aktywność spontaniczna

Zwalanie winy za niepowodzenia w odchudzaniu na wolny metabolizm jest powszechne. Jeśli sam nigdy tego nie robiłeś, to zapewne słyszałeś w tramwaju lub na lunchowej przerwie.

W końcu całkiem wygodnie jest znaleźć wytłumaczenie dla swojego lenistwa. Tak: wytłumaczenie, wymówkę, nazywaj to jak chcesz, byle nie “realną przeszkodą w odchudzaniu”. Bo nie jest przeszkodą coś, z czego wynika do 8% różnicy w tempie metabolizmu między badanymi osobami [1]. Jeśli uśrednimy dzienny wydatek energetyczny do 2000 kcal, różnice między ludźmi wynosiłyby do 160 kcal. To tak, jakby niektórzy mogli zjeść 2/3 snickersa gratis.

Metaboliczny Snickers vs. Zeżarte Snickersy

Obawiam się jednak, że za niepowodzenia w odchudzaniu odpowiadają trochę inne snickersy – nie “metaboliczne”, a te zjadane hurtowo, w totalnie niekontrolowany sposób.

Nawet, jeśli cierpisz na chorobę spowalniającą metabolizm, jaką jest np. niedoczynność tarczycy, Twoja Podstawowa Przemiana Materii może być obniżona o około 15%. 15% nie upoważnia do mówienia, że jest Ci dwa razy trudniej schudnąć, niż innym – tym bardziej, że w momencie wyrównania poziomu hormonów, tempo metabolizmu również ulega poprawie.

… czy raczej: “Mam niechęć do ruchu”

Jak to jest: jedni mogą jeść słodycze, olewać założenia diety i utrzymują stałą wagę, podczas gdy drudzy tyją od samego powąchania pączka.

Odsuwając na bok ewenementy medyczne, które mogłyby sprawić, że ktoś je co chce i ile chce, nie rusza się wcale i nie tyje (bo po co mielibyśmy skupiać się na czymś, co dotyczy maleńkiego odsetka społeczeństwa), odpowiedź znajdujemy w określeniu: Aktywność Spontaniczna, z której wynika NEAT – termogeneza niewynikająca z ćwiczeń sportowych.

Z polskiego na nasze: jeśli ruszasz się w ciągu całego dnia, a nie tylko podczas godzinnego treningu sprawiasz, że organizm spala znacznie więcej kalorii.

Kalorie spalone przez cały dzień na aktywności spontanicznej (pozatreningowej) również zwiększają Całkowitą Przemianę Materii – tak, jak treningi.

Chudniesz wtedy, gdy jesz mniej, niż spalasz

… ale nie za mało.

Bezpieczna dieta redukcyjna pokrywa co najmniej potrzeby energetyczne wynikające z Podstawowej Przemiany Materii. Musisz zjadać minimum tyle, ile potrzebuje Twoje ciało (organy wewnętrzne, układ hormonalny), by prawidłowo funkcjonować. Optymalnie, deficyt energetyczny powinien wynosić około 500-1000 kcal/ dziennie.

Nie bój się jeść dużo na diecie, bo “mniej wcale nie znaczy w tej materii lepiej”; jeśli jesz za mało, to i na aktywność spontaniczną nie będziesz mieć ani siły, ani chęci – bo skąd? Badania wykazują, że osoby niestosujące głodówek mają wyższy poziom aktywności spontanicznej [2].

Skoro dla zdrowia nie możemy naruszyć dietą granicy PPM – zależnej od wieku, wagi, płci i wzrostu (możesz łatwo sprawdzić PPM w moim Kalkulatorze dietetycznym), to aby zwiększyć DEFICYT ENERGETYCZNY musimy zwiększyć poziom aktywności. PPM różni się też w zależności od składu ciała (stosunek tkanki mięśniowej do tłuszczowej), czego nie uwzględniają podstawowe kalkulatory.

Co wcale nie znaczy, że jeśli teraz chodzisz na 5 treningów w tygodniu, czeka Cię 10.

