Lepiej późno niż później, czyli 22 wnioski na 25-te urodziny

Spisywane w drodze spod pięknego wodospadu nad spektakularny kreter w przerwie na oglądanie kolejnych cudów natury, dzięki której czuję się jakbym była na innej planecie (jeśli masz ochotę na więcej zachwytów nad Islandią, przeczytaj relację z naszej podróży oraz artykuł z informacjami praktycznymi i kosztorysem). Paradoksalnie, opisywane wnioski będą do bólu przyziemne. Momentami wręcz banalne, powszechnie znane i klepane od wieków. Dla mnie nabrały mocy dopiero wtedy, gdy przekonałam się o ich prawdziwości na własnej skórze.

Lepiej późno, niż później.

Nie przeczytasz tu spisu zasad, którymi chcę się kierować. Nie jest poradnik „jak stać się szczęśliwym i jak dobrze przeżyć życie”. To luźne (mocno indywidualne) wnioski, do których doszłam na przestrzeni ostatnich lat. Przełomowy okazał się miniony rok.

Jedyne czego chciałam to trochę sobie odpuścić*. To, co się stało przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Rok i 6 tygodni temu postanowiłam, że chcę coś w swoim życiu zmienić. Zrobić wszystko, by być bardziej tu i teraz. Punkt czwarty ma szczególne znaczenie – gdybym nie zgłosiła się z prośbą o pomoc do specjalisty, okres naprawczy trwałby zdecydowanie dłużej.

*Niektórzy Czytelnicy bloga mogą pamiętać zeszałoroczny wpis opublikowany w Sylwestra, który zdecydowałam się edytować. Wysłałam usunięty fragment wyłącznie subskrybentom newslettera. Dla Was dzisiejszy wpis może być bardziej klarowny, a obecność wielu punktów uzasadniona. 

