Moje ciało nie jest po to, żeby się podobać

martwię się co pomyślą inni

Opakowanie na człowieka, łącznik z emocjami i narzędzie do niesienia mnie przez życie w nieograniczający sposób. Po prostu ciało.

To nie „ja”.

Nie wyznacznik mojej wartości.

Ani obiekt dyskusji.

Miara atrakcyjności też nie.

To tylko ciało.

Jeszcze nie spełniłam marzeń o konieczności spędzania co najmniej połowy roku w stroju kąpielowym. Zazwyczaj występuję na lajstajlowym instagramie owinięta w cieńsze czy grubsze warstwy ubrań. Gdy pojawiam się w wersji bardziej odkrytej, muszę chować ją pod warstwą grubszej skóry uodparniającej na niewybredne komentarze najbardziej wymagających recenzentów cudzych życi i żyć.

Bo „nie dość, że osoba publiczna, to jeszcze dietetyk! Powinnam być gotowa nie tylko na bycie ocenianą, ale jeszcze rozumieć, że „moje ciało to moja wizytówka”!”

Ni to pierwsza, ni ostatnia cudza prawda, którą próbuje wpychać mi się do głowy. Na szczęście nieskutecznie. Czasami robi się jedynie żal oceniającego – z takim podejściem do życia nigdy nie uwolni się od poczucia bycia ciągle krytykowanym.

Opinie naczelnych estetów ds. kwalifikacji ciał jako wystarczająco dobre ani mnie ziębią, ani parzą. Za wyjątkiem jednego komentarza, który utwierdził mnie w przekonaniu, że nie muszę składać reklamacji na męża, bo to super facet jest!

Nie pamiętam dokładnie o co chodziło, to było coś z rodzaju „za grubej, by tak świecić dupą” (czyli być w bikini w 30 stopniowym upale), na co Łukasz wyjątkowo postanowił odpisać.

A ja wyjątkowo się z nim zgadzam:

Zawsze można być bardziej dociętym, tylko po co? Życie to nie zawody bikini fitness. Fakt – warto być zdrowym i sprawnym, ale to przecież nie to samo.

Wpasowanie się w czyjeś ideały piękna z góry skazane jest na porażkę, bo dla każdego ideał oznacza coś innego.

Monika akurat jest twarda jak stonka i po niej to spływa, ale trzeba sobie uświadomić że kobiety popełniają samobójstwa z tego powodu – tylko właśnie, z jakiego powodu? Wychodzi na to że przez czyjs hejt – chory świat.

Trzeba być moralnym zerem, okropnym czlowiekiem, w najlepszym wypadku kimś bardzo pogubionym, żeby oceniać kogoś po wyglądzie i jeszcze wprost mówić mu że wygląda nie tak i powinien to swoje ciało ukrywać.

Ciało może być „piękne” czy raczej zgodne z dzisiejszymi kanonami młodości i gładkości tylko przez chwilę. Nie warto z tego powodu marnować całego życia – ani sobie, ani komuś innemu.

Możesz podobać się sobie bez względu na rozmiar

Zaraz padnie przełomowa myśl! Uwaga, uwaga czy komisja noblowska to widzi?

LUDZIE MAJĄ RÓŻNE GUSTA – PODOBAJĄ IM SIĘ RÓZNE RZECZY I RÓŻNI LUDZIE

pAŁLO KOŁELO FITNĘSU

Nigdy nie powiem, że „otyłość jest okej pod każdym względem” – bo nie jest.

I nawet w duchu ciałopozytywności nie należy zaprzeczać faktom – otyłość (nie mylić z nadwagą) niesie za sobą wysokie ryzyko chorób cywilizacyjnych i krótszego życia. Ale te fakty nie odbierają nikomu prawa do szacunku czy podobania się sobie!

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jako ludzkość dotarliśmy w strasznie gówniane miejsce, skoro musimy sobie przypominać, że każdy ma prawo czuć to, co czuje.

Wszyscy zasługujemy na szacunek, a żadne ciało nie zasługuje na hejt!

Możemy chcieć się zmienić, okazując sobie szacunek

Możesz podobać się sobie w każdym rozmiarze.

A możesz też akceptować aktualną sytuację i jednocześnie pracować nad zmianą w obszarze, który obecnie nie do końca Ci odpowiada, a jest zależny od Twoich działań.

Możemy czuć się fantastycznie w swoim ciele bez względu na to, ile waży!

A możemy też czuć się fantastycznie ze sobą i dążyć do stanu, w którym ciało podobało nam się bardziej. Bo tak samo, jak masz prawo czuć się dobrze ważąc 100 kg, tak samo masz prawo lepiej wspominać okres, gdy ważyłaś 15 kg mniej.

Oszukiwanie się, że odpowiada Ci obecna sytuacja jest znacznie gorsze niż szczere przyznanie jak się sprawy mają. Powstaje niebezpiecznie głęboki dysonans pomiędzy tym, co próbujesz sobie wmówić, a tym, co naprawdę czujesz.

Dlatego uważam, że nie każda próba odchudzania zakrawa o fatshaming, tak jak nie wszystkie „fit metamorfozy” zakładają przeistoczenie „złej, brzydkiej, niechcianej wersji przed” w „oklaskiwaną wersję po”. Chęć redukcji masy ciała nie musi oznaczać niskiej samooceny czy braku szacunku do siebie „z dziś”.

Nie każda chęć zmiany jest podyktowana brakiem akceptacji!

Farbując się na blond nie dyskryminuję przecież brunetek.

Pracując na etacie nie hejtuję samozatrudnionych.

Sprzątając sama dom nie umniejszam rodzinom wynajmującym Panie do sprzątania.

Chęć zmiany nie musi być przejawem niechęci do siebie!

Nie musi być też karą za dotychczasowe błędy.

Może być przejawem troski o siebie i sprawdzeniem, co by było, gdybyśmy spróbowali zrealizować chodzące nam po głowie postanowienia.

Niedługo VII edycja Korepetycji z odchudzania – kursu online, w którym uczę pozytywnego odchudzania opartego na postawie samowsparcia i udowodnionych naukowo metodach. Zapisz się na listę oczekujących, żeby dostać informację o starcie sprzedaży najbliższej edycji: