Przykro mi, nie spełnię Waszych oczekiwań.

dr lifestyle blog lifestylowy

Nie pragnę sukni z trenem, nie chcę mieszkania w bloku, nie marzę o samochodzie typu kombi, który zmieści jakiś oczojebny wózek. Przykro mi – nie spełnię Waszych oczekiwań zgodnych z powszechnymi standardami. Chcę żyć po swojemu.

Nie chcę zalotnie spoglądać spod welonu

Nie chcę spędzić życia w kawalerce, wmawiając sobie „ciasne, ale własne”. Chcę mieszkać w lofcie, do którego będzie wpadać dużo światła, a powierzchnia pozwoli na to, by jeździć po nim na rowerze. Nie, nie stacjonarnym.

Nie chcę pracować byle gdzie i za byle jakie pieniądze. W trakcie studiów chcę tworzyć markę osobistą i odbywać sensowne staże i praktyki w najlepszych firmach. Nie będę tracić czasu na dzienne studia magisterskie, żeby przedłużyć sobie złudzenia, a ten czas zamierzam spędzić w dobrej firmie, za niedobre pieniądze. Po to, żeby po dwóch latach móc być krok dalej. Otworzę swój gabinet, to jest pewne. A jeśli dodatkowo będę związana z jakąś firmą to nie będzie to Firma X z Pścimia Dolnego, a ja nie będę w niej asystentką.

Nie chcę, żeby starczało mi od pierwszego do pierwszego. Chcę móc wejść do przypadkowo napotkanej restauracji, zamówić przystawkę, danie główne i deser bez obaw, że nie będzie mnie stać na opłacenie rachunku. Chcę móc zaspokajać potrzeby swoje i swoich bliskich bez obaw, że może to mieć przykre konsekwencje.

Nie chcę wmawiać sobie, że ja w rozmiarze 44 to uosobienie kobiecych krągłości. Chcę dobrze wyglądać i tak też czuć się w swoim ciele. Chcę mieć kondycję, która pozwoli mi cieszyć się życiem wtedy, kiedy stan konta dogoni już moje marzenia i będę mogła zwiedzać cały świat.

Nie chcę godzić się na bylejakość, tłumacząc sobie „inni mają gorzej”. Chcę wyrównywać w górę, nigdy w dół.

Nie chciałam po prostu mieć faceta. Pragnęłam mieć przy sobie mężczyznę, w którym codziennie mogłabym zakochiwać się na nowo. Albo chociaż raz na tydzień. Chciałam być najważniejsza, jedyna, najlepsza. Chciałam móc się od niego uczyć, inspirować. Chciałam, żeby motywował. Miałam stworzony dokładny obraz TEGO mężczyzny i co? I w tym momencie zerkam na niego znad przeprowadzkowych kartonów, pisząc tego posta. Fakt, że jest urzeczywistnieniem tamtego marzenia pozwala mi żyć w pełnym nadziei przekonaniu, że z całą resztą też tak będzie. Że skoro doskonale wiem po jakim parkiecie wkroczy do mojego gabinetu pierwszy pacjent to znaczy, że prędzej czy później ten gabinet powstanie. Że skoro widzę siebie i Łukasza w górach Haghier na Sokotrze to znaczy, że jest kwestią czasu, kiedy pokażę Wam zdjęcia z tego miejsca. Wiem, że przyjdzie moment, w którym zapracuję sobie na życie, które sobie wymarzyłam.

Czuję, że ten moment jest blisko. I co Wy na to, dostanę po głowie? Jak te sprawy mają się u Was?