  1. Źle się kończy realizowanie kilku dużych projektów jednocześnie. Źle dla tych projektów i źle dla mnie. A skoro źle dla mnie, to źle dla mojego biznesu. Jego bazą są moje pomysły, działania twórcze i stanowienie wsparcia dla podopiecznych (merytorycznego i emocjonalnego). Kiedy mój nastrój jest do dupy, to co tworzę też jest do dupy.
  2. Żeby mieć siłę na robienie rzeczy ważnych, nie mogę robić wielu rzeczy na siłę.
  3. Nie muszę być cholerną Zosią Samosią, mimo, że był to mój ulubiony wierszyk dumnie recytowany z pamięci (pewnie po to, by dostać kolejną szóstkę). Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, to widocznie tak jest. Koniec kropka. Albo o nią poproś, albo ją od kogoś kup. Możesz kupić pomoc w biznesie (np. zatrudnianie pracowników, podwykonawców czy wykupienie konsultacji) czy nauce (kursy, szkolenia, korepetycje). Możesz też kupić pomoc dla siebie (np. współpraca z firmą sprzątającą, opiekunka dla dziecka) jak i pomoc w radzeniu sobie ze sobą. Gdybym w porę nie poprosiła o pomoc kogoś, kto się na tym zna, tkwiłabym w punkcie zawieszenia znacznie dłużej. Bardzo się cieszę, że podjęłam wtedy tę decyzję i dziś (jeszcze trochę nieśmiało) mogę cieszyć jej efektami.
  4. Nie przejmuję się opiniami ludzi, którzy nie są dla mnie ważni.
  5. … A Ci którzy są ważni mogą mieć odmienne opinie od moich. Biorę je pod uwagę, analizuję, czasami biorę do siebie i wdrażam pod ich wpływem zmiany, a czasami akceptuję możliwość występowania tych różnic.
  6. Nic nie jest na zawsze, tak jak nie ma nic na pewno. Nie ma gwarancji określonych rezultatów naszych działań, bo najczęściej zależą nie tylko od nas samych.
  7. Mogę nie wiedzieć i zmieniać zdanie.
  8. Jeśli ktoś bagatelizuje czyjąś pracę i zrzuca wszystko na łut szczęścia, to najpewniej  sam nigdy nie spróbował zrealizować na własną rękę większego projektu, wieloetapowego zadania czy jakiekolwiek rzeczy, do której nie prowadzi utarty szlak szkoła->studia->praca->samochód. Nie warto się tym przejmować, podejmować prób tłumaczenia i wyjasnień.
  9. Spełniam się robiąc rzeczy przydatne dla innych. Lubię czuć się potrzebna. Największą satysfkcję odczuwam wtedy, gdy moja robota okazuje się dla kogoś pomocna.
  10. Jestem jedyną osobą, w której towarzystwie na bank, na 100% spędzę resztę życia. Trochę głupio byłoby ciągle się kłócić, boczyć, złościć i frustrować. Nie chcę być swoim wrogiem. Nie chcę ograniczać swojego rozwoju w obawie przed niesprostaniem własnym standardom i oczekiwaniom. Zamiast pokazywać sobie środkowy palec, wolę przybić sobie piątkę.
  11. Za dużo czasu traciłam na przejmowanie się rzeczami, które mogą się nigdy nie wydarzyć (i w istocie, nie działy się). A nawet, gdyby się wydarzyły i tak nie miałabym na nie wpływu. Skoro nic nie mogę z nimi zrobić, to nie warto się nimi przejmować.
  12. Niektóre marzenia na szczęście się nie spełniają, żebyśmy mogli na nowo odkryć coś, co daje prawdziwą satysfakcję. Rozwinęłam tę myśl w artykule podsumowującym wybór zawodowej ścieżki podyktowany niedostaniem się na wymarzone studia. W kontekście ostatnich protestów lekarzy rezydentów nabiera dla mnie jeszcze więcej mocy.
  13. Nawet najbliżsi nie rozwiążą za mnie MOICH problemów, nie podejmą ważnych dla MNIE decyzji, nie dokonają najlepszych wyborów. Czasami łatwiej byłoby zrzucić na kogoś odpowiedzialność za swoje czyny, ale na końcu i tak zostajesz z nimi (i ich konsekwencjami) sam.
  14. Niezależnie jak bardzo bym chciała i jak bardzo mnie to denerwuje, nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego. Nadal nie znoszę „nie mieć wpływu na przebieg wydarzeń”, ale pogodziłam się z tym. Frustracja coraz częściej ustępuje akceptacji.
  15. Planowanie to nie to samo, co pracowanie. Zamiast poświęcać godziny na tworzenie wymuskanych tabelek, wolę nakreślić podstawowy plan działania i na bieżąco podejmować kluczowe decyzje, co do których miałam wątpliwości.
  16. Samoswiadomość i samoakceptacja z automatu rozwiązują za mnie większość problemów. Na przykład:
    • Akceptuję swoje ciało i swój wygląd, więc nie zajadam kompleksów tonami czekolady
    • Nie żyję ponad stan, bo nie czuję potrzeby imponowania innym tym, co mam – sama znam swoją wartość i zdecydownie nie kupiłam jej w sklepie
    • Przestałam mieć problemy z bezsennością, bo mniej się martwię i stresuję
    • Mam lepsze relacje z innymi, bo mam lepsze relacje ze sobą
    • Nie robię kompulsywnych zakupów (ubrania, bibeloty, akcesoria papiernicze), bo:
      • znam swoje priorytety
      • nie potrzebuję plastra na zły dzień w postaci kolejnej doniczki – znam lepsze sposoby na rozwiązywanie problemów, niż maskowanie ich
  17. Źle się czuję kiedy się obijam. Lenistwo nie jest dla mnie równoznaczne z odpoczynkiem. Najlepiej odpoczywa mi się ze świadomością dobrze wykonanej roboty. Lubię pracować, odkąd wiem, co w życiu daje mi radość i jaka misja stoi za tym, co robię
  18. Nie mam „za mało czasu”. Mam za dużo pomysłów, za dużo chciałabym zrobić na raz i nadal nie umiem obiektywnie ocenić swoich możliwości, zakładać należnych buforów czasowych. Wiecznie czułam się przepracowana, bo nie miałam jasnej hierarchii ważności i chciałam we wszystkich sferach życia osiągać równie duże sukcesy i szybko widzieć rezultaty działań.
  19. Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy” – autorem tych słów jest Will Rogers, później sparafrazował je Chuck Palahniuk. Mnie doprowadziły do wniosku, że potrzebuję znacznie mniej, niż chciałam, a najważniejsze dla mnie rzeczy nie mają z rzeczami nic wspólnego.
  20. SKY bywa do cholery THE LIMIT! Nagłówki kobiecych czasopism. Wywiady z ?dziewczynami sukcesu?. Pseudocoachingowy bełkot motywacyjny ?Możesz wszystko?, ?Wystarczy bardzo chcieć i ciężko pracować? i podobne frazesy. No przecież to są bzdury jakich mało. Owszem, wiele przeciwności losu da się pokonać. Ale są też rzeczy nie do przejścia. Są momenty, w których trzeba zmodyfikować plan, poprosić o pomoc (patrz punkt 3) albo po prostu odpuścić.
  21. Porównując siebie (swój wygląd/dokonania/umiejętności) z innymi nie dodaję sobie motywacji, a frustracji.
  22. Nie chcę planować długoterminowo, bo nie muszę dziś wiedzieć, co będzie dla mnie ważne za 5, 10 czy kilkadziesiąt lat. Działam lepiej, gdy deadline nie jest zbyt odległy, a wizja efektów (choćby pośrednich) jest bliżej niż dalej.