Ruch to nie tylko sport. Możesz spalać więcej kalorii, bez dodatkowych treningów!

Aktywność Spontaniczna najlepiej podbija CPM

Choć teoria wydatku energetycznego jest sabotowana w różnych zakątkach Internetu, gdzie możemy dowiedzieć się, że nie liczy się ilość a np. dobór komponentów diety jak w diecie ketogenicznej, to nauka nie pozostawia złudzeń – bazowanie na deficycie energetycznym jest najlepiej udowodnioną metodą odchudzania [3,4,5]

Co mówi o mojej Całkowitej Przemianie Materii zegarek sportowy?

Do wyników z zegarka, kalkulatorów czy jakichkolwiek innych cyferek należy podchodzić z dystansem. Zdecydowanie nie opłaca się koncentrować na matematycznych aspektach odchudzania, bo nie dysponujemy idealnymi metodami, które perfekcyjnie odzwierciedliłyby całodniowy wydatek energetyczny. Chcę Wam jednak coś zobrazować.

aktywnosc spontaniczna neat
Zegarek nie uwzględnia efektu spalania kalorii po zakończeniu treningu siłowego, ani termogenezy poposiłkowej – wydatku ponoszonego na strawienie tego, co zjadamy.

Według zegarka, przez cały dzień spalam około 2500 kcal. Co się na nie składa?

  • około 1500 kcal pokrywa Podstawowa Przemiana Materii – wydatek energetyczny, który ponosi mój organizm na przetrwanie (zakładając sytuację, w której moimi jedynymi obowiązkami byłoby leżenie i pachnienie)
  • około 400 kcal to wydatek energetyczny z treningu – trenuję siłowo, około 50-60 minut z rozgrzewką i rollowaniem po treningu; prawdopodobnie wydatek energetyczny wynikający z przyspieszonego metabolizmu zachodzi jeszcze po zakończeniu treningu, ale trzymajmy się podstawowych wyliczeń
  • jestem freelancerem – mogłabym calutki dzień przesiedzieć na tyłku bez ruszania się z domu, bo droga do pracy zajmuje mi jakieś 10 kroków (zakładając, że startuję z dwóch najbardziej oddalonych od siebie punktów mieszkania)
  • pozostaje jeszcze kwestia Termogenezy Poposiłkowej – nie uwzględnia jej zegarek, ale zazwyczaj to gratisowe 5-15% do CPM; nasze ciało ponosi wydatek energetyczny, by strawić to, czym je karmimy – jeśli karmimy je białkiem i produktami zawierającymi duże ilości błonnika, najbardziej podbijamy termogenezę poposiłkową

Jednak jeśli moja praca nie wiąże się z dużym wydatkiem energetycznym, zegarek nie uwzględnia termogenezy poposiłkowej, to skąd się wzięło pozostałe 600 kcal (CPM 2500 kcal – PPM 1500 kcal – 400 kcal trening)?

To właśnie aktywność spontaniczna, generująca termogenezę niezwiązaną ze sportem.

Ruszaj się (i nie myl tego ze sportem)

Aktywność Spontaniczna, to suma wszystkich sytuacji, w których wybieramy ruch zamiast braku ruchu.

O ile jedno wejście po schodach zamiast wjechania z windą nie zrobi wielkiej różnicy, tak sumienne szukanie okazji ruchu – zamiast szukania okazji do leniuchowania – daje ogromne efekty. Często nawet większe, niż sam trening – szczególnie, jeśli trenując uważasz na to, żeby przypadkiem nie złapać zadyszki ;).

Nie da się jednym treningiem zastąpić całego dnia na tyłku. Więc może nie spędzajmy go w ten sposób?

Albo nie narzekajmy, że z kaloriami szaleć nie można – bo to jak ten cały dzień spędzasz zależy od Ciebie, nikt Cię do tego krzesła nie przyspawał ;).

Ja jestem freelancerem, mogłabym dzienną aktywność spontaniczną ograniczyć do braku aktywności. Wybieram inaczej. Przykładowo:

  • mniej zarabiać – biorę mniej zleceń, żeby mieć czas na dodatkowe aktywności
  • używam schodów zamiast windy
  • warzywa i owoce kupuję na ryneczku pół kilometra od domu, zamiast w Żabce na parterze
  • wybieram wieczorny seks zamiast wieczornego bolimniegłowizmu
  • umawiamy się ze znajomymi nie tylko na posiadówki, ale też na kręgle, na rolki, na frisbee, na lodowisko. Jasne, że czasami po prostu siedzimy i chlejemy wino, ale czasami nie 😉 #sportoweświry
  • wartko gestykuluję, kręcę się i wiercę i robię inne dziwactwa w trakcie pracy 😉
  • słucham podcastów/audiobooków kosztem czytania książek, bo to mogę robić w ruchu EDIT:lektura komentarzy zmusiła mnie do dodania oczywistej oczywistości – nie rezygnuję z czytelnictwa w formie papierowej czy kindle, wersje audio to mój sposób na dodatkową motywację do spaceru, urozmaicenie tego czasu i dobry pretekst do łączenia poszerzania literackich horyzontów z dbaniem o własny układ ruchu. Co nie zmienia faktu, że papier rządzi (i cudownie szeleści!), a ja nadal znacznie więcej czytam, niż słucham 😉
  • sprzątam mieszkanie jak wariatka – urządzam dzikie tańce z odkurzaczem, zamiast się przy nim ślamazarzyć
  • rano przez 15 minut ćwiczę jogę, zamiast trenować scrollowanie instagrama
  • dążę do 10 000 kroków każdego dnia – to dla mnie najtrudniejszy aspekt, który wymaga więcej zaangażowania

Nie wiem na jakie kompromisy możesz iść Ty

Może spaceruj do pracy albo dojeżdżaj rowerem zamiast autem czy komunikacją? Bądź tym, który zawsze wyrywa się, by wyjść na pocztę, przejść się do koleżanki z pokoju obok, chodzi schodami zamiast windy? Zabieraj psa na spacer dalej niż na odcinek jednej kupy i siku, baw się z dzieckiem w coś innego, niż kolorowanie, a wolne wieczory celebruj nie tylko przed telewizorem?

Moje sposoby na to jak zwiększyć aktywność spontaniczną są dla mnie okej. Bo dla mnie zdrowy styl życia jest naprawdę ważny, to nie jest jakaś mrzonka. Wierzę, że to jest dla mnie lepsze w szerszej perspektywie i dlatego to robię.

Wybieram to, co dla mnie lepsze – choć nie zawsze można by postawić znak równości z wygodniejszym i przyjemniejszym.

Bibliografia:

  1. Donahoo WT., Levine JA., Melanson EL.:Variability in energy expenditure and its components. Curr Opin Clin Nutr Metab Care 2004 Nov;7(6):599-605
  2. Levine JA., Eberhardt NL., Jensen MD. Role of nonexercise activity thermogenesis in resistance to fat gain in humans. Science 1999 Jan 8;283(5399):212-4
  3. Hall KD. A review of the carbohydrate?insulin model of obesity. Eur J Clin Nutr. January 2017:1-4. doi:10.1038/ejcn.2016.260
  4. Hall KD. Did the Food Environment Cause the Obesity Epidemic? Obesity. 2018;26(1):2017-2019. doi:10.1002/oby.22073
  5. Howell S, Kones R. ?Calories in, calories out? and macronutrient intake: The Hope, Hype, and Science of Calories. Am J Physiol ? Endocrinol Metab. 2017:ajpendo.00156.2017. doi:10.1152/ajpendo.00156.2017

