Co robić podczas biegania? Jak nie nudzić się podczas biegania na bieżni?

Po tym jak przeczytałam, że skoro głównie biegam na bieżni to nie biegam wcale, na chwilę zwątpiłam czy aby na pewno jestem odpowiednią osobą do dawania rad w kwestii biegania. OK. To nie będą rady dotyczące biegania. To będą rady dotyczące zapobiegania nudzie. Również podczas biegania, również na bieżni. Bo umówmy się, podziwianie ściany nie należy do najbardziej inspirujących zajęć, a w osiągnięciu zen nieco przeszkadzają współćwiczący.

Co robić podczas biegania (również na bieżni)?

nuda na biezni
To oczywiste. Pozuję do zdjęć jak na lokalną gwiazdę przystało.

Te rady można odnieść w zasadzie do każdego treningu aerobowego – często monotonnego i długotrwałego. Sprawdzą się przy bieganiu, jeździe na rowerze/rolkach, na orbitreku czy nordic walkingu. Niektóre można wykorzystać wyłącznie stacjonarnie, a inne również w plenerze.

Co robić na bieżni, żeby się nie nudzić?

jak-sie-nie-nudzic-na-biezni

Ostatnio spędzam na niej kilka godzin tygodniowo. Mimo, że mam do dyspozycji bieżnie z widokiem (usytuowane na przeciwko dużych okien) to i tak liczenie aut jest dość nużącą czynnością. Po kilku tygodniach praktyki mam swoje sposoby na to, żeby nie nudzić się na bieżni.

  • Oglądaj filmy/seriale – ta rada sprawdzi się wyłącznie u posiadaczy tabletów (lub naprawdę dużych smartfonów). Ja w ten sposób obejrzałam wszystkie sezony serialu, który uważam za nowożytną odsłonę Mody na sukces (mowa o Plotkarze). W normalnych warunkach byłaby to paskudna strata czasu, a podczas biegania była to po prostu niewymagająca koncentracji papka, która umożliwiała zajęcie myśli czymś innym niż zastanawianiem się kiedy minie kolejny kilometr.
  • Słuchaj audiobooków- czas spędzony na treningu można wykorzystać na nadrobienie książkowych zaległości, ale nie tylko. Można wybrać książki beletrystyczne, ale też poradniki chociaż tutaj lepiej sprawdzą się podcasty…
  • Słuchaj podcastów – bo są dedykowane do słuchania (a nie jak audiobooki – aranżowane na potrzeby słuchaczy). Warto słuchać podcastów motywacyjnych – szczególnie w okresie treningowego dołka, kiedy zupełnie nic się nie chce, wyniki gorsze niż zwykle i wszystko generalnie do dupy. Lubię sobie posłuchać Briana Tracy’ego mimo, że zdarza mu się brzmieć jak guru sekty. Bo jeśli ma to być sekta spełnionych, zmotywowanych i szczęśliwych ludzi to poproszę formularz rejestracyjny! Podcasty nagrywa też nasz rodzimy Michał Szafrański, który w swoich produkcjach porusza tematykę oszczędzania – polecam, to naprawdę bardzo wartościowe materiały.
  • Słuchaj ulubionej muzyki. Nie przypadkowej, a ulubionej. Najlepiej stworzyć swoją playlistę, żeby wiedzieć kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć. Ja cały czas kompletuję swoją playlistę, ale już teraz przyłapuję się na tym, że na dźwięk niektórych kawałków nogi aż się rwą, by przyspieszyć.
  • Czytaj książki – to sprawdzi się przy marszu/marszobiegu lub nawet intensywnym tempie w przypadku rowerka stacjonarnego. Najwygodniej będzie używać do tego celu czytnika ebooków (np. stale polecanego przeze mnie Kindle Paperwhite 2), bo z możliwością regulacji wielkości liter będzie znacznie wygodniej.
  • Ucz się języka obcego – istnieje mnóstwo programów do nauki języka w samochodzie, które równie dobrze sprawdzą się jako recepta na nudę na bieżni. Przy każdej innej aktywności, która pozwala na swobodne używanie słuchawek też :). 3 serie po 30 minut na bieżni tygodniowo dadzą 6 h nauki w miesiącu czyli tyle, ile wynosi czas trwania niektórych kursów.

Część z propozycji (te audio) wykorzystuję też podczas treningu w plenerze. Przyjęło się, że bieganie na bieżni jest nudniejsze od tego w terenie bo na dworze cały czas się zmienia. Sorry, nie jestem ornitologiem, a dendrolog ze mnie taki, że nie wiem czy na wigilię kupuje się świerk czy sosnę. Fruwające ptaszki, chwiejące się na wietrze drzewa to dla mnie za mało.

Jest jeszcze jeden punkt, który zaprzecza idei całego wpisu. Czasami trzeba się pozbyć wszystkich tych rozpraszaczy, wskoczyć w buty do biegania i ruszyć. Biec przed siebie, bez planu na trasę, bez celu kilometrażowego czy czasowego. Biec i dać sobie czas na przemyślenie. Nie wiem czy to przez kiepską amortyzację podczas biegu, ale wtedy myśli przeskakują między jedną, a drugą komorą, wpadają na siebie, zderzają, giną przytłoczone przez te najsilniejsze. I znów wirują, przyprawiają o mdłości, aż nagle zaczyna się tak wspaniale kręcić w słowach, że odkrywamy zupełnie nowy punkt widzenia.

To ten moment, w którym można odwrócić się na pięcie i wrócić do domu z gotowym rozwiązaniem nawet najcięższego dylematu.