Fit Bike, spinning – żebyś się nie zdziwił!

Phi, przecież lubię jeździć na rowerze. To nie może być bardziej męczące od biegania!

No to się zdziwiłam.

Fit Bike, spinning – co, jak dla kogo?

2014-11-10 19.33.37

Standardowo już (w tej serii ukazały się posty o zajęciach HIIT, fat burn, fit pump) opisuję swoje doświadczenia zdobyte w łódzkim Fit Fabric – mojej siłowni partnerskiej i jednocześnie miejsca, które odwiedza co najmniej połowa mojego roku (rewelacja!).

Ale wracając do tych rowerków. O co tyle szumu? Fit bike (znany również jako spinning) to taki aerobik tyle, że z siodełkiem pod tyłkiem. Z tym, że wspomniane siodełko bezpośrednio pod tyłkiem znajduje się przez nie więcej niż 10% – całą resztę trasy pokonujesz “na stojąco”. Rowerki mają opcję dostosowyania obciążenia tak, by symulowały jazdę po płaskiej powierzchni lub po wzniesieniu (moje uda do dziś płaczą na myśl, o niektórych podjazdach)! Na szczęście (i pewnie trochę wbrew pozorm) spinning/fit bike nie mają wiele wspólnego z jazdą na rowerze stacjonarnym w domowym zaciszu.

Nie bez znaczenia jest to, że na sali znajduje się kilkanaście (a w niektórych klubach pewnie i kilkadziesiąt) rowerków, zajęciom towarzyszy super energetyczna muzyka i iluminacje świetlne rodem z rasowej weekendowej przytupówy (ej, jeździ się przy tym naprawdę fajnie!), a instruktor to wulkan energii. A jeśli nie, to zmieńcie klub, bo szkoda się męczyć :).

Spinning jest świetną opcją dla początkujących – mimo, że to naprawdę intensywne zajęcia. Dlaczego?

  • spinning nie wymaga dużej sprawności ruchowej – to nawet prostsze niż jazda na normalnym rowerze 🙂
  • nie trzeba zapamiętywać choreografii, ani mieć poczucia rytmu
  • można dostosowywać intensywność ćwiczeń do swoich możliwości – jeśli nie ma się siły na dotrzymywanie tempa instruktorowi zawsze można usiąść na siodełku lub zmniejszyć obciążenie
  • fakt, że w pomieszczeniu jest ciemno i nie spowalnia się całej grupy swoimi niedociągnięciami może być atutem dla wstydziochów
  • spinning/fitbike przynosi szybkie efekty w spalaniu tkanki tłuszczowej – podczas godzinnego cyklu (o dużej intensywności) spala się 600 kalorii (niektóre źródła mówią nawet o 800, co pewnie jest możliwe w wykonaniu bardzo osób ze sporą nadwagą). Nie mam na potwierdzenie tej tezy żadnych wyników, ale śmiem zaryzykować stwierdzenie, że 5 spinningów tygodniowo przez miesiąc na 100% dadzą zadowalające efekty – jeśli oczywiście pozwolicie na to, by wysiłek ten spowodował deficyt kaloryczny, a nie dodatkowo go zajęcie 🙂

Czym zaprocentuje spinning?

media

  • diametralną poprawą kondycji i wytrzymałości
  • szybka redukcja tkanki tłuszczowej
  • zwiększenie wydolności
  • wysmuklenie/ujędrnienie ud, łydek, pośladków

Spinning czy fit bike to zajęcia, podczas których paradoksalnie można odpocząć. A na pewno można dać odpocząć umysłowi. To świetny pomysł na reset po całym tygodniu pracy, bo naprawdę można dostać niezły wycisk. Ktoś może powiedzieć, że to samo da większość zajęć fitness o dużej intensywności czy porządny trening siłowy – prawda. Ale żadne z wymienionych zajęć nie sprawdzą się tak dobrze u osoby początkującej, która nie czuje się pewnie na siłowni czy w klubie fitness. To będzie też dobra opcja na zbudowanie kondycji, która pozwoli na udział w innych zajęciach bez kompleksów. A co do kompleksów… Naprawdę uważam, że nie powinien ich mieć nikt, kto zaczyna przygodę ze sportem! Wstydzić to mogą się malkontenci narzekający na swoje obrastające tłuszczem ciało, którzy wieczory spędzają przed telewizorem z paczką chipsów. A Wy  macie ten problem z ćwiczeniami grupowymi?

Ja spinning lubię bardzo i traktuję jako ciekawą alternatywę dla biegania zimą :). A podczas zajęć zawsze mam w pogotowiu telefon, żeby zawsze móc użyć Shazama!

Zostaw komentarz

  1. FashandRoll

    Z tym poczuciem rytmu się nie zgodzę. Przy robieniu różnych figur minimalne poczucie rytmu jest całkiem przydatne 😉 Chodzę na indoor cycling (u mnie tak się to nazywa, ale to chyba to samo co spinning) od początku października raz w tygodniu i waga leci w dół, mimo że właściwie nie stosuję diety; przy zwykłym rowerze waga stała w miejscu. 🙂

    1. Monika Gabas

      Jest przydatne, ale (dla mnie na szczęscie) nie niezbędne. Choć zapewne ułatwia :).

      Masz rację – indoor cycling to po prostu kolejna nazwa na te same zajęcia, muszę zedytować (uzupełnić) posta pod tym kątem 🙂

      1. Monika Gabas

        Ja nie wiem, może bierzemy udział w różnych zajęciach 😀 moim zdaniem naprawdę nie jest to konieczne by czerpać korzyść z tego treningu :).

  2. Katsunetka

    Oj, mam to uczucie do pokazania się. Taka niekomfortowa sytuacja dla mnie stad pewnie nadal tylko ćwiczenia w domu, choć tu problem z mobilizacją. Spinning brzmi bardzo zachęcająco i zaraz będzie, że szukam wymówek, nie będę jednak jeździć 50 km na niego, może tylko 30 km jeżeli w tamtym mieście znajdę. Chyba pokoszę się o szukanie, ale wiem że na miejscu tego u mnie nie ma a wielka szkoda. Człowiek by się znowu zmobilizował do ćwiczeń i przestał może się wstydzić, że mimo wszystko jest początkujący.

  3. Gosia

    Kiedyś byłam na spiningu i jak zeszłam z roweru byłam cała mokra i ledwo stałam na nogach;)
    Ale fajnie było;)

  4. Dobre Geny

    Od niedawna jestem posiadaczką karnetu na siłkę i byłam kilka razy na zajęciach spinningu. Mega mi się to podoba i bardzo lubię takie treningi. Chociaż po pierwszym byłam cała mokra, bolała mnie pupka od tego siedzonka na którym co jakiś czas trzeba było spocząć to nie przestałam chodzić. Nasza trenerka powiedziała mi że w ciągu godziny robimy od 28 do 32 km – robi to na mnie wrażenie i nawet podjazdy w 3 pozycji idą mi coraz lepiej.

  5. Agnieszka - Kornatkowo.pl

    Niestety ja jestem mega wstydziochem i m.in. dlatego nie nabyłam żadnego karnetu na siłownie, nie zaglądam w grafiki, nie poszłam na żaden kurs tańca, a tak bardzo bym chciała. Poszłabym, jeśli miałabym z kim. Miałabym jakąs przyjazną i dobrą duszyczkę obok. Jakoś byłoby mi raźniej. Może to wszystko przez to, że raz, za namowa koleżanki uczestniczyłam w zajęciach (nawet nie pamiętam jakich) i tylko się wstydu najadłam 🙁 Byłam jedyna osobą, która brała 1. raz udział w ćwiczeniach. Wszystkie dziewczyny doskonale znały choreografię, dawały radę z każdym ćwiczeniem. O ile instruktorka była bardzo sympatyczna i pomocna, to pozostałe dziewczyny miały ze mnie niezły ubaw. Szepty, obcinanie wzrokiem. No jędze wredne po prostu!
    Moja ciocia chodziła na zumbę, mówiła, że tam super atmosfera, ale jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić :/ Może to kwestia tego, że mieszka ona w o wiele mniejszym miecie niż ja, a ludzie z mniejszych miejscowości i miast zawsze wydawali mi się przyjaźniej nastawieni do życia. Nie ma w nich jakiejś chorej zawiści i tego pędu życia co w wielkim mieście.
    Od prawie miesiąca za to ćwiczę w domu i na tą chwilę mi to wystarcza, ale czasem po prostu chce się wyjść do ludzi…
    Jeśli chodzi o taki spinning, to chyba nie było by dla mnie. Moje kolana mogłyby tego nie wytrzymać. Nawet na zwykłym rowerze mogę jeździć po raczej równym terenie 🙁 Co mnie bardzo demotywuje do jazdy, bo chcąc wrócić do domu muszę podjechać pod bardzo wredną górkę. Dlatego zanim zacznie się sezon rowerowy postanowiłam spróbować na rowerze stacjonarnym, ale w zaciszu domowym 😉 I już nie mogę się doczekać soboty 😀