Zostaw komentarz

  1. Asia

    Rower w drodze do pracy to dla mnie idealne rozwiązanie. Oszczędzam czas (też mieszkam w Łodzi, wiesz jak wygląda tu poranny ruch), pieniądze i jest mi o wiele przyjemniej niż w MPK. No a jeśli w ciągu tygodnia nie mam za dużo czasu na treningi, to nie mam wyrzutów sumienia, bo codziennie zapewniam sobie około godziny w miarę intensywnego ruchu. Jeśli akurat nie mam ze sobą roweru to staram się więcej chodzić (np. przejść przystanek pieszo), mam też w pracy dużo schodów (w tym w drodze do toalety…).
    Bardzo cieszę się, że o tym piszesz, bo znam wiele osób, które marudzą, że nie mogą schudnąć, ale przejście pieszo 2 km uważają za niepotrzebną ekstrawagancję 😉

    1. e.pietrzak.stelmasiak

      Ja tez Lodzianka i z radoscia otworzylam sezon Nextbika. Juz w ubieglym tyg jak odpuscily temperatury zerowe wsiadlam na rowerek. Zamiast stac 40 min w korkach w tramwajach ja rownolegle na rowerku..Szkoda jednak ze w spalinach
      No ale wszystkiego nie przeskocze. Fajny artykul. Dziekuje

  2. Ania

    Treningi czasem zdarza mi się opuszczać, ale zawsze wybieram chodzenie zamiast pakowania tyłka w autobus. To dlatego w Krakowie podczas jednego dnia zwiedzania miasta zrobiłam prawie 30 km pieszo. Podczas następnych dni wraz z kuzynkami starałyśmy się pobić ten rekord. Również dlatego, gdy pojechałam na wycieczkę z chłopakiem i on chciał wezwać taksówkę, ja twardo stwierdziłam, że idziemy te 4 km do hotelu. I to dlatego mimo, że mieszkam od 3 lat w Trójmieście nie mam karty miejskiej. Bo ja zawsze wszędzie chodzę xd

  3. Asia

    Rower w drodze do pracy to dla mnie idealne rozwiązanie. Oszczędzam czas (też mieszkam w Łodzi, wiesz jak wygląda tu poranny ruch), pieniądze i jest mi o wiele przyjemniej niż w MPK. No a jeśli w ciągu tygodnia nie mam za dużo czasu na treningi, to nie mam wyrzutów sumienia, bo codziennie zapewniam sobie około godziny w miarę intensywnego ruchu. Jeśli akurat nie mam ze sobą roweru to staram się więcej chodzić (np. przejść przystanek pieszo), mam też w pracy dużo schodów (w tym w drodze do toalety…).
    Bardzo cieszę się, że o tym piszesz, bo znam wiele osób, które marudzą, że nie mogą schudnąć, ale przejście pieszo 2 km uważają za niepotrzebną ekstrawagancję 😉

    1. e.pietrzak.stelmasiak

      Ja tez Lodzianka i z radoscia otworzylam sezon Nextbika. Juz w ubieglym tyg jak odpuscily temperatury zerowe wsiadlam na rowerek. Zamiast stac 40 min w korkach w tramwajach ja rownolegle na rowerku..Szkoda jednak ze w spalinach
      No ale wszystkiego nie przeskocze. Fajny artykul. Dziekuje

  4. Aurelia

    Totalna bzdura dotyczącą książek. Wiele porządnnych lektur nie jest dostępnych na audiobookach. Co więcej – dla mnie, jak i dla wielu osób, które znam i które są ‘książkoholikami’ ta forma przekazu nie sprawia przyjemności. Poza tym to NIE JEST CZYTANIE tylko słuchanie. Ja czytam wiele książek naukowych i popularnonaukowych – jestem doktorem, ale nie ‘samozwańczym’ i nie wyobrażam sobie ‘nie zobaczyć tekstu’. Co więcej – książka może być czasem odpoczynku, który też się należy. Nie może go pani demonizować, bo dojdzie do tego, że podczas spania też powinniśmy drgać, czy coś, cokolwiek byleby był ruch. Nie wiem czy pani wie co znaczy holistyczne podejście do osoby, jako pełnoprawnej substancji złożonej z ciała i ducha. Po krótce tylko wskażę, że rozwój intelektualny jest niesamowicie ważny, o ile nie ważniejszy niż praca nad ciałem (która także jest konieczna, ale nie najważniejsza). Efektem skupienia się na ciele jest wykwit fitinfluencerek i tego typu innych dziwnych tworów, a odejście od prymatu rozumu. Ludzie – czytajcie dobre książki (nie tylko 50 twarzy Greya) i nie bójcie się, że od tego utyjecie. Boże, co za podejście. Na fb leci dislike za to. Mam nadzieję, że opublikuje Pani mój wpis, bo jest on ważny i stanowi jedynie konstruktywną krytykę.

    1. Paulina

      Siedzę i nie wierzę co czytam. Czy może Pani wskazać, w którym miejscu w tekście Pani Monika DEMONIZUJE książki? Bo ja tego nie wiedzę. Też jestem książkoholikiem, połykam ich naprawdę wiele. A wzmianki autorki o audiobookach nie odebrałam jako atak na książki tylko jako alternatywę jeśli chce w jakiś sposób połączyć przeżywanie historii książkowych z ruchem. Pani Aurelio, trochę dystansu do siebie i świata 😉

    2. Monika Ciesielska

      Tak, jak niecodziennie mamy posiadówki z przyjaciółmi, tak niecodziennie wybieram coś do słuchania kosztem czegoś do czytania.

      Czasami tak. A czasami wygrywa papier i hamak -> dla relaksu czy papier i biurko, gdy potrzebna jest wzmożona koncentracja.

      Gdzie tu miejsce na demonizowanie czytelnictwa?

      Szanowna Pani Doktor, nadinterpretacja, to bardzo brzydka, zupełnie nienaukowa postawa 😉

    3. Marta

      Szczerze powiem, że najpierw przeczytałam komentarze, a później dopiero tekst. Po Twoim komentarzu spodziewałam się całego paragrafu wypełnionego zaletami audiobooków nad książką. A jedyne co znalazłam to jedno zdanie mówiące o tym, że Monika wybiera audiobook nad książką, bo to pozwala jej się więcej ruszać. Mocno subiektywne zdanie niewyrażające żadnej opinii, jedynie informujące o jej własnym sposobie na więcej ruchu. Twój komentarz jest wręcz obraźliwy w kierunku “samozwańczego doktora”, którym nazywa się autorka. Najwyraźniej ten prawdziwy doktorat nie jest wystarczający, żeby wyrażać się kulturalnie i zachować odrobinę dystansu. Ostatecznie ten unlike to chyba jednak plus dla Moniki 😉

    4. Klaudia

      A tu jest ten kwiatek ! 😀
      Tak. Bo rozwój intelektualny, to tylko książki.
      To może ja pójdę z maczugą do jaskini, ok?

    5. e.pietrzak.stelmasiak

      tes akurat jestem doktorem i uwazam ze Monika ani przez chwile nie demonizuje! Proponoje i nie napiera, ale podaje swoj przyklad. Uwazam ze dziwczyna we wspanialy sposob szuka środka! Chylę, czola Moniko!

  5. Ania

    Treningi czasem zdarza mi się opuszczać, ale zawsze wybieram chodzenie zamiast pakowania tyłka w autobus. To dlatego w Krakowie podczas jednego dnia zwiedzania miasta zrobiłam prawie 30 km pieszo. Podczas następnych dni wraz z kuzynkami starałyśmy się pobić ten rekord. Również dlatego, gdy pojechałam na wycieczkę z chłopakiem i on chciał wezwać taksówkę, ja twardo stwierdziłam, że idziemy te 4 km do hotelu. I to dlatego mimo, że mieszkam od 3 lat w Trójmieście nie mam karty miejskiej. Bo ja zawsze wszędzie chodzę xd

  6. Aurelia

    Totalna bzdura dotyczącą książek. Wiele porządnnych lektur nie jest dostępnych na audiobookach. Co więcej – dla mnie, jak i dla wielu osób, które znam i które są ‘książkoholikami’ ta forma przekazu nie sprawia przyjemności. Poza tym to NIE JEST CZYTANIE tylko słuchanie. Ja czytam wiele książek naukowych i popularnonaukowych – jestem doktorem, ale nie ‘samozwańczym’ i nie wyobrażam sobie ‘nie zobaczyć tekstu’. Co więcej – książka może być czasem odpoczynku, który też się należy. Nie może go pani demonizować, bo dojdzie do tego, że podczas spania też powinniśmy drgać, czy coś, cokolwiek byleby był ruch. Nie wiem czy pani wie co znaczy holistyczne podejście do osoby, jako pełnoprawnej substancji złożonej z ciała i ducha. Po krótce tylko wskażę, że rozwój intelektualny jest niesamowicie ważny, o ile nie ważniejszy niż praca nad ciałem (która także jest konieczna, ale nie najważniejsza). Efektem skupienia się na ciele jest wykwit fitinfluencerek i tego typu innych dziwnych tworów, a odejście od prymatu rozumu. Ludzie – czytajcie dobre książki (nie tylko 50 twarzy Greya) i nie bójcie się, że od tego utyjecie. Boże, co za podejście. Na fb leci dislike za to. Mam nadzieję, że opublikuje Pani mój wpis, bo jest on ważny i stanowi jedynie konstruktywną krytykę.

    1. Paulina

      Siedzę i nie wierzę co czytam. Czy może Pani wskazać, w którym miejscu w tekście Pani Monika DEMONIZUJE książki? Bo ja tego nie wiedzę. Też jestem książkoholikiem, połykam ich naprawdę wiele. A wzmianki autorki o audiobookach nie odebrałam jako atak na książki tylko jako alternatywę jeśli chce w jakiś sposób połączyć przeżywanie historii książkowych z ruchem. Pani Aurelio, trochę dystansu do siebie i świata 😉

    2. Monika Ciesielska

      Tak, jak niecodziennie mamy posiadówki z przyjaciółmi, tak niecodziennie wybieram coś do słuchania kosztem czegoś do czytania.

      Czasami tak. A czasami wygrywa papier i hamak -> dla relaksu czy papier i biurko, gdy potrzebna jest wzmożona koncentracja.

      Gdzie tu miejsce na demonizowanie czytelnictwa?

      Szanowna Pani Doktor, nadinterpretacja, to bardzo brzydka, zupełnie nienaukowa postawa 😉

    3. Klaudia

      A tu jest ten kwiatek ! 😀
      Tak. Bo rozwój intelektualny, to tylko książki.
      To może ja pójdę z maczugą do jaskini, ok?

    4. Marta

      Szczerze powiem, że najpierw przeczytałam komentarze, a później dopiero tekst. Po Twoim komentarzu spodziewałam się całego paragrafu wypełnionego zaletami audiobooków nad książką. A jedyne co znalazłam to jedno zdanie mówiące o tym, że Monika wybiera audiobook nad książką, bo to pozwala jej się więcej ruszać. Mocno subiektywne zdanie niewyrażające żadnej opinii, jedynie informujące o jej własnym sposobie na więcej ruchu. Twój komentarz jest wręcz obraźliwy w kierunku “samozwańczego doktora”, którym nazywa się autorka. Najwyraźniej ten prawdziwy doktorat nie jest wystarczający, żeby wyrażać się kulturalnie i zachować odrobinę dystansu. Ostatecznie ten unlike to chyba jednak plus dla Moniki 😉

    5. e.pietrzak.stelmasiak

      tes akurat jestem doktorem i uwazam ze Monika ani przez chwile nie demonizuje! Proponoje i nie napiera, ale podaje swoj przyklad. Uwazam ze dziwczyna we wspanialy sposob szuka środka! Chylę, czola Moniko!

  7. Iwona

    Odprowadzam dzieci i przyprowadzam pieszo. To i dla nich zdrowo po całym dniu często w 4 ścianach przedszkola. Wszędzie gdzie dojdę idę pieszo a latem jadę rowerem- wiadomo kosztem czasu. Mam problem z dieta z waga z treningami. To chociaż tyle robię na stałe.

    1. Monika Ciesielska

      Czyli jedna, bardzo istotna część zdrowego stylu życia jest już Twoim nawykiem! Z taką podstawą, łatwiej będzie Ci skupić na kolejnym aspekcie. Zastanów się, jaką jedną małą pozytywną zmianę mogłabyś wprowadzić teraz – tylko taką, która nie przytłoczy i będzie faktycznie realna 🙂

  8. Iwona

    Odprowadzam dzieci i przyprowadzam pieszo. To i dla nich zdrowo po całym dniu często w 4 ścianach przedszkola. Wszędzie gdzie dojdę idę pieszo a latem jadę rowerem- wiadomo kosztem czasu. Mam problem z dieta z waga z treningami. To chociaż tyle robię na stałe.

    1. Monika Ciesielska

      Czyli jedna, bardzo istotna część zdrowego stylu życia jest już Twoim nawykiem! Z taką podstawą, łatwiej będzie Ci skupić na kolejnym aspekcie. Zastanów się, jaką jedną małą pozytywną zmianę mogłabyś wprowadzić teraz – tylko taką, która nie przytłoczy i będzie faktycznie realna 🙂

  9. Magda

    Ja w czasie mycia zębów robię krok aerobikowy step touch w miejscu,a czasami pod prysznicem myję głowę w lekkim przysiadzie no i jak niosę siatki z zakupami to rytmicznie je powoli podnoszę, jak hantle,więc mięśnie ramion trochę bardziej działają;)

    1. Monika Ciesielska

      O to to! Takie wariactwa przemile widziane :). Z podobnych (podpatrzyłam u kursantki) – rozciągenie w oczekiwaniu aż zagotuje się woda na herbatę 🙂

      1. Magda

        Też dobre, ja zwykle rozciągam się przy drukarce w pracy, która stoi na korytarzu w pracy do której mam 10 kroków w jedną stronę współpracownicy już przywykli do moich wygibasów i część nawet też zaczęła je uprawiać a moja szefowa w ramach myślenia nad sprawami z pracy chodzi po schodach w górę i w dół, żeby wyrobić dzienną normę kroków, co często zmusza mnie do chodzenia za nią, jak potrzebuję coś z nią omówić

  10. Klaudia

    Ej, ktoś Ci zarzucał, że jesteś be i me, bo O RANY BOSKIE nie czytasz książek? Bo audiobooki?

    Ja też nie czytam, bo nie mam czasu. Bo mam inne zajęcia, hobby. Bo wolę artykuły w czasopismach.

    I co teraz? Zaorać mnie? 😀

    1. Klaudia

      Poprawka – bez też*. Bo Ty czytasz, z resztą był potężny wpis na temat fachowej literatury.

  11. Natalia Ziemba Jankowska

    Czy zegarek tylko zaniża? Czy może też zawyżać? Nie znalazłam nigdzie odpowiedzi, a mój Garmin daje mi średnio 2500 kcal i chociaż jestem aktywna, to już tak dużo, że aż ciężko uwierzyć, a co dopiero w to, że miałoby być w rzeczywistości więcej.

    1. Monika Ciesielska

      Zegarek może ściemniać w każdą stronę, bo to nie urządzenie o laboratoryjnej precyzji ;). Ja kieruję się średnią z zegarka, ale też samooceną poziomu aktywności i wzorami.

  12. Anonim

    Co ja tam bende trenowac?! to jeszcze mi zabjera dórzo czasu! lepeiej jest czasem windom a czasem shodami!

    1. Monika

      Przecież to nie jest artykuł o tym “co zamiast treningów” tylko “co oprócz treningów”. Durny komentarz.