20 stycznia 2014 roku (naprawdę minęły już prawie 4 lata?!) na jednej z kartek pamiętnika skrupulatnie wypunktowałam rozwinięcie zdania „W dniu 25-tych urodzin chcę…”.

Chciałam być zaręczona.
Chciałam wyjeżdżać dwa razy do roku.
Chciałam zmienić samochód.
Chciałam dobrze zarabiać w dobrej firmie na dobrym stanowisku.
… I wiele innych pierdół, o których dziś nie myślę już w kaegorii priorytetów.

Moje życie szło zgodnie z tabelką. Ba! Nawet ją wyprzedzało. Większość celów zrealizowałam na długo przed 25-tymi urodzinami. W teorii powinnam być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W praktyce było mi wiecznie mało, ja ciągle byłam niewystarczająco dobra i zawsze mogło być lepiej. Zamiast cieszyć się tym, co mam tu i teraz, zamartwiałam się, że mogę to stracić albo że moje plany były zbyt mało ambitne, skoro realizowałam je z taką łatwością.

Miałam wszystko, co miało dać mi szcęście. Tylko tego szczęścia zabrakło.

Gdybym zrealizowała wszystkie plany, dziś pewnie nie pisałabym tego tekstu, a przygotowywałabym raport na jutrzejsze spotkanie w korpo (bo przecież chciałabym szybko awansować). Nie miałabym za sobą 6-tygodniowej podróży poślubnej, bo ani nie miałabym męża, ani wystarczająco dużo urlopu, ani pieniędzy. Dziś (dosłownie 23 października) nie założyłabym własnej firmy, by jutro uruchomić sprzedaż Korepetycji z odchudzania wraz z dietami na 4 tygodnie, tylko szukałabym nowej pracy w nowej firmie, które dałaby nadzieję na spełnienie nowych marzeń. Miałabym za to świadectwo ukończenia podyplomówki, byłabym w trakcie kolejnych studiów, robiłabym dodatkowy kurs coachingu i płakała nad brakiem wkładu własnego do kredytu na większe mieszkanie (bo przecież trzeba się rozwijać!).

Z biegiem czasu zrozumiałam, że moje cele i marzenia moimi nigdy nie były. Były odbiciem tego, co powszechnie uznaje się za „dobre życie”. Nie mogę nawet powiedzieć, że były to czyjeś oczekiwania wobec mnie. Ja naprawdę wierzyłam, że to moje najszczersze i najprawdziwsze! Może były w tamtym momencie. Dziś zdecydowanie NIE SĄ. Czy jest mi wstyd? Czy boję się, że za kilka lat na wszystkie kolejne plany będę patrzeć w ten sposób?  Nie. Bo już nie boję się mówić nie wiem.

Dziś mam też odmienne przekonania co do największej rubryki z wspomnianej kartki z pamiętnika. Dotyczy mojego stylu życia, wyglądu i sylwetki, które chciałabym osiągnąć. Równo rok i dwa lata temu mogliście obserwować moje zmagania z wagą we wpisach z Moją Metamorfozą (rok 2015rok 2016).

Nie ma dla mnie ważniejszego momentu, niż ten, który właśnie trwa. Cel jest ważny, ale DZIŚ bardziej liczy się dla mnie czerpanie radości z drogi. I z pełnym przekonaniem stwierdzam, że nigdy nie było lepiej.

Dziś jest dobrze. Moje zdrowie!