wykazuje się w odmierzaniu kolejnych pomaluszkich do tajniackiego kielona niż przy nakładaniu gładzi, tak można trafić na dietetyka, którego motto to: Kopiuj-Wklej, Zarobić Chcę, Odchudzę Cię, Na Szybko Albo i Nie, Oł Je.

 

O ile w zarabianiu nie ma nic złego, tak zarabianie na czyjejś naiwności poprzez nieetyczne działania, to już zwyczajne obrzydlistwo. Wiem, że w branży jest nadal za mało pracy, a klienci nie są gotowi płacić wystarczająco dużo, byśmy wszyscy mogli inwestować we własne kompetencje. Kiedyś napisałam artykuł o tym: Jak wybrać dietetyka, żeby nie stracić czasu i kasy – kompletny przewodnik na temat poszukiwań najlepszego dietetyka.

Dziś chcę poruszyć temat 7 grzechów głównych, które może popełnić dietetyk. Jeśli kiedykolwiek zamienię się w jednego z nich, naślijcie na mnie brygadę sił nieczystych przywracających do porządku!

Jadłospis od linijki

Ja rozumiem. Makro musi się zgadzać, wymienniki węglowodanowe pasować do siebie, a kaloryczność być nie za duża i nie za mała. Ale, do jasnej cholery! To, że tabelka, komputer, Excel i program do układania diet coś przyjmie, nie znaczy, że przyjmie to pacjent.

Nikomu nie spodoba się odmierzanie kurczaka w porcji 113,5 grama, by dodać do niego 7/18 brokuła i polać dipem z 3 ml oliwy, 8 ml wody i kropli octu balsamicznego.

Tak się nie da. Można udawać dzień, dwa lub trzy, można zagryźć zęby na miesiąc, ale… to nie jest sposób na życie.

I w tym jest największy problem. Nadal zbyt wielu dietetyków nie edukuje w kierunku budowania stałych nawyków, które zostaną z pacjentem na całe życie i pozwolą mu żyć zdrowiej (i szczuplej) bez ciągłej pomocy specjalisty.

Szybko, szybciej, najszybciej

Wiem – pacjenci oczekują szybkich efektów.

Ale co z tego do cholery?!

Nasza – dietetyków – rola w tym, by uświadamiać, edukować i promować racjonalne podejście do odchudzania. Im szybciej schudniesz – tym szybciej przytyjesz. Lecz tak, jak kusząca jest wizja zaprezentowania płaskiego brzucha na egipskim last minute, tak atrakcyjnie brzmi możliwość spełnienia oczekiwań pacjenta.

Przecież jeśli schudnie szybko, to równie szybko będzie polecać kolejnym, którzy chcą schudnąć. Chcą schudnąć, chcą wierzyć, że się da, i chcą poświęcić się dla nowych ideałów!

Pacjent, który trafia do dietetyka po raz pierwszy najczęściej jest podekscytowany, zmotywowany i wierzy w powodzenie przedsięwzięcia. Naszym zadaniem jest przekuć motywację w samodyscyplinę i przedstawić długofalowy plan realizacji celów oraz jego przewagi nad szybkim odchudzaniem grożącym efektem jojo, wywołaniem zaburzeń hormonalnych i złych relacji z jedzeniem.

Śniadanie trzeba zjeść 30 minut po przebudzeniu!

A owoców nie wolno jeść po 16, białko odchudza a tłuszcz spala się po godzinie biegania.

Bulszit! Nieprawda! Nołłej!

Powielanie mitów jest najcięższym grzechem dietetyków. Okej – większość wiarygodnych źródeł to artykuły anglojęzyczne, kursy są drogie, studia podyplomowe często nudne, a ksiązki napisane niezrozumiałym językiem. Ale skoro bierzemy się za coś, to należy robić to tak, jak należy.

Koniec kropka. Albo jesteś specjalistą, albo nie bierz się za doradzanie ludziom.

