“Chciałabym schudnąć, ale mi się nie chce”, czyli jak się nie odchudzać

dr lifestyle dietetyk

Postanawiasz schudnąć. Kupujesz te wszystkie dziwne “zdrowe” produkty, karnet na siłownię i nawet profesjonalne pudełko na lunch! Idziesz na spacer, z pracy wracasz rowerem, do mieszkania wchodzisz po schodach, zjadasz przygotowany dzień wcześniej fit-obiad. O dalszej części dnia lepiej nie mówić, bo nie ma się czym chwalić. Zapominasz o tym, co wydarzyło się wieczór wcześniej i kolejnego ranka zaczynasz działania od nowa. Tylko, że pada, więc rowerem raczej nie. A koleżanka z pracy ma urodziny i przyniosła tort, więc nie wypada nie zjeść. Na lunch wyszliście wszyscy razem i szkoda by było na mieście zamówić coś, co przecież można sobie samemu ugotować w domu (co nie jest zresztą nawet w połowie tak dobre, jak pizza).

Ty się starasz. Chcesz dać z siebie wszystko! Ale wszyscy i wszystko zdają się być przeciwko Tobie.

Istnieje całe multum przeszkód w odchudzaniu – w końcu to bardzo angażujący proces. Zabiera czas, energię, a bywa że i pieniądze. Pozbawia Cię sprawdzonych sposobów na radzenie sobie z negatywnymi emocjami, ogranicza możliwość spędzania czasu tak, jak lubią go spędzać Twoi znajomi i sprawia, że masz poczucie straty. Coś Cię omija.

Przecież dobrze wiem, że z masłem wszystko smakuje lepiej, że po pracy ma się większą ochotę na leżing niż trening, że kiedy wszyscy znajomi jedzą pizzę i popijają ją piwem, to pierwszą myślą nie jest zamówienie sałatki i wody.

Jednak palce rwą mi się do napisania “I CO Z TEGO”?

Skoro od lat marudzisz, że jesteś niezadowolony ze swojego wyglądu, czujesz pogarszającą się kondycję, od lekarza słyszysz “czas się za siebie zabrać”, to jakie znaczenie mają te wszystkie argumenty i co zmieniają w Twojej sytuacji?

Da się zracjonalizować każdą decyzję i każdy wybór. Każdy niezrealizowany trening, każdą ponadprogramową pizzę – da się uzasadnić. Jeśli się uprzesz, znajdziesz okoliczności argumenty przemawiające za tym, że wypicie kolejnej butelki wina w tym tygodniu, to najlepszy sposób na spędzenie wieczoru. Ale to nie zmieni w Twojej sytuacji dokładnie NIC.

Jak miałeś nadwagę, tak masz. Z tą różnicą, że oprócz kilogramów będą ciążyć na Tobie wyrzuty sumienia spowodowane działaniem przeciwko realizacji (rzekomo – ważnego dla Ciebie) celu.

“Ale przecież, to nie moja wina, że…”

  • nie smakuje mi zdrowe jedzenie, bo w moim domu zawsze jadło się niezdrowo
  • jest tak gorąco, że nie da się biegać
  • nie mam czasu na treningi, bo szef każe mi zostawać po godzinach
  • piję piwo co wieczór, bo przynosi je do domu mąż i głupio, żeby pił sam
  • nie mam siły biegać, skoro po pracy potrzebuję odpoczynku
  • nie lubię gotować, bo moja mama nigdy nie gotowała
  • nie mam motywacji, bo wszyscy chudną szybciej niż ja

Ba! Jasne, że łatwiej byłoby zrealizować cel bez tych pobocznych rozpraszaczy i utrudnień. Ale te wymówki* nie są Twoim rozgrzeszeniem. To pewna zguba, oddalająca Cię od realizacji celu.

*Przeczytaj artykuł “Wymówki, które ciągle masz, a których ja nie kupuję.”

Jasne. To nie Twoja wina. To zewnętrzne umiejscowienie kontroli.

Powyższe zachowanie w psychologii nazywa się zewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Osoba z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli rzadko bierze na siebie odpowiedzialność za to, co ją spotyka, a częściej szuka winy (lub winnych) wokół siebie.

Czasami to “Bóg tak chciał”, bywa że “to kwestia genów i wychowania”, że “przecież wszyscy tak robią” a jakby tego mało, to “biednemu zawsze wiatr w oczy i nie dość, że miałem trudną przeszłość, to jeszcze nie mogę mieć dobrej przyszłości”. Koniec końców i tak najgorsze w tym wszystkim jest to, że “inni mają łatwiej”.

Eksternaliści (osoby charakteryzujące się zewnętrznym umiejscowieniem kontroli) są bierni, zależni od innych, a w sytuacjach trudnych zamiast konfrontacji wybierają ucieczkę przed tematem, wypierają świadomość istnienia problemu.

Dobra wiadomośc jest taka, że według twórcy tej teorii – Rottera – umiejscowienie kontroli jest rzeczą nabytą, wyuczoną, możliwą do zmiany.

Moje doświadczenia z gabinetu czy Korepetycji z odchudzania potwierdzają tezę, że przerzucanie odpowiedzialności na wszystko i wszystkich nie rozwiązuje problemów związanych ze zmianą stylu życia. Stanowi jedynie uzasadnienie niepowodzeń, które nie przekłada się… na nic.

Tak, jak możesz wybrać zjedzenie ciastek przyniesionych przez koleżankę do pracy, tak możesz wybrać niezjedzenie ich.
To, co robisz albo to, czego nie robisz to tylko i wyłącznie Twoja decyzja. 

Czy to naprawdę najgorsze podejście do odchudzania?

Moje doświadczenia z gabinetu i wieloletnie obserwacje odchudzających się osób pokazują, że tak. Przerzucanie odpowiedzialności za własną nadwagę na innych ludzi lub okoliczności, stanowi bazę najgorszego podejścia do odchudzania.

Zastanówmy się: jeśli od dawien dawna towarzyszy Ci myśl “odchudzam się”, a Twoje czyny sabotują ten pomysł, to:

  • ani nie chudniesz
  • ani nie masz radości z tego, co wybierasz zamiast aktywności fizycznej czy zdrowego odżywiania

Zżerają Cię wyrzuty sumienia, bo nie robisz tego, co we własnej opinii robić powinieneś (odchudzać się/jeść zdrowiej/ruszać się częściej). Albo sobie odpuść, albo weź się za to jak należy.

Więc co zrobić, skoro od lat nie udaje Ci się trwale schudnąć?

Jeśli podejmowałeś wiele prób odchudzania, nie wracaj do tych samych schematów. Gdyby były skuteczne, dziś nie czytałbyś tego artykułu. Chcesz osiągnąć nowe rezultaty? Nie próbuj w kółko powtarzać tych samych metod. Absolwentki mojego kursu skutecznego odchudzania często nazywają go “Zupełnie nowym podejściem do odchudzania”. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z nimi.

Bazujemy na zasadach psychodietetyki – wykorzystujemy je do odpowiedniego przygotowania do zmiany, wprowadzania nawyków a także ich tworzenia. Z kolei tematyka żywienia i treningów jest podana w sposób przystępny. Ale co ja tam będę gadać, wiem że większą moc mają opinie absolwentek, więc zostawiam link, pod którym przeczytasz wszystkie -> Korepetycji z odchudzania. W kursie uczymy się przede wszystkim, jak te wszystkie przydatne rzeczy WDROŻYĆ W CODZIENNE ŻYCIE.

Od czego zacząć?

  • odpowiedz sobie na pytanie: czy mój cel (tu: schudnąć) jest dla mnie naprawdę ważny?
    • odpowiedziałeś negatywnie? Daj sobie spokój z odchudzaniem – staraj się jeść wartościowe produkty, unikaj tych, które Ci szkodzą, ale nie musisz w kółko zastanawiać się nad tym jak zredukować masę ciała, skoro wcale Ci na tym nie zależy
    • odpowiedź jest twierdząca? Przestań się oszukiwać. Po prostu.
  • zacznij od metody małych kroków i wprowadzania drobnych zmian, ale licz się z tym, że nie mam na myśli powolnego tuptania od poniedziałku do piątku tylko po to, by w weekend bezkarnie rzucić się w objęcia alkoholu, fast-foodów czy słodyczy (a może “i” zamiast “czy”)
  • nie wiesz od czego zacząć? Upewnij się czy wdrożyłeś te wszystkie banały, o których my, dietetycy trąbimy na prawo i lewo:
    • ruszaj się codziennie minimum 30 minut
    • jedz posiłki regularnie – ustal swoją liczbę posiłków i nie podjadaj między nimi
    • wyeliminuj słodkie napoje
    • przestań dosładzać i przesalać 😉 potrawy
    • staraj się jeść do momentu poczucia sytości – nie przejedzenia
    • do każdego posiłku zjadaj warzywo
  • a może już dysponujesz indywidualnym planem treningowym, specjalista zalecił Ci konkretny sposób odżywiania, masz za sobą liczne spotkania z dietetykami? Jeśli tak – wykorzystaj to, co masz! Już dosyć czekania.
  • nie jesteś pewien czy jesz za dużo, za mało czy w sam raz? Przez 7 dni wprowadzaj wszystkie zjadane posiłki do aplikacji, które automatycznie obliczą kaloryczność i rozkład makroskładników Twojego całodniowego jadłospisu (zadbaj o precyzji w mierzeniu ilości np.: soków, oleju do smażenia, makaronu, kasz czy płatków, sosu do kanapek, masła i innych produktach z artykułu o Kaloriach, których nie widać)

Nie czekaj na lepszy moment

Życie toczy się TU i TERAZ, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał, by było inaczej. TO (ta chwila, w której czytasz kolejne słowa mojego artykułu) jest Twoje życie. Jest jakie jest, ale jest Twoje. Teraz wygląda tak, a nie inaczej. Niektóre rzeczy są w nim tymczasowe. Inne permanentne (chociaż nawet te, które wydają się nie do ruszenia, po czasie okazują się możliwymi do zmiany).  Nawet jeśli nie podoba Ci się to, co piszę, myślisz, że “to okres przejściowy”, a bieżące problemy racjonalizujesz i tolerujesz, to nie zmienia faktu, że właśnie to jest Twoje życie.
Możliwe, że czekasz na duże zmiany. Wierzysz, że będziesz lepiej. Ale nie wiesz jak będzie. Ja nie wiem jak będzie. Nikt nie wie jak będzie, a co gorsza nikt nie może nam obiecać, że określone działania zagwarantują konkretne rezltaty. W kwestii odchudzania nie można tego obiecać w sposób szczególny – tak bardzo się różnimy i tak wiele różnych rzeczy ma wpływ na szybkość odchudzania, że trudno wysnuwać tu jakieś reguły.
Fajnie, że jak skończysz drugi kierunek, to zaczniesz biegać.
Cieszę się, że jeszcze tylko zmienisz pracę i przestaniesz jeść słodycze.
To super pomysł, by wrócić do jazdy na rolkach, gdy tylko zrobi się chłodniej.
Ale na razie studiujesz. Nie zmieniłeś jeszcze pracy. Nie zapowiada się na szybkie nadejście jesieni.
To jest Twoje teraz. A jak się to Twoje teraz zmieni, to Ty dostosujesz do niego swoje działania. Kolejnego TERAZ nie bedzie. Inne – owszem. Ale cholera wie czy na pewno lepsze? Czy w miejsce jednego rozwiązanego problemu nie wskoczą dwa kolejne?

Oczywiście że zdarzaą się sytuację w których będziesz mogła powiedzieć “siła wyższa, nie dam rady nic z tym zrobić”. Czasami tak po prostu jest i wówczas trzeba zrezygnować nawet z rzeczy dla nas ważnych. Ale jeśli teraz czujesz, że jest względnie stabilnie i nie rozgrywa się żaden dramat, a mimo to nie działasz na rzecz celu, który ponoć jest dla Ciebie ważny, to oszukujesz samego siebie.

Odpowiedź sobie na pytanie: czy schudnięcie jest dla mnie na tyle ważne, by wyjść poza strefę komfortu? Pogodzić się z niewygodami, koniecznością rezygnacji z pewnych rzeczy, długą listą obszarów, w których będzie trzeba iść na ustępstwa a nie raz zadziałać wbrew temu, na co miałoby się ochotę?
Tak? Wykorzystaj to, co masz już teraz i zacznij działać.
Czujesz, że chciałabyś coś zmienić, ale potrzebujesz wsparcia? Dołącz do IV edycji Korepetycji z odchudzania – kursu online, w którym wzięło udział ponad 500 kobiet, a 99% ankietowanych deklaruje, że kupiłoby kurs ponownie i poleciłoby go koleżance chcącej schudnąć. 
Szczegóły na www.korepetycjezodchudzania.pl

Zostaw komentarz

  1. ana

    Dałoby się zrobić tak, żeby potwierdzenie zapisu na listę wyświetlało się w pop upie albo chociaż w nowej karcie? wtedy nie przerywałoby się czytania artykułu w połowie.