  13. Monika

    Jakie to jest prawdziwe. Moje problemy z ekstra kilogramami zaczęły się gdy przesiadałam się z autobusu do samochodu. Nie miałam pojęcia ile ruchu generuje mnie codzienne przemieszczanie się z punktu a do b. Suuuuper ze ten artykuł to uświadamia.

  14. violino

    Pozdrawia zapalona czytelniczka, która zeszłego lata robiła sobie 10-kilometrowe (żwawe!) spacery, a żeby nie umrzeć przy tym z nudów, brała książkę i śmigała przez ponad godzinę ani razu się przy tym nie potykając 😉 Można? Można! 😛

  15. violino

    Pozdrawia zapalona czytelniczka, która zeszłego lata robiła sobie 10-kilometrowe (żwawe!) spacery, a żeby nie umrzeć przy tym z nudów, brała książkę i śmigała przez ponad godzinę ani razu się przy tym nie potykając 😉 Można? Można! 😛

  16. Magda

    Ja w czasie mycia zębów robię krok aerobikowy step touch w miejscu,a czasami pod prysznicem myję głowę w lekkim przysiadzie no i jak niosę siatki z zakupami to rytmicznie je powoli podnoszę, jak hantle,więc mięśnie ramion trochę bardziej działają;)

    1. Monika Ciesielska

      O to to! Takie wariactwa przemile widziane :). Z podobnych (podpatrzyłam u kursantki) – rozciągenie w oczekiwaniu aż zagotuje się woda na herbatę 🙂

      1. Magda

        Też dobre, ja zwykle rozciągam się przy drukarce w pracy, która stoi na korytarzu w pracy do której mam 10 kroków w jedną stronę współpracownicy już przywykli do moich wygibasów i część nawet też zaczęła je uprawiać a moja szefowa w ramach myślenia nad sprawami z pracy chodzi po schodach w górę i w dół, żeby wyrobić dzienną normę kroków, co często zmusza mnie do chodzenia za nią, jak potrzebuję coś z nią omówić

  17. Klaudia

    Ej, ktoś Ci zarzucał, że jesteś be i me, bo O RANY BOSKIE nie czytasz książek? Bo audiobooki?

    Ja też nie czytam, bo nie mam czasu. Bo mam inne zajęcia, hobby. Bo wolę artykuły w czasopismach.

    I co teraz? Zaorać mnie? 😀

    1. Klaudia

      Poprawka – bez też*. Bo Ty czytasz, z resztą był potężny wpis na temat fachowej literatury.

  18. Anonymous

    Co ja tam bende trenowac?! to jeszcze mi zabjera dórzo czasu! lepeiej jest czasem windom a czasem shodami!

    1. Monika

      Przecież to nie jest artykuł o tym “co zamiast treningów” tylko “co oprócz treningów”. Durny komentarz.

  19. Natalia Ziemba Jankowska

    Czy zegarek tylko zaniża? Czy może też zawyżać? Nie znalazłam nigdzie odpowiedzi, a mój Garmin daje mi średnio 2500 kcal i chociaż jestem aktywna, to już tak dużo, że aż ciężko uwierzyć, a co dopiero w to, że miałoby być w rzeczywistości więcej.

    1. Monika Ciesielska

      Zegarek może ściemniać w każdą stronę, bo to nie urządzenie o laboratoryjnej precyzji ;). Ja kieruję się średnią z zegarka, ale też samooceną poziomu aktywności i wzorami.

  20. Monika

    Jakie to jest prawdziwe. Moje problemy z ekstra kilogramami zaczęły się gdy przesiadałam się z autobusu do samochodu. Nie miałam pojęcia ile ruchu generuje mnie codzienne przemieszczanie się z punktu a do b. Suuuuper ze ten artykuł to uświadamia.

  21. Piotr

    Super:-) Najbardziej spodobało mi się “wybieram wieczorny seks zamiast wieczornego bolimniegłowizmu” Mieć taką rakietę w domu 😉