Dieta przerozmaicona

Tak, jakby zapomnieli, że między kurczakiem z ryżem na wszystkie 5 posiłków a osobiście łowionym jesiotrem pieczonym nad ogniskiem w żarze palonego drewna i blasku księżyca, nie było nic. A przecież jest. Zdrowa, redukcyjna dieta może być smaczna i łatwa w wykonaniu.

Dietetyku, nasze kompetencje nie rosną wraz ze stopniem skompikowania jadłospisu!

Kopiuj wklej

Każdy z nas, dietetyków, ma swoje ulubione, sprawdzone przepisy, które wszystkim smakują. I to jest super! Należy używać takich dań w jadłospisie, ale… to nie jest równoznaczne z zaleceniem takiej samej porcji makaronu biegającemu 100-kilogramowemu mężyźnie i drobnej kobiecince szalejącej na zumbie.

W profesjonalnej dietetyce nie ma miejsca na takie kompromisy. Po to ktoś zamawia u nas indywidualny jadłospis, by spełnił nasze oczekiwania, pasował do naszego stylu życia i możliwości.

To nie będzie skromne – ale przecież nie musi być – moje kursantki twierdzą, że diety w Korepetycjach z odchudzania są lepsze niż te, które dostawały we współpracy “indywidualnej” z dietetykami.

Piwo?! Czy Pan oszalał?!

Przecież piwo tuczy!

Wino tym bardziej!

A schabowy?! Olaboga?! Że naprawdę schabowy?!/!??!?!?!?!?!?

Ano bywa i tak. Albo, dietetyku, pogodzisz się z tym faktem, albo Twoi pacjenci nie będą zadowoleni. Jedzenie pełni w naszym życiu mnóstwo funkcji. Odżywianie organizmu jest tylko jedną z nich. Nie zapominaj o tym – dbaj, by Twój człowiek, wierzący Twoim kompetencjom mógł lecz przede wszystkim CHCIAŁ sprostać Twoim zaleceniom, które powinny uwzględniać również oczekiwania i przyzwyczajenia pacjenta.

Brzuch robimy w kuchni

Tak, jak robią go pierogi z kapustą i grzybami, tak może zrobić sałata z delikatnym sosem vinegret. Niekótrzy dietetycy będą wywoływać obsesję na punkcie diety, jako jedynego słusznego sposobu modelowania sylwetki i spalania tkanki tłuszczowej.

Nie każdy dietetyk musi być trenerem – specjalizacja, to standardowy (i słuszny!) kierunek rozwoju. Dlatego naszym zadaniem nie powinno być wcielanie się w każdego możliwego eksperta mającego wpływ na wygląd sylwetki. Nie musimy wiedzieć, jaki trening będzie najbardziej optymalnym wyborem przy spalaniu tkanki tłuszczowej, ale powinniśmy wiedzieć (i podkreślać!) że regularny ruch zwiększa wydatek energetyczny, co pozwala jeść więcej i chudnąć.

To takie proste.


Choć sama jestem dietetykiem, wierzę, że najlepszym doradcą w kwestii tego, co ma lądować na Twoim talerzu jesteś Ty sama. Właśnie tego uczę w Korepetycjach z odchudzania – internetowym kursie Pozytywnego, Skutecznego Odchudzania.  Nie zachęcę lepiej do zakupu, niż zrobiły to kursantki I edycji – przeczytaj ich opinie i sama zdecyduj czy Korepetycje z odchudzania to proces, który pomoże Ci rozwiązać Twoje problemy z wiecznym “nie chce mi się/nie lubię/nie mam siły/zacznę od jutra/ od poniedziałku/od świętego nigdy”.

Zostaw komentarz

  1. EmilyAttack

    Moniko, a co myślisz o poście przerywanym? W 8 godzinnym oknie żywieniowym dostarcza się niezbędnych kalorii, a następnie przez 16 się…pości. Jak to się ma do racjonalnego żywienia (ponoć łatwo się organizm przestawia a i plus taki że można zjeść spore posiłki a nie 5 frustrujacych garstek…) i czy warto liczyć na utratę kilogramów? Dziękuję. I pozdrawiam serdecznie.