  2. Małgorzata

    To o mnie, to o mnie! Na szczęście mam nadzieję, że o mnie z przeszłości, teraz już nie 🙂 Ja z kolei mam czasami inny problem – chcę zacząć działać już, teraz, jak najszybciej, od razu! A nie zawsze się da i wtedy się wkurzam i denerwuję zamiast na spokojnie opracować plan działania. Ale “dzięki” kolejnemu nieplanowanemu pobytowi w szpitalu uczę się pokory i akceptacji tego, że czasami my mamy swoje plany a życie swoje 😉

  3. Ewelina

    Od dłuższego czasu czytam Twoje artykuły i jestem pod wielkim wrażeniem. Twój sposób pisania jest bardzo przekonujący !!! Dziękuję serdecznie!!!

  4. Aga

    Genialnie!!
    Jestem po ciąży i ciągle sobie mówię, że schudnę.. I schudłam 2 kg.. Ale przyszedł moment załamania i bum.. 1kg więcej..
    Źle się z tym czuję jak wyglądam, często zaczynam się wstydzić przebrać choćby bluzkę przy mężu.. Może mega gruba nie jestem ale wkurza mnie ten obwisły brzuch. Mam spore problemy z ćwiczeniami bo wielu rzeczy nie mogę robić przez zdrowie…
    I to już mnie załamuje.. Ale.. Cieszę się, że jest tak gorąco bo mam motywację, że musze dziecko na spacer zabrać a dzięki temu dużo więcej mam ruchu.
    Przez przypadek trafiłam na twoje artykuły i później spojrzałam oo drlifestyle jest na instagramie ale super! Już po wielu wpisach na insta i na twoim blogu czuję się bardzo zmotywowana do działania! Kiedy robię zakupy to nawet mężowi bronię kupować słodkości. Mnie to kusi ale zaraz myślę sobie czy kupiłabym gdybyś stała obok.. I pomaga. Czuje się wtedy źle na samą myśl że miałabym zjeść te puste kalorie..
    Zamiast tego wolę sobie zrobić smoothie z mrożonych owoców. Równie słodkie a jak dużo pożywniejsze.
    Dziękuję za twoje wpisy, które motywują wiele kobiet do ruszenia tych dużych czterech liter!
    Czekam na więcej!❤️

  5. Kasia

    Witam,
    Czytam ten blog od dawna i bardzo go lubię, jednak dziś szczególnie rzuciła mi się w oczy jedna rzecz: dlaczego piszesz do czytelnika w liczbie męskiej? Czy to nie kobiety w większości czytają ten blog? I jeszcze piszesz o absolwentkach kursu, trochę to się gryzie. A może to ja zwracam na takie rzeczy uwagę.
    Bardzo proszę nie odbierz tego jak atak, jeśli nie umieścisz tego komentarza to się nie obrażę 😉
    PS: żeńska forma też się pojawiła, więc trochę misz masz się zrobił 😛

  6. Małgorzata

    Ten artykuł jest wypisz wymaluj jakbyś dokładnie mnie znała.
    Proszę o jeszcze kilak takich motywatorów.
    To może zdrowy rozsądek wróci z ……. do głowy. Bo już na długo się tam zagnieździł.

  7. Magda

    Jak zwykle racja. Niestety mało który dietetyk jest psychologiem, a ta terapia powinna iść u wielu ludzi równolegle. Wpierw trzeba zdiagnozować problem – czyli odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego jestem w tym a nie innym miejscu , a odpowiedź “bo źle jem i mało się ruszam” to jest raczej kolejny krok do pytania dlaczego tak jest, a nie odpowiedź i już. Ja sama nie szukałam nigdy odpowiedzi swojego żywienia na zewnątrz, ale pasuje to bardzo do mojej koleżanki, która jest “gruba” bo zawsze była “gruba” i była “grubym dzieckiem”.

  8. Joanna

    Znakomity artykuł przeczytałam go dokładnie z 10 razy . Zdecydowanie to o mnie . Trafił do szpiku kości i dał kopa, czas zacząć zmiany ale najpierw w myśleniu 🙂

  9. Izabela

    Świetny tekst. Szukam motywacyjnego kopa i tu go znalazłam. Robisz kawał dobrej roboty.