    1. Klaudia Wojnarowicz

      Post to nie racjonalne odżywianie. W ‘8h żywieniowych’ to człowiek się budzi, ogarnia do pracy i jest w pracy, jeszcze nie zdąży z niej wyjść, a już te ‘8h żywieniowych’ mija. A gdzie energia na odebranie dzieci ze szkoły, treningi, zajęcia pozalekcyjne, ogarnięcie chaty, uczenie się czegoś dodatkowego po pracy (kompetencje same się nie zrobią), spotkanie ze znajomymi i skupienie się na tym, co chcą nam opowiedzieć? Odżywianie ma być dostosowane do naszego trybu życia, a nie my dożywienia . Wstając o 6 a idąc spać po 23 nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek był w stanie funkcjonować bez jedzenia od godziny 14.
      I między innymi to tłumaczą Korepetycje z Odchudzania.

      Pozdrawiam, uczestniczka z pierwszego kursu.

      1. EmilyAttack666

        Hm,nie wygląda to tak źle jak sie zauwazy że 8 h z tych 16 to sen. Wystarczy nie jeść przed snem z 4 h i po obudzeniu (woda,herbaty ziołowe są ok w tym czasie) a potem kiedy ma się czas zjeść to siadamy to fajnego, pełnowartosciowego posilku i nie zmuszamy organizmu do ciągłego mielenia pokarmu którego nie wykorzystuje więc odkłada nadmiar. Mamy wystarczająco zapasów by wykonać czynności codzienne a i te posiłki w tych 8 h to nie restrykcyjne garstki… myślę że wygląda to z boku gorzej niż w rzeczywistości.

        1. Klaudia Wojnarowicz

          Droga Emily, miałam odpisać bardzo merytorycznie na Twój komentarz, ale potem zobaczyłam, że jesteś tu kompletnie nowa (załączony screen) a to oznacza, że albo chcesz Monice zrobić konkurencję albo po prostu nie masz ochoty zapoznać się z treścią tego bloga, popartą naukowymi badaniami. No i nie umiesz czytać ze zrozumieniem albo cały dzień po prostu leżysz plackiem i nie masz żadnych obowiązków.
          Z całym szacunkiem.

          https://uploads.disquscdn.com/images/8fb75adf69a0db740284eec23261bb78ca8a90763fcffacd9aee9e793a2a657e.png

  2. joanasza

    Ja mam za sobą jedno, bardzo nieprzyjemne, doswiadczenie z dietetykiem. Od lat mam zdiagnozowaną celiakię, jestem szczupła i sporo się ruszam, a dodatkowo od ponad roku nie jem mięsa. W czerwcu postanowiłam udać się do dietetyka, zeby ułożył mi dosyć określony jadłospis: chciałam miec pewność, ze w mojej diecie nie brakuje zadnych makro- i mikroelementów. Dodatkowo poprosiłam o krotki komentarz w rozpisce dotyczący produktów, ktore powinnam jeść czesto i liczyłam na cos typu: “Soja, fasola, blablabla – bogate w białko – jeść 200g suchego produktu tygodniowo”. Znalazłam dietetyka w mojej okolicy, ktory miał bardzo dobre opinie, pani była zresztą po doktoracie na Uniwersytecie Medycznym i specjalizowała się w dietach dla osób mających rożne schorzenia. Po wizycie byłam bardzo pozytywnie nastawiona – zostałam wysłuchana, zważona, pani przejrzała moje wyniki badań i wydawało się, że rozumie, czego oczekuję. Poprosilam jeszcze o nieumieszczanie w diecie ogórka, bo go nie znoszę i buraków. Na jadłospis czekałam 6 dni. Pierwszy zgrzyt: nie dostałam diety w obiecany dzien i musiałam sie o nią upomnieć. Sama dieta była totalną porażką – była to dieta na 1600 kcal, ktora wygladała na szybko i niestarannie dopasowaną do mnie: pieczywo było zamienione na pieczywo bezglutenowe, wsród warzyw na kanapki 2 razy na 5 dni znalazł się ogórek, do jednego z obiadów buraczki, dania w składzie nie miały mięsa, ale w opisie juz tak: np. ugotować rosół na piersi z kurczaka itp. Nie dostałam zadnych wskazówek, pięć dni było bardzo podobnych do siebie i to 1600 kcal dla osoby, która się rusza. Masakra. Dość uprzejmie nie przyjęłam tej diety, napisałam długiego maila, w ktorym prosiłam o uwzględnienie moich preferencji i poprawek, na nowy jadłospis czekałam tydzien i go nie dostałam. Pani twierdziła, ze wysłała, moja skrzynka emailowa świeciła pustkami, a gdy poprosiłam o zwrot pieniędzy (niemałych!), kontakt się urwał. Na pamiątkę i jako przestrogę został mi ten nieudany jadłospis. O, taka historia… Asia

  3. mkowarska

    Jedna Pani dietetyk po przeprowadzeniu wywiadu, w którym powiedziałam jej, że trenuję intensywnie 5x w tygodniu zaproponowała kaloryczność 1200kcal. Zapytałam czy na pewno to nie za mało, powiedziała, że absolutnie nie 😉
    Druga Pani dietetyk już była nieco lepsza, uwzględniała mi nawet piwo w diecie do sobotniego grilla, jak coś nie smakowało to modyfikowała. Szkoda tylko, że startowa kaloryczność była poniżej PPM a potem schodziłyśmy jeszcze niżej 😉

  4. Kosmetolog Marta

    Nawet nie wiesz jak wiele łączy nasze wbrew pozorom różne profesje.
    W moim zwodzie trafia się tyle pseudoznawców, że obecnie w mieście którym mieszkam nie poszłabym do żadnego gabinetu kosmetycznego.
    Trzeba uświadamiać ludzi, bo inaczej nasza praca to będzie jak grochem o ścianę.

    1. Ula Kołodziejczyk

      o o o! najgorsze kosmetyczki, co mają wieczorowy-dwugodzinny-internetowy kurs za sobą i zabierają się za “zabiegi”. jestem wyczulona, jak Pani nie jest kosmetologiem, a chce mi coś majstrować przy twarzy to niestety – nie, dziękuję, pójdę gdzie indziej. Kosmetolog też nie jest gwarantem sukcesu, ale jednak…
      moja przygoda z dietetykami ma dwa epizody. jeden sprzed dwóch lat, kiedy schudłam ponad 10 kg na diecie prawie głodowej (największym szaleństwem była sałatka z arbuza, słonecznika i fety!) gdzie nie jadłam ani ryżu, ani kaszy, ani ziemniaków, ani w ogóle tłuszczu poza określonymi przepisami od pani dietetyk. Efekty zrobiły an mnie wrażenie, ale brak energii i fatalne wyniki krwi już nie. o efekcie jojo nie wspominając. niedawno wybrałam się po raz kolejny i znów totalna klapa. na pierwszym spotkaniu pani się postarała, jadłospis przygotowała, ale dalej było tylko gorzej. zamiast dać kolejny obiecała kilka przepisów mailem, które nigdy do mnie nie dotarły, a za samo zważenie mnie oczywiście skasowała. a wyników jak nie było, tak nie ma.

        1. Ula Kołodziejczyk

          to, że kosmetolog kosmetologowi nie równy 😉 i tak jak niektórzy świetnie znają się na swojej robocie i mogą zdziałać cuda, tak inni mogą swoją robotę pokazowo… spartaczyć. wszędzie się można sparzyć, ale z doświadczenia wiem, że rzadziej u kosmetologa niż u kosmetyczki.

          1. Kosmetolog Marta

            Myślałam, że chodzi o skuteczność zabiegów.
            Oczywiście, że kosmetolog kosmetologowi nie równy, tak samo jak każdy inny zawód. Ale warto propagować osoby, które naprawdę znają się na robocie i wiedzą o co w tym wszystkim chodzi.
            Sama zostałam najpierw kosmetyczką, ale wiele mi brakowało i zostałam kosmetologiem. Mając takie porównanie (studia i szkoła policealna) mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że pójście do kosmetyczki grozi naprawdę dużymi skutkami negatywnymi nawet gdyby ona miała 20 lat doświadczenia.
            Ważne jest żeby właśnie propagować osoby które naprawdę mają wiedzę i nie wciskają ludziom kitu. Mi się zawsze chce śmiać u fryzjera jak ktoś mnie pyta kim jestem, od razu ton rozmowy się zmienia i zazwyczaj Panie milkną, bo nie chcą powiedzieć głupoty, którą ja szybko wychwycę 😀

          2. queeny

            Zaciekawiłaś mnie – czym grozi pójście do kosmetyczki zamiast kosmetologa? 🙂 Sama piszesz, że zaczynałaś od szkoły policealnej, czy zrobiłaś komuś krzywdę praktykując bez dyplomu kosmetologa?
            Jest wiele prostych zabiegów kosmetycznych, które chyba nie wymagają wiedzy akademickiej, wydaje się wręcz, że sumienność, dokładność i dobra ręka są tutaj ważniejsze. Tak samo jak w przypadku fryzjerów, czasami talent jest ważniejszy od skończonej szkoły.

          3. Kosmetolog Marta

            Tak, zaczynałam od szkoły policealnej jednak po ukończeniu byłam świadoma, że muszę iść ba studia, bo moja wiedza teoretyczna jest stanowczo za niska. Na studiach okazało się że nie tylko wiedza teoretyczna jest szlifowana ale także praktyka.
            Wszystko zależy co zaliczasz do prostych zabiegów. Pokaż mi kosmetyczkę, która wykonuje tylko henna rzęs i regulację brwi oraz peeling kawitacyjny i się z tego utrzymuje. Nie mówię tutaj o stylistach paznokci bo to inna para kaloszy. Dorzućmy tutaj jeszcze higienę, sterylność pracy o której nie uczą na techniku.
            Sumienność i dokładność to podstawa w zawodzie kosmetologa więc to akurat nie jest parametr wyróżniający. Wolałabyś iść do lekarza który kształcił się dwa lata w jakiejś szkole czy jednak skończył pełne wykształcenie na studiach?

          4. queeny

            Nie porównywałabym lekarza do kosmetologa/ kosmetyczki, bo to jednak zupełnie inny zawód i dużo większa odpowiedzialność, pewnie stąd brak szkół policealnych dla lekarzy 😉 Znam wiele kosmetyczek, które wykonują tylko proste zabiegi i paznokcie. Skoro istnieją brow bary dedykowane jedynie zabiegom okolicy oczu to dlaczego ktoś nie miałby się utrzymać jedynie z prostych zabiegów. Nadal nie widzę powodu dlaczego miałabym nie korzystać z ich usług (dlatego zapytałam jaka krzywda może mnie spotkać ;)). Trudno, żebym wymagała magistra od dziewczyny, która specjalizuje się w robieniu brwi i rzęs. Na bardziej inwazyjne zabiegi chodzę do salonu medycyny estetycznej, a nie do kosmetyczki/ kosmetologa.

  5. Klaudia Wojnarowicz

    Tak, jestem dumnym i czujnym szeryfem, szczególnie w sytuacjach w których ktoś podrzuca pomysły kompletnie zaprzeczające zdrowemu stylowi życia i do tego niepoparte badaniami oraz po kim widać, że kompletnie nie zaznajomił się z treścią tego bloga. Wtedy pytania o intermittend fasting by się w ogóle nie pojawiły.

  6. Julia

    Korzystałam z pomocy dietetyka dwa razy. Na szczęście za pierwszym razem nie płaciłam, miałam voucher z siłowni. I uwaga: spotkanie, na które poświęciłam sporo czasu, no bo dojazd itp. – i co? Moje prawie godzinne wywody o tym, że na śniadanie lubię najbardziej owsiankę albo blendowany jogurt z dodatkami i właściwie nic innego nie może być, bo rano się szykuję na łeb, na szyję. Nie piję mleka, poproszę przepisy bez mleka. Lubię gotować, przepisy mogą być troszkę bardziej skomplikowane, oby smaczne. Chcę schudnąć 5 kilogramów mniej więcej. Co dostałam? Na śniadanie zapiekanki ;-), co drugie danie z mlekiem krowim, i super przepisy, np. “pasta z białej fasoli: białą fasolę z puszki zblenduj, ułóż na kanapkę” . Dieta 1400 kcal…;-)
    Druga dietetyczka, już chciałam podejść rozważniej, w końcu płacę to wymagam – psychodietetyczka, oł je, będzie na pewno szał. Opis na stronie internetowej – super – dieta dostosowana do Ciebie, właściwie nie wypisuję przepisów, trzeba je robić samemu, żadnych restrykcji, chodzi o zmianę podejścia w głowie, a nie dostanie gotowej tabelki z kalkulacjami kalorii. Poszłam. Pogadałam. Zapłaciłam. Dostałam obiecanego maila zwrotnego: dieta białkowo-tłuszczowa, zero węgli. Cztery posiłki dziennie, nie więcej, bo to niezdrowo, że mi skacze glukoza. A ja się zwyczajnie robię głodna między śniadaniem a obiadem.
    Tak czy siak, to były moje pierwsze i ostatnie wizyty u dietetyków. Nie polecam.

  7. Namysłowska 3

    Mam za sobą jedno dietetyczne doświadczenie. Pani dietetyk na moją sugestię, że kolejnych wymienianych przez nią produktów nie jadam, odpowiadała: „Najwyższy czas na zmiany” albo „Tylko krowa nie zmienia poglądów” 🙂

  8. Patrycja Łakomy

    Byłabym wdzięczna za tekst lub komentarz o poście. Jestem zainspirowana Hildegardą i jej holistycznym podejściem, a o poście myślę jako przygotowanie do wiosny a nie jako celu samym w sobie. Będę wdzięczna

  9. Anna Maria

    Dopiero trafiłam na Twojego bloga, ale mam nadzieję tutaj częściej zaglądać. 2-krotnie korzystałam z usług dietetyka i dwukrotnie się zawiodłam. Raz gdy poszłam do jednej z “sieciówek” (myślałam wtedy, że to gwarancja zdrowego odchudzania) pani dietetyk nie podchodziła do mnie indywidualnie, a jak któraś z kolei. Same jadłospisy “kopiuj -> wklej”, w zupach występował por (chociaż zaznaczałam, że mam na niego uczulenie). Czy fakt, że prosiłam o jakiś dobry jadłospis na święta, (które i tak spędzałam praktycznie sama i nie potrzebowałam typowo świątecznych dań, a jednak był to mój początek diety i chciałam choć trochę już schudnąć), dorastałam tylko przykładowe dania. Oczywiście powróciłam po tygodniu z dodatkiem. 🙂
    Innym razem po przeczytaniu samych pozytywnych opinii udałam się do dietetyka. Podejście było indywidualne to fakt. Niestety dieta nie przyniosła długoterminowych efektów. Mój partner zauważył moją drażliwość i zmęczenie i stwierdził, że chyba coś z tą dietą jest nie tak. Gdy próbowałam się doliczyć kaloryczności stwierdziłam, że rzadko kiedy przekracza ona 1000 kcal, a jednak już ponad miesiąc się odchudzałam. Zrezygnowałam z usług.
    Dopiero niedawno stwierdziłam niech wszystko szlag najwyżej trafi. Nie będę co chwilę próbować się na siłę odchudzać. I o dziwo zrzuciłam parę ładnych kilogramów bez żadnego wysiłku. Mój organizm sam się przestawił na mniejszą i odpowiednią ilość jedzenia. A gdy staram się ograniczać słodycze to już jest bajka. Również dla mojego samopoczucia.

  10. Marta Kiniec

    jak czytam te komentarze o tym, że np. dietetyk nie zmieni diety, bo białko nie będzie się zgadzało to mnie coś trafia….co to za współpraca z pacjentem? ja chodzę do dietetyka i moja Pani zawsze chętnie mnie wysłucha, sama również zrobiłam kilkanaście kursów dietetycznych i pomagam ludziom. Moim zdaniem tacy dietetycy, którzy nie słuchają pacjentów nie powinni się nazywać dietetykami kopiuj, wklej to każdy potrafi zrobić….dla mnie to działanie tylko dla kasy

  11. Anula

    Moje ppm wynosi 1497 według badania dietetyka, z tego odjęła 10% i wyszło 1350 kalorii… Mam niedoczynność, Hashimoto i teraz wyszło, że także insulinooporność, więc od niedawna biorę metforminę. Spadek wagi bardzo mały – dieta trwa od 1,5 miesiąca, a ubyło jakiś 1 kg z hakiem… Oczywiście jest to moja wina, bo ” wygląda to jakbym zawiesiła dietę na kołku”, co oczywiście nie jest prawdą… Im więcej czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że kaloryka nie jest ok, a to, że nie mam siły na ćwiczenia i jestem osłabiona, to w tym przypadku nic dziwnego…

  12. Weronika | Plasterek Cytryny

    Miałam trzy podejścia do współpracy z dietetykami:

    Za pierwszym razem trafiłam na panią, która nie potrafiła mi nic wymienić w jadłospisie nawet, jeżeli się po czymś źle czułam. Mówiłam na przykład, że boli mnie żołądek od codziennego jedzenia jogurtów i mleka, a ona na to, że nie może mi zmienić tych produktów, bo dzienna ilość białka się nie będzie zgadzała…

    Za drugim razem chciałam dietę pod pudełka, żeby mieć wygodniej do pracy. Jedynym wyjściem wg pani dietetyk był ryż z kurczakiem i warzywami. Dodatkowo dieta liczyła 1200 kcal + zalecane 5 treningów w tygodniu. Chodziłam głodna i zła.

    Za trzecim razem miałam ułożoną dietę tak, że przez cały dzień jechałam na koktajlu jogurtowo-owocowym, za to wieczorem nadrabiałam: na późny obiad miałam kawał mięcha, ryż i warzywa, a na kolację zupę meksykańską z piersią z kurczaka. Co więcej, prosiłam, żeby było rozsądnie cenowo z produktami, a ku mojemu zaskoczeniu w jadłospisie widziałam co chwila wołowinkę, łososia… No bo najwięcej białka zawiera.

    Ogólnie wkurzało mnie też, że chodziłam do dietetyczki co 2 tygodnie, non stop płaciłam kasę, po 3 wizycie już w zasadzie nic nowego się nie wydarzało, jedyne, co czułam, to presję, dlaczego nie chudnę książkowego 1 kg na tydzień… Nie wiem, może moje Hashimoto mi nie pozwala? Ale co tam hormony, skoro nie chudnę przy 1200 kcal, to obniżymy do 1100… Dietetyczki obiecywały, że wszystko będzie dostosowane do moich potrzeb i kieszeni, a w rzeczywistości jadłospisy niczym się nie różniły od gazetowych diet cud 1000 kcal. Zero uwzględniania dodatkowych kalorii na dni treningowe. Zero porad, co robić, jak chce się żreć przed okresem. Trzeba się pilnować i tyle. Ech…

  13. Kasia

    A ja mam pytanie o te owoce po 16 🙂 Też od niedawna jestem pod opieką dietetyka, który w całym internecie miał świetne opinie, co mnie zachęciło i stwierdziłam, że spróbuję:) Mam niedoczynność tarczycy i zaleceniem mojej dietetyczki były właśnie owoce do g. 16. Czy to ma jakiś sens przy tym schorzeniu czy to tylko kolejny mit? Pomijam to, że dostałam dietę jeden dzień na poziomie PPM a inny 200 kcal więcej. Sama sobie to reguluję i jem po prostu więcej kalorii w te dni, gdy mam ich za mało, czy to dobre wyjście?

    1. Monika Ciesielska

      Według mnie nie ma to żadnego uzasadnienia. Nie podoba mi się balansowanie na granicy PPM przy niedoczynnosci, ale moze w trakcie wywiadu pojawiły się ku temu przesłanki. Nie chcę ingerować w cudze podejście nie znając wszystkich faktów.

  14. Ferdka

    Korzystałam z pomocy dietetyka trzykrotnie, jednak za każdym nie byłam zadowolona. Jeden – o zgrozo, dostałam jadłospis na 1200 kcal, drugi mimo że miał tani i przystępny, jak na studencką kieszeń dostałam taką, że miesięczne jedzenie dla jednej osoby kosztowało 1300 zł – jak dla mnie to był dramat 🙁 Na razie jestem zniechęcona i próbuję swoimi własnymi siłami walczyć i znaleźć dla siebie jakiś sposób 😉

      1. Ferdka

        Dania były zróżnicowane, 2 razy w tygodniu był dorsz czy halibut, steki, wołowina, owoce i warzywa, które nie są na stałe np. dostępne w każdym sklepie, dużo awokado, szparagi i inne, które dla studenta często są wykwintne 😀

  15. Kate

    A ja mam takie pytanie. Dostałam dietę ok. 1500-1600 kcal. Przy wzroście 171cm i bazowo 66kg. Chciałam zejść te 6 kg na dół, czas chudnięcia nie był jakoś wybitnie istotny, nigdzie mi się nie spieszy. Pierwszy tydzień – waga pokazała 64,8. Drugi tydzień- 63,8. Kolejny 63,6. Mój dietetyk uznał, że coś zwalnia i dał mi na tydzień dietę na 1000kcal. W tym dwa dni, kiedy obiad i kolacja są oddalone od siebie o 7 godzin. Cel? Ma to przyspieszyć mi metabolizm, a po tygodniu znowu dostanę 1500. Szczerze mówiąc, nie rozumiem kompletnie. Olałam dietetyka, ściągnęłam myfitness pal, mam Twojego bloga i idę intuicyjnie. Nie wiem, czy dobrze, czy nie. Ale jakoś przeraża mnie nawet tydzień na 1000. Szczególnie, że jestem dość aktywna – fakt, pracuję w biurze, ale chyba w ciągu całego dnia pracy na każdą godzinę przypada mi może 20 minut na tyłku przy kompie, 3-4 razy w tygodniu ćwiczę, pozostały czas około 60% na nogach.
    I teraz pytanie – serio zmiana na tydzień w ten sposób, a potem powrót przyspieszy mi metabolizm? Niepotrzebnie spanikowałam?

  16. Joanna Zet

    A ja mam pytanie o Twoje korepetycje, Czy będą dostępne również później? Czy tylko w lutym i to jak najszybciej będzie można je kupić? Byłabym zainteresowana ale najchętniej właśnie w przyszłym miesiącu… Być może nie tylko ja 😉

    1. Monika Ciesielska

      Asiu, korepetycje są dostępne tylko do końca dzisiejszego dnia. Kolejna edycja ruszy najwcześniej po wakacjach,a niewykluczone, że w 2019 roku. Dlaczego? Na czas trwania kursu wyłączam się na miesiąc z innych aktywności i zobowiązań zawodowych i w 100% poświęcam się prowadzeniu grupy wsparcia :).

      Pamiętaj, że dostęp do kursu dostajesz dożywotnio – jeśli w tym miesiącu nie masz czasu na realizację, nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć w marcu. Grupa funkcjonuje całorocznie 🙂

      https://www.drlifestyle.pl/sklep/kursy/korepetycje-z-odchudzania